gelatik
17.03.02, 02:20
Coraz więcej młodych wykształconych mężczyzn ucieka od swoich dzieci. Po latach
żałują, ale wrócić im trudno.
Marek Brandt, 34-letni przedstawiciel handlowy, rozstał się z partnerką trzy
lata temu. Ich syn miał wtedy rok. Na początku Marek go odwiedzał: przychodził,
bawił się z Grzesiem, zabierał na spacery. Ale wystarczyła jedna kłótnia z
Agnieszką, żeby się więcej nie pojawić. - Głupia męska ambicja - przyznaje.
Mijają dwa
lata, odkąd nie widział syna. I nie wie, kiedy go zobaczy. - Boję się - mówi.
Potężnie zbudowany mężczyzna, o którym znajomi mówią "twardziel", wbija wzrok w
meblościankę. - Poszedłbym do syna, on by mnie nie poznał i co bym zrobił? -
pyta bezradnie i sam sobie odpowiada: - Wyszedłbym.
Ojców, którzy znikają z życia swoich synów i córek, jest dziś coraz więcej.
Samotne matki wychowują 1,5 mln dzieci w Polsce - o 300 tys. więcej niż w 1988
roku.
W państwach zachodnich już od lat 60. XX w. zaczęła gwałtownie spadać liczba
małżeństw, za to rosnąć rozwodów i wolnych związków. Wybitny myśliciel
amerykański Francis Fukuyama pisze w "Wielkim wstrząsie", że stało się to, gdy
gospodarki tych państw przechodziły z epoki przemysłowej do informacyjnej.
Wzrosło wtedy znaczenie pracy umysłowej. Wśród ludzi wykształconych wytworzyła
się "kultura wybujałego indywidualizmu". Egoistyczny kult samorealizacji
znakomicie się sprawdził na rynku pracy, ale przeniesiony w sferę życia
rodzinnego, naruszył tradycyjne normy.
Zdaniem Fukuyamy w latach 90. proces ten uległ zahamowaniu. Ale u nas, z racji
wieloletniego zapóźnienia cywilizacyjnego, właśnie nabiera przyspieszenia. I w
coraz większym stopniu normą staje się to, że dzieci znają swych ojców słabo
lub wcale.
Z badań dr. Krzysztofa Wszeborowskiego, socjologa z Uniwersytetu Gdańskiego,
wynika, że 60 proc. mężczyzn po rozpadzie związku nie widuje swoich dzieci w
ogóle lub widuje je sporadycznie. - W dużych miastach to poważny problem
społeczny - mówi Wszeborowski. Po części jest on efektem liberalizacji
obyczajów w wielkomiejskich środowiskach. Są też inne przyczyny. - Kiedyś
mężczyźni urozmaicali sobie życie erotyczne, biorąc przypadkową kochankę na
jedną noc. A po takim "skoku w bok" wracali do żony i małżeństwo, lepiej lub
gorzej, funkcjonowało - tłumaczy socjolog. Dziś zdaniem Wszeborowskiego media
nauczyły mężczyzn, że trzeba mieć wszystko w najlepszym gatunku. Także
kobietę. - Poszukują partnerki idealnej. A gdy ją zdobywają, natychmiast
zaczyna im się wydawać, że następny ideał już czeka na horyzoncie. Gdy angażują
się w nowy romans, odchodzą na stałe - komentuje Wszeborowski.
Jego badania to jedno z nielicznych źródeł wiedzy o znikających ojcach, bo ci
ulatniają się nie tylko z życia dzieci, ale także z danych statystycznych i
opracowań socjologicznych. "Newsweek postanowił spra-wdzić, kim są mężczyźni,
którzy tracą kontakt z najbliższymi. Skoncentrowaliśmy się na
trzydziestolatkach ze średnim i wyższym wykształceniem, bo problem w dużym
stopniu dotyczy nieźle prosperującej klasy średniej. - Najlepiej świadczą o tym
dane o samotnych matkach - mówi dr Marek Rymsza, socjolog z Uniwersytetu
Warszawskiego, współautor raportu Instytutu Spraw Publicznych w Warszawie, o
samotnym macierzyństwie. - Aż 75 proc. kobiet samotnie wychowujących dzieci
mieszka w dużych miastach, 51 proc. ma wykształcenie wyższe lub średnie. W
przeważającej większości taki sam był status ich mężów.