Dodaj do ulubionych

FREKWENCJA: KOMENTARZ SOCJOLOGA

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.06.03, 02:33
Obserwuj wątek
    • Gość: +++Ignorant uciekło IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.06.03, 02:33
      Wyniki podane przez PKW komentuje socjolog Tomasz Żukowski



      ZOBACZ TAKŻE


      • Sobotnia frekwencja: 17,61 proc. - oficjalne dane PKW (07-06-03, 21:34)







      Rozmawia Piotr Pacewicz 08-06-2003, ostatnia aktualizacja 08-06-2003 02:00

      Eurosceptycy i mieszkańcy wsi na razie zostali w domu
      czytaj dalej »
      r e k l a m a



      Frekwencja jest zaskakująco niska. W sondażach deklarowano między 60 a 70
      proc., a przy rozbiciu na dwa dni (wg PBS) odpowiednio 31 proc. w sobotę i 45
      proc. w niedzielę. "Gazeta" ostrzegała , że sondaże są zawyżone, ale nawet my
      jesteśmy rozczarowani.

      Tomasz Żukowski, socjolog i politolog (pracuje w Uniwersytecie Warszawskim i
      Wyższej Szkole Biznesu w Nowym Sączu): O tym, że sondaże zawyżają frekwencję,
      mówili chyba wszyscy. Ale pamiętajmy, że jesteśmy dopiero po pierwszym dniu, a
      tradycyjnym dniem wyborczym jest w Polsce niedziela.

      Na Litwie także zmieniono tradycję. Pierwszego dnia poszło tam jednak aż 23
      proc. W niedzielę głosowało więcej - 33 proc., do tego doszło 7 proc. głosów
      nadesłanych pocztą.

      - Podobnie może być u nas - w sondażach przedwyborczych głosowanie w niedzielę
      deklarowało półtora raza więcej osób niż w sobotę.

      Nawet jeśli przyjąć tę regułę "półtora raza lepszej niedzieli", trudno
      uwierzyć, byśmy dobili do 50 proc.

      - Może się nie uda, ale - powtórzę - nie znamy siły tradycji, nie wiemy też,
      jak zareagują Polacy na wiadomość o niskiej frekwencji po pierwszym dniu. Z
      perspektywy socjologii to głosowanie jest prototypowe, a o zachowaniach
      prototypowych najtrudniej mówić.

      Czy na podstawie frekwencji można spekulować o wynikach referendum?

      - Wygląda na to, że w sobotę poszli głosować raczej zwolennicy Europy, a
      eurosceptycy i wątpiący zostali w domach.

      Dlatego wysoka frekwencja jest w Warszawie, szczególnie w inteligenckich
      dzielnicach na Mokotowie i Żoliborzu?

      - Tak, to potwierdzałoby przypuszczenie, że na razie głosowali przede
      wszystkim zwolennicy integracji z miast. Do tego dołączył się pewnie efekt
      weekendowy: zamożniejsi warszawiacy zagłosowali, by później spokojnie wyjechać
      za miasto.

      Obyczaje weekendowe mogą za to obniżyć frekwencję w dużych miastach drugiego
      dnia. Część tych, którzy jeszcze nie głosowali, nie zdąży wrócić przed 20,
      zwłaszcza jeśli będą korki.

      Z mapy frekwencji widać podział na trzy części kraju: względnie wysoka
      frekwencja na ziemiach odzyskanych, bardzo niska na wschodzie i średnio niska
      w centrum.

      - Najniższa frekwencja jest w województwach mniej zurbanizowanych, z przewagą
      rolnictwa indywidualnego. Na wsiach głosowało tam w sobotę tylko kilka procent
      uprawnionych. Powody były co najmniej dwa.

      Po pierwsze, od dawna jest tam najwięcej eurosceptyków. Oni najprawdopodobniej
      nie poszli na razie głosować.

      Po drugie, w tradycyjnych społecznościach najsilniejszy jest wzór głosowania
      po niedzielnej mszy.

      Który z tych czynników był ważniejszy? Od odpowiedzi na to pytanie zależy
      ostateczny wynik referendum.

      A fenomen województwa zachodniopomorskiego, gdzie zanotowano drugą w kraju
      frekwencję, gdzie jest też duży odsetek ludności wiejskiej?

      - To już inna wieś, raczej z robotnikami rolnymi i ludnością napływową. Z
      sondaży wiemy, że poparcie dla integracji było tam znacząco wyższe.

      Jak to rozumieć? Słaba więź, wysokie bezrobocie, popegeerowskie regiony i
      poparcie dla UE? Może w grę wchodzi przenikanie kulturowe, sąsiedztwo z
      Niemcami?

      - Bliskość Unii Europejskiej może tu mieć pewne znaczenie, ale najważniejsze
      są względy gospodarcze i typ interesów. Ale to wymagałoby odrębnej, szerszej
      analizy, na nią jest za wcześnie.

      Kościół i Papież namawiali do głosowania na tak. Czy tradycyjne społeczności
      posłuchają dziś tego wezwania?

      - Będziemy wiedzieli w niedzielę wieczorem. Natomiast nie sposób wykluczyć, że
      część eurosceptyków - pytanie jak wielką - te apele mogły, paradoksalnie,
      zniechęcić do głosowania. W głowach tych ludzi powstawał dysonans, wewnętrzne
      rozdarcie: "obawiam się Unii, a powinienem głosować, jak mówi Kościół czy
      Papież". Niektórzy mogli w takiej sytuacji zostać w domu.

      Na Litwie w niedzielę księża namawiali ludzi do głosowania. Jak zareagowaliby
      wyborcy w Polsce na namowy księży czy polityków?

      - Trudno powiedzieć. Nie wiemy, czy będą one miały miejsce, poza tym ludzie
      reagują różnie na apele, tyle zresztą ich było w czasie kampanii. Na Litwie i
      na Słowacji spory wpływ miały też media, zwłaszcza telewizja. W Polsce takie
      wezwania z ekranu mogłyby naruszać ustawę referendalną.

      Czy informacja o niskiej frekwencji, bez podania, ile było głosów na tak, a
      ile na nie, zmobilizuje czy zniechęci?

      - Raczej to pierwsze, ale bardzo ciepła pogoda może ludzi odciągać od
      głosowania. Nie wiemy, jak to się skończy. Może być rozstrzygnięcie już dziś
      lub sprawę weźmie w ręce parlament.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka