Dodaj do ulubionych

Snila mi sie Warszawa

21.07.06, 04:40




Redaktora Bohdana Tomaszewskiego, powstańca warszawskiego, poprosiliśmy, by
wystąpił w roli komentatora. Jego zadaniem było dokończenie zdań zaczynających
się następująco.

Jestem warszawiakiem, bo…
… urodziłem się w Warszawie.

Dla Warszawy gotów byłem…
… dużo poświęcić. Ale nie poświęciłem, bo żyję, chociaż byłem w Powstaniu
Warszawskim. Było bardzo trudno. I było wspaniale, bo poznałem taką młodzież,
jakiej już w życiu później nie spotkałem. Odważne i niezwykłe były szczególnie
dziewczęta.

Najbardziej lubię w Warszawie…
… wspomnienia dawnej Warszawy. One wyłażą z różnych kątów, z bram. Są w
zapachu wiosny oraz w śniegu zimą, gdy przypomina mi się, jak idę do szkoły.
To wszystko jest bardzo przemieszane.

Mam ulubione dzielnice. Jedną z nich jest Stare Miasto. Po przeczytaniu
jakiejś książki historycznej, której akcja toczyła się na jego terenie
popędziłem tam, chodziłem godzinami, zaglądałem w zakamarki, wąchałem i tą
wyobraźnią bardzo mocno przenosiłem się wiele wieków wstecz…

Zaskakuje mnie także Praga. Nigdy nie mieszkałem w tej dzielnicy, ale obecnie
ta część Pragi, która ocalała, najbardziej przypomina mi przedwojenną
Warszawę. To kawałek starej stolicy, tej biedniejszej, ale prawdziwej. Praga
pięknieje. To dobrze, ale zmienia się w inną Pragę. Staje się modna, bo tak
jak dzieje się na świecie, tak i tu zamieszkują w tej dzielnicy artyści,
przekształcający dawne obiekty przemysłowe we współczesne centra sztuki. To
wielka radość. To jest w dobrym sensie przejmowanie przykładu z szerokiego
świata, dobry wyraz nowoczesności.
Ulice Hoża, Lwowska, Poznańska też są mi bardzo bliskie, bo tam jest Warszawa
mojego dzieciństwa.

Zmieniłbym w Warszawie…
… powiem coś strasznego, choć bardzo przywiązany jestem do Warszawy. Ale moim
zdaniem jej potworne zniszczenie dało szansę odbudowania tego miasta. Została
ona prawie zmarnowana, a w każdym razie niewykorzystana. Nie chodzi mi o
odtworzenie przedwojennej zabudowy, bo to nie miałoby sensu, ale idzie mi o
to, że mając możliwości nie stworzono jakichś perspektyw urbanistycznych. Ja
akceptuję Warszawę, bo w niej żyję, ale Warszawa jest chaosem w sensie
architektonicznym. Na to złożyło się bardzo wiele przyczyn politycznych,
gospodarczych, co nie zmienia faktu, że to miasto robi wrażenie, jakby
wyrywało się ze swoich ram i bezustannie szamotało.

To jest moje miejsce. Lubię Warszawę, mam więc prawo do jej krytykowania.
Muszę powiedzieć i to, nad czym ubolewam, że Warszawa straciła dwie cechy,
które dawniej ją wyróżniały – pewną elegancję oraz wdzięk i dowcip. Prawie nie
ma tu już ludzi z przedmieść, portretowanych przez Wiecha, którzy mieli dużo
wdzięku, dowcipu, inteligencji. Byli słabo wykształceni ale bystrzy, sprytni,
zaradni. Byli też przemili. Nie było takiego chamstwa jak dziś.
Dam przykład, który dobrze zapamiętałem. Mieszkałem w różnych miejscach
miasta. Urodziłem się w kamienicy przy Politechnice Warszawskiej. Ocalała z
Powstania, nadal działa tam cicha winda, jak przed wojną. Potem z Noakowskiego
przenieśliśmy się na Czerniaków. Zakazana to była dzielnica – Czarna Mańka,
apasze i tak dalej. W domu spółdzielczym, z kortem tenisowym dla mieszkańców,
stworzono tam wysepkę inteligencji. Wraz z dwoma starszymi braćmi często
wypuszałem się wieczorami do kina a mama umierała ze strachu o nas. Któregoś
wieczora zadzwonił do mieszkania mężczyzna, który wyglądał jak szemrany andrus
i powiedział mojej matce: - Pani inżynierowo, państwo mają trzech synalków. My
ich widujemy jak chodzą wieczorami. Proszę spokojnie spać, nic im się nie
stanie, bo my tu pilnujemy, a oni są nasi.
Bardzo uspokoił rodziców tym spontanicznym zapewnieniem. Zamanifestował więź
warszawiaków. Przed wojną i wkrótce po niej w Warszawie istniała więź, której
teraz brak. Jest to następstwem czasów, obyczajowości, pokus, drapieżnego
kapitalizmu, który zmusza nas do twardości, gonitwy, bogacenia się. A zarazem
powoduje, że gubimy ludzką solidarność.

Przeżyłem w tym mieście…
… całe życie. Od urodzenia, przez II Rzeczpospolitą, która noszę w sercu, bo
przeminęło wraz z nią moje dzieciństwo i młodość, po dzień dzisiejszy. Z
wyjątkiem jednej zdrady, która popełniłem rozmyślnie, wyjeżdżając po wojnie na
dwa lata do Koszalina i Szczecina. Tam stawiałem pierwsze kroki w zawodzie
dziennikarza. Ale muszę się przyznać, że mnie się tam śniła Warszawa.
Tęskniłem za nią. Wróciłem. Wiem, że jest moim jedynym miastem.

www.um.warszawa.pl/v_syrenka/new/index.php?dzial=aktualnosci&ak_id=8002&kat=2
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka