Gość: wojk
IP: *.wlop.ppp.polbox.pl
11.02.04, 19:08
Akcja "Szkoła z klasą" służyć ma temu, aby w polskich szkołach lepiej było
uczniomi i nauczycielom, aby rósł poziom nauczania. Chciałbym zwrócić
uwagę "Wyborczej" na problem który wciąz istnieje w szkołach, ale nie jest
zauważany bo dotyczy niewielkiego odsetka uczących się. Chodzi o repetowanie
klasy przez uczniów którzy osiągają słabsze wyniki w nauce. Wydaje się że
nagłośnienie tej sprawy i kampania medialna mogłaby przyczynić się do zmiany
bezdusznego prawa, które skazuje takie osoby na zepchnięcie na margines
społeczny.
Sam w wieku 17 lat zostałem "oblany" w dobrym warszawskim liceum. Przy
średniej 3,5 jedna ocena niedostateczna wystarczyła, aby wyrwać mnie z mojego
stałego środowiska i postawić w sytuacji nie do pozazdroszczenia (jakiej, o
tym poniżej). Wraz ze mną nie zdało dwóch kolegów, mimo że wszyscy radziliśmy
sobie z nauka i nie było z nami problemów wychowawczych, należeliśmy
do "zdolnych leni".
Pierwszy rok w nowej klasie był dla każdego z nas koszmarem. Przeróżne
szykany ze strony nauczycieli, obawa z jaką podchodzili do nas inni
uczniowie, poczucie bezsensowności uczenia się po raz drugi materiału który
już znaliśmy - to wszystko sprawiło że chodzenie do szkoły stało się
prawdziwą męką. Spędzaliśmy 6-7 godzin dziennie w atmosferze wyobcowania,
upokorzenia i beznadziei. Jeden z kolegów załamał się i po roku zrezygnował
z dalszej nauki, drugi wpadł głęboko w narkotyki a w końcu zajął się
dealerką. Ja sam obracałem się w tzw. "nieciekawym towarzystwie", jedynym
które przyjęło mnie bez zastrzeżeń. Szczęśliwie nie brałem udziału w co
bardziej ekstremalnych wyczynach swoich nowych znajomych, takich jak
okradanie puszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy kradzieże
samochodów. Nie wiem co stało się z moimi dwoma kolegami, ja jakoś
przetrwałem i poukładałem sobie życie, kończe studia, przymierzam się do
pisania doktoratu.
O ile wiem, repetowanie klasy jest wciąż stosowane jako
narzędzie "pedagogiczne", bezsensownie narażając wielu młodych ludzi na
zakłócenie osobistego rozwoju, czasem doprowadzając ich do depresji czy wręcz
wykolejenia społecznego. Tymczasem wystarczyłoby przecież nakazać im
powtarzanie jednego czy dwóch przedmiotów, z których są słabsi z niższymi
klasami, realizując równocześnie cały program obowiązujący ich rówieśników -
tak jak dzieje się to na studiach.
Wbrew obiegowej opinii, problem ten dotyczy nie tylko osób które nie uczą się
wcale, bądź są intelektualnie niezdolne do nadążania za materiałem. Dotyka on
również uczniów którzy są bardzo uzdolnieni w wąskich dziedzinach -
matematyków czy humanistów (repetowali min. Żeromski i Einstein), a nie radzą
sobie z innymi przedmiotami.
Mam nadzieje że "Wyborcza" mogłaby przyjrzeć się tej sprawie i ewentualnie
zrobić coś, żeby doprowadzić do zmian. Ciekawy jestem też co mają do
powiedzenia na ten temat nauczyciele.