kapekk
19.03.02, 22:36
A ja będę pisał o salonie firmowym VERSACE w hotelu Mariott. Otóż wybrałem się
tam, żeby kupić sobie koszulę do chodzenia na co dzień. Wchodzę z kumplem do
sklepu, a pani sprzedająca lekceważącym głosem poinformowała mnie, że mają
przyjęcie towaru. Ale nic na to nie wskazywało. Trudno – pomyślałem. Przyjdę
innym razem. Ale wróciłem się i spytałem, ile przyjęcie towaru będzie trwało. I
wtedy pani nie wytrzymała i stwierdziła, że ona nie ma ochoty udzielać
jakichkolwiek informacji, bo ja nie wyglądam na takiego, który mógłby sobie coś
w tym sklepie kupić (jestem Art Directorem w jednej z warszawskich agencji
reklamowych, więc chyba jednak mógłbym sobie coś kupić). Powiedziałem o tym
grzecznie tej paniusi, ale nie zmieniło to jej nastawienia. Stwierdziła tylko,
że jest dobrym psychologiem i zna się na ludziach. Chyba jednak nie za dobrze.
Nie wiem jakim cudem dostała pracę w luksusowym sklepie. Ze swoim zachowaniem
pasuje raczej na bazar do straganu z jajami i włoszczyzną. Ale kolekcje
Versace'go to też w pewnym sensie włoszczyzna....