Gość: Bartuś
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
30.09.03, 22:50
nczas.com
Czarna dziura na wschodzie
Tomasz Sommer
Niemal w ostatnim momencie Polska i Rosja zawarły umowę wizową. Jej
podpisanie wieńczy półtoraroczne pertraktacje w tej sprawie. Polski MSZ
twierdzi, że nie ma powodów do paniki i umowa jest dobra. Tymczasem oznacza
ona po prostu powrót do czasów sowieckich. Od 2003 roku Polacy nie mogą już w
sposób swobodny poruszać się po Rosji. To pierwszy efekt naszej "integracji"
z Unią Europejską. Wolność poruszania się na wschodzie trwała nieco ponad 10
lat. Trzeba pamiętać, że od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości był
to jedyny okres, w którym Polacy dysponowali taką wolnością.
Do pierwszego października Polacy mogli poruszać się praktycznie bez żadnych
ograniczeń aż do zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Wizy obowiązywały
tylko w kilku krajach środkowego i południowego wschodu oraz w Chinach. W
dodatku, z wyjątkiem Chin, są to w większości wizy wjazdowe uzyskiwane na
granicy. Natomiast do Rosji Polacy wjeżdżali na bardzo łatwą do uzyskania
pieczątkę AB i mogli bez żadnych ograniczeń poruszać się po całym kraju przez
trzy miesiące.
Taka wolnościowa sytuacja spowodowała, że od początku lat 90. w Rosji zaroiło
się od polskich turystów i biznesmenów. W modzie stały się bardzo tanie
studenckie wyjazdy nad Bajkał czy za koło podbiegunowe. Polscy miłośnicy gór
wydeptywali rosyjskie szlaki w zagubionych w sercu Azji górach, a biznesmeni
robili interesy. Równocześnie do Polski zaczęły zjeżdżać tłumy Rosjan,
Białorusinów i Ukraińców. Dzięki temu ruchowi w połowie lat 90. nasz kraj na
krótką chwilę nieoczekiwanie awansował do pierwszej dziesiątki państw pod
względem liczby przekroczeń granicy!
Albo UE, albo wolność
Jednak po roku 1995 stało się jasne, że "integracja" z UE oznacza
jednocześnie radykalne odcięcie się od wschodu. Bug ma się przecież stać
zewnętrzną granicą imperium. Oczywiście polscy politycy najprawdopodobniej
nie zdawali sobie sprawy, że to odcięcie będzie aż tak radykalne.
Zaczęło się od upadku drobnego handlu spowodowanego "bitwą o handel" i
ograniczeniami celnymi, co spowodowało lawinowy wzrost bezrobocia na
wschodnich terenach RP. Gdzieś pod koniec lat 90. ostatecznie zamarły gwarne
niegdyś bazary. Teraz zaś drzwi zostały zamknięte ostatecznie. Sytuacja
polskich podróżnych wybierających się do Rosji jest nawet gorsza niż w
ostatnich latach PRL-u. Wtedy bowiem też obowiązywała pieczątka AB
wprowadzona w 1979 r. Cofnęliśmy się więc o 24 lata.
Bez zaproszenia ani rusz
Wizy będą w miarę tanie. Jednorazowa ma kosztować 10 euro, dwukrotna 16 euro,
wielokrotna ważna przez rok 50 euro. Przymiarki były bowiem znacznie wyższe.
Wielokrotna miała kosztować np. 200 dolarów. Wizy mają też być wydawane
bardzo szybko.
Na tym jednak sukces polskich dyplomatów się kończy. Przyciśnięci do ściany
zaaprobowali całkowicie rosyjskie stanowisko w kwestii uzyskiwania wiz,
godząc się, by Rosja wydawała je obywatelom RP na wzór sowiecki. W efekcie
nie wszyscy ubiegający się je otrzymają, a większość będzie na nie czekać
bardzo długo. Strona polska zaakceptowała, by każdy ubiegający się o wizę
zdobył wcześniej zaproszenie od osoby lub instytucji, co nie będzie takie
łatwe, a dla niektórych praktycznie niewykonalne. Dlatego też strona rosyjska
zgodziła się, że wizy będą wydawane w terminie nieprzekraczalnym pięciu dni
od dnia złożenia wniosku i wymaganych dokumentów. Kolejek pod rosyjskimi
placówkami konsularnymi w Polsce po prostu nie będzie. Zwłaszcza
indywidualnych. Ileż to bowiem Polaków, zwłaszcza młodych, ma znajomych bądź
krewnych w Rosji. Jest to naprawdę bardzo wąska grupa. Składa się z kilku,
może kilkunastu tysięcy osób. To przede wszystkim wytrawni podróżnicy, którzy
wiele razy przemierzali nadwołżańskie, kaukaskie czy syberyjskie szlaki lub
ludzie nieco starsi, mający znajomości z czasów istnienia towarzystw
radziecko-polskich.
Niewiele też instytucji i organizacji posiada kontakty ze swymi rosyjskimi
odpowiednikami. Te zawarte w czasach sowieckich już dawno przeszły do
historii wraz z zakończeniem epoki, w której głównym narzędziem wzajemnych
spotkań były pociągi przyjaźni.
Ci, co jeszcze posiadają kontakty w Rosji, też nie są w wiele lepszej
sytuacji. Załatwianie zaproszenia mimo wynalazku, jakim jest internet, nie
jest wcale łatwe. Osoba, która się o nie ubiega, musi wysłać do swego
kontrahenta w Rosji własne dane osobowe z wyszczególnieniem celu podróży,
trasy dojazdu, środków transportu itp. Zapraszający musi następnie wypełnić
stosowny druk i iść z nim na milicję, by uzyskać stosowne poświadczenie. To
zaś jest już kłopotliwe, zwłaszcza w przypadku osoby prywatnej. Będzie ona z
pewnością indagowana, po co zaprasza gościa z Polski, kim on jest itp.
Zwłaszcza jeżeli zapraszany ma przyjechać do miasta lub okolic o
strategicznym znaczeniu, gdzie funkcjonują zakłady zbrojeniowe lub znajdują
się tajne instalacje wojskowe itp.
Zapraszający zostanie też pouczony, że będzie odpowiadał za wszelkie
działania przybysza itp. Może też zostać przekonany, żeby zaproszenia nie
wysyłał. Już sam fakt, że zostanie wpisany na listę kontaktujących się z
obcokrajowcami, na pewno skłoni go do przemyślenia swego kroku.
Zaproszenia na wagę złota
Zaproszenie nie może być też wysłane do Polski za pośrednictwem faxu czy
internetu. Musi trafić do osoby zapraszanej w oryginale za pośrednictwem
poczty. To zaś w warunkach rosyjskich trwa zawsze około miesiąca.
Bez przeszkód wizy będą mogli otrzymywać tylko uczestniczący w oficjalnych
wyjazdach i wymianach grupowych oraz uczestnicy dwustronnych imprez
kulturalnych, oświatowych, naukowych i sportowych. Będzie ich jednak bardzo
niewielu, bo od lat tego typu przedsięwzięć polsko-rosyjskich odbywa się
bardzo mało.
Niewiele osób będzie też zapewne korzystać z możliwości wyjazdu do Rosji za
pośrednictwem biur podróży. Biura załatwią za nich co prawda wszystkie
formalności, ale za swoje usługi pobiorą solidną prowizję. Chętni do
korzystania z ich usług za zorganizowanie 10-dniowego wyjazdu nad Bajkał
tylko za koszty podróży i pobytu zapłacą około dwóch tysięcy dolarów (!),
czyli trzykrotnie więcej niż udający się nad to jezioro bez pośrednictwa.
Stosunkowo łatwo, bo za darmo i bez zaproszeń będzie można uzyskać wizę do
Obwodu Kaliningradzkiego. Ubiegający się o nią musi tylko zgodzić się na
wydanie jej w trybie dłuższym niż pięć dni. Na tym "odcinku" będzie bowiem
panował normalny, nie limitowany ruch graniczny.
Ale nie koniec na tym. Unia Europejska zdecydowała, że od końca 2004 roku
osoby przybywające z zewnątrz będą musiały mieć wizy z własnymi odciskami
palca albo skanem źrenicy. Oznacza to, że za kilka miesięcy Polska będzie
musiała wytworzyć nowe formularze wizowe, a szczególny tryb wydawania wiz,
jaki na razie mamy jeszcze z Ukrainą, przestanie obowiązywać i także ten kraj
stanie się dla nas czarną dziurą.
Dobrowolne utworzenie żelaznego kordonu oddzielającego nas od ziem byłej
Rzeczypospolitej to prawdopodobnie jeden z największych błędów politycznych
elit rządzących III RP. To błąd, na który nigdy nie pozwoliliby sobie Niemcy.