Dodaj do ulubionych

Scenariusz argentyński

IP: *.dialup.warszawa.pl 15.03.03, 23:56
Coraz bardziej skłaniam się do opinii, że to państwo zbankrutuje, niezależnie
czy do UE wejdziemy czy nie. Jeżeli wejdziemy, nastąpi to szybciej. Jeżeli
nie wejdziemy, to aby uniknąć bankructwa, musiałby nastąpić cud i powstać
rząd zdolny do przeprowadzenia głębokich reform, o których wielokrotnie
pisaliśmy na forum. Co mnie skłania do takiej przepowiedni?

Dług publiczny rośnie w szaleńczym tempie (w 2002 r. wyniósł 328 mld zł i
zanotował rekordowy przyrost o 44 mld zł, czyli o ca 15,4%!).
Co można zrobić w takiej sytuacji?

1/ zwiększyć dochody,
2/ zmniejszyć wydatki
3/ zadłużać się dalej.

lub zastosować kompilację w/w sposobów zbilansowania budżetu.
Ale oto nieuchronnie zbliżamy się do momentu, gdzie rząd nie będzie mógł
zastosować żadnej z tych możliwości:

Ad 1/
Zwiększyć dochody - można w odpowiedniej skali tylko wówczas, kiedy następuje
wzrost gospodarczy lub poprzez podwyższenie/wprowadzanie nowych podatków.
Wbrew temu, co twierdzi Kołodko nie obserwuję żadnego ożywienia
gospodarczego. Jego założenia wzrostu to sufitologia stosowana. Najlepiej to
widać na przykładzie branży budowlanej. Zupełna katastrofa. Budownictwo nie
bez kozery zwane jest motorem gospodarki – pierwsze odczuwa skutki recesji i
pierwsze wykazuje oznaki ożywienia. Tymczasem branża budowlana ciągle obsuwa
się na dno. Świetnie to widać nawet na przykładzie spółek giełdowych
(Mosostal-Export, Mostostal-Zabrze i in.).
Do tragicznej roli przedsiębiorstw budowlanych przyczyniają się również
banki, odcinając je od kredytów. W ten sposób firmy, które nawet mają
zlecenia nie są w stanie ich zrealizować z powodu braku kapitału obrotowego
(working capital). Banki w tej chwili pożyczają pieniądze tylko najlepszym
firmom i trudno im się dziwić, po wynikach finansowych zeszłego roku.
Brak dostępu, już nie mówię, że do taniego, ale do jakiegokolwiek kredytu,
powoduje że w gospodarce zaczyna brakować pieniądza. Firmy zadłużają się
wobec siebie i tak powstaje łańcuszek zadłużenia, który działa jak kostki
domina. Upadek jednej firmy powoduje problemy partnerów (przykład Pia-
Piaseckiego).
Podałem przykład branży budowlanej, ale w mniejszej skali problem dotyczy też
innych branż. Przedsiębiorstwa rekompensując sobie straty tną koszty.
Najłatwiej jest zwolnić ludzi.
Kurczy się więc baza podatkowa, bo nie ma wzrostu. Manewru do zwiększania
podatków też wielkiego nie ma, ponieważ już obecnie stawki podatkowe powodują
zjawisko zżerania podstawy opodatkowania (zjawisko opisane krzywą Laffera).

Ad 2 /
Zmniejszyć wydatki – pomysł jak najbardziej racjonalny, tylko jak go
zrealizować? Albo inaczej – jak go ma zrealizować lewicowy rząd? Uderzy w
swój własny elektorat? Nawet jeżeli sytuacja go do tego zmusi, to
mniejszościowy rząd nie jest w stanie przepchnąć w Sejmie kompleksowej
reformy finansów państwa, a co najwyżej jakieś jej elementy, o wątpliwym
znaczeniu.

Ad3/
Zadłużać się dalej – tak jest obecnie najłatwiej, co nie znaczy, że łatwo
będzie w przyszłości. Stopy procentowe spadły w Polsce do takiego poziomu, że
obligacje i bony skarbowe zaczynają być coraz mniej atrakcyjne dla
inwestorów. Pierwszym ostrzeżeniem była spektakularna porażka 20-latków. Po
kolei przyjdzie rządowi smakować gorzkiego smaku porażki z papierami o
krótszych tenorach. Do tego dochodzi duże ryzyko polityczne, które inwestorzy
wliczają w cenę. A więc stopy procentowe będą spadać, ale oprocentowanie
papierów skarbowych nie. Jakby tego było mało rząd zafundował sobie
konkurencję na własne życzenie. Wprowadzając podatek od oszczędności, nie
przewidział reakcji banków, które zaczęły emitować własne obligacje, jako
formę ściągnięcia z rynku oszczędności prywatnych. Część z nich była lokowana
w bony skarbowe.
Znowu dla podmiotów instytucjonalnych najlepszy zarobek stanowią papiery
dłużne, które stają się coraz powszechniejszą formą finansowania się
przedsiębiorstw, (bo tańszą niż kredyt, jeżeli emisja jest robiona w
odpowiedniej skali np. 100 mln zł). Papiery te z reguły są rentowniejsze niż
papiery skarbowe, a rating emitentów jest często wyższy niż państwa
polskiego. Tylko słuchać jak Kołodko obwieści spisek banków.

I jeszcze o ryzyku kursowym. Rozpadu koalicji nie przewidywał w zasadzie
żaden ze znanych ekonomistów bankowych. Większość dużych zagranicznych
funduszy, które inwestują w polskie papiery, zabezpiecza swoje pozycje
walutowe derywatywami (głównie opcjami). Ponieważ banki nie przewidziały
rozpadu koalicji i związanego z tym faktem osłabienia złotówki, źle wyceniły
opcje i w rezultacie poniosły straty (bo oczywiście klienci z nich
skorzystali). Jak tak dalej pójdzie, to albo banki w Polsce zaprzestaną
zabezpieczać ryzyko kursowe albo ceny derywatywów wzrosną, co spowoduje znowu
wzrost ceny, po jakiej zagranicznie inwestorzy będą gotowi pożyczać
polskiemu rządowi. W rezultacie rząd zacznie mieć problemy z obsługą długu
publicznego.

A wydatki będą rosły. Dochodzą wysokie spłaty zadłużenia zagranicznego.
Dochodzi składka do budżetu UE i udział własny w finansowanie zadań
inwestycyjnych.

Aha, i jeszcze ZUS. To osobny problem. ZUS jest zadłużony. Jeżeli banki
odmówią mu dalszego finansowania (ze względu na ogólną sytuację kraju -
groźba realna) to... lepiej nie myśleć za dużo.

Oto recepta na bankructwo.



Obserwuj wątek
    • Gość: , Re: Scenariusz argentyński IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 16.03.03, 06:10
      Czesc,
      Nie wziales pod uwage tzw. szarej strefy.
      To bardzo istotna kwestia.
      Smiem twierdzic, ze w takich okolicznosciach wystepowanie szarej strefy pobudza
      gospodarke. Doprowadza do dystrybucji pieniadza i powstawania miejsc pracy,
      ktorych by nie bylo gdyby placone byly podatki. I dobrze, po co SLD podatki
      placic? Za duzo maja obywatele pieniedzy czy co?!


      Legalnie, w swietle zagranicznej konkurencji, nie da sie gospodarowac.
      (podales niezly obraz makro-rzeczywistosci)
      Tak jest - jak jest.
      A jak jest - to kazdy widzi.
      Wiec funkcjonuje sie nielegalnie.
      I bardzo dobrze.
      Lepiej tak niz wcale.
      Pytanie jest ile w Polsce jest nielegalnej gospodarki?
      Jak nalezy obnizyc obciazenia fiskalne aby ta szara strefa zasymilowala sie?

      Sadze, ze pierwszym zadaniem rzadu (nowego) powinno byc
      a) wprowadzenie projektu o zmianie ordynacji wyborczej. I przeglosowanie jej.
      b) wprowadzenie ustawy o jawnym i obowiazkowym badaniu stanu gospodarki na
      podstawie badania statystycznego jak w... Argentynie.
      Dalej majac takie narzedzie, nalezy wprowadzac zmiany i obserwowac efekty.
      Dopoki nie bedziemy mieli wgladu (publicznie) w stan gospodarki, dopoty rozni
      tacy medrcy beda nas pouczac, ze czarne jest biale i wiekszosc glupkow bedzie
      wierzyc. (Nikt nikogo nie rozliczy a budzet bedzie wiecznym zrodlem
      finansowania programow walki z bezrobociem.) Dopiero te dwa podstawowe
      osiagniecia naszej mlodej demokracji dadza nam BAZE pod stworzenie 4
      Rzeczpospolitej. Inaczej Polski wkrotce NIE BEDZIE.

      Jezeli ktos ma watpliwosci w waznosc niezaleznego funkcjonowania panstwa, to
      znaczy ze ma podstawowy, szkolny problem z tozsamoscia.
      Interesy to interesy. Nie ma lekko, robi sie je wsrod swoich.
      Tak robia zydzi, rosjanie, armency i chinolce. Popieraja sie tak mocno, ze
      nawet jak im dasz towar za 1/2 ceny to i tak od ciebie nie kupia.
      Natomiast sprzedadza ci wszystko.
      I o to chodzi. Polacy musza sie jeszcze tego nauczyc. To dobra lekcja.

      Co do tego bankructwa panstwa - to czemu nie?
      Tak reklamowana przez wszystkie ugrupowania gospodarka rynkowa doprowadzila do
      powstania paradoksu. Nikt nie chce popierac marnotrawstwa.
      I panstwo nie ma pieniedzy.
      Wiec ten rynek jednak dziala!

      Skoro w gospodarce rynkowej podmioty niekonkurencyjne bankrutuja to dlaczego
      wlasciwie nie mialoby zbankrutowac panstwo? Co?

      No Robi, beda z Ciebie ludzie.

      A jak chcesz robic interesy to wymyslaj programy walki z bezrobociem.
      Gwarantowany sukces finansowy. Zaloz jakas fundacje, zalatw granty, SLD bierze
      5%-10%, mieszkasz w Warszawie, wiec bez problemu sobie poradzisz.
      Potem jak wyrwiesz kase z budzetu to zaloz partie polityczna, oplac ochrone
      sluzbom specjalnym aby Ci nie utrudniali zycia i dzialaj.
      Polityka to wielka kasa.
      Moze wtedy cos sie zmieni?
      Ja w kazdym razie bede trzymal kciuki. ;-)))

      He he he.
      Zdrowia zycze,
      • Gość: robi Re: Scenariusz argentyński IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 15:28
        Gość portalu: , napisał(a):

        > Czesc,
        > Nie wziales pod uwage tzw. szarej strefy.

        Czy to nie paradoks, żeby swój optymizm budować na wielkości szarej strefy?
        Częściowo masz rację, że wielkość nierejestrowanego obrotu gospodarczego w
        Polsce wynika z obrony przed nadmiernym fiskalizmem państwa. Po co brać fakturę
        od majstra za wykonanie remontu w mieszkaniu i płacić 22% Vat-u, jak można mu
        dać kasę do ręki bez podatku i kwitków. I tak to likwidacja dużej ulgi
        budowlanej podwójnie uderzyła w budżet rykoszetem: przyczyniła się do zapaści
        budownictwa i spowodowała, że ludzie przestali płacić Vat za wykonane usługi.
        To tylko jeden z przykładów bezmyślności urzędników.

        Ale to tylko jedna strona medalu. Druga to niewydolność państwa w egzekwowaniu
        prawa, dzięki czemu zwykli przestępcy czują się bezkarni i mogą prowadzić swoje
        interesy. Czasami coś tam wykryją i wtedy głośno jest o "łódzkiej ośmiornicy"
        czy "aferze paliwowej". No cóż niektórzy po prostu mają pecha.

        Pewien Gość na innym forum napisał:

        "Wlaczam dzisiaj radio i co slysze?
        Ano, ze wlasnie trwa intensywna wymiana ognia pomiedzy jakas zorganizowana
        grupa przestepcza a policja w Magdalence pod Warszawa...
        Prowadzona walka z uzyciem broni maszynowej i granatow doprowadzila do
        kilkunastu rannych po obu stronach.

        No i popatrzcie, jak tu doradzac klientom inwestycje w Polsce?
        Co panie Miller, wizyta w LA jakos nic nie dala, te limuzyny to jedynie
        smiech wzbudzily...

        Nikt do Polski nie przyjedzie.
        Nikt swoich pieniedzy nie bedzie ryzykowal.
        Chocby nie wiem co SLD obiecywalo.
        Chocby SLD odeszlo.

        Pa."

        Jak mniemam znasz go. Sam więc przyznajesz, że taka szara strefa jest
        zagrożeniem. A to już wcale optymistycznie nie nastraja. A propos Magdalenki,
        to są to moje rodzinne strony i pamiętam z dzieciństwa te tereny jako oazę
        spokoju. No cóż czasy się zmieniają, niestety na gorsze.
        Szara strefa nie jest żadnym konstruktywnym rozwiązaniem, nie uchroni kraju
        przed bankructwem, ale pozwala wielu ludziom po prostu przetrwać.


        > Sadze, ze pierwszym zadaniem rzadu (nowego) powinno byc
        > a) wprowadzenie projektu o zmianie ordynacji wyborczej. I przeglosowanie jej.
        > b) wprowadzenie ustawy o jawnym i obowiazkowym badaniu stanu gospodarki na
        > podstawie badania statystycznego jak w... Argentynie.
        > Dalej majac takie narzedzie, nalezy wprowadzac zmiany i obserwowac efekty.
        > Dopoki nie bedziemy mieli wgladu (publicznie) w stan gospodarki, dopoty rozni
        > tacy medrcy beda nas pouczac, ze czarne jest biale i wiekszosc glupkow bedzie
        > wierzyc. (Nikt nikogo nie rozliczy a budzet bedzie wiecznym zrodlem
        > finansowania programow walki z bezrobociem.) Dopiero te dwa podstawowe
        > osiagniecia naszej mlodej demokracji dadza nam BAZE pod stworzenie 4
        > Rzeczpospolitej. Inaczej Polski wkrotce NIE BEDZIE.
        > Jezeli ktos ma watpliwosci w waznosc niezaleznego funkcjonowania panstwa, to
        > znaczy ze ma podstawowy, szkolny problem z tozsamoscia.
        > Interesy to interesy. Nie ma lekko, robi sie je wsrod swoich.
        > Tak robia zydzi, rosjanie, armency i chinolce. Popieraja sie tak mocno, ze
        > nawet jak im dasz towar za 1/2 ceny to i tak od ciebie nie kupia.
        > Natomiast sprzedadza ci wszystko.
        > I o to chodzi. Polacy musza sie jeszcze tego nauczyc. To dobra lekcja.

        Zgadzam się całkowicie i wielokrotnie też o tym pisałem. Nie do pojęcia dla
        mnie jest ukrywanie faktycznego stanu państwa przed jego obywatelami. Tu muszą
        się znaleźć jakieś rozwiązania instytucjonalne, chroniące nasz interes jako
        obywateli i podatników, choćby takie jak proponujesz (muszę więcej poczytać na
        ten temat).
        Ponadto sprawą pierwszorzędną staje się wspieranie przez państwo polskiego
        biznesu, bo tylko on w długim okresie zapewni temu państwu stabilność
        gospodarczą, poprzez odpowiednie dochody dla budżetu i tworzenie nowych miejsc
        pracy. Wchodzenie teraz do UE to działania zupełnie odwrotne, prowadzące do
        unicestwienia tego, co jeszcze znajduje się w polskich rękach.

        > Co do tego bankructwa panstwa - to czemu nie?
        > Tak reklamowana przez wszystkie ugrupowania gospodarka rynkowa doprowadzila
        do powstania paradoksu. Nikt nie chce popierac marnotrawstwa.
        > I panstwo nie ma pieniedzy.
        > Wiec ten rynek jednak dziala!
        > Skoro w gospodarce rynkowej podmioty niekonkurencyjne bankrutuja to dlaczego
        > wlasciwie nie mialoby zbankrutowac panstwo? Co?

        No właśnie, tylko jakoś mi nieswojo pomyśleć, że znajdę się w oku cyklonu.
        Wolałbym być na twoim miejscu. A może jak przyjdzie co do czego to mnie
        zatrudnisz, hę? Przecież będą ze mnie ludzie.

        > A jak chcesz robic interesy to wymyslaj programy walki z bezrobociem.
        > Gwarantowany sukces finansowy. Zaloz jakas fundacje, zalatw granty, SLD
        bierze
        > 5%-10%, mieszkasz w Warszawie, wiec bez problemu sobie poradzisz.
        > Potem jak wyrwiesz kase z budzetu to zaloz partie polityczna, oplac ochrone
        > sluzbom specjalnym aby Ci nie utrudniali zycia i dzialaj.
        > Polityka to wielka kasa.
        > Moze wtedy cos sie zmieni?
        > Ja w kazdym razie bede trzymal kciuki. ;-)))

        No może jak utworzymy spółkę joint-venture to się zdecyduję. Aha, mogę wnieść
        tylko know-how , które odpowiednio wycenione może stanowić wartości
        niematerialne i prawne spółki. Większościowy pakiet udziałów, może zostać przy
        tobie, w końcu ty wniesiesz kapitał. Zgodzę się na niepobieranie dywidendy
        dopóki spółka nie stanie na nogi. Co ty na to? Co do polityki to się do tego
        niej nadaję. Wstyd przyznać, ale jestem za uczciwy, żeby bez wyrzutów sumienia
        robić ludziom wodę z mózgu.

        > He he he.
        > Zdrowia zycze,

        Dzięki.
        • Gość: , Re: Scenariusz argentyński IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 16.03.03, 18:57
          "Pewien Gość na innym forum napisał","Jak mniemam znasz go"
          Taaa, skas znam ten styl.
          He he he.
      • Gość: robi szara strefa IP: *.dialup.warszawa.pl 23.03.03, 12:21
        Gość portalu: , napisał(a):

        > Czesc,
        > Nie wziales pod uwage tzw. szarej strefy.
        > To bardzo istotna kwestia.
        > Smiem twierdzic, ze w takich okolicznosciach wystepowanie szarej strefy
        pobudza gospodarke. Doprowadza do dystrybucji pieniadza i powstawania miejsc
        pracy ktorych by nie bylo gdyby placone byly podatki.

        Kołodko oszacował w swoim już słynnym wystąpieniu w programie "Z pierwszej
        ręki" w TVP, że szara strefa stanowi ca 15% PKB. Analitycy rynku szacują, że
        może to być nawet kwota stanowiąca od 20 do 30% PKB. To olbrzymie pieniądze.
        Gdyby udało się je włączyć do legalnego obrotu gospodarczego mógłby być to
        główny element naprawy finansów publicznych. Ale jak to zrobić? Kołodko
        wymyślił abolicję podatkową, z której wyśmiewała się większość poważnych
        ekonomistów. Nie ma innej metody, moim zdaniem, jak drastyczna obniżka
        podatków. Do szarej strefy można przemówić tylko poprzez wymierne korzyści
        finansowe, powiązane z likwidają ryzyka konfliku z prawem. Jednorazowe akcje
        typu abolicja, nic tu nie pomogą.
    • Gość: erik Re: Scenariusz argentyński IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 12:58
      robi mimo choroby jak zwykle w formie :)


      Gość portalu: robi napisał(a):

      > Coraz bardziej skłaniam się do opinii, że to państwo zbankrutuje


      Mój dziadek pokazywał mi kiedyś obligacje z okresu przedwojennego. PRL po
      zakończeniu wojny nie chciała ich honorować. Problem jest taki, że my marząc o
      nadejściu czasów prawdziwych rządów prawa musimy się liczyć z tym, że długi III
      RP trzeba będzie zwracać. Myślę że następne pokolenia które miejmy nadzieję
      będą już żyć w normalnym państwie, spłacając długi Kołodki nie będą miały o nas
      zbyt dobrego zdania. Ciężko będzie im wytłumaczyć że to wina Kołodki, który nie
      chciał słuchać naszych dobrych rad. Tak to jest w demokracji. Wszyscy jesteśmy
      suwerenami, więc w równej mierze odpowiadamy za stan państwa. Godząc się na
      demokrację, godzimy się na prowadzenie polityki zgodnej z wolą większości
      (która przecież niekoniecznie musi być zgodna ze zdrowym rozsądkiem)

      cześć
      • Gość: robi A ty znowu swoje? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 15:44
        Gość portalu: erik napisał(a):

        > robi mimo choroby jak zwykle w formie :)

        Czasami choroba ma też swoje dobre strony.

        > Mój dziadek pokazywał mi kiedyś obligacje z okresu przedwojennego. PRL po
        > zakończeniu wojny nie chciała ich honorować. Problem jest taki, że my marząc
        o nadejściu czasów prawdziwych rządów prawa musimy się liczyć z tym, że długi
        III RP trzeba będzie zwracać. Myślę że następne pokolenia które miejmy nadzieję
        > będą już żyć w normalnym państwie, spłacając długi Kołodki nie będą miały o
        nas zbyt dobrego zdania. Ciężko będzie im wytłumaczyć że to wina Kołodki, który
        nie chciał słuchać naszych dobrych rad. Tak to jest w demokracji. Wszyscy
        jesteśmy suwerenami, więc w równej mierze odpowiadamy za stan państwa. Godząc
        się na demokrację, godzimy się na prowadzenie polityki zgodnej z wolą
        większości (która przecież niekoniecznie musi być zgodna ze zdrowym rozsądkiem)

        Cholera, eriku i co mam ci odpowiedzieć? Masz rację, że długi teraz zaciągnięte
        będa spłacac nasze dzieci i wnukowie. Ale czy z tego wynika, że winę zwalą na
        system demokratyczny w ogóle? Nie. Winić będą tę pseudodemokrację, którą mamy
        obecnie, tę republikę kolesiów z Ordynackiej. To musimy rozpieprzyć i rozprawić
        się z komuchami raz na zawsze. Bardzo trudno przychodzi mi zaakceptować
        scenariusz z rozlewm krwi, ale i do tego może dojść, jeżeli ludzie wyjdą na
        ulicę. Byle później powstalo coś konstruktywnego, najlepiej z silną władzą
        wykonawczą, mającą oparcie w większości parlamentarnej.

        cześć
        • Gość: erik Re: A ty znowu swoje? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 17:01
          Gość portalu: robi napisał(a):

          > Cholera, eriku i co mam ci odpowiedzieć?


          Warto czasami zastanowić się nad skutkami swoich wyborów. Jeśli zgadzasz się że
          poparcie większości jest legitymacją do sprawowania władzy, to jesteś pośrednio
          odpowiedzialny za skutki spowodowane tym wyborem. Czyli to że Kołodko utrzymuje
          państwo kosztem przyszłych pokoleń jest po części zawinione przez wszystkich
          piewców demokracji. Demokracja dla złodziejskich rządów jest jeszcze o tyle
          dobra, że jak przyjdzie co do czego to winnych upadku państwa jak zwykle nie
          będzie. Kołodko będzie mógł powiedzieć, że spełniał tylko suwerenną wolę
          narodu. I jak na złość będzie miał rację.

          Cholera, ja chyba lubię robić sobie wrogów. No ale czy wszechobecny dziś kult
          demokracji nie bazuje na mechaniźmie znanym nam z argumentacji
          euroentuzjastów: "nie mamy innej alternatywy, nie mamy innej alternatywy...".

          cześć

          ps
          A z antydemokratycznej krucjaty i tak nie zrezygnuję :)
          • Gość: robi nie ma innej alternatywy? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 22:15
            Alternatywą jest dyktatura, ale tego rozwiązania nigdy nie poprę. Natomiast
            chętnie bym widział w Polsce system prezydencki na wzór amerykańskiego. Wałęsa
            to w swoim czasie lansował, ale był za słaby, żeby zrealizowac swoją wizję.
            Co do swojej winy jako wyborcy w demokratycznych wyborach i odpowiedzialności
            przed następnymi pokoleniami. Nie czuje sie winny, spełniłem swój obowiązek,
            głosowałem uczciwe zgodnie ze swym najgłębszym przekonaniem na PO licząc,że ta
            partia będzie strażnikiem moich interesów. Przeliczylem się. W demokracji tak
            się zdarza.

            Teraz czekam tylko, aż to, co wydaje się już nieuchronne, zmiecie ze sceny
            politycznej obecne sitwy kolesiów. A później rozegra się bitwa między
            populistami i reformatorami. Oby wygrali ci drudzy.
    • Gość: robi informacja źródłowa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.03, 14:34

      Dług Skarbu Państwa w XII 2002 wyniósł 327,89 mld zł - media

      Zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło w grudniu 2002 roku 327,89 mld zł, co
      oznacza wzrost w ciągu ubiegłego roku o 43,96 mld zł, czyli największy w
      ostatnich latach - poinformowała sobotnia "Rzeczpospolita".
      Według wstępnych danych Ministerstwa Finansów relacja długu Skarbu Państwa do
      PKB wyniosła 42,6 proc. wobec 37,9 proc. na koniec 2001 roku.

      Według "Rz" ubiegłoroczny wzrost długu Skarbu Państwa wyniósł 15,5 proc. i był
      ponad dwukrotnie wyższy niż w 2001 roku, kiedy wyniósł 6,4 proc.

      "Z posiadanych danych (od 1996 r.) wynika, że w ostatnich pięciu latach
      najwyższy wzrost wystąpił w 1999 r. i wynosił 26,97 mld zł (11,4 proc.)" -
      podaje "Rz".

      Wzrost dotyczył prawie wszystkich składników zadłużenia Skarbu Państwa, jednak
      szybciej zwiększały się zobowiązania krajowe (o 18,5 proc.) niż zagraniczne (o
      9,8 proc.).

      "Ta dysproporcja we wzroście to wynik coraz częstszych zakupów naszych papierów
      przez zagranicznych inwestorów" - podaje "Rz".

      Według gazety, wartość papierów skarbowych sprzedanych na polskim rynku,
      znajdujących się w rękach inwestorów zagranicznych, wzrosła w 2002 roku o 10,53
      mld zł, czyli o 53,1 proc. Wzrost długu zagranicznego byłby wyższy, gdyby nie
      umocnienie się złotego. W ujęciu dolarowym wyniósł on 14 proc.

      Bardzo szybko zwiększała się też wartość papierów rządowych sprzedanych na
      zagranicznych rynkach - o 6,26 mld zł, czyli o 30,5 proc.

      dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=GOS&poddzial=POL&id_depeszy=11662833



      • Gość: erik Re: informacja źródłowa IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 18.03.03, 10:28
        Gość portalu: robi napisał(a):


        > Zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło w grudniu 2002 roku 327,89 mld zł, co
        > oznacza wzrost w ciągu ubiegłego roku o 43,96 mld zł


        Czyli zadłużenie Skarbu Państwa wynosi jakichś 80 mld $, a w samym 2002 roku
        wzrosło o ok. 10 mld $. Tymczasem pod koniec 1979 roku całe zadłużenie PRL
        wynosiło 22 mld $. Kilka miesięcy później był Sierpień, a dwa lata później
        czołgi na ulicach.

        Ale to był realny socjalizm.

        Robi, nasz dyżurny ekonomisto, pytanie mam do Ciebie. Gdzie mniej więcej
        znajdują się granice wytrzymałości dzisiejszego polskiego budżetu? Słowem o ile
        jeszcze musi wzrosnąć nasze zadłużenie, aby jego obsługa stała się niemożliwa?
        Czyli kiedy nowy Sierpień?

        cześć
        • Gość: robi Re: informacja źródłowa IP: *.waw1.bptnet.pl 18.03.03, 12:51
          Gość portalu: erik napisał(a):

          > Gość portalu: robi napisał(a):
          >
          >
          > > Zadłużenie Skarbu Państwa wyniosło w grudniu 2002 roku 327,89 mld zł, co
          > > oznacza wzrost w ciągu ubiegłego roku o 43,96 mld zł
          > Czyli zadłużenie Skarbu Państwa wynosi jakichś 80 mld $, a w samym 2002 roku
          > wzrosło o ok. 10 mld $. Tymczasem pod koniec 1979 roku całe zadłużenie PRL
          > wynosiło 22 mld $. Kilka miesięcy później był Sierpień, a dwa lata później
          > czołgi na ulicach.
          >
          > Ale to był realny socjalizm.
          >
          > Robi, nasz dyżurny ekonomisto, pytanie mam do Ciebie. Gdzie mniej więcej
          > znajdują się granice wytrzymałości dzisiejszego polskiego budżetu? Słowem o
          ile
          >
          > jeszcze musi wzrosnąć nasze zadłużenie, aby jego obsługa stała się
          niemożliwa?
          > Czyli kiedy nowy Sierpień?

          He, he, he... jak przeglądałem rano dzisiejszą Rzepę to komentarze są
          uspakajające, że niby jak osiągniemy wzrost i takie tam ble, ble, ble to budżet
          wytrzyma. Dawno juz przestałem wierzyć w te brednie. Kumple z dealing roomu
          wiedzą, co mówią. Jak zagraniczni inwestorzy przestaną kupować polskie
          obligacje, to budżetu nie ma. Jak długo to jeszcze potrwa? Sądzę,że już nie
          długo. Jaja zaczną sie jesienią jak przyjdzie konstruować budżet na 2004 r.
          Wszystko wskazuje na to, że budżet nie zostanie uchwalony. Wtedy też zacznie
          się exodus zagranicznych funduszy inwestycyjnych i początek rozpierduchy w
          kraju.To na razie tyle. Cześć.

          • Gość: , stabilnosc polskiego dlugu. IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 18.03.03, 20:07
            "Kumple z dealing roomu wiedzą, co mówią."

            Obawiam sie o ten poziom wiedzy. To nie ta liga.
            Jasne, ze sa lepsi niz dziennikarze.
            Ale to nie wystarcza.

            Oby do wiosny!
            • Gość: robi Re: stabilnosc polskiego dlugu. IP: *.dialup.warszawa.pl 18.03.03, 21:01
              Gość portalu: , napisał(a):


              > Obawiam sie o ten poziom wiedzy. To nie ta liga.

              Taak. Sami to przyznają, że są nimal ślepi w Warszawie, a cała najlepsza zabawa
              odbywa sie w Londynie czy Frakfurcie (wielkie korporacje zarządzają funuszami
              centralnie). Ale coś niecoś wiedzą. Zresztą scenariusz przeze mnie
              przedstawiony jest scenariuszem hipotetycznym, opartym na pewnych założeniach.
              Mam nadzieję, że się nie sprawdzi. Z drugiej strony obserwując jak rynek
              pieniężny reaguje tylko na samą groźbę dymisji Kołodki, nie mogę być optymistą.
              Idę o zakład,że w przypadku nie uchwalenia budżetu, a w rezultacie rozwiązania
              Sejmu, nastapi destabilizacja na całym rynku finansowym. Kto wówczas kupi
              polskie papiery skarbowe?

              Jak będzie, niedługo się dowiemy.

              Z tym, ze nie do wiosny, a do jesieni.

      • Gość: robi A dług ciągle rośnie... IP: *.dialup.warszawa.pl 22.03.03, 16:08
        i to w coraz szybszym tempie. Wg dzisiejszej Rzeczpospolitej (niestety
        informacja niedostepna w internecie) tylko w styczniu w porównaniu do grudnia
        ur. dług publiczny zwiększył sie o ca 8 mld zł, czyli o 2,4%. Tymczasem średni
        miesięczny przyrost zadłużenia w 2002 r. wyniósł 1,3%. Najszybciej rośnie dług
        krajowy (przyrost o 2,9%). Jak to się ma do zapowiedzi pani minister Trenkner?
        Jak długo jeszcze będziemy mogli żyć na kredyt?
    • Gość: gerkad Emigracja a kwestia wieku IP: 194.9.223.* 18.03.03, 12:42
      Witam, robi

      mam nadzieje ,ze Twoje wizje sie nie sprawdza , poniewaz jestem juz zbyt
      zawaansowany wiekiem aby stad emigrować.
      Pozdrawiam z uczuciem niepokoju
      • Gość: robi Re: Emigracja a kwestia wieku IP: *.waw1.bptnet.pl 18.03.03, 13:12
        Gość portalu: gerkad napisał(a):

        > Witam, robi
        >
        > mam nadzieje ,ze Twoje wizje sie nie sprawdza , poniewaz jestem juz zbyt
        > zawaansowany wiekiem aby stad emigrować.
        > Pozdrawiam z uczuciem niepokoju

        Ja też mam taką nadzieję..., ale w sumie niewielką. Z tym wiekiem to nie
        przesadzaj. Jesteś specjalistą w rozwojowej dziedzienie, znasz języki.
        Poradzisz sobie. W razie czego przrecinek nas zatrudni :)

        Pozdrawiam
    • Gość: robi wywiad z wiceminister Wasilewską-Trenkner IP: *.dialup.warszawa.pl 18.03.03, 23:23
      Właśnie oglądałem w "Bilansie" (TVN24)wywiad z wiceminister finansów panią
      Wasilewską-Trenkner (od lat główną konstruktorką budżetów). Powiedziła kilka
      ciekawych rzeczy:

      -dług publiczny stanowi obecnie 51% PKB i będzie rósł (cel rządu – ma nie
      rosnąć zbyt szybko, hm?),

      -za niebezpieczny poziom pani wiceminister uznała zadłużenie w wys. 55%
      (Konstytucja RP dopuszcza 60%),

      -znaczna część długu publicznego wyrażona jest w walutach obcych, co oznacza że
      w przypadku kryzysu walutowego dług publiczny drastycznie wzrośnie,

      -dług publiczny będzie rósł tym dynamiczniej, im wolniejszy będzie wzrost PKB.

      - nie ma szans praktycznie na zmniejszenie fiskalizmu państwa ze względu na
      konieczność sfinansowania składki do budżetu UE i znalezienia środków na
      współfinansowanie projektów inwestycyjnych.

      Nazwałbym to stanem przedzawałowym. Ciekawe jaką terapię zastosuje Kołodko?
      • vico1 Re: wywiad z wiceminister Wasilewską-Trenkner 23.03.03, 00:03
        Z twojej analizy wynika, ze tego pacjenta czeka albo terapia elektrowstrzasowa
        (UE) albo sztuczne oddychanie (poza Unia). Niektorzy forumowi specjalisci
        zalecaja pijawki (EOG; NAFTA) :))

        Dla nieekonomisty rozwiazanie zagadki jest niezwykle trudne. Tu trzeba byc i
        ekonomista i wizjonerem.
        • Gość: robi realia nie wizjonerstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 10:50
          vico1 napisał:

          > Z twojej analizy wynika, ze tego pacjenta czeka albo terapia
          elektrowstrzasowa
          > (UE) albo sztuczne oddychanie (poza Unia). Niektorzy forumowi specjalisci
          > zalecaja pijawki (EOG; NAFTA) :))
          >
          > Dla nieekonomisty rozwiazanie zagadki jest niezwykle trudne. Tu trzeba byc i
          > ekonomista i wizjonerem.


          Vico,

          Sytuacja naprawdę jest poważna, jeżeli w ciągu miesiąca dług publiczny wzrasta
          o 2 mld USD! W dodatku istnieje bardzo realne zagrożenie, że za niedługi czas
          inwestorzy po prostu przestaną kupować polskie papiery skarbowe. Czytałem, że
          w pewnym momencie dług publiczny Grecji wynosił ponad 100% PKB, ale to było 20
          lat temu. Polska po pierwsze należy do tzw. emerging markets, obarczonych
          zwiększonym ryzykiem inwestycyjnym, a po drugie po doświadczeniach w Rosji i
          Argentynie, fundusze inwestycyjne stały się ostrożniejsze. Dlatego realne jest
          zagrożenie, że w pewnym momencie wycofają się z polskiego rynku. A żeby było
          jeszcze śmieszniej (a raczej tragiczniej) sama Konstytucja RP ogranicza
          wielkość długu publicznego do poziomu 60% PKB. Muszę poczytać , co się dzieje
          jeżeli ten próg będzie przekroczony. Na razie mamy sytuację taką, że w styczniu
          wzrost PKB wyniósł 2,1%, a przyrost długu 2,4%, a więc w proporcji do PKB
          zadłużenie ciągle rośnie.

          Ratunkiem dla Polski może być jedynie przyspieszenie rozwoju gospodarczego, a
          ja niestety w to nie wierzę. Wzrost gospodarczy, który teraz obserwujemy jest
          spowodowany wzrostem konsumpcji i eksportu, a nie inwestycji (w budownictwie
          nadal obserwujemy spadek produkcji). Wynika to ze strategii Kołodki, który nie
          zamierza drastycznie ciąć wydatków budżetowych i jednocześnie zmniejszać
          fiskalizmu państwa. Pozytywnym aspektem jest wzrost naszego eksportu, ale
          ostrzegałbym tu przed zbytnim optymizmem, ponieważ nasze przedsiębiorstwa
          konkurują na rynkach zagranicznych głównie cenowo. Wiele z nich eksportuje
          właściwie po kosztach, aby tylko utrzymać rynki. Jeżeli państwo nie sprawi, ze
          polskie przedsiębiorstwa będą mogły obniżyć koszty w kraju, długo już w ten
          sposób nie pociągną.


          Kołodko liczy na pieniądze z UE jak na zbawienie. Tymczasem szanse na ich
          absorpcję maleją z miesiąca na miesiąc. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób rząd
          pozyska dodatkowe 10 mld EUR w ciągu 3 lat i, co może okazać się podstawową
          barierą, występują opóźnienia w przygotowaniu projektów inwestycyjnych. KE
          szacuje, że w 2004 mamy szansę na wykorzystanie jedynie 900 mln EUR, z ponad
          3,2 mld EUR funduszy pomocowych przeznaczonych do wykorzystania w tym roku,
          ponieważ Polska nie przygotowała jeszcze odpowiednich projektów.

          Tak, sytuacja jest trudna, ale "scenariusz argentyński" to tylko jeden z
          możliwych scenariuszy. Pozostaje nadzieja, że się nie zrealizuje. I w mały
          stopniu rozwój sytuacji będzie zależął od tego, czy przystąpimy do UE, czy do
          NAFTA. Najpierw musi się zmienić polityka gospodarcza rządu.
          • bebokk Dane z "The Economist" 23.03.03, 11:14
            Znalazłem dane w "The Economist", Świat w liczbach 2002"
            Dane co do Polski są nieaktualne.
            Tam dług Polski wynosi 54,3 mld dolarów
            i stanowi to 36% PKB,
            eksport widzialny 30,1 mld,
            a import 45,1 mld.
            • Gość: robi Re: Dane z 'The Economist' IP: *.dialup.warszawa.pl 23.03.03, 12:12
              bebokk napisał:

              > Znalazłem dane w "The Economist", Świat w liczbach 2002"
              > Dane co do Polski są nieaktualne.
              > Tam dług Polski wynosi 54,3 mld dolarów
              > i stanowi to 36% PKB,
              > eksport widzialny 30,1 mld,
              > a import 45,1 mld.

              Dane są chyba jednak aktualne. Różnice wynikają z metodologii obliczania długu
              publicznego w Polsce i wg standrdów światowych. Wg tych ostatnich procentowy
              udział zadłużenia publicznego w PKB jest niższy, bo po pierwsze nie uwględnia
              tzw. zobowiązań pozabilansowych tj. poreczeń i gwarancji, a po drugie włączone
              są do PKB środki zgromadzone w OFE. To trochę taka kreatywna księgowość, chyba
              że faktycznie rząd uważa,że w każdym momencie może wykorzystać OFE do
              finansowania wydatków budżetowych. Zresztą na to się właśnie zanosi i
              prawdopodobnie OFE zostaną zmuszone do kupowania specjalnych obligacji
              długoterminowych, z których środki posłużą do współfinsowania zadań
              inwestycyjnych np. budowy autostrad.
              Żegnaj emeryturo. Trzeba się będzie szybko zwijać z tego świata.
          • Gość: Tomek Re: realia nie wizjonerstwo IP: *.it-net.pl 23.03.03, 12:33
            Wiesz co, Robi? Jak Cię nie poniosą emocje, to naprawdę potrafisz napisać coś
            do rzeczy. Bardzo mi się to wszystko podoba, choć nie posunąłbym się do
            oskarżania o wszystko "czerwonych". Uważam, że obecna sytuacja polskiej
            gospodarki jest efektem (porócz ogólnej światowej dekoniunktury i "ciemnej
            strony" globalizacji - nie zapominajmy że Polska jest sygnatariuszem układów
            GATT, niekoniecznie muszą one być korzystne dla słabszych ekonomicznie państw)
            polityki wszystkich dotychczasowych ekip, począwszy od monetarystów
            i "liberałów" Balcerowicza i Bieleckiego, kończąc na AWS i SLD - czyli
            wszystkich, u których ideologia, pryncypialne podejście do spraw; oraz
            oderwanie od rzeczywistości i t. zw. polskie "układy" zastąpiły zdrowy rozsądek
            i odpowiedzialność za kraj jako całość - nie tylko do następnych wyborów, ale w
            perspektywie kilkudziesięciu lat... Osobiście nie widzę jednak na naszej scenie
            żadnej alternatywy dla tego wszystkiego, gdyż w gruncie rzeczy jedynym na razie
            liczącym się "naszym" (czyli powstałym "oddolnie" i na skutek wydarzeń lat'90,
            bez ideologicznych ambicji) ugrupowaniem jest wojowniczo -
            roszczeniowa "Samoobrona". Czy będzie ona ewoluować, czy też się rozleci -
            przyszłość pokaże... Myślę więc że stworzenie czegoś w rodzaju "polskiej drogi"
            do nowoczesnego, czyli cywilizowanego i opartego na solidnych podstawach
            (przede wszystkim finansowych) kapitalizmu musimy niestety pozostawić przyszłym
            pokoleniom, nie obciążonym urazami i kombatanctwem. Oby tylko mogły one żyć w
            mniej więcej stabilnym i w miarę bezpiecznym państwie!
            • Gość: robi Re: realia nie wizjonerstwo IP: *.dialup.warszawa.pl 23.03.03, 13:32
              Gość portalu: Tomek napisał(a):

              > Wiesz co, Robi? Jak Cię nie poniosą emocje, to naprawdę potrafisz napisać coś
              > do rzeczy.

              Staram się zawsze pisać konkretnie i unikać pyskówek, ale o ile pamietam to Ty
              kiedyś odpowiedziałeś w mało przyjemny sposób na mój post. Zapomnijmy jednak o
              tym.

              >Bardzo mi się to wszystko podoba, choć nie posunąłbym się do
              > oskarżania o wszystko "czerwonych". Uważam, że obecna sytuacja polskiej
              > gospodarki jest efektem (porócz ogólnej światowej dekoniunktury i "ciemnej
              > strony" globalizacji - nie zapominajmy że Polska jest sygnatariuszem układów
              > GATT, niekoniecznie muszą one być korzystne dla słabszych ekonomicznie
              państw) > polityki wszystkich dotychczasowych ekip, począwszy od monetarystów
              > i "liberałów" Balcerowicza i Bieleckiego, kończąc na AWS i SLD - czyli
              > wszystkich, u których ideologia, pryncypialne podejście do spraw; oraz
              > oderwanie od rzeczywistości i t. zw. polskie "układy" zastąpiły zdrowy
              rozsądek i odpowiedzialność za kraj jako całość - nie tylko do następnych
              wyborów, ale w perspektywie kilkudziesięciu lat...

              Zgadzam się z Tobą i mniej więcej to samo pisałem w w dyskusjach z Duszczykiem.
              Widzisz, ja nie jestem przeciwnikem UE, ale przeciwnikiem warunków na jakich
              będziemy do UE przystępować. Warunki te w połączniu z tragiczną sytuacją
              finansów publicznych i obecną polityką rządu, zmniejszającą konkurencyjność
              polskich przedsiebiorstw, do katasrofa dla naszej gospodarki. Dlaczego np. nie
              udało się wynegocjować takiego warunku: nie płacimy np. przez 3 pierwsze lata
              nic do budżetu UE, a w zamian dostajemy pomoc w wysokości 5 mld EUR? Wówczas
              ryzykujemy tylko,że nie wykorzystamy tej pomocy, natomiast nie ma ryzyka, że
              dopłacimy do budżetu UE. Ponadto nie będąc zmuszeni do przekazania 6,5 mld EUR
              składki do budżetu UE, moglibyśmy przwprowadzić reformę podatkową, polegającą
              na znacznym uproszczeniu i obniżeniu podatków. Przyniosłoby to prawie
              natychmiast dwa pozytywne efekty: zwiększyłoby konkurencyjnośc polskich firm i
              ograniczyło szarą strefę. No ale stało się inaczej.


              >Osobiście nie widzę jednak na naszej scenie
              > żadnej alternatywy dla tego wszystkiego, gdyż w gruncie rzeczy jedynym na
              razie liczącym się "naszym" (czyli powstałym "oddolnie" i na skutek wydarzeń
              lat'90, bez ideologicznych ambicji) ugrupowaniem jest wojowniczo -
              > roszczeniowa "Samoobrona". Czy będzie ona ewoluować, czy też się rozleci -
              > przyszłość pokaże... Myślę więc że stworzenie czegoś w rodzaju "polskiej
              drogi" do nowoczesnego, czyli cywilizowanego i opartego na solidnych podstawach
              > (przede wszystkim finansowych) kapitalizmu musimy niestety pozostawić
              przyszłym pokoleniom, nie obciążonym urazami i kombatanctwem. Oby tylko mogły
              one żyć w mniej więcej stabilnym i w miarę bezpiecznym państwie!

              No aż takim pesymistą nie jestem, ale faktycznie z tą aletrnatywa dla SLD nie
              jest ciekawie. Sądzę, że dojdzie jednak w Polsce do niepokojów społecznych i
              być może to odmieni scenę polityczną. Smutne ale prawdziwe.

              Pozdrawiam
              robi
          • vico1 Re: realia nie wizjonerstwo 23.03.03, 16:28
            Zeby cos sensownego powiedziec na temat dlugow publicznych w roznych krajach
            musze ten temat przestudiowac. Gdzies czytalem, ze Grecja wciaz ma ten dlug
            powyzej 100% PKB, podobnie jak i Belgia. Unia wymaga okolo 60% PKB. Problem
            redukcji tych dlugow jest zawsze waznym tematem w kampanii wyborczej. Po
            wyborach dyscyplina spada. Belgii redukcja tego dlugu idzie jak po grudzie.
            Na pierwszy rzut oka wydawaloby sie, ze Polska zalicza sie pod tym wzgledem do
            3ciej ligi europejskiej, razem z Grecja i Belgia. Nie jest wiec osamotniona.
            Dotychczas Unia nie robila z tego az takiego dramatu (dla obszaru euro), jesli
            w ogole redukcja postepuje.
            • Gość: robi ważna jest wypłacalność, nie wielkość długu IP: *.dialup.warszawa.pl 23.03.03, 19:28
              Hm, bo problem nie jest w samej wielkości długu publicznego, ale w pozyskaniu
              źródeł jego finansowania. Dlaczego doszło do kryzysu rosyjskiego i
              argentyńskiego? Bo państwa te nie były w stanie obsługiwać zadłużenia i
              wybuchła panika. Wszyscy inwestorzy chcieli wycofać swoje aktywa jednocześnie.
              Ważna jest więc wypłacalność państwa w danym momencie. Obecnie mamy do
              czynienia z bardzo wysoką dynamiką przyrostu długu publicznego, przy niewielkim
              wzroście gospodarczym. Trudno określić moment, w którym inwestorzy uznają, że
              ryzyko jest zbyt wysokie i zaprzestaną kupowania polskich papierów skarbowych.
              Wiele będzie zależało od wielkości wzrostu gospodarczego. Niestety obawiam się,
              że założenia Kołodki są nierealne do zrealizowania. Jeżeli tak będzie to
              państwo nie zrealizuje planu dochodów i będzie musiało zadłużać się coraz
              bardziej. I wpadnie w spiralę zadłużenia – czym większy dług, tym większe
              koszty jego obsługi. Kiedyś inwestorzy powiedzą "stop".
    • dyplomata Chwileczke gentelmen: Czy to nie czarnowidztwo? 23.03.03, 16:04

      Sytuacja ekonomiczna polski oczywiscie nie jest dobra. Ale czy w waszych
      prognozach nie ma za duzo czarnowidztwa?

      Ja to widze tak ze wiekszosc krajow ma potezne problemy z deficytami i
      budzetem. Przyklady z krajow uchodzacych za najlepsze:

      Niemcy, Francja - budzety w fatalnym stanie, opeer z Unii, deficyty 60%
      Italia, Belgia - zadluzenie na poziomie 100% PKB
      Japonia - zadluzenie na poziomie 150% PKB

      USA ma ogromny deficyt platniczy a teraz dojdzie potezny deficyt budzetu.

      W krajach tych systemy emerytalne to tez bomba zegarowa.


      Inne kraje tez maja kolosalne problemy.

      Porownanie Polski do Argentyny jest chwytliwe ale nie jest realne. Waluta
      polska jest plynna, a lawinowy wzrost importu i kredytow w poprzednim okresie
      zostal zahamowany. Nie wydaje sie by grozil niekontrolowany wybuch
      makroekonomiczny a na pozyczki dla budzetu kapitalu na swiecie znajdzie sie
      dosc.

      A wiec sytuacja Polski jest niedobra czy zla ale nie jest tragiczna czy
      beznadziejna. W skali swiatowej czy europejskiej jest chyba przecietna.
      • Gość: Michał No tak, jest byczo ! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 17:01
        W zasadzie to problemu nie ma.
        Jesteśmy na poziomie Niemiec, a znacznie lepiej jest w Polsce niż w Grecji.
        Amerykanie w USA to dopiero mają katastrofę.
        My zaś mówiwmy : NIE MA PROBLEMU, NIE MA PROBLEMU
        I problem sam zniknie ( oczywiście jak będzeimy w UE, bo jak nie to Białoruś ) !
      • Gość: robi obyś miał rację IP: *.dialup.warszawa.pl 23.03.03, 19:33
        Potraktujmy Twój scenariusz jako optymistyczny - czyli, że Polska nie będzie
        miała problemu z pozyskaniem kredytodawców. Bo tu jest problem. Pożyczanie
        USA, Japonii czy Belgii to nie to samo, co pożyczanie Polsce.
        Osobiście nie mam nic przeciwko, żeby to Twoja, a nie moja ocena sytuacji
        okazała się trafna. Zagrożenia są jednak realne i dlatego o nich napisałem.
        Zrobiłem to nie dlatego, żeby kogoś straszyć, ale dlatego, aby uświadomić,
        czytającym mój komentarz, wagę problemu. Jak napisałem już w pierwszym poście
        porażka MF z uplasowniem 20-letnich obligacji była pierwszym ostrzeżeniem. Do
        tego papiery skarbowe muszą konkurować na rynku z rentowniejszymi dla
        inwestorów i często bezpieczniejszymi obligacjami banków i papierami dłużnymi
        pzredsiębiorstw.

        Co do porównania wielkości długu publicznego w stosunku do PKB w Polsce i w
        innych krajach, odpisałem już vico.

        Dzięki za zabranie głosu, doceniam to.

        Pozdrawiam
        robi

    • Gość: robi a spirala się nakręca... IP: *.dialup.warszawa.pl 25.03.03, 18:18
      Z dzisiejszej Rzepy:

      "Wpływy z tegorocznej prywatyzacji zaplanowano na 9,1 mld zł. Tej kwoty na
      pewno nie uda się otrzymać. Według niektórych analityków możliwa jest sprzedaż
      majątku państwowego za około połowę planowanej wartości. W styczniu i lutym
      skarb państwa sprzedał udziały za 153 mln zł.

      Wczoraj wiceminister finansów Halina Wasilewska-Trenkner podczas internetowego
      czatu stwierdziła, że chyba niestety nie będzie takich wpływów z prywatyzacji,
      jak się planuje. - Budżet będzie musiał zaciągnąć dodatkowe długi, czyli
      sprzedać większą ilość papierów wartościowych - powiedziała."

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030325/ekonomia/ekonomia_a_1.html

      Czyli trzeba się będzie zadłużyć dodatkowo na ca 4,5 mld PLN. Ponadto wzrost
      gospodarczy jest niższy niż zaplanował Kołodko w budżecie, a wiec także dochody
      podatkowe będą najprawdopodobniej niższe od planowanych. Tymczasem nic się nie
      mówi o cięciu wydatków. Dlaczego? A dlatego, że obecny nikły wzrost gospodarczy
      jest generowany głównie przez rosnącą konsumpcję. Mamy więc błędne koło.
      Brakuje pieniędzy w budżecie - trzeba zaciągac nowe pożyczki, bo nie można
      zmniejszac wydatków, ponieważ zdusiłoby to i tak już niewielki wzrost
      gospodarczy i w rezultacie doprowadziło do kolejnej redukcji dochodów
      budżetowych. Niestety wyższe zadłuzenie oznacza wyższe koszty jego obsugi, na
      co trzeba zaciągać nowe pożyczki. Jak długo jeszcze tak można?

      Także w dzisiejszym wydaniu rzeczpospolitej można przeczytać o rozmowach
      Kołodki z RPP na temat rezerwy rewaluacyjenej. Coś mi się widzi, że jedyne
      środki na jakie może liczyć rząd , chcąc domknąć budżet, zakładający wejście do
      UE to:

      - składki emerytalne zgromadzone w OFE (oficjalnie włączone już do środków
      publicznych, stąd dla UE nasz dług publiczny jest niższy niż faktycznie jest),

      - rezerwa rewaluacyjna (27 mld PLN), czyli dodruk pustego pieniądza.

      Aha, pod tym postem powtórzę jeszcze mój wcześniejszy post zawierający "koncert
      życzeń" Kołodki. Pragnę sczególnie zwrócić uwagę na komentarz
      dotyczący "zagubionych" 10 mld PLN.

    • Gość: robi koncert życzeń pana Kołodki IP: *.dialup.warszawa.pl 25.03.03, 18:20
      Poniżej fragmenty z przyjętych wczoraj założeń programu naprawy finansów
      publicznych. Jest to czysta sufitologia, bo ani słowa nie ma tu o sposobach
      osiągnięcia zakładanych wskaźników. Kto uwierzy chociażby w zakładane poziomy
      wzrostu PKB, przy obecnym poziomie fiskalizmu państwa? Deficyt dalej ma rosnąć,
      a więc nie zapowiada się radykalnych cięć wydatków budżtowych. Czyżby znowu
      propaganda dla poprawienia humorów?

      1.
      Rząd przyjął założenia programu naprawy finansów publicznych z deficytem w 2004
      roku w wysokości 40,0 mld zł wobec 38,7 mld zł w 2003 roku - poinformował w
      czwartek resort finansów na stronach internetowych MF.(...)Zgodnie z
      założeniami programu w 2005 roku deficyt spadnie do 39,5 mld zł, zaś w 2006
      roku do 35,9 mld zł.

      2.
      Scenariusz zaaprobowany przez rząd zakłada, że dług do PKB w 2004 roku wzrośnie
      do 52,6 proc. z 51,2 proc. w 2003 roku, z kolei w 2005 roku wzrośnie jeszcze do
      53 proc., a w 2006 spadnie do 52,7 proc.

      3.
      Rząd przyjął również inne wskaźniki makroekonomiczne według których wzrost PKB
      w 2004 roku wyniesie 4,9 proc. (...) Jak podał MF w 2005 roku PKB ma wzrosnąć o
      5,4 proc., zaś w 2006 roku o 6,0 proc.

      4.
      Eksport ma wzrosnąć w 2004 roku o 8,9 proc. wobec 8,1 proc. w tym roku. Import
      ma wzrosnąć o 8,8 proc. w roku przyszłym, przy 7,4 proc. w tym roku.W kolejnych
      latach eksport ma rosnąć o 8,8 proc. w 2005 oraz 9,1 proc. w 2006 roku, a
      import o 9,3 proc. w 2005 i 9,8 proc. w 2006 roku.

      5.
      Stopa bezrobocia ma spaść w 2004 roku do 17,2 proc. z 18,1 proc. w tym roku i
      kolejno spadać do 15,6 proc. i 13,9 proc. w 2006 roku.

      A najbardziej podoba mi się ten fragment odnoszący się do deficytu budżetowego:

      "Jeden z wysokich urzędników rządowych powiedział PAP, że proporcje te
      pokazują, co się będzie dziać w roku 2004 i mogą stanowić podstawę do tworzenia
      budżetu. Powstały zaś niedobór, czyli luka w kolejnych latach ok. 10 mld zł,
      zostanie zniwelowany wszelkimi metodami, po której bądź stronie, czy dochodowej
      czy wydatkowej, i musi zostać sfinansowany, czy środkami z NBP, czy skądinąd,
      ma go po prostu nie być - dodał."

      Całość tu:


      www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20030320/38410/?p=newsl

    • robisc Argentyna jest już blisko 08.04.03, 00:17
      Tym razem to nie ja "wieszczę".

      Kołodko czy Hausner - czyli tak źle i tak niedobrze
      część 1/1
      Rząd przedstawia nam od tygodnia dwa genialne plany. Mają one tym razem
      uratować Polskę, pozwolić jej na rozwój, wieczną szczęśliwość obywateli i
      prężną akcesję do UE – słowem „aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się
      dostatnio”. Rząd jest tak produktywny w swoim reformowaniu, że od razu
      przedstawia dwa „uzupełniające się programy”, każdy w kilku wariantach – jednym
      słowem – co kto lubi.

      Zanim rozpocznę jakąkolwiek analizę programów obu ministrów, to przez moment
      zastanowię się – dlaczego w ogóle pojawiają się te plany, jakie są przyczyny
      nagłych chęci do „reformowania” finansów publicznych. Czyżby dotychczasowe
      plany ministrów finansów prof. Marka Belki i prof. Grzegorza Kołodki nie są do
      końca doskonałe i w rządzie opracowywane są jeszcze doskonalsze reformy, po
      których bez wysiłku już osiągniemy wzrost pozwalający nam dogonić za 17-18 lat
      Grecję ?

      Dość cynizmu. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – sytuacja finansów publicznych
      jest tragiczna. Obecne problemy dopięcia budżetu na 2004 rok są o wiele
      poważniejsze niż sytuacja jaką parę lat wcześniej zastał minister finansów z
      ramienia AWS – Jarosław Bauc. Wówczas – w 2001 roku - przedstawiono problem
      roku 2002 jako możliwość wystąpienia 80 mld zł. deficytu budżetowego, jeśli
      wydatki i dochody pozostaną pod presją tych samych reguł i przepisów. Przepisy
      i reguły jednak zmieniono (zrobił to prof. Marek Belka) – nieco ograniczono
      wzrost wydatków i znacząco zwiększono dochody – głównie na skutek wzrostu
      podatków.

      Minęły dwa lata. I co? I znów mamy podobny problem, tylko skala zjawiska nieco
      się zwiększyła. I oczywiście nastawienie propagandowe ministra prof. Grzegorza
      Kołodki jest dalece różne od nastawienia ministra dr Jarosława Bauca. Obecny
      szef resortu finansów nawet największą klęskę przedstawia jako sukces,
      natomiast jego poprzednik z AWS przerysowywał zbyt mocno zagrożenia.

      Prof. Grzegorz Kołodko nie zawaha się przed żadną podwyżką podatków, byle tylko
      sfinansować wydatki budżetowe. A ponieważ rosną one lawinowo, to też każdego
      roku mamy coraz mocniejsze obostrzenia fiskalne. Plan ministra Kołodki zakłada
      konsolidację finansów publicznych i przygotowanie do współ-finansowania
      programów europejskich, obniżenie podatku CIT, usunięcie wszelkich ulg
      podatkowych wprowadzenie zerowych stawek podatku PIT dla najmniej
      zarabiających. Wydaje się więc, że klasa średnia, w każdym podręczniku będąca
      motorem rozwoju gospodarczego, obecnemu ministrowi finansów nie jest potrzebna.
      Zastępować będą ją z powodzeniem podmioty publiczne i europejskie.

      Natomiast program ministra gospodarki prof. Jerzego Hausnera wyznacza jako
      priorytety ograniczenie ubóstwa, obniżenie liczby świadczeń, skierowanie pomocy
      bezpośrednio do gospodarstw domowych, zmniejszenie obciążeń PIT w 2004 r.,
      promocję zatrudnienia polegającą na tworzeniu alternatywnych miejsc pracy w
      regionach dotkniętych przemianami strukturalnymi, zwłaszcza w regionach
      górniczo-hutniczych, aktywizację bezrobotnych, ożywienie lokalnej
      przedsiębiorczości; wykorzystanie funduszy strukturalnych, obniżenie CIT-u,
      pobudzenie popytu inwestycyjnego, aktywizację eksportu. To wszystko za
      pieniądze OFE oraz powiększenie deficytu budżetowego.

      Ma rację (!) prof. Grzegorz Kołodko, kiedy mówi że oba programy zbytnio się od
      siebie nie różnią. Mamy dwa socjalistyczne programy rozwoju. Różnica między
      nimi nie dotyczy sposobu rozwoju i pobudzania gospodarki, w obu programach robi
      to państwo. Programy różnią się nieco sposobem pozyskiwania środków. Prof.
      Kołodko chce obciążenia klasy średniej, prof. Hausner dalszego zwiększonego
      zadłużania państwa.

      Wybór pomiędzy większymi podatkami a większym długiem przypomina dylemat
      siekierki i kijka. Skończy się nieszczęściem. Albo wzrost podatków zdusi do
      reszty przedsiębiorczych i pogłębi recesję, zaś co mądrzejsi obywatele zaczną
      uciekać w szarą strefę, albo spirala zadłużenia doprowadzi do kryzysu finansów
      publicznych, łącznie z utratą ich płynności i kryzysem walutowym.

      Na koniec mała uwaga siejąca w sercach czytelników niepokój. Zapowiedzi resortu
      finansów na temat deficytu budżetowego po trzech miesiącach mówią o 40-45%
      planu. Mogę się założyć, że 45% mamy jak w banku. Ostatnie podwyżki emerytur
      (począwszy od marca) i dodatkowa dotacja do kolei na sumę przewyższającą 600
      mln zł. w połączeniu z informacjami o klęskach po stronie dochodów budżetu
      (coraz większa szara strefa w paliwach i załamanie dochodów z restrukturyzacji
      przedsiębiorstw) sygnalizują nadejście trudnych czasów dla budżetu. Za chwilę
      trzeba będzie ze 2 miliardziki wyłożyć na oddłużenie służby zdrowia, której
      zadłużenie sięga 6-7 mld zł. Obym się mylił, ale nad Polską znów krąży widmo
      nowelizacji budżetowej.

      Rafał Wójcikowski

      www.money.pl/gospodarka/felietony/39369/1/
      • Gość: , do gory z tym! IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 04.05.03, 23:52
        Pamiec jest zawodna, a sa nowi do czytania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka