jutka10
22.03.06, 23:11
witam. mam pewien dylemat związany z 2 mężczyznami, nie wiem na którego się
zdecydować. nie proszę w stylu "wybierz pierwszego" czy "ja na twoim
miejscu...". chodzi o to by ktoś z was przemyślał moją sytuację i napisał mi
swoje odczucia, może jst jakiś aspekt który powinnam wziąść pod uwagę a go
nie dostrzegam... już wyjaśniam sytuację.
jestem od dziesięciu miesięcy z pewnym "M". znam go całe życie więc
dostrzegam wszystkie jego wady i zalety. darzę go takim uczuciem jak nikogo
jeszcze wcześniej czuję że on także mnie kocha. Jest dla mnie bardzo dobry,
pomaga mi w wielu sprawach, jest czuły i delikatny, poprostu super mi z nim.
jednak ma on pewną wadę, dla mnie dość istotną. obawiam się że w przyszłości
nie będzie on w stanie zapewnić byt swojej rodzinie( wiążę z nim plany na
przyszłość), ma 24 lata ale jeszcze nigdzie nie pracuje, nie kształci się.
nie zrozumcie mnie źle on nie jest jakimś okropnym leniem co siedzi cały
dzień w domu z piwem. czuję że jemu ciężko wskoczyć w rynek pracy, nie wie od
czego ma zacząć, sytuacja na rynku pracy go przerasta. próbuję mu pomagać,
piszę dla niego cv, sprawdzam oferty itd. no ale co z tego, nikt nie
przyjmnie do pracy osoby z takim zrezygnowanym podejściem, dziś trzeba
przecież rozpychać się rękami i mówic jakim to jest się świetnym.
Drugi mężczyzna to "K" również 24 latek. znam go dwa lata, nie znam
wszystkich jego zalet i wad bo rzadko się widujemy. jest bardzo pomocnym
człowiekiem, wiele razy spełniał moje proźby choć zdarzało się że to
kolidowało z jego np. pracą. jest młody a wiele juz w sensie zawodowym
osiągnął. ciągle zmienia pracę na lepszą, rozwija się. bardzo go cenię i jako
jedną z ważniejszych zalet uważam to że wszystkim chętnie pomaga. zawsze
byłam z nim na stopie przyjacielskiej ale ostatnio przysyła mi smsy z
propozycją spotkania, wymyślił niby jakiś pretekst ale chyba on sam nie
wierzy że mogłam się nie zorientować co tak naprawdę się pod tym kryje.
przełozyłam z nim spotkanie do niedzieli i sama nie wiem czy pójdę. nie chcę
nikogo oszukiwać więc w niedzielę któryś z nich usłyszy słowa " niestety"
pytanie tylko który? zrezygnować z ciepłego, kochającego mężczyzny o którym
wiem że nigdy mnie nie zdradzi, nie uderzy itp ale za to nie mam pewności co
do jego przyszłości i wiem że jeśli bylibyśmy ze sobą na stałe to ta sprawa
byłaby częstym przedmiotem naszej kłótni. zrezygnowac z niego dla fajnego
faceta, sympatycznego, myślącego poważnie o życiu i szukającego kogoś sobie
bliskiego, który jest uczynny i pomocny ale tak naprawdę nie wiem czy potrafi
kochac, dawać siebie drugiej osobie. nie wiem czy on mnie kiedyś zdradzi,
uderzy tego nie wiemale przecież błędem byłoby skreślanie osoby tylko dlatego
ze jej się tak do końca nie zna, wiem tez że z nim przeszłabym jakoś przez
życie bo potrafi on sobie radzić.
nie wiem czy z tego tekstu coś rozumiecie ale jeśli tak to napiszcie swoje
spostrzeżenia. wiem że nikt za mnie nie podejmnie tej decyzji a zwłaszcza wy,
bo nie znacie ani mnie ani tych mężczyzn. jeśli jednak macie coś ciekawego do
dodania lub mieliście podobna sytuację to napiszcie, potrzebuję kogoś opinii
i rady. dziękuję serdecznie, przepraszam że tak długo. pozdrawiam