Gość: arnie
IP: *.chello.pl / *.chello.pl
20.11.02, 11:47
TEKST POCHODZI Z NAJNOWSZEGO WYDANIA NAJWYŻSZEGO CZASU.POLECAM TO PISMO
WSZYSTKIM MYŚLĄCYM.STADO BARANÓW Z TEGO FORUM, MIENIĄCE SIĘ EKSPERTAMI,
RACZEJ NIE MA CZEGO TAM SZUKAĆ!
Przeciwnicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej mają bardzo utrudniony
dostęp do tzw. publicznych mediów. Reakcją na jednostronną propagandę
prowadzoną wszakże za pieniądze wszystkich podatników jest inicjatywa
powołania stowarzyszenia na rzecz równego dostępu euroentuzjastów i
eurosceptyków do publicznego radia i telewizji w sprawie przystąpienia Polski
do Unii Europejskiej. Autorem pomysłu jest były dziennikarz “Gazety
Wyborczej” Stanisław Remuszko.
Jak zaznacza - stowarzyszenie nie propaguje “ani wchodzenia, ani
niewchodzenia Polski do Unii Europejskiej”. W jednym z pierwszych oświadczeń
stowarzyszenia “Równy Dostęp” czytamy: “(...) domagamy się równego dostępu
zwolenników i przeciwników obu opcji do publicznych mediów w narodowej
debacie na ten temat. Nazywamy się “Równy Dostęp” i - jako organizacja -
tylko o to walczymy! Oczywiście mogą do nas należeć zarówno ci, którzy są za
członkostwem Polski w Unii Europejskiej, jak i ci, którzy sprzeciwiają się
takiemu rozwiązaniu. Jedynym warunkiem jest pełna akceptacja niniejszych
założeń oraz twierdząca odpowiedź na dwa fundamentalne pytania: 1. Czy
euroentuzjaści powinni mieć równy dostęp do publicznego radia i telewizji w
sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej? 2. Czy ewentualne wejście
Polski do UE powinno być “odwracalne”, tzn. czy powinny istnieć traktatowe
gwarancje umożliwiające wyjście Polski z Unii?”.
Stanisław Remuszko przygotował apel w sprawie równego dostępu. Złożył go na
ręce liderów wszystkich klubów parlamentarnych, na ręce prezydenta, premiera,
przewodniczącego KRRiTV, prezesa Trybunału Konstytucyjnego i kilku innych,
najważniejszych osób w państwie. W liście otwartym napisał: “Według sondaży,
gdyby referendum w tej sprawie odbywało się dziś, dwa razy więcej obywateli
opowiedziałoby się “za” niż “przeciw”. Nie jest to jednak rezultat rzeczowego
namysłu i analiz, lecz raczej skutek tak zwanej poprawności politycznej,
ponieważ te same sondaże ujawniają zarazem ogromną niewiedzę i dezorientację
społeczeństwa na temat rozmaitych następstw takiego akcesu” [podkr. autora].
Przy okazji dodajmy, że nie tylko Polacy nie wiedzą dokładnie, o co chodzi w
tym biznesie. Zrozumienie traktatu z Nicei deklarowało 16% Irlandczyków.
Dalej Remuszko pisze: “zaproponowano już nawet konkretny termin
przyszłorocznego referendum, w publicznym radiu i telewizji trwa od miesięcy
prounijna kampania reklamowa, a jednocześnie wciąż brak tam wszechstronnej
debaty informacyjno-opiniotwórczej, w której na równych prawach mogliby swe
argumenty przedstawić zarówno euroentuzjaści, jak i eurosceptycy”.[podkr.
autora].
Ale przebić się do mediów “publicznych” będzie ciężko zarówno eurosceptykom,
jak i samemu stowarzyszeniu. Jak dotąd trudno znaleźć jakąkolwiek wzmiankę o
tej inicjatywie. Zainteresowani pomysłem mają przynajmniej możliwość
zapoznania się z pomysłami stowarzyszenia w internecie - “Równy Dostęp” ma
już swoją stronę (www.rownydostep.pl).
Na razie - Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Andrzej Zoll upomniał się o
audycje telewizyjne o Unii dla niesłyszących. Wskazał, że taka sytuacja jest
niezgodna z konstytucją i zaapelował do pełnomocnika Sławomira Wiatra o
przygotowanie również audycji w języku migowym. O prawa dostępu przeciwników
akcesji do mediów jednak się nie upominał. Za to był jednym z inicjatorów
Apelu Wawelskiego, dramatycznego wołania różnych znanych osób do
społeczeństwa o głosowanie w referendum za akcesją. Sam apel dowodzi, że
euroentuzjastom zaczynają puszczać nerwy. Widać to choćby po dramatycznym
tonie Adama Michnika: “Apel ten jest także swoistym komentarzem do wyborów
samorządowych. Odnieśli w nich sukces przeciwnicy Unii Europejskiej
szermujący retoryką antydemokratyczną i antyrynkową. Jest to ostrzeżenie dla
całej polskiej demokracji. To już nie dzwonek, lecz alarmowy “dzwon Zygmunta”
Czy polskie elity go usłyszą? Czy dostrzegą potrzebę przekroczenia podziałów,
by utworzyć polski front demokratyczny i patriotyczny na rzecz integracji
europejskiej?”. A może po prostu Front Jedności Narodowej?
Wspomniany Apel Wawelski miał miejsce w sali poselskiej Zamku Wawelskiego.
Zadzwoniłem do administracji Zamku i zapytałem o koszt wynajęcia tej sali.
Wynajęcie jej na dwie godziny kosztuje pięć tysięcy zł plus podatek VAT, do
tego dochodzą koszty obsługi. Bez większego ryzyka można przyjąć, że impreza
ta - według normalnych stawek - powinna organizatorów kosztować nie mniej niż
10 tysięcy złotych. Czy kosztowała? Nie wiem. Zasłaniając się tajemnicą
handlową, odmówiono mi odpowiedzi na pytanie, czy organizatorzy ponieśli
jakiekolwiek koszty.
W “Kronice”, regionalnym programie informacyjnym TVP Kraków, wiadomość o
apelu była jedną z ważniejszych. Po niej puszczono materiał o akcji jakiegoś
nie znanego mi bliżej Młodzieżowego Centrum Edukacji Obywatelskiej. Młodzi
ludzie rozdawali na ulicy chorągiewki i ulotki dotyczące święta 11 Listopada,
pani redaktor z TVP Kraków pytała przechodniów, co sądzą o inicjatywie
młodzieży. Z zainteresowaniem patrzyłem na ten fragment “Kroniki”. Traf
bowiem chciał, że idąc na spacer z żoną i córką, natknąłem się na tę grupę.
Miła pani redaktor grzecznie zapytała mnie o opinię. Grzecznie i krótko jej
odpowiedziałem, że owszem, uważam, że w sytuacji kiedy wszelkimi możliwymi
sposobami wpycha się nas do UE, pamiętanie i przypominanie symbolicznej daty
odzyskania niepodległości jest czymś zasługującym na poparcie. W wyemitowanym
przez TVP Kraków materiale moją wypowiedź naturalnie pominięto, puszczono
kilka innych. Nie zdziwiłem się - w tym samym wydaniu “Kroniki” wiceprezes
TVP SA Tadeusz Skoczek uroczyście i z dumą oświadczył, iż Telewizja Polska
włącza się w inicjatywę Apelu Wawelskiego - propagowania głosowania na “tak”
w referendum unijnym. Czy w tej sytuacji włodarze TVP mogli puścić na antenie
jaskrawie sprzeczną z tą ideą, ekstremistyczną wypowiedź przypadkowego
przechodnia?
Kiedyś tow. Mieczysław Rakowski stwierdził: “kto ma mikrofon, ten ma władzę”.