sylwka_w
24.07.03, 15:05
Wiem w jakim żyjemy świecie...chociaż może nie do końca. Ale wiem, że
uwielbiamy się oszukiwać i uwielbiamy być oszukiwani...szczególnie my
kobiety. Wiem też jak ciężko jest w to uwierzyć wiem że ciężko jest to
zrozumieć, ale wystarczy tylko spojrzeć sobie prosto w twarz i zapytać siebie
samej czego oczekujemy, choćby od naszego mężczyzny. Oczekujemy że będziemy
dla niego najlepsze , najpiękniejsze, po prostu jedyne na świecie. I póki
żyjemy w przekonaniu że tak jest, wszystko jest ok. Problem następuje w
momencie kiedy nagle z różnych przyczyn zdajemy sobie sprawę że to wszystko
to tylko mrzonki, które skutecznie nakładają na nasze śliczne oczka klapki.
Prawda jest okrutna...ale niestety trzeba sobie zdać z niej sprawę, a im
wcześniej tym lepiej. Zawsze znajdzie się ładniejsza i zgrabniejsza od nas, a
nawet choćby takiej nie było i byłybyśmy najpiękniejsze, najbardziej
wystrojone, eleganckie i wypucowane to i tak mijając się z jakąkolwiek inną
fajną laską nasz facet zwróci na nią uwagę. To wkurzające, wiem...bo kobieta
robi wszystko by jej mężczyzna nie zauważał innych, dbamy o siebie jak tylko
nas na to stać a to i tak daje tylko połowiczne skutki. Wiem jak to
wytłumaczą specjaliści od psychologii człowieka. Powiedzą „Przecież mężczyźni
to wzrokowcy, już taka ich natura” Hmmm no tak , a kobiety to wrażliwe
osóbki, które takie zachowanie wiecznie będzie wściekać. I co teraz, jaka
jest na to recepta? Zaakceptować jednoznaczne spojrzenia i zachwyty mężów
(chłopaków) nad innymi paniami, czy stroić fochy zgodnie ze swoją natura...i
żyć przez to jak pies z kotem?
Wczoraj wściekłam się na swojego narzeczonego, bo jak tylko zobaczył zdjęcie
laski przy motorze myślałam że zemdleje z zachwytu...afiszując się tym na
prawo i lewo zupełnie zapominając że jestem obok. A potem dorzucił jeszcze
zachwyt nad dziewczyną kolegi...myślałam ze wyjdę z siebie. Powiedziałam mu o
tym i przeprosił mnie, powiedział ze tylko mnie kocha i żadna mi nie
dorównuje (;-), ale to wszystko dało mi do myślenia. Pomyślałam że jeżeli
przy mnie tak reaguje na laskę z gazety czy jakąś atrakcyjną kobietę to co
się dzieje kiedy nie jesteśmy razem??? I zadałam sobie pytanie...czy
wolałabym o tym nie wiedzieć???? Odpowiedzi jeszcze sobie nie udzieliłam, bo
wciąż to wszystko analizuję. Ale spójrzmy na ten problem z boku. Gdyby mnie
nie było przy pewnych zdarzeniach nie wiedziałabym o tych zachwytach, nie
denerwowałabym się, nie stroiłabym fochów, nie kłócilibyśmy się....z drugiej
jednak strony gdybym dowiedziała się o takim zachowaniu przyszłego męża od
innych „życzliwych ludzi” szlag trafiłby mnie jeszcze bardziej. I teraz bądź
mądrą.....Jedyne wyjście jakie tu udało mi się dostrzec to chyba
zaakceptowanie, powiem więcej – docenienie tego że mój narzeczony jest wobec
mnie szczery i nie ukrywa niczego przede mną, nie okłamuje mnie. Wiem że i
jemu byłoby łatwiej i czułby się swobodniej gdyby mógł zachwycić się jakaś
laską przy mnie bez obawy że przez resztę wieczoru będziemy się o to kłócić.
Bo już taka ze mnie naiwna osóbka, że tłumaczę sobie tego typu problemy na
swój sposób, a mianowicie: co z tego że spojrzy na inną, że rzuci uśmiech, że
nawet zachwyci się jakąś wystylizowaną w czasopiśmie laleczką...skoro to ja
jestem przy nim, to mnie codziennie przytula, to mnie kocha i to ja jestem
dla niego tą jedyną...nie one.....Hmmm czy prawidłowe jest takie myślenie,
nie wiem...być może. W każdym razie mi pomaga czasami, aczkolwiek nie zmienia
to faktu, że przy każdym spojrzeniu na inną czuję jak burzy się we mnie
krew....ale i tu zauważyłam, że lepiej nie zwracać na to uwagi a już na pewno
nie dawać tego do zrozumienia mężczyźnie...chociaż czasem należy ich
przytemperować.... bo skorzy są do nadużyć kobiecej cierpliwości.
Wracając do nas kobiet, to pomijając wszelkie swoje wnioski na powyższy
temat, zauważyłam, że mimo wszystko większość z nas uwielbia żyć w słodkiej
nieświadomości, czasami nawet czynią to z własnego wyboru...być może już taka
nasza natura....
Tylko że ja chciałabym inaczej, chciałabym żeby mój mąż nie krepował się przy
mnie wyrażać swojego zdania, jakiekolwiek ono by nie było, chciałabym nie
reagować emocjonalnie na zachwyt nad inną kobietą, chciałabym aby i on
pozwolił mi uczciwie osądzać przystojnych facetów.....ale śmię stwierdzić że
mężczyźni nie różnią się pod tym względem od nas....wiem to z doświadczenia.
Bo „zawieszenie oka.” na innym godzi w męską dumę....problem polega na tym,
że nasi partnerzy są mniej skłonni do rozumowania i analizowania przyczyn
zachowań....dla nich liczy się tylko efekt końcowy...nadszarpnięte
ego.....wtedy dopiero robią fochy.....ale nie zbaczajmy z tematu. W końcu
mowa tu jest o nas ...kobietach.....nie mniej proszę o wyrażenie zarówno
damskich jak i męskich poglądów na ten temat.......ja już się wygadałam,
aczkolwiek może nie do końca.....bo jeszcze wiele tematów zostało do
poruszenia w sprawach damsko- męskich...i możecie mi wierzyć że będę na tym
forum od dziś częstym gościem........... teraz kolej na was...dajcie upust
swoim emocjom ;-)
pozdrawiam
sylwia