Dodaj do ulubionych

Zimny prysznic...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 19:15
dla wszystkich uniofilów, germanofilów, łudzących się federacją europejską,
agentów, jurgieltników i pożytecznych idiotów. A także dla wszystkich fanów
byłych ministrów spraw zagranicznych:

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060829/publicystyka/publicystyka_a_1.html

Niemcy starali się nas przekonać, że nie realizują racji stanu państwa
niemieckiego, ale cele UE. A polscy ministrowie, oczarowani wizją
dopuszczenia do europejskiego towarzystwa, taką polityczną bajkę kupili
Przyczyn obecnego stanu stosunków polsko-niemieckich należy szukać w błędnej
polityce zagranicznej prowadzonej przez Polskę wobec Niemiec w latach 1989 -
2005. Jej ówcześni autorzy nie potrafili ani jednoznacznie określić naszych
interesów narodowych w tym obszarze, ani tym bardziej stworzyć strategii ich
realizacji. Nie rozwiązali też żadnego z tzw. otwartych problemów z
przeszłości.
Teraz jesteśmy świadkami próby przerzucenia odpowiedzialności za schłodzenie
stosunków dwustronnych na obecną ekipę rządzącą. Rzecz jednak w tym, że
kryzys rozpoczął się faktycznie co najmniej osiem lat temu, a dziś jedynie
zbieramy owoce polityki zachowawczości i zaniechania.
GEOPOLITYKA I POLITYKA REALNA
Geopolityka - jak nigdy dotąd w historii - sprzyja zbliżeniu Polaków i
Niemców. Jesteśmy członkami tego samego transatlantyckiego sojuszu obronnego
i polityczno-gospodarczego związku integracyjnego.
Najwyraźniej jednak przeszkadza to nam w zrozumieniu, że na gruncie polityki
realnej (Realpolitik) pogłębia się sprzeczność interesów. Niemcy są dziś
znowu mocarstwem. Chcą przewodzić zintegrowanej Europie i dominować w
regionie środkowoeuropejskim. Polacy z kolei uznają, że mają własną misję i
dążą do uzyskania pozycji lidera nowych państw członkowskich i kandydatów do
UE.
Berlin wytrwale buduje strategiczne partnerstwo z Moskwą, które jest
niezgodne z naszymi żywotnymi interesami. Dowodzi tego sprawa gazociągu
bałtyckiego. RFN dąży też do ograniczenia obecności polityczno-wojskowej USA
na Starym Kontynencie. Przeciwstawia się amerykańskiemu unilateralizmowi,
ponieważ tylko w układzie wielobiegunowym może odgrywać rolę pełnoprawnego
mocarstwa światowego. Polska - aspirująca do pozycji mocarstwa regionalnego -
uważa, że partnerstwo z głęboko zaangażowaną w sprawy europejskie Ameryką w
znaczący sposób zwiększa jej wagę na arenie międzynarodowej.
Głównym błędem polityki polskiej ostatnich 15 lat było nieuwzględnianie tego
rodzaju realiów w stosunkach z Niemcami. Jej kreatorzy, oszołomieni niezwykle
korzystną konstelacją geopolityczną, konsekwentnie realizowali tzw. doktrynę
przyjaciół, która - jak twierdzi Jacek Żakowski ("GW" z 17.07.2006 r.)
opierała się na sieci osobistych relacji z ważnymi postaciami światowej
polityki.
Trudno jednak wskazać na sukcesy tej doktryny.
NIEMIECKA METODA FAKTÓW DOKONANYCH
Nie można za nie uznawać członkostwa w NATO i UE. Jest ono bowiem naturalnym
rezultatem kresu zimnej wojny, a nie zasługą geniuszu polskich ministrów
spraw zagranicznych. Tak jak wynikiem zwycięstwa Sowietów w II wojnie
światowej było oddanie pod kontrolę Kremla połowy Niemiec i całej Europy
Środkowo-Wschodniej, tak triumf Zachodu w zimnowojennych zmaganiach
spowodował przesunięcie jego granic z Łaby na Bug. Warto więc w dzisiejszych
ocenach zachowywać właściwą miarę rzeczy i nie szukać osobistych zasług tam,
gdzie mamy do czynienia z potężnymi ruchami tektonicznymi geopolityki.
W polityce nie ma przyjaciół, są tylko interesy. W Polsce na początku lat 90.
XX w. uznano jednak, że odzyskanie przez nasz kraj suwerenności oraz
zjednoczenie Niemiec może stanowić punkt wyjścia do budowy
nowej, "sentymentalnej" jakości w stosunkach dwustronnych. Tak powstała
infantylna idea wspólnoty interesów, a RFN mianowano adwokatem polskiej
sprawy.
Jednak już od końca lat 90. XX w. dla zewnętrznych obserwatorów stawało się
coraz bardziej jasne, że polsko-niemiecka wspólnota interesów jest wyrazem
myślenia życzeniowego. Tylko polska dyplomacja zdawała się nie dostrzegać
tego faktu. Nie zadbała ani o korzystne rozwijanie nowych prawnych podstaw
stosunków dwustronnych, ani nawet o egzekwowanie wynikających z nich
zobowiązań. Kiedy w 1990 r. zawierano traktat o potwierdzeniu istniejącej
granicy, a w 1991 r. traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy,
były one znaczącymi osiągnięciami. Problem w tym, że nie zawsze to, co w
momencie powstawania uważamy za sukces, pozostaje nim po upływie pewnego
czasu. Szczególnie kiedy się go nie pielęgnuje.
W efekcie tego zaniechania Preussische Treuhand dalej straszy nas
roszczeniami majątkowymi przesiedleńców niemieckich, a polskie dobra kultury
zagrabione w trakcie wojny nie mogą wrócić do właściciela. Po 15 latach
oficjalnie przyjaznej współpracy w kraju najważniejszego sąsiada Polski nadal
nie ma państwowego wsparcia dla nauki języka polskiego, licznej Polonii w
Niemczech odmawia się przyznania statusu mniejszości narodowej, a dzieciom w
mieszanych małżeństwach - posiadających przecież prócz niemieckiego także
obywatelstwo polskie - niemieckie sądy zakazują rozmawiać z polskim rodzicem
w ojczystym języku.
Jedną z najbardziej spektakularnych kompromitacji byłych szefów polskiego MSZ
jest sprawa Zatoki Pomorskiej. Przypominają nam o tym ujawnione ostatnio
manewry niemieckiej marynarki wojennej z 16 sierpnia 2006 r. zagrażające
bezpieczeństwu żeglugi. Prasowe komentarze uznające to za "niedopełnienie
obowiązku poinformowania Polski" nie dostrzegają szerszego aspektu sprawy.
Praktycznie już od zjednoczenia Niemiec mamy do czynienia z brakiem
akceptacji RFN dla sukcesji umowy z 22 maja 1989 r. zawartej jeszcze między
PRL a NRD, regulującej rozgraniczenie wód w zatoce. Dodatkowo w 1995 r. RFN
proklamowała na Morzu Bałtyckim tzw. wyłączną strefę ekonomiczną, a ten akwen
uznała za poligon marynarki wojennej. W efekcie część wód zaliczonych do
polskiego morza terytorialnego (np. redy, tor podejściowy) znajduje się
równolegle w obszarze władztwa niemieckiego. Taki teatr w prawie
międzynarodowym nazywa się negowaniem stanu prawnego metodą faktów
dokonanych.
Nie licząc wcześniejszych, obecny incydent jest drugim, jaki ma miejsce już
po wejściu Polski do UE. Wcześniej, w grudniu 2004 r., okręt niemieckiej
straży granicznej zmusił polską pogłębiarkę do zaprzestania prac prowadzonych
na wodach terytorialnych RP, zarzucając jej, że pracuje bez pozwolenia w
niemieckiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Koszty przestoju wyniosły prawie
100 tys. euro.
LEGITYMIZACJA WBREW INTERESOM
Skutkiem realizacji naiwnej "doktryny przyjaciół" jest również polityczna
legitymizacja całego środowiska tzw. wypędzonych. Mniej więcej do połowy lat
90. Polska trzymała się zasady nieuznawania istnienia ich organizacji,
Związku Wypędzonych (BdV). Oznaczało to m.in. unikanie kontaktów, jak również
konsekwentne używanie słów "wysiedleni" czy "przesiedleni"
zamiast "wypędzeni", mimo że niemieckie "Vertreibung" oznacza
dokładnie "wypędzenie".
Wskutek nacisków niemieckich stanowisko polskie stopniowo ulegało erozji.
Najpierw w roku 1997 w polskim MSZ przyjęto oficjalnie wysokiego
przedstawiciela BdV Huberta Hupkę. Potem doszło do pierwszej wizyty w Polsce
szefowej BdV Eriki Steinbach, mimo że wiele razy dawała powody, by uznać ją
za persona non grata. W 1999 r., w 60. rocznicę wybuchu II wojny światowej,
stwierdziła w artykule dla "Süddeutsche Zeitung", że "nie potrzeba samolotów
bojowych, wystarczy zwykłe weto" wobec członkostwa w UE, aby zmusić Polskę do
zadośćuczynienia pretensjom wysiedlonych. Rok później we "Frankfurter
Allgemeine Zeitung", w 55. rocznicę kapitulacji hitlerowskich Niemiec,
powiedziała wprost, że na polskiej ziemi w roku 1945 Holokaust zastąpiono
eksterminacją Niemcó
Obserwuj wątek
    • Gość: shocking truth Zimny prysznic... c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 19:17
      Najpierw w roku 1997 w polskim MSZ przyjęto oficjalnie wysokiego
      przedstawiciela BdV Huberta Hupkę. Potem doszło do pierwszej wizyty w Polsce
      szefowej BdV Eriki Steinbach, mimo że wiele razy dawała powody, by uznać ją za
      persona non grata. W 1999 r., w 60. rocznicę wybuchu II wojny światowej,
      stwierdziła w artykule dla "Süddeutsche Zeitung", że "nie potrzeba samolotów
      bojowych, wystarczy zwykłe weto" wobec członkostwa w UE, aby zmusić Polskę do
      zadośćuczynienia pretensjom wysiedlonych. Rok później we "Frankfurter
      Allgemeine Zeitung", w 55. rocznicę kapitulacji hitlerowskich Niemiec,
      powiedziała wprost, że na polskiej ziemi w roku 1945 Holokaust zastąpiono
      eksterminacją Niemców.
      Te haniebne stwierdzenia pozostały bez odpowiedzi. Polskie MSZ nie zgłosiło
      oficjalnego protestu ani nie domagało się wyjaśnień od niemieckich władz
      (Steinbach była wtedy wiceprzewodniczącą CDU i członkiem Bundestagu). Gdyby
      wówczas zareagowano, nie byłoby dzisiaj berlińskiej wystawy BdV czy kwestii
      Centrum przeciwko Wypędzeniom.
      PIS-OWSKI KOZIOŁ OFIARNY
      Dlatego dziwi dzisiejsze dobre samopoczucie byłych szefów polskiego MSZ,
      którego manifestacją był lipcowy wspólny list w sprawie odwołania spotkania
      Trójkąta Weimarskiego. Ich działalność na niwie stosunków polsko-niemieckich
      nie daje im prawa do jakiejkolwiek krytyki. Przez 15 lat przyzwyczaili
      polityków niemieckich do uległości polskiej dyplomacji. Kiedy po jesiennych
      wyborach w Polsce twardy gracz niespodziewanie zastąpił miękkiego, groźba
      naruszenia korzystnego status quo musiała wywołać natychmiastową reakcję
      Niemiec. I to całkowicie zrozumiałą. Przecież Niemcy woleliby dalej kontaktować
      się z partnerem, który przystaje na wszystko, co zaproponują. Z kolei elity
      polityczne III RP, podgrzewając polityczne awantury, chciałyby za wszelką cenę
      ukryć swoją ówczesną niekompetencję w stosunkach międzynarodowych. Obie strony
      ciągle nie mogą zrozumieć, że kontynuowanie dotychczasowego zachowania oznacza
      dla relacji dwustronnych zgodę na przedłużanie konfliktu.
      Na obecny kryzys złożyło się z pewnością wiele jednostkowych problemów:
      elitarność kontaktów, kompleksy niemieckie i polskie, trudny do udźwignięcia
      bagaż XX-wiecznej historii. Ale jego faktyczną istotę obnaża niewątpliwy
      związek przyczynowy pomiędzy konsekwentną realizacją "doktryny przyjaciół" a
      impasem w procesie polsko-niemieckiego pojednania. Elity nie dostrzegły, że
      warunkiem koniecznym do rzeczywistego pojednania jest dobre poznanie partnera,
      a następnie porozumienie się. Jednak takie pojednanie może dokonać się tylko na
      gruncie realnym. Musi więc wychodzić od prawdziwego opisu stanu faktycznego.
      "Doktryna przyjaciół" uniemożliwiała pojednanie, ponieważ fałszowała obraz
      partnera. Zakłóciła też komunikację pomiędzy Berlinem a Warszawą. Niemcy
      starali się nas przekonać, że nie istnieje niemiecka polityka zagraniczna, a
      jedynie polityka europejska, czyli że nie realizują oni racji stanu państwa
      niemieckiego, ale cele UE. A polscy ministrowie, oczarowani wizją dopuszczenia
      do europejskiego towarzystwa, taką polityczną bajkę kupili.
      Jednak rzeczywistość nie daje się na stałe zaczarować za pomocą semantycznych
      zaklęć, prawda w końcu wychodzi na jaw, a kryzys przybiera ostrzejszą formę.
      Dla kontynuacji procesu pojednania konieczne jest prawdziwe partnerstwo oparte
      na kompromisie przy realizacji indywidualnych celów i otwartej dyskusji o tym,
      co łączy, a co dzieli. Dobrą okazją do przełamania pogłębiającego się od kilku
      lat kryzysu stosunków dwustronnych mogłyby być polsko-niemieckie konsultacje
      międzyrządowe zapowiadane na jesień 2006 r. Ale czy nasilające się obecnie w
      RFN polityczne ataki na polskie państwo są odpowiednim preludium dla nowego
      otwarcia?
      MARIUSZ MUSZYŃSKI, KRZYSZTOF RAK

      Że też rzepa coś takiego puściła do druku!!! (wkleiłem całośc bo zaraz zniknie)
      • krzysztofsf Re: Zimny prysznic... c.d. 04.09.06, 09:12
        Dobre
        • Gość: shocking truth Re: Zimny prysznic... c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 19:52
          Zastanawiam się tylko, dlaczego autorzy akurat teraz TO piszą. Bo oni działają
          na pograniczu polsko-niemieckim i takie artykuły odcinają ich od niemieckiej
          kasy.
          Weszli w jakiś układ z PiSem? Mają obiecane jakieś stanowiska, kasę? PiS
          powinien nauczyc się rozgrywac takie rzeczy. Czyżby zaczęli?
          • Gość: shocking truth Re: Zimny prysznic... c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.06, 20:14
            A forumowi uniofile milczą. Nie dziwię się ;-)
            • Gość: ef Re: Zimny prysznic... c.d. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.09.06, 18:32
              Dla mnie przeciwnicy Unii to reprezentanci najgorszych rzeczy na tym swiecie.
              • Gość: shocking truth Re: Zimny prysznic... c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.06, 18:55
                Gość portalu: ef napisał(a):

                > Dla mnie przeciwnicy Unii to reprezentanci najgorszych rzeczy na tym swiecie.
                Pisz więcej. Równie konkretnie i na temat. Nikt tak nie potrafi skompromitowac
                uniofilów jak oni sami, kiedy zaczynają mówic lub pisac.
                Artykułu nie czytałeś/aś bo za długi?
                ;-)
    • Gość: ef propozycja IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.09.06, 18:30
      Ja proponuje aby wypowiedzi PiS-owskich pogrobowcow po prostu ignorowac.
      Przychodza tu tylko po to aby odreagowywac wlasne kompleksy...
      • Gość: shocking truth Re: propozycja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.06, 18:58
        Gość portalu: ef napisał(a):

        > Ja proponuje aby wypowiedzi PiS-owskich pogrobowcow po prostu ignorowac.
        > Przychodza tu tylko po to aby odreagowywac wlasne kompleksy...
        Pisz więcej. Kompromituj się. 'PiS-owski pogrobowiec', który nie głosował na
        PiS? Jest w tym jakaś uniofilska logika ;-))))))))))))))))))))))
        Jak powiedział kiedyś Janerka (w innym kontekście): jesteście tacy prości, że
        można was skatalogowac na kilku stronach.
    • Gość: shocking truth No i cisza... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.06, 18:45
      Było na tym forum kilku uniofilów zapatrzonych w Brukselę jak w obrazek,
      deklamujących: federacja albo śmierc, czy jakoś tak... I nic. Cisza.
    • Gość: shocking truth Re: Zimny prysznic... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.06, 20:20
      Nadal cisza...
      Uniofile liczą komy i procenty PKB
      ;-))))))))))
      • Gość: TR Re: IP: *.cec.eu.int 15.09.06, 14:54
        Jestem "Uniofilem"
        Prosze zadac konkretne pytanie
        a odpowiem.
        O co Panu/Pani Shocking True chodzi?

        • Gość: shocking truth Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.06, 22:31
          Gość portalu: TR napisał(a):

          > O co Panu/Pani Shocking True chodzi?
          Widzę, że coraz więcej gości bywa tutaj służbowo.

          Sprawa jest oczywista. Autorzy artykułu bezwzględnie rozprawiają się z
          romantycznym uprawianiem polityki, którego zwolennikami są też forumowi
          uniofile. Jakieś 'federacje', 'doktryna przyjaciół'... Śmiech na sali.
          Polityka to zimna kalkulacja i walka o swoje interesy. Nic więcej.

          Milczenie forumowych uniofilów jest najlepszym dowodem, że artykuł jest
          strzałem w dziesiątkę. Niejasne są tylko intencje autorów. Dlaczego TO
          napisali? Dlaczego oni? Dlaczego teraz?
          • Gość: TR Re: IP: *.186-243-81.adsl-dyn.isp.belgacom.be 16.09.06, 14:07
            Nie sluzbowo
            bo teraz prywatnie
            jestem pracownikiem ale i
            popieram idee integracji, tzw projekt europejski

            Federacja jest mozliwe trzeba tylko walczyc
            i dzialac na jej rzecz

            samo powstanie Unii bylo juz przelome
            a w XIX wieku dokonano zjednoczenia Niemiec bez Habsburgow
            i Wloch przeciwko Papiezowi - teki idee sie udaja

            Indie tez sie jakos utrzymuja, a roznice sa tam znacznie wieksze
            - tj. rasowe, religijne, jezykowe i spoleczne

            • Gość: shocking truth Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.06, 21:52
              Ciekawą konwencję proponujesz. Teraz ja powinienem coś napisac, że koszty
              tłumaczeń wynoszą w kołchozie miliard euro rocznie. Całkowicie bez związku z
              poprzednim postem. Przeczytaj artykuł (prawdopodobnie tego nie zrobiłeś).
              Przeczytaj to co napisałem. A potem zabierz głos w temacie.
              • Gość: eu expert Re: IP: *.cust.tele2.lu 16.09.06, 23:03
                I co z tego, ze miliard. I tak zadne z krajow a przynajmniej obywatele, by ani
                centa/grosza z tego miliarda nie zobaczyly. A tak przynajmniej na cos
                pozytecznego to idzie.
                • Gość: shocking truth Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.06, 23:14
                  Gość portalu: eu expert napisał(a):

                  > I co z tego, ze miliard. I tak zadne z krajow a przynajmniej obywatele, by
                  > ani centa/grosza z tego miliarda nie zobaczyly. A tak przynajmniej na cos
                  > pozytecznego to idzie.
                  Co to za logika??? Przecież to są pieniądze, które kołchoz ukradł podatnikom
                  wszystkich swoich prowincji. Co jest pożytecznego w marnowaniu miliarda na
                  całkowicie niepotrzebne i bezsensowne tłumaczenie tysięcy debilnych przepisów?

                  A może jakiś przebrzydły eurofob podszywa się pod uniofila? ;-)
              • Gość: TR Re: IP: *.cec.eu.int 18.09.06, 11:45
                Wiec ograniczmy sie do angielskiego w kwestiach unijnych !!!
                • Gość: shocking truth nihil novi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.06, 23:41
                  Gość portalu: TR napisał(a):

                  > Wiec ograniczmy sie do angielskiego w kwestiach unijnych !!!

                  I znowu brak argumentów u uniofilów. Wklejając ten artykuł naiwnie ;-)
                  oczekiwałem, że któryś z tych uniofilów, którzy bezmyślnie wychwalają wizję
                  ZSRE, pardon, 'europejskiej federacji' zmiażdży swoimi argumentami autorów
                  artykułu w rzepie. Oczywiście nic takiego się nie stało, co potwierdza
                  wcześniejszą diagnozę dotyczącą profilu grupy popierającej tak niekorzystne dla
                  Polski pomysły polityczne.
                  Taki wpis to przyznanie się do kapitulacji.
                  • Gość: TR Re: IP: *.cec.eu.int 19.09.06, 12:05
                    Ale ten artykul nie dotyczy Unii jako takiej (instytucji, polityk, itd).
                    Ale tylko polityki europejskiej RFN.

                    • Gość: shocking truth Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.06, 22:01
                      Gość portalu: TR napisał(a):

                      > Ale ten artykul nie dotyczy Unii jako takiej (instytucji, polityk, itd).
                      > Ale tylko polityki europejskiej RFN.
                      Nie. To jest rozgromienie naiwniackiego politycznego wishful thinking
                      prezentowane przez agentów i useful idiots.
    • dr.wal2 Re: Zimny prysznic... 23.09.06, 07:44
      .. ii elektrowstrzasy - przyszlosc Wielkich Malych "Napoleonów" !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka