Dodaj do ulubionych

Tylko dla eurosceptykow

IP: *.lnet.szn.pl / 212.14.1.* 03.12.03, 00:33
Bo eurofanatycy i tak wiedza swoje
http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=8413&Strona=1
Bezczelni Polacy

Unia nas oszukuje - uważają Polacy. Polska jest zuchwała i arogancka -
oskarża Zachód. Czy czeka nas eurowojna?
Poszedł dym. Ale nie jak chciał tego włoski premier Berlusconi - biały dym na
znak ugody europejskiego "konklawe" konstytucyjnego. To raczej siwy dym i
swąd wzajemnych tarć. Nowa rozszerzona Europa trzeszczy w szwach. Nikt już
nie pamięta triumfalnego nastroju po referendum akcesyjnym. W ubiegły weekend
w Neapolu 25 ministrów spraw zagranicznych obecnych i przyszłych członków
Unii zastanawiało się, jak znaleźć kompromis w sprawie unijnej konstytucji.
Kompromisu nie było.
Według sondażu Pracowni Badań Społecznych przeprowadzonego na
zlecenie "Newsweeka" aż 57 procent Polaków uważa, że Unia nas oszukuje. A
według badań Eurobarometru już ponad połowa mieszkańców Piętnastki podpisuje
się pod opinią, że z rozszerzeniem nie należy się spieszyć.
Gdy po 10 latach tańca godowego przyszło do konkretów, stara Europa porzuciła
ceremonialne uśmiechy i kurtuazyjne gesty. Przemawiać zaczęły twarde interesy
i liczby. W miarę jak malał wskaźnik wzrostu PKB jej członków, zmieniał się
ton negocjacji. Ostatnio były belgijski wiceprzewodniczący Komisji
Europejskiej Viscount Etienne Davignon zwrócił uwagę, że "Polacy całkiem
niedawno odzyskali swoją suwerenność. Są tu nowi i zajmie im teraz trochę
czasu, zanim nauczą się, jak działa Unia". W praktyce powtórzył to, co tak
pamiętamy Jacques'owi Chiracowi, który kazał nam siedzieć cicho.
Polacy nie skorzystali ze swojej szansy. Pozostali krnąbrni i "niewychowani".
A silne państwa Europy nie skorzystały ze swojej szansy innego myślenia o
poszerzonej Europie. Francja i Niemcy, przyzwyczajone do dyktatu i drapieżnej
walki o swoje, nie myślą nam niczego darować.
Trwa wymiana ciosów, w której dostaje nam się coraz boleśniej. Günter
Verheugen publicznie żałuje tego, co zrobił, aby nas wprowadzić do Unii. Na
każdym kroku słyszymy w Brukseli, że Polska zdradziła Europę, wyciąga rękę po
unijne dotacje i chce mieć w ważnych sprawach Unii tyle samo do powiedzenia,
co jej naturalni liderzy, a jednocześnie posłusznie słucha Ameryki i kupuje
od niej myśliwce - tak mniej więcej wyglądamy w prasie francuskiej.
Niemieckie gazety dorzucają do tego jeszcze, że niemal równego z Francją i
Niemcami prawa współrządzenia Unią domaga się natarczywie kraj, który nie
potrafi sobie dać rady z własnym bałaganem, stale spóźnia się z realizacją
uzgodnionych i podpisanych warunków dostosowania i zamiast reformować
niewydolne rolnictwo próbuje obciążyć kosztami jego utrzymania podatników
zachodnich.
Temperaturę rozmów podnoszą nie tylko epitety, ale też przewrotna
argumentacja o konieczności stłumienia naszych nacjonalistycznych żądań w
imię ogólnoeuropejskiego dobra, naszej zajadłej walki o utrzymanie w mocy
traktatu z Nicei, dającego Polsce "nieproporcjonalnie" duży wpływ na
najważniejsze decyzje zapadające w Unii. Jak na ironię losu słowa te
wypowiadają przywódcy Niemiec, którzy naginają europejskie prawo o
maksymalnym, 3-procentowym deficycie budżetowym. Czy rzeczywiście działali tu
w imię europejskiego dobra? Czy w imię lepszej Europy Francuzom przyszłoby do
głowy znosić bariery chroniące ich nieudolne rolnictwo? Czy to w imię
ogólnoeuropejskiego dobra z listy unijnych priorytetów zniknął polski odcinek
autostrady Wiedeń - Gdańsk? Czy raczej na żądanie Niemiec, usiłujących
ochronić przed polską konkurencją swoje porty?
Ale to drobiazg w porównaniu z zawiedzionymi nadziejami na wolny dostęp do
unijnego rynku pracy. Przed referendum słyszeliśmy, że już od pierwszego dnia
członkostwa będziemy mogli swobodnie pracować w prawie wszystkich krajach
Unii oprócz Niemiec i Austrii. Dziś większość krajów wycofuje się z tych
zapewnień. - Polski rząd wziął polityczne deklaracje za dobrą monetę, a nie
należało w nie wierzyć - mówi Jacek Saryusz-Wolski, były minister ds.
europejskich. - W Unii wszystko, co nie jest zapisane na papierze i
przypieczętowane, można jeszcze odwrócić.
Tak właśnie robią Holendrzy, którzy pięć minut przed naszym wejściem do Unii
stali się dla nas wyjątkowo surowi. W czasie debaty nad ratyfikacją traktatu
rozszerzeniowego w haskim parlamencie posłowie opowiadali o naszych brudnych
rzeźniach i mleczarniach niedostosowanych do unijnych norm oraz zarażonych
BSE krowach, które rzekomo panoszą się w naszych oborach. Czy to też z myślą
o lepszej Europie, czy raczej w trosce o holenderski przemysł mleczarski?
- Wszelkie uchybienia unijnym normom mogą sprawić przykre konsekwencje -
ostrzega Saryusz-Wolski. - Na przykład jeśli nasze mleczarnie czy rzeźnie nie
wprowadzą na czas unijnych standardów weterynaryjnych i higienicznych, Unia
może zablokować eksport naszego mięsa i mleka.
Unijni farmerzy nie kryją swojego niepokoju rosnącym eksportem taniej
polskiej żywności. Jeszcze nie zniknęły wszystkie bariery dla naszych
produktów eksportowych, a już polscy producenci serów, masła czy mleka w
proszku podbijają unijne rynki. Po raz pierwszy od kilkunastu lat Polska
będzie miała w tym roku nadwyżkę w handlu żywnością z Unią. W ośmiu
miesiącach tego roku eksport artykułów rolnych do państw Piętnastki wzrósł o
42,9 proc. wobec 2002 roku. Tymczasem farmerzy Wspólnoty sprzedaż do Polski
zwiększyli zaledwie o 7 proc. Stąd pomysły wprowadzenia tymczasowych ceł,
które miałyby ograniczyć eksport części naszych produktów do UE. Oficjalnie
Unia chce w ten sposób zapobiec spekulacjom, ale w polskiej prasie pojawiły
się głosy, że to efekt działania wpływowego w Brukseli lobby rolniczego.
Irytuje też i upokarza stosowanie podwójnej miary wobec nas i starej Europy.
Na dwa tygodnie przed niemiecko-francuskim rokoszem budżetowym i złamaniem
zasad rządzących Eurolandem, Pedro Solbes, unijny komisarz ds. finansów,
podczas wizyty w Warszawie karcił polski rząd za to, że deficyt budżetowy
przekracza 3 proc. PKB. Pojawiły się nawet głosy, że może nam to grozić
wstrzymaniem unijnej pomocy na inwestycje infrastrukturalne. Właśnie
wytknięcie Unii tej podwójnej miary przez posła PO Janusza Lewandowskiego tak
bardzo rozzłościło Güntera Verheugena, że stracił panowanie nad sobą. Ta
reakcja jest znacząca i odzwierciedla emocje, jakie Polska budzi w Brukseli.
O naszych błędach i niespełnionych deklaracjach Bruksela mówi spokojnie.
Kiedy brakuje argumentów, słyszymy o "upartych", "antyeuropejskich" czy
nawet "bezczelnych" Polakach. Ale nawet wpływowy brytyjski tygodnik "The
Economist" w najnowszym numerze zwraca uwagę, że "zamiast pouczać nowicjuszy,
co leży w interesie wspólnej Europy, obecni członkowie sami powinni świecić
przykładem". A mają na sumieniu wiele grzechów, za które nikt ich nie karci.
Francuzom wolno upierać się, by w eurokonstytucji zabrakło odwołania do
tradycji chrześcijańskich, a Brytyjczykom reagować alergicznie na próby
zrównania ich unijnej składki z tym, ile płacą inni. Nawet Hiszpanie mogą
domagać się większej pomocy z Zachodu. A Polacy? Polacy za każdym razem tracą
swoją szansę na milczenie.
Kiedy w początkach lat 90. europejscy i polscy politycy tworzyli pierwsze
wizje rozszerzonej Europy, spodziewali się, że wszystko pójdzie inaczej.
Pierwsze lata polskiej transformacji zadziwiły świat, a gospodarki
europejskie rozwijały się w przyzwoitym tempie. Ale w połowie dekady reformy
w Polsce ugrzęzły. Z drugiej strony, sytuacja, w jaką wmanewrowały się
państwową nadopiekuńczością Francja i Niemcy jest gorsza, niż prorokowali
najwięksi pesymiści. Wzrost gospodarczy Niemiec od dwóch lat wyraża się
ułamkiem dziesiętnym (2001 - 0,6 proc, 2002 - 0,2, przewidywany na 2003 -
0,4), we Francji spadł w tym samym czasie z 1,8 do 1,1 proc. To marne wyniki,
zwłaszcza w zestawieniu z bezrobociem, w obu największych krajach Unii
os
Obserwuj wątek
    • Gość: krzysztofsf Re: Tylko dla eurosceptykow cd IP: *.lnet.szn.pl / 212.14.1.* 03.12.03, 00:35
      Kiedy w początkach lat 90. europejscy i polscy politycy tworzyli pierwsze wizje
      rozszerzonej Europy, spodziewali się, że wszystko pójdzie inaczej. Pierwsze
      lata polskiej transformacji zadziwiły świat, a gospodarki europejskie rozwijały
      się w przyzwoitym tempie. Ale w połowie dekady reformy w Polsce ugrzęzły. Z
      drugiej strony, sytuacja, w jaką wmanewrowały się państwową nadopiekuńczością
      Francja i Niemcy jest gorsza, niż prorokowali najwięksi pesymiści. Wzrost
      gospodarczy Niemiec od dwóch lat wyraża się ułamkiem dziesiętnym (2001 - 0,6
      proc, 2002 - 0,2, przewidywany na 2003 - 0,4), we Francji spadł w tym samym
      czasie z 1,8 do 1,1 proc. To marne wyniki, zwłaszcza w zestawieniu z
      bezrobociem, w obu największych krajach Unii oscylującym wokół 9 proc.
      Zarówno w Unii, jak i w Polsce mamy do czynienia z tą samą chorobą - choć,
      oczywiście, tam przydarzyła się ona pacjentom znacznie silniejszym. Ale tak
      samo trudno jest ją leczyć. Kiedy nagle brakuje pieniędzy na dopłaty i
      świadczenia, do których Polacy przywykli, znaczna część z nas skłonna jest
      wierzyć w bajki Leppera, że znajdzie dla nich pokrycie w skarbcu NBP
      lub "rozliczaniu afer". A miliardy, ku którym myśli kierują w analogicznej
      sytuacji obywatele Unii, miliardy, od lat wpłacane przez nich do unijnej kasy,
      są przecież prawdziwe. Żądają, aby w trudnej sytuacji ich rządy przeznaczyły te
      kwoty na podtrzymanie przywilejów socjalnych własnych obywateli, zamiast na
      rozszerzanie Unii; taka postawa nie może dziwić.


      Rafał A. Ziemkiewicz, Joanna Kowalska (jkowalska@newsweek.pl)


      Artykuł ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 49/03 na stronie 14


    • Gość: mirmat Komisarze UE maja w Polsce swoje Osly Trojanskie IP: 38.112.103.* 03.12.03, 06:33
      250 jajoglowych targowiczan, taki Olszewski czy banda eurotomanow popisujaca
      sie na tym forum daje nadzieje Komisarzom, ze zlamia tych krnabrnych Polakow.
      Nie po to kraje Unii wydaly dziesiatki miliardow $$$ na budowe komunizmu w PRL-
      u by teraz stracic te inwestycje. Ale my mamy wprawe w rozwalaniu Zwiazkow
      Socjalistycznych. Obysmy zdarzyli zalatwic sobie jakies amerykanskie bazy to
      bym byl spokojniejszy.
    • Gość: Fragless Re: Tylko dla eurosceptykow IP: 80.48.165.* 03.12.03, 12:36
      > Na
      > każdym kroku słyszymy w Brukseli, że Polska zdradziła Europę, wyciąga rękę po
      > unijne dotacje i chce mieć w ważnych sprawach Unii tyle samo do powiedzenia,
      > co jej naturalni liderzy, a jednocześnie posłusznie słucha Ameryki i kupuje
      > od niej myśliwce - tak mniej więcej wyglądamy w prasie francuskiej.

      Tak wygladamy i w rzeczywistosci. Jakby tego bylo malo, najpierw zastrzegamy
      sobie "suwerennosc w kwestiach moralnych", a potem domagamy sie Boga w unijnej
      konstytucji - wzorcowy przyklad moralnosci Kalego.

      > traktatu z Nicei, dającego Polsce "nieproporcjonalnie" duży wpływ na
      > najważniejsze decyzje zapadające w Unii.

      Skad ten cudzyslow? Czyzby 27 glosow dla Polski przy 29 dla Wielkiej Brytanii
      czy Niemiec autorzy uwazali za proporcjonalne? Badzmy powazni.

      > Tak właśnie robią Holendrzy, którzy pięć minut przed naszym wejściem do Unii
      > stali się dla nas wyjątkowo surowi.

      Gwoli scislosci - nie "stali sie", tylko zawsze tacy byli.

      > Unijni farmerzy nie kryją swojego niepokoju rosnącym eksportem taniej
      > polskiej żywności. Jeszcze nie zniknęły wszystkie bariery dla naszych
      > produktów eksportowych, a już polscy producenci serów, masła czy mleka w
      > proszku podbijają unijne rynki. Po raz pierwszy od kilkunastu lat Polska
      > będzie miała w tym roku nadwyżkę w handlu żywnością z Unią. W ośmiu
      > miesiącach tego roku eksport artykułów rolnych do państw Piętnastki wzrósł o
      > 42,9 proc. wobec 2002 roku. Tymczasem farmerzy Wspólnoty sprzedaż do Polski
      > zwiększyli zaledwie o 7 proc.

      No prosze! A podobno nasi rolnicy mieli byc bez szans w konkurencji z unijnymi!
      Kolejne proroctwo eurofobow okazuje sie, hm, guzik warte.

      > Francuzom wolno upierać się, by w eurokonstytucji zabrakło odwołania do
      > tradycji chrześcijańskich, a Brytyjczykom reagować alergicznie na próby
      > zrównania ich unijnej składki z tym, ile płacą inni. Nawet Hiszpanie mogą
      > domagać się większej pomocy z Zachodu. A Polacy? Polacy za każdym razem tracą
      > swoją szansę na milczenie.

      Skoro zachowujemy sie jak mocarstwo, a nim nie jestesmy, to i nie ma sie co
      dziwic, ze nie wywoluje to zbyt przychylnych reakcji. Znaj proporcja, mocium
      panie. W czasie negocjacji "sceptycy" domagali sie od rzadu "twardej postawy",
      rzad w koncu najwyrazniej postanowil ich posluchac i efekty widac. Popsulismy
      sobie stosunki z najwazniejszymi sojusznikami, zanim jeszcze weszlismy do Unii,
      a co bedzie potem? Sojusz z Hiszpania upadnie, gdy tylko zaczna sie rozmowy o
      budzecie, Wlosi i Brytyjczycy tez raczej nie stana wowczas po naszej stronie,
      wiec na kogo mamy liczyc? Bedziemy krzyczec o europejskiej solidarnosci? Juz
      raz krzyczelismy, by tydzien pozniej kupic F-16. Przykre to, ale o naszej
      polityce zagranicznej nie da sie jednego dobrego slowa powiedziec. Zebysmy
      chociaz walczyli o cos faktycznie waznego, ale nie - nasi politycy chca umierac
      za 4% i Boga w konstytucji...
      • Gość: mirmat Apo co nam Unijna konstytucja EWG nie wystarczylo? IP: 38.112.103.* 03.12.03, 20:15
        Fragless: Tak wygladamy i w rzeczywistosci. Jakby tego bylo malo, najpierw
        zastrzegamy sobie "suwerennosc w kwestiach moralnych", a potem domagamy sie
        Boga w unijnej konstytucji - wzorcowy przyklad moralnosci Kalego.
        Mirmat: Zgoda ale to sie odnosi do naiwniakow, ktorzy glosowali za Unia
        wierzac, ze w niej nie stracimy suwerennosci. Oszukali siebie i oszukali
        Polakow.

        Jak w Brukseli chca bysmy sie nie wtracali do ich religii to niech sami sie nie
        wtracaja do naszych praw dotyczacych wolnosci i nie narzucaja nam Stalinowskiej
        konstytucji. Nie chcemy u nas procesow sadowych niepoprawnie politycznych
        intelektualistow tak jak to sie dzieje w Unii z pisarzem Michelem Houellebecq,
        dziennikarka Oriana Fallaci czy aktorka Brigitte Bardot.

    • Gość: Janek Po odrzuceniu Nicei Europą będż rządzić Niemcy. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.03, 13:43
      W Europie jest 6 dużych państw pod względem liczby ludności (Niemcy-N, Wielka
      Brytania-WB, Francja-F, Włochy-W, Hiszpania-H, Polska-P).


      CZĘŚĆ I. Po przyjęciu traktatu z Nicei powstają pytania :
      a)Czy traktat w Nicei umożliwia Polsce założyć POLSKI TRIUMWIRAT ?
      b)Ile jest POLSKICH TRIUMWIRATÓW BEZ udziału NIEMIEC ?

      P+N+WB>P+N+F>P+N+W>P+N+H>P+WB+F > P+WB+W > P+F+W > P+WB+H > P+F+H > P+W+H > 28%

      Odp. Traktat w Nicei umożliwia Polsce założyć, aż DZIESIĘĆ POLSKICH
      TRIUMWIRATÓW. Godne uwagi jest to, że aż SZEŚĆ POLSKICH TRIUMWIRATÓW jest BEZ
      udziału NIEMIEC.
      Każdy z tych Triumwiratów rządzi Europą, bo liczy ponad 28% ludności w Unii.
      Cała reszta Europy liczy mniej niż 72% ludności i musi się liczyć z jego
      interesami i decyzjami.

      CZĘŚĆ II. Po odrzuceniu tarktatu z Nicei powstają pytania:
      1)Jakie są możliwe Triumwiraty w Europie po odrzuceniu traktatu z Nicei ?

      N+WB+F = 41.5% > 40%

      N+WB+W = 41.2% > 40%

      N+F+W = 41.1% > 40%

      Odp. Po odrzuceniu traktatu z Nicei będą MOŻLIWE tylko TRZY TRIUMWIRATY.
      Każdy z tych Triumwiratów rządzi Europą bo liczy ponad 40% ludności w Unii.
      Cała reszta Europy liczy mniej niż 60% ludności i musi się liczyć z jego
      interesami i decyzjami.

      2)Czy Polska lub Hiszpania może należeć choć do jednego Triumwiratu ?

      P+N+WB = 37.3% < 40%

      H+N+WB = 37.4% < 40%

      Odp. Po odrzuceniu traktatu z Nicei Polska nie może utworzyć Triumwiratu nawet
      Z Niemcami i Wielką Brytanią (podobnie Hiszpania). NIE ISTNIEJE więc
      TRIUMWIRAT w Europie do którego mogłaby należeć Polska (lub Hiszpania). Rola
      Polski i Hiszpanii jest zmarginalizowana. Interesami i zdaniem Polski i
      Hiszpanii nikt się nie będzie przejmował, nawet przy tworzeniu koalicji.

      3)Czy może istnieć choć jeden Triumwirat bez udziału Niemiec ?

      WB+F+W = 36.4% < 40%.

      Odp. Po odrzuceniu traktatu z Nicei NAWET Wielka Brytania, Francja i Włochy
      nie mogą utworzyć Triumwiratu. Do KAŻDEGO TRIUMWIRATU w Europie MUSZĄ NALEŻEĆ
      NIEMCY. Niemcy de fakto rządzą Europą.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka