jurandot6
20.10.15, 02:52
Mój ukochany 12-letni kocurek okazało się nagle dosłownie w ciągu godzin, że ma ciężką niewydolność nerek. Od 9 października jest przytępiały, nie ma apetytu, wymiotował itd. Jest leczony od 12 października, przechodzi kroplówki, dostaje antybiotyki. Miał już nawet stany drgawkowe i ataki padaczkowe, które mu przeszły ale od środy (6 dni!) nic kompletnie nie je a nawet już nie pije, słabnie w oczach, ledwo już dyszy a wyniki badań krwi po tych zabiegach ma gorsze niż miał! Konkretnie mocznik zatruł jego organizm. W tej chwili szans już nie ma żadnych, wygląda że zejdzie mi do ranka sam... nic go nie boli, cały czas śpi ale już nie ma siły sie ruszyć.
Wypłakałem morze łez i już lada moment pożegnamy się na zawsze.
Stoję jednak przed dylematem czy pochować jego chłodne schorowane ciałko na cmentarzyku dla zwierząt czy też może wypchać go i w ten sposób uwiecznić na długie lata?
Co o tym myślicie?