Dodaj do ulubionych

Legia - Jagiellonia 0:0

IP: *.acn.waw.pl 10.11.07, 13:57
... Weber (żałosny szownista, który powinien polecieć z roboty
choćby za skadaliczny tekst po meczu z Lubinem) zawyża frekwencję na
Legii? A robi to regularnie.
Jak macie jakieś wątpliwośći co do podawanej frekwencji na Polonii,
to wyjecie jak wilki w księżycową noc...
Obserwuj wątek
    • Gość: KSPFan Pytanie z tytułu się nie pojawiło, zatem: IP: *.acn.waw.pl 10.11.07, 14:02
      Legioniści, czemu nie protestujecie, kiedy red.... itd.
      • menago1916 Re: Pytanie z tytułu się nie pojawiło, zatem: 10.11.07, 19:36
        Akurat zawsze prostowałem zawyżanie frekwencji przez GW. Nie dalej
        jak dwa tygodnie temu odniosłem się do meczu w Pucharze Ekstraklasy
        z ŁKS-em, wystarczy poszukiać w archiwum. Tym właśnie różnimy się od
        polonistów, którzy łgają w żywe oczy, aby tylko pokazać swój
        zacofany klubik większym niż jest w istocie. Przykładem jest mecz z
        Koroną, gdzie na liczącycm 1911 miejsc stadionie, przy wielu pustych
        miejscach (co widać zresztą na zdjęciach) zmieściło się wg czarnych
        następców Urbana i Piekarzewskiego 3000 (sic!) widzów.

        A co do meczu z Jagiellonią, faktycznie było niewiele poniżej 9
        tysięcy widzów i takie też są szacunki klubowe, które w
        przeciwieństwie do wielu klubów OE, nie są fałszowane. Trzeba przy
        tym dodać, że wpływ tą frekwencję miał przyjazd aż 1000 kibiców z
        Białegostoku.
        • Gość: kspacoto? Re: Pytanie z tytułu się nie pojawiło, zatem: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.07, 22:09
          az 3000 (p)edalow w jednym miejscu? To musialo byc na Ku..ktorskiej!
        • Gość: kixx Re: Pytanie z tytułu się nie pojawiło, zatem: IP: *.acn.waw.pl 11.11.07, 12:44
          jesli juz piszemy o Urbanie to bylo on rzecznikiem WRON,czyli
          Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.Biorac pod uwage,iz owczesna
          Legia,znana takze jako CWKS-tu pozwole sobie rozwinac ten
          skrot,Centralny Wojskowy Klub Sportowy byla podporzadkowana wlasnie
          wojsku to jedynym nastepca Urbana w Warszawie jest Legia i jeje
          kibice-a w szczegolnosci nendago1410
          jesli wiec chcesz mendoago1410 klamac to klam chociaz z sensem
        • Gość: malaj Re: Pytanie z tytułu się nie pojawiło, zatem: IP: 212.76.37.* 11.11.07, 13:58
          Kłamiesz. Ciekawe czy prfidnie, czy po wariacku?

          W tamtym wątku wkleiłem frekwencję ze stron polonijnych. Na jednej 3
          tys., na jednej 2,5 tys., na dwóch 2tys.

          Pokazano zdjęcia na których wyraźnie widać, że ludzi jest więcej niż
          miejsc, na co wkleiłeś inne, z komentarzem "to dopiero jest tłok".
          Trzeba jeszcze było wkleić zdjęcie z pobijania rekordu Guinessa w
          zapełnianiu ludźmi Fiata 126p. To dopiero by był komentarz.

          Ale na zdjęciach z Polonii widać więcej ludzi niż miejsc. WIĘCEJ.
          Między przejściami, pod trybuną, nad trybuną. Nie na wyłączonym
          sektorze prasowym i nie na trybunie głównej. Na Kamiennej, tam gdzie
          wpuszczano kibiców.

          HALO, HALO, TU ZIEMIA. Wróć do nas z pułapu swoich konfabulacji.

    • Gość: 123 SKLW do waltera IP: *.chello.pl 11.11.07, 11:56
      Szanowny Panie,

      Od dłuższego czasu ze szczególną uwagą śledzę Pana wywiady prasowe i
      wypowiedzi decydentów KP dotyczące Legii w nadziei, że dostrzegę
      wreszcie promyk zwiastujący rychłe zakończenie awantury na linii
      klub - kibice. Tymczasem coraz częściej mam wątpliwości, czy na
      pewno rozumiem sens niektórych tez, a zwłaszcza tych dotyczących
      kibiców.

      Nie wiem czy Zarząd KP Legia Warszawa ma określoną politykę
      informacyjną, czy też każdy z pracowników pisze co chce i publikuje
      kiedy chce, gdyż ze strony odbiorcy wygląda to na słabo
      skoordynowaną działalność. Odwołam się głównie do tez zawartych w
      Pana ostatnich wywiadach, ale po części odnosić się będę również do
      innych wypowiedzi władz klubu, w szczególności do ostatniego
      oświadczenia.

      Nie jestem zawodowym dziennikarzem z wielonakładowego dziennika,
      więc nie zadam Panu tak "trudnych" pytań, jakie czytałem ostatnio w
      wywiadzie z Panem, typu: "Czy lubi Pan jeszcze sport?" albo "Jak się
      Pan czuje po przegranym meczu?". Jako kibic skoncentruję się na
      kwestiach odnoszących się do kibiców oraz takich, które mają
      bezpośrednie na nich przełożenie.

      Po analizie wspomnianych Pana wypowiedzi mam zasadniczo jedno główne
      pytanie:

      Z kim Pan w końcu walczy i w imię czego? Czytałem już różne
      uzasadnienia konfliktu. Raz mała grupka wichrzycieli z Żylety była
      winna całemu zamieszaniu, innym razem groźna mafia przeniesiona ze
      Służewca. Następnie ważna figura z klubu przekonywała, że nie ma
      żadnego konfliktu z kibicami, a z ostatniego Pana wywiadu wynika, że
      liczba wrogów zarządu KP idzie w setki.

      W jednym miejscu mówi Pan: "kibice tak!, chuligani nie!", w drugim o
      tym, że zerwał Pan rozmowy właśnie z kibicami, a jeszcze gdzie
      indziej, że kibice są jednym z trzech kluczowych elementów
      potrzebnych do osiągnięcia sukcesu przez Legię. Szkoda, że Pan od
      razu nie odpowie, jak Pan chce osiągnąć sukces bez jednego z
      kluczowych elementów? Czy według Pana trójnóg da się postawić
      stabilnie na dwóch nogach?

      Tego rodzaju sprzeczności jest w Pana wypowiedziach więcej. Dłuższy
      fragment wywiadu z Panem dotyczy krytyki wykorzystywania rac w
      oprawach meczowych, co nie przeszkadza Panu za chwilę
      entuzjastycznie wypowiadać się o wspaniałej jakości widowiska w
      trakcie meczu Wisły z Legią stworzonego przez krakowskich kibiców.
      Zatem nie przeszkadza Panu, że krakowscy kibice zapalili
      kilkadziesiąt rac na początku meczu? W Krakowie taki element oprawy
      jest na miejscu, a nawet się podoba, a na Łazienkowskiej już nie?

      W wywiadzie dla Dziennika narzeka Pan na poprzedniego właściciela,
      który zostawił Legię z 20 milionowym długiem, ale ja doskonale
      pamiętam, że prezesem Zarządu, za którego rządów zaczęły się kłopoty
      finansowe spowodowane obietnicami bez pokrycia i kominowymi
      kontraktami był obecnie zatrudniony przez Pana na stanowisku prezesa
      Zarządu Pan Leszek Miklas. Co takiego urzekło Pana w osobie Pana
      Miklasa zwolnionego przez poprzedniego właściciela za doprowadzenie
      Legii na skraj bankructwa, że zdecydował się Pan na ponowne jego
      zatrudnienie na stanowisku prezesa?

      Jak to jest? Poprzednio był zły, a teraz jest dobry? Może
      decydującym był fakt, że prezes Miklas zasłynął ze spektakularnej,
      pierwszej w historii na taką skalę wojny z kibicami? Jakie w końcu
      moralne prawo ma Pan Miklas dyktować kibicom gdzie im wolno jeździć,
      a gdzie nie i jak się zachowywać, skoro w 2003 roku sam być może
      łamał prawo, rozdając na stadionie hektolitry piwa, w tym również
      nieletnim, i wyprowadzając na dodatek pijany tłum w miasto? Może
      dobrze byłoby gdyby Pan Miklas w ogóle zrobił jakiś bilans swojej
      prezesury z tamtych lat, tak dla siebie, dla pokory, bo mogłoby się
      wtedy okazać, że na przykład na reklamowanie Legii ja wraz z
      kolegami wydaliśmy wtedy więcej własnych prywatnych pieniędzy niż
      klub...

      Skala hipokryzji w podległym Panu klubie bije rekordy. Pod
      pretekstem walki z bandytami Zarząd klubu wprowadził na trybuny
      ochronę, tymczasem jak na razie okazało się, że to nie kibice, ale
      właśnie szef firmy ochroniarskiej ma problemy z prawem. Do niedawna
      właściciel innej z kolei firmy chroniącej nasz stadion właśnie
      został skazany prawomocnym wyrokiem za porwania sprzed lat. To są
      dla Pana wzorce moralne i odpowiednie osoby odpowiedzialne za
      właściwe i zgodne z prawem zachowanie na trybunie?

      Kolejny przykład to dyrektor do spraw bezpieczeństwa, Pan
      Dziewulski. Osoba wysoce kontrowersyjna, działająca w przeszłości na
      szkodę Legii, a ponadto skłonna do kierowania się własnymi
      sympatiami i antypatiami w wykonywanej pracy. Nie ma to nic
      wspólnego z walką z chuligaństwem, a na dodatek odbierane jest przez
      kibiców jako brak elementarnej sprawiedliwości. Dodatkowo
      dyskwalifikuje Pana Dziewulskiego skłonność do moralnie wątpliwej
      nadgorliwości. Dobitnym przykładem z ostatnich dni może być skarga
      złożona do Orange Ekstraklasy. Mimo tego że pod pismem podpisany
      jest Pan Ostrowski, mam wątpliwości, czy aby na pewno to on jest
      autorem pisma. Takim milicyjnym stylem oraz sformułowaniami rodem z
      PRL posługuje się w klubie wyłącznie Pan Dziewulski. W donosie na
      inne kluby ekstraklasy (inaczej się tego nie da nazwać) jest głównie
      mowa o wpuszczeniu grupki niepełnosprawnych kibiców na stadion, a
      tym samym umożliwienie im zobaczenia meczu. Autor skarży się
      jednocześnie na kibiców, że upublicznili prywatny numer telefonu
      dyrektora Dziewulskiego, a jednocześnie jednoznacznie sugeruje, kto
      jest tego sprawcą. Załączona do donosu charakterystyka SKLW jest tak
      skandaliczna, że nadaje się do założenia sprawy sądowej. W piśmie KP
      Legia domaga się ukarania innych klubów w zasadzie za to, że Pan
      Dziewulski wraz z Panem Miklasem, nie potrafiąc odróżnić chuliganów
      od kibiców, wymyślili sobie karę dla wszystkich kibiców, a teraz
      nieudolnie próbują ją wyegzekwować. Wstyd mi za to, że mój klub
      posługuje się takimi metodami, wstyd mi, że donos uważany jest za
      moralnie dopuszczalną formę pracy w KP Legia.

      Zarząd KP Legia nie rozwiązuje problemu, ale ceduje go na inne kluby
      Orange Ekstraklasy, a na dodatek żąda kar dla tych, którzy
      spróbowali problem rozwiązać. Zresztą nic dziwnego, że Zarząd klubu
      oczekuje, iż ktoś za nich wykona robotę, skoro Pan sam daje im
      przykład dziwiąc się w wywiadzie, dlaczego jedni kibice nie złapali
      za kołnierz tych, którzy pobiegli awanturować się na murawie w
      Wilnie. Panie Walter, może nadszedł czas, żeby każdy zaczął grać
      swoją rolę. To ja pytam Pana dlaczego klub do tego dopuścił?
      Dlaczego na przykład ja miałem ich łapać za kołnierz, a nie Pan albo
      Pan Miklas? Gdzie w tym czasie był Pan Dziewulski? Na urlopie?!
      Jeżeli tak, to na pewno ktoś go zastępował?!

      Kompletnie nie mogę zrozumieć czemu mają służyć te drobne
      przeinaczenia i kłamstewka pojawiające się w oficjalnych
      wypowiedziach klubu, włączając w to nawet ostatni wywiad z Panem.
      Zawsze tak są ukierunkowane, aby wrażenie było jednoznaczne -
      wszystko co złe dzieje się z powodu kibiców. W Białymstoku być może
      trzymano Panu "blachę nad głową", tylko co to miało wspólnego z
      kibicami Legii? Zapomniał Pan jak przed meczem pojawił się Pan pod
      sektorem kibiców Legii z wielkim cygarem i przybijał Pan z
      legionistami "piątki"? Wtedy nie było jeszcze żadnego konfliktu!
      Wtedy wszyscy Pana postrzegali jako źródło nowej, świetlanej
      przyszłości Legii. Po co zatem te opowieści o zagrożeniach, których
      nie było?

      Specialite de la maison Zarządu Legii jest opowiadanie bajek o tym,
      jak na skutek złego zachowania kibiców Legia straciła strategicznego
      sponsora. Była za czasów Pana Prezesa Zygo sprawa reklam pewnego
      koreańskiego koncernu elektronicznego, były opowieści prezesa
      Miklasa o zerwanych rozmowach, a teraz w wywiadzie z Panem też
      czytamy, że przez to co się stało w Wilnie nie ma sponsora
      koszulkowego. Może wreszcie skończmy z tą irytującą ciuciubabką,
      gdyż trudno uw
      • Gość: 123 Re: SKLW do waltera IP: *.chello.pl 11.11.07, 11:58
        Specialite de la maison Zarządu Legii jest opowiadanie bajek o tym,
        jak na skutek złego zachowania kibiców Legia straciła strategicznego
        sponsora. Była za czasów Pana Prezesa Zygo sprawa reklam pewnego
        koreańskiego koncernu elektronicznego, były opowieści prezesa
        Miklasa o zerwanych rozmowach, a teraz w wywiadzie z Panem też
        czytamy, że przez to co się stało w Wilnie nie ma sponsora
        koszulkowego. Może wreszcie skończmy z tą irytującą ciuciubabką,
        gdyż trudno uwierzyć, że przez incydent na trybunach jakiś koncern
        nagle zmienił całą strategię reklamową i wycofał się z
        wielotygodniowych rozmów. Rozumiem Pana intencje, ale to zwykła
        bujda wpływająca tylko na zwiększenie braku zaufania do pracowników
        klubu. Skoro mogą kłamać w jednej sprawie, mogą i w każdej innej.

        Takie przeinaczenia i kłamliwe sugestie są dostrzegalne w wielu
        wypowiedziach przedstawicieli klubu. Wygląda to tak jakby klub
        uważał kibiców za głupków. Natomiast kompletnie niepojęte dla mnie
        jest jak Pan osobiście może opowiadać publicznie o handlowaniu
        narkotykami na wielką skalę na trybunach, pomawiać o ciemne sprawki
        legalnie powołaną i legalnie działającą organizację kibiców,
        zastrzegając za każdym razem, że nie ma na to dowodów. Kto jak kto,
        ale po niedawnych wydarzeniach medialno-politycznych to Pan
        najlepiej powinien wiedzieć, jak bolesne jest tego typu publiczne
        oskarżanie bez przedstawienia dowodów.

        Skoro już mowa o permanentnym braku dowodów, to nie sposób nie
        pamiętać, że z legalnie działającej i zarejestrowanej organizacji
        kibiców Legii Warszawa powołanej po to, żeby wspierać klub, zrobił
        Pan i pańscy pracownicy wroga nr 1 Legii. Ciągłe oskarżanie SKLW a
        to o próbę przejęcia władzy, o pouczanie Was jak macie zarządzać
        klubem, o to, że jest to przykrywka dla bandziorów, o sprowokowanie
        wydarzeń w Wilnie, próbę wywołania niepokojów na meczu z Cracovią, w
        końcu o dorabianie się "kokosów" na pamiątkach, handel narkotykami i
        nie wiadomo jeszcze jakie okropieństwa. Dlaczego zatem to całe
        Stowarzyszenie jeszcze nie siedzi w więzieniu? Co Panu przeszkadza
        ujawnić te wszystkie rzekome machloje i zakończyć sprawę?

        Nawet w niedawnej wypowiedzi dla Gazety Wyborczej Pan Ostrowski mówi
        o grupie kibiców posiadającej za poprzednich zarządów szereg jakichś
        przywilejów, które obecnie im ukrócono. Jest okazja, więc zróbmy to!
        Kawa na ławę Panie Walter! To właśnie ja jestem jednym z
        pomysłodawców oraz członków założycieli Stowarzyszenia Kibiców Legii
        Warszawa. To ja przez pierwsze lata istnienia organizacji byłem w
        ścisłym Zarządzie organizacji. To ja bardzo ściśle współpracowałem z
        prezesem Trylnikiem oraz innymi pracownikami klubu. Dysponuje Pan
        pełną dokumentacją klubową z tamtego okresu, zatem proszę bardzo
        wykazać mi jakież to przywileje miałem? Z jakich profitów
        korzystałem? Z czego korzystałem za darmo? Na czym się dorabiałem?
        Proszę to w końcu pokazać czarno na białym albo przestać rozsiewać
        plotki, gdyż po Pana propagandzie przeciw SKLW muszę się tłumaczyć z
        tych bzdur przed znajomymi, którzy kojarzą mnie z tej dawnej
        działalności w organizacji kibiców.

        Wspomina Pan w wywiadzie, że przez trzy lata spotkał się dwa razy z
        kibicami. Muszę Panu powiedzieć, że dwa razy - ale dziennie - to ja
        potrafiłem się spotykać z prezesem Trylnikiem przed trudniejszymi
        meczami, kiedy było sporo szczegółów do omówienia na temat kibiców.
        Dzięki temu, że prezes Trylnik okazał się osobą potrafiącą
        współpracować, klub zmniejszył ilość zagrożeń stadionowych do
        minimum. Bardzo się cieszę, że do ostatniego oświadczenia klubowego
        załączona jest lista zdarzeń z udziałem kibiców w poszczególnych
        latach. Widać tam jednoznacznie jak na dłoni, kiedy były sukcesy, a
        kiedy ich zabrakło.

        Stowarzyszenie kibiców powstało w połowie 2002 roku, a działalność
        zauważalną rozpoczęło w połowie rundy jesiennej. Rok 2003 to czas,
        kiedy Stowarzyszenie działało nieskrępowanie przy bardzo dobrych
        relacjach z klubem. Wtedy to właśnie osiągnęliśmy największy spadek
        incydentów przestępczych i wykroczeń na naszym stadionie przy
        relatywnie bardzo dużej frekwencji! Na wiosnę 2004 roku przyszliście
        Państwo z własną koncepcją polityki wobec kibiców i siadło! Siadło,
        bo współpracy pomiędzy klubem a SKLW tak naprawdę nigdy nie było -
        było natomiast wyznaczanie zadań do wykonania i rozliczanie SKLW z
        tego co się nie udało. Niski wynik przestępczości na stadionie w
        2003 roku - tak właśnie wygląda przewaga pracy elementarnej,
        polegającej na edukacji środowiska, przemawianiu do rozsądku, i
        tworzeniu wewnętrznych reguł nad systemem kar, nakazów, zakazów i
        trzymania wszystkich pod strachem zakazu stadionowego.

        W oświadczeniu klubowym czytamy, że Zarząd KP jest za rozwojem ruchu
        kibicowskiego, rozwojem klubu, odbudową atmosfery, a ja się znowu
        dziwię jak w ogóle można myśleć, że się cokolwiek da zbudować
        poprzez prowadzenie ciągłej wojny? Wojna buduje? Od kiedy?!

        Dostrzegam jednak w Pańskim wywiadzie iskierkę pozytywnie rokującą
        na przyszłość. Po trzech latach doszedł Pan do wniosku, że pewne
        wyobrażenia dotyczące kibiców były błędne. Szkoda tych zmarnowanych
        lat, ale i tak dobrze, że wyciąga Pan takie wnioski. Kiedyś może
        dojdzie Pan do przekonania, że dwa spotkania z kibicami w ciągu 3
        lat to tragicznie mało, że brak prób poznania i zrozumienia tego
        środowiska, które chce Pan zmieniać, jest błędem. Nie wystarczą
        zewnętrzne analizy tworzone przez firmy specjalizujące się w
        biznesie, ale nie uwzględniające specyfiki klubu piłkarskiego oraz
        opieranie się na opiniach ludzi, którym Pan płaci, a którzy zwykle
        powiedzą Panu to, co chce Pan usłyszeć. Kibiców trzeba zrozumieć.
        Wszystkich - tych niegrzecznych też - właśnie po to żeby wiedzieć
        jak ich zmieniać. Pan ucieka przed tą wiedzą. Wmawia Pan sobie: "Po
        co mam się spotykać z kibicami, skoro wszystko o nich wiem z TVN-u".
        Wydaje się Panu, że wystarczy udzielić wywiadu praktycznie już
        własnemu pracownikowi zatrudnionemu ostatni dzień w dużej gazecie
        sportowej, a kibice to kupią? Otóż nie kupią.

        Żeby zrozumieć choć trochę środowisko kibiców, podstawowym pytaniem
        na jakie Pan powinien sobie odpowiedzieć jest: czym dla kogo jest
        Legia? Z czego się składa i jaka dla Pana, a jaka dla kibiców jest
        hierarchia ważności i rola poszczególnych elementów tworzących klub
        piłkarski.Dużo mówi Pan o inwestycji, o jej opłacalności, ale musi
        Pan wiedzieć, że większość kibiców w taki sposób wartości Legii nie
        mierzy. Przykładowo, klub sprzedaje młodego piłkarza za bardzo
        opłacalną kwotę. Klub odbiera to w kategorii zysków, a kibice
        odbierają to w kategorii strat. Dla nich ten młody obiecujący
        piłkarz powinien grać w klubie, sławić jego imię przynajmniej do
        czasu aż przestanie być obiecujący. Inny przykład: proszę zwrócić
        uwagę na fakt, że prawie wszystkie eksponaty w muzeum klubowym
        pochodzą ze zbiorów prywatnych kibiców. Gdyby nie kibice, Legia nie
        miałaby dziś żadnej pamiątki. Byli bowiem w Legii, jeszcze przed
        Panem, różni działacze. Jednym zależało, innym nie. Jeszcze inni
        rozkradli co się dało, a byli i tacy, którzy zostawiali po sobie
        spaloną ziemię. My kibice, byliśmy, jesteśmy i będziemy z Legią.
        Przechowujemy pamięć i tradycję. Sponsorzy, właściciele, prezesi
        przychodzili i odchodzili. Przecież nie zagwarantuje Pan kibicom, że
        jak już się Panu przestanie inwestycja podobać, gdy nie będzie już
        widoków na zysk, a Legia przestanie pasować do koncepcji rozwoju
        holdingu, to zostawi Pan tutaj swoje pieniądze?

        W wywiadzie wspomina Pan o ważnym czynniku mającym wpływ na sukces
        inwestycji, czyli o tradycji. Pytanie o jakiej tradycji Pan mówi?
        Historii i tradycji nie da się traktować wybiórczo jedynie przez
        pryzmat marketingu. Tak samo ważne są obchody 90-lecia istnienia
        klubu czy rocznica urodzin "Kaki", jak godne pożegnania Jacka
        Zielińskiego czy Czarka Kucharskiego. Wspomina Pan
        • Gość: 123 Re: SKLW do waltera IP: *.chello.pl 11.11.07, 11:59
          W wywiadzie wspomina Pan o ważnym czynniku mającym wpływ na sukces
          inwestycji, czyli o tradycji. Pytanie o jakiej tradycji Pan mówi?
          Historii i tradycji nie da się traktować wybiórczo jedynie przez
          pryzmat marketingu. Tak samo ważne są obchody 90-lecia istnienia
          klubu czy rocznica urodzin "Kaki", jak godne pożegnania Jacka
          Zielińskiego czy Czarka Kucharskiego. Wspomina Pan w wywiadzie o
          tym, że przychody z pamiątek są na beznadziejnym poziomie. No to po
          co było robić tę całą hucpę i przez dwa lata walczyć o wyłączność na
          herb, a w końcu go zmieniać? Ten herb to też część naszej historii -
          w tym roku obchodził 50-lecie.

          Legia to ponad 90 lat historii i różnych tradycji, a Pan ze swoją
          grupą kapitałową jest tutaj dopiero trzy lata. Z całym szacunkiem,
          ale na razie dorobek obecnego Zarządu Legii stanowi niewielki ułamek
          w historii i tradycji Legii. Jeżeli chce Pan szanować tradycję, to
          proszę pamiętać, że organizacja (nieformalna i formalna) kibiców
          Legii istnieje około 30 lat i również należy do historii i tradycji
          Legii.

          Grzegorz Karpiński

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka