sadosia75
02.06.09, 09:22
Wczoraj tesciowa ( tak ta zla tesciowa ) wziela moje dzieci do
siebie z okazji dnia dziecka. niektore z Was juz moja
tesciowa "znaja" inne pewnie nie ale nie ma czego zalowac.
wieczorem jak odbieralam corki od tesciowej mlodsza byla jakas nie
swoja. cala droge powrotna w ogole sie nie odzywala co nie jest w
jej stylu. myslalam, ze jest zmeczona, albo przejadla sie
slodkosciami to musi odespac troche.
wrocilysmy do domu i jak zaczelam wypytywac jak sie bawily, co
robily gdzie byly to powiedziala mi, ze w kosciele.
zdziwilam sie no ale w koncu to moja tesciowa wiec taki wypad jest
do niej podobny. corka przed polozeniem sie spac nie chciala, zebym
czytala jej bajki. stanela w kacie i zaczela sie modlic i plakac.
zapytalam dlaczego placze a ona mi powiedziala, ze babcia jej
mowila, ze to moja wina, ze starsza corka jest chora bo nie chodze
do kosciola i nie wierze w boga i to kara boska! dzisiaj jula nie
chciala isc do przedszkola, plakala od samego rana chciala isc do
kosciola sie modlic bo ona nie chce byc chora. wpadla w histerie,
ze to wszystko moja wina, ze ona tez bedzie chora bo tak jej babcia
powiedziala, ze pojdzie do piekla i bedzie sie smazyc w oleju jak
paczek.tlumaczylam jej, ze to nie tak, ze babcia na pewno cos
pokrecila, ze cos sie jej pomylilo. ja rozmawialam z corka, maaz
rozmawial z corka, moja mama przyjechala i tez z nia rozmawiala. i
NIC! Julka idzie w zaparte bo tak jej powiedziala babcia.
co robic? z dzieckiem oczywiscie. bo z tesciowa to juz ja wiem co
zrobie...