30.12.06, 14:42
Pan Pierdziołka

„Pan Pierdziołka
Spadł ze stołka
Na podłogę
Złamał nogę
Kupcie trumnę
Bo ja umrę
Jeszcze trumna nie kupiona
A już noga zagojona”

Weekend spędziłem w sali konferencyjnej hotelu Katowice. 6 godzin w piątek,
10 w sobotę, 10 w niedzielę. Dwa razy dziennie opel kadet bujał mnie w
koleinach jak tapczan babci Wolffowej, ale "ciągnął jeszcze stówą stary
grat". Tylko raz zadymił przypieczony klocek hamulcowy.
Co chwilę zmieniałem stacje radiowe, bo kiedy kończyła się muzyka, jakiś
naszprycowany kofeiną facecik zaczynał wyrzucać słowa w tempie dwustu
pięćdziesięciu na minutę, a wszystkie bez związku. Parkowałem z dala - przy
samym "Spodku", sprawdzałem czy nic nie odpadło i wjeżdżałem na dziesiąte
piętro. Czekał tam na mnie termos z kawą w kolorze węgla kamiennego i
dwudziestu księgowych - zawodowców, którzy zapłacili dobrą stawkę za sparingi
ze mną.

Zadzwonił handlarz starzyzną. Chce kupić fzr-a, bo "chłopaki będą robić
streeta". Mogę wziąć za dopłatą Aprilię Mille R. To "R" oznacza odkuwane
koła, amortyzator skrętu, i złoty połysk warstwy azotku tytanu na lagach
przedniego zawieszenia marki Ohlins - podobno nie ściera się tak jak w
Suzuki. Z niepokojem zauważam, że ręce mi nie drżą, kiedy wertuję "Motocykle
Świata 2002". Dopłata to dziesięć weekendów w Katowicach.

Adamowi powiedziałem, żeby remontował fzr-a. Od razu poczułem się lepiej. Dwa
weekendy powinny na to wystarczyć.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka