Gość: Rafik
IP: 157.25.125.*
16.12.04, 15:18
Czy pamiętają Państwo okres po '89 roku, gdy otwarto granice i po
raz pierwszy od wielu lat pojawiły się w Polsce najróżniejszej
marki dobra konsumpcyjne, jakie wcześniej oglądaliśmy jedynie na ekranach
telewizorów?
Wtedy jak grzyby po deszczu, w pasażach miast wyrastały... łóżka
polowe z których handlowało się wszystkim. Tak rozwijał się
polski handel detaliczny.
Pamiętacie też Państwo, jak handel zdominował w olbrzymiej części
warszawski plac Defilad. Jak łóżka powoli zamieniały się w
"szczęki" - handel osiadał, zapuszczał korzenie. Przez lata
walczono o usunięcie, szpecących centrum stolicy euroejskiego
miasta, metalowych bud.
Przed kilkoma laty udało się dużą część placu pod Pałacem Kultury
wyczyścić z aluminiowych koszmarków.
Codziennie idąc do pracy, zmierzam do metra przez plac Defilad.
Nie uwierzą Państwo co widzę. Mamy znowu rok '89! Łóżka wyrastają
jak malowane, a na nich koce, rajstopy, podrabiane kosmetyki,
ozdoby choinkowe.
Zjawisko powoli nabiera rozpędu, w okresie wakacji "stoiska" były
pojedyńcze. Obecnie na odcinku między dworcem Śródmieście, a
stacją metra Centrum niemożliwe staje się swobodne przejście.
Czy i tym razem mały handel zdominuje centrum miasta?
Czy naprawde nie można nic zrobić, żeby wziąć z ryzy straganiarzy?
A co myślicie o takim zjawisku, popieracie je, czy też jesteście zdecydowanie
przeciwni?
pozdrawiam