wolna_galicja
22.07.03, 09:48
Artykuł z wczorajszego wydania krakowskiego dodatku "Wybiórczej".
www1.gazeta.pl/krakow/1,35798,1586083.html
Oczywiście pomimo tego, że są opinie pod artykułem "wybiórcza" tradycyjnie
nie umieściła tego na Forum UE....
"OBAWY PRZEDSIĘBIORCÓW PRZED WPROWADZENIEM SYSTEMU HACCP
Kilkudziesięciu krakowskim piekarniom i cukierniom grozi zamknięcie,
zagrożone są wszystkie firmy branży spożywczej - alarmują przedsiębiorcy.
Przyczyną jest wprowadzenie systemu kontroli bezpieczeństwa żywności HACCP.
Jest to procedura zalecana dyrektywą Unii Europejskiej z 1993 r. W końcu maja
tego roku Rada Ministrów przyjęła poprawkę do ustawy o warunkach zdrowotnych
żywności i żywienia, zakładającą rozszerzenie systemu HACCP. Od zeszłego roku
obowiązek jego wprowadzenia dotyczy firm zatrudniających powyżej 50 osób, ale
rząd chce objąć nim od 1 maja 2004 r. wszystkie przedsiębiorstwa branży
spożywczej.
- Czytałem uzasadnienie do tej poprawki i nie mogłem wyjść ze zdumienia.
Napisano w niej, że wpłynie pozytywnie na rynek pracy - zżyma się Kazimierz
Czekaj, właściciel piekarni i prezes Jurajskiej Izby Gospodarczej. - To pętla
na szyję dla małego i średniego biznesu - przestrzega.
Punkty krytyczne
Antoni Madej od 14 lat prowadzi piekarnię francuską na ul. św. Wawrzyńca.
Oprowadza nas po zakładzie, zatrudniającym 15 piekarzy. Pokazuje dzieże na
ciasto i stelaże na pieczywo ze stali nierdzewnej. - Nie znajdziecie tu już
niczego z pomalowanej blachy - zapewnia. Na ścianach zakładu położono płytki.
Przy posadzce znajduje się półokrągła listwa, bo przepisy sanitarne
zabraniają, aby narożniki miały kształt kąta prostego. Madej prowadzi do
małego pomieszczenia przylegającego do korytarza. Znajduje się w nim wykonany
na specjalne zamówienie trzykomorowy zlew w blachy nierdzewnej do mycia
jajek. - Sanepid kazał, to wydzieliliśmy to pomieszczenie tylko do tego celu -
informuje.
Dla Madeja wprowadzenie HACCP oznacza koniec jego zakładu. - Nigdy nie
spełnimy norm narzucanych przez ten system - twierdzi. Chodzi o likwidację
tzw. punktów krytycznych, czyli eliminację miejsc, w których np. transport
mąki przecina się z trasą przewożenia chleba. Piekarnia działa na Kazimierzu
w pożydowskiej kamienicy. Nie można jej przebudować ani nawet otynkować. A
tego wymagają przepisy HACCP. Madej nie wie także, jak się pozbyć asfaltu na
dziedzińcu przed wejściem do piekarni i zamienić go na kostkę. - Dla mnie to
jest bzdura, bo na kostce gromadzą się śmieci, które wiatr może wwiać do
piekarni. No, ale taki wymóg też jest wpisany do procedur HACCP - dodaje
Madej.
Ocenia się, że od 60 do 90 piekarń i cukierni znajdujących się w starych
krakowskich budynkach nie będzie w stanie dostosować się pod względem
technicznym do warunków HACCP i czeka je likwidacja albo szukanie nowej
siedziby. - Przetrwają tylko ci, których będzie stać na przeprowadzkę i
postawienie nowego zakładu. A co zrobią sklepy, masarnie i punkty
gastronomiczne, których te przepisy też będą dotyczyć? Tylko w obrębie Plant
jest 500 restauracji, barów i pubów - przewiduje Czekaj.
Konsultant skasuje
Pełen obaw o przyszłość jest Antoni Jamiński, właściciel masarni w Tenczynku.
Rodzinna firma zatrudnia sześć osób. Sprzedaje swoje wyroby w trzech
sklepach. - Ludzie znają smak naszych wędlin. Jeżeli z powodu HACCP
musielibyśmy zmienić oryginalne receptury, nasze wyroby upodobnią się do tych
z hipermarketów i nikt ich nie kupi - uważa. Najbardziej obawia się wydatków
związanych z dostosowaniem się do systemu. Żeby go wdrożyć, będzie musiał
skorzystać ze szkolenia firmy doradczej, która za usługę bierze - w
zależności od wielkości zakładu - od 20 tys. do 80 tys. zł. - Nie stać nas na
taki wydatek - podsumowuje Jamiński.
Kazimierz Czekaj, zatrudniający w piekarni 80 osób, swój zakład wybudował
trzy lata temu. - Spełniam wszystkie normy sanitarne. Zamontowałem nawet
bidet w toalecie, bo pracuje u mnie więcej niż 14 kobiet - wylicza Czekaj.
- Jesteśmy za tym, żeby żywność była jak najlepszej jakości, ale nie można
nagle wyciągać po kilkadziesiąt tysięcy złotych od niewielkich
przedsiębiorców i małych firm rodzinnych - oponuje Marek Halagarda,
właściciel krakowskiej piekarni, zatrudniającej 120 osób. - Akurat
rozpoczęliśmy rozbudowę zakładu. Powinno się dać kilka lat na wprowadzenie
tego systemu, wtedy moglibyśmy wygospodarować na to środki - przekonuje.
Przedsiębiorców oburza narzucenie krótkiego termin na wprowadzenie HACCP. -
Gościliśmy kilka tygodni temu szefa francuskich piekarzy, który powiedział,
że u nich na wdrożenie systemu było 14 lat i ten termin upływa 1 stycznia
2005 r. Niemcy i Austriacy w ogóle nie przyjęli HACCP, uznając, że wystarczą
normy dobrej praktyki produkcyjnej i dobrej praktyki higienicznej, które i my
stosujemy - dowodzi Czekaj.
- Absurd polega na tym, że chce się nas zmusić do produkowania setek stron
jakichś bzdurnych sprawozdań, do czego będziemy musieli zatrudnić osobnego
pracownika, a i tak nikt tego nie przeczyta - konstatuje Antoni Madej."
CHCIELIŚCIE UNII - NO TO JĘ MACIE!
SKUMBRIE W TOMACIE PSTRĄG!
Ciekaw jestem, jak w referendum unijnym głosowali właściciele tych firm i ich
pracownicy. Jeśli "za", to sami są sobie winni.
A to dopiero początek dobrodziejstw Unii Europejskiej :((((