Dodaj do ulubionych

Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów

IP: 217.153.142.* 14.09.04, 06:51
Przecież to jest oficjalna "DOTACJA" i przedłużenie wakacji dla nauczycieli.
Bardzo ciekawi mnie dalsza kariera, osób które jednak nie wyjechały. Ilu jest
wśród nich maturzystów. Nie wystarczy nie jechać, powód trzeba przekazać na
piśmie dyrektorowi szkoły. Panie kuratorze, pana interwencja to będzie
musztarda po obiedzie. Zresztą pan nie jest od tego żeby podrzynać gałąź......
Skończył się równy dostep do szkół, jak się nie podoba to do zawodówek albo w
terminy do szewca czy cukiernika. Niestety za naukę zawodu co raz częściej
także trzeba płacić. Trudno - zastaw się a postaw się - współczuję.
Obserwuj wątek
    • Gość: Peppers To nie tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 07:06
      Taki oboz to naprawde super sprawa. Tylko nie powinien byc drogi. Ceny podane w
      artykule faktycznie sa skandalem. Wezmy na 10 dniowy oboz w goraach.
      Wieloosobowa sala o srednim standardzie w schronisku czy pensjonacie kosztuje
      jakies 20-30PLN (wezmy 25PLN) czyli za 10 dni robi sie 250PLN do lebka. Do tego
      trzeba doliczyc dojazd pociagiem. Dzieciaki maja znizke wiec liczmy 150PLN za p
      [rzejazd w dwie strony. Robi sie z tego 400PLN. Czyli mamy 1/3 mniej niz
      podali w artykule. Obozu nie trzeba wacale robic w jakism kurocie. Wrecz
      przeciwnie duzo lepiej zrobic taki oboz w jakiejs zapadalej dziurze. Czemu?
      Jest taniej. Jest latwiej upilnowac uczniow gdyz mniej pokus dookola. Wiadomo w
      kurorcie to na kazdym rogu PUB, dyskoteka itp. W wioseczce w gorach jeden bar w
      okolicy i cisza dookola. W odludnym miejscu ludzie sa zdani na siebie i
      zdecydowanie lepiej sie integruja. W takich warunkach duzo szybciej i wyrazniej
      ujawniaja sie slabe i mocne strony czlowieka. Latwiej i silniej zwiazuja sie
      wiezi miedzyludzkie. Taki oboz to naprawde fajna sprawa. Nauczyciele w dosc
      neutralnych warunkach poznaja uczniow, uczniowie poznaja nauczycieli i samych
      siebie. Potem gdy jedni zasiada w lawkach a drudzy beda ich uczyc bedzie milej
      i przyjemniej. Uczniowie beda sie juz nawzajem znac, nauiczyciele bede
      wiedzieli na kogo nalezy bardziej uwazc, kto moze zjednoczyc klase a kto wrecz
      przeciwnie. Naprawde super sprawa. Tylko taki oboz trzeba zorganizowac z glowa.
      Nie sztuka wywiezc mlodziez nad morze za spore pieniadze i tam ich zostawic
      samej sobie by chodzila na dyskoteki czy piwko w malych grupkach. To jest zadna
      integracja. Sztuka jest znalezc jakas mala wioseczka w gorach, zorganizowac
      jakis tani dojazd i na miejscu urzadzic oboz integracyjny z prawdziwego
      zdarzenia.

      Pozdrawiam!
      • Gość: Dotacja Re: To nie tak IP: 217.153.142.* 14.09.04, 07:29
        Zgodzę się prawie w całości z Tobą. Właśnie chodzi mi o koszty i czas. Przecież
        podręczniki i przybory szkolne to spora część budżetu w miesiącu wrześniu. Co
        ma zrobic człowiek (np. jakaś samotna matka lub ojciec) zarabiający 1200 PLN
        netto. 600 wyjazd, książki i przybory min. 300, jakieś kieszonkowe na
        wyjazd ???. Powinien iść i płaszczyć się w nowej szkole dziecka prosząc o
        dofinsowanie ??. A ileż ta szkoła mu da ? 200 złotych ? I jeszcze ta heca z
        reakcją kuratora. List wyślę !!!!. A wezwać wszystkich dyrektorów proponujących
        zielone szkoły za taką cenę na dywanik. Niech przedstawią kosztorysy wyjazdu
        sześciodniowego za 600 PLN nad polskie morze.
        - Panie kuratorze, czy spodziewa się Pan jakiejś odpowiedzi, czy tylko mydli
        oczy listem przed dziennikarzami gazety ? Ile dni zajmie Panu wyarykułowanie
        takiego pisma ?
        Nie takie sprawy rozchodziły się po kościach.
      • Gość: wiedźma Re: To nie tak IP: *.aster.pl 14.09.04, 10:11
        > Nauczyciele w dosc
        > neutralnych warunkach poznaja uczniow, uczniowie poznaja nauczycieli i samych
        > siebie. Potem gdy jedni zasiada w lawkach a drudzy beda ich uczyc bedzie milej
        > i przyjemniej. Uczniowie beda sie juz nawzajem znac, nauiczyciele bede
        > wiedzieli na kogo nalezy bardziej uwazc, kto moze zjednoczyc klase a kto wrecz
        > przeciwnie.

        no właśnie, w neutralnych warunkach - zupełnie innych niż szkolne, czyli
        nienaturalnych, a nie neutralnych
        moim zdaniem to nic nie daje, w szkole i uczniowie, i nauczyciele zachowują się
        zupełnie inaczej niż poza szkołą
        kiedyś nie było takich wyjazdów i jakoś nauczyciele dawali sobie radę
        a jakie ma znaczenie, kto może zjednoczyć klasę, a kto nie
        klasa to grupa formalna, która wcale nie musi być "zjednoczona", żeby spełniać
        swoje funkcje
        jestem za indywidualizmem
        gdyby rodzice się nie bali, że dziecko będzie miało problemy w szkole, jeśli się
        wyłamie, nie byłoby takich sytuacji
        w klasie mojego dziecka dyskusje o tym, że wyjazd integracyjny jest za drogi,
        miały miejsce dopiero na spotkaniu organizacyjnym przed samym wyjazdem,
        wcześniej wszyscy (oprócz mnie) grzecznie zapłacili 530 zł za 6-dniowy wyjazd w
        Bieszczady
        oczywiście dyrekcja szkoły nikogo nie zapytała o zdanie, tylko wywiesiła
        ogłoszenie o OBOWIĄZKOWYM udziale w obozie, razem z listą przyjętych do liceum
        mam wrażenie, że większość ludzi nie wie, że szkoła to nie urząd skarbowy,
        któremu trzeba się bez słowa sprzeciwu podporządkować
        wcale nie musiałam się tłumaczyć, dlaczego moje dziecko nie jedzie
        moje dziecko wychowuję tak, żeby nie bało się postępować inaczej niż tłum, i
        jestem pewna, że i tak nie będzie miało problemu w klasie i w szkole
        poza tym mam wrażenie, że szkołom w jakiś sposób opłaca się organizowanie takich
        imprez; nie chcę wnikać w szczegóły, pewnie znane są one tylko dyrekcjom szkół i
        biurom turystycznym, ale coś mi tu śmierdzi korupcją
        • Gość: EMKA Re: To nie tak IP: *.chello.pl 14.09.04, 13:24
          To też nie jest zupełnie tak jak piszesz. Młody człowiek może nie jechać, może
          ( a nawet powinien) przeciwstawić się jeśli ma inne zdanie, ale szkoła jako
          instytucja bardzo zmieniła się od naszych czasów. My rodzice, oczywiście nie
          powinniśmy ulegać presji i placić horrendalnie wysokich sum za wycieczki, ale
          uważam, że nalezy zachować zdrowy rozsądek. Integracja klasy jest ważna,
          pewnie, że od obecności na wycieczce nie zależą szkolne sukcesy ( lub ich
          brak), ale może mieć ona już wpływ na to jak młody człowiek odnajdzie się( lub
          zostanie postrzegany) w grupie. A grupa( nawet ta wymuszona, jaka jest klasa)
          może albo uprzyjemnić albo obrzydzić pobyt w szkole. Tu wszystko nie jest ani
          białe ani czarne.
    • Gość: UFO Nic nie robić-wtedy się nie będa czepiac!!;-) IP: 213.241.34.* 14.09.04, 07:51
      "Przecież to jest oficjalna "DOTACJA" i przedłużenie wakacji dla nauczycieli."
      Jaka dotacja i przedłużenie wakacji czlowieku?Przeciez to jest odpowiedzialność
      (rownież karna!) przez 24(!) godziny na dobę!Niech sie który/ktora upije albo
      zacpa i sobie coś zrobi!!!!
      • Gość: Natasza Re: Nic nie robić-wtedy się nie będa czepiac!!;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.04, 15:25
        A ty UFO w Batorym nie organizujesz takich wyjazdów? Ile u ciebie
        kosztuje "integracja" ?
    • Gość: EMKA Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 14.09.04, 10:10
      Nie mogę się z Tobą zgodzić, że wyjazd na zieloną szkołę to przedłużenie
      wakacji dla nauczycieli. W "warunkach normalnych" nauczyciel jest w pracy 4-5-6
      godzin a uczeń ma mniejsze mozliwości narozrabiania czy zrobienia sobie
      krzywdy. Na zielonej szkole nauczyciel pracuje 24 godziny na dobę, przy czym
      młodziez wyrwana spod kuratel rodziców i w grupie ma sto razy więcej mozliwości
      i chęci narozrabiania. O wypadkach, za które nauczyciel odpowiada równiez
      karnie, nie wspomnę.
      Dla wielu nauczycieli zielona szkola jest katorgą i sami szukają sposobów, aby
      nie jechać.
      Aspekt integracji świezo upieczonych licealistów/gimnazjalistów już bardziej do
      mnie przemawia. Młodzież poznaje się w innych sytuacjach niż w szkolnej ławce,
      a jeśli do tego psycholog/pedagog może obserwować zachowania w grupie to tylko
      przyklasnąć.
      Zaś co do pieniędzy to uważam, że z powodzeniem można zorganizować wyjazd 4-5
      dniowyza 300-400 PLn i rozłozyć jego koszty na raty.
      Nie uwierzę, zeby suma 50 PLN miesięcznie była nie do zapłacenia przez
      większość rodzicow. Wprowadzenie , niezależnie od Komitetu Rodzicielskiego,
      opłat na , nazwijmy to roboczo, Fundusz Wycieczkowy i złożenie pieniędzy na
      oprocentowanym koncie bankowym, umozliwi bezbolesny wyjazd na zieloną szkołę.
      Wszystko jednak w rękach dyrektorów szkół i rad rodziców, bo na pomysły
      kuratora raczej bym nie liczyła.
      P.S. Za moich czasów na wycieczki w dużym stopniu zarabialiśmy sami- choćby na
      osławionych "wykopkach". Dziś, przy bezrobociu jest to trudniejsze, ale nie
      niemożliwe. Szkoły też przeciez mogą sie dołożyć, choćby wynajmując boiska czy
      sale do kursow językowych. Mam wymieniać dalej?
      • Gość: Dotacja Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: 217.153.142.* 14.09.04, 10:28
        Z Twojego rozumowania wynika, że już rok przed pójściem do szkoły należy
        odkładać na jej koncie po 50 złotych miesięcznie.
        Fakt 5 dych nie majątek, chodzi tylko o "przymus" i nawarstwienie wydatków w
        okresie września, a także o szczególnie wysoki koszt wyjazdu. Chyba, że tak
        bardzo wysoki będzie standard ośrodka i moc atrakcji.
        Co do odpowiedzialności - fakt, ale należy zwrócić uwagę na punkt, który mówi,
        że wszelka niesubordynacja "dziecka" ( 16 panny lub kawalera), zaowocuje
        relegowaniem z obozu na koszt rodziców oraz pożegnanie z uczelnią.
        Zwracam uwagę, że wyjazd jest obowiązkowy dla klas pierwszych.
        Czy firma, biuro lub inna organizacja firmująca wyjazd ( koszty pobytu lub
        transportu) w żaden sposób nie jest związana z żadną osobą w szkole? Czy jest
        wybierana wśród wielu ofert badź w przetargu?
        Co do 4-5-6 godzin w pracy w normalnych warunkach - od kilkunastu lat pracuję
        co najmniej 8 dziennie i mam w tej chwili "tylko" 26 urlopu. Nie zawsze w lecie.
        • Gość: EMKA Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 14.09.04, 11:54
          Nie jestem nauczycielką, ale odpuśćmy belfrom zawiść o urlop. Po pierwsze
          jeśli "ściśniemy" ich wakacje, ferie itp i nasze 26 ROBOCZE dni urlopu to,
          pewnieże oni wyjdą na + , ale nie aż tak bardzo.
          Gdybym nie miała dzieci w wieku szkolnym nigdy bym nie brala urlopu latem.
          Wiosną, jesienia jest mniej gorąco, taniej, mniejszy tłok- same atuty.
          Nauczyciele tej mozliwości nie mają.
          Pracują w tej profesji ludzie różni- tak jak we wszystkich innych ( w tym
          mojej, często atakowanej przez niezadowolonych z decyzji decydentów). Jedni po
          4-5-6 godzinach odfajkowanych lekcji ida do domu, inni e tymże domu przez
          kolejne 2-3-4 sprawdzaja klasówki, przygotowują sie do lekcji, wymyślają pomoce
          naukowe itp.
          Mozna oczywiście relegować z obozu /wyjazdu/szkoły niesfornego nastolatka, ale
          zanim się to uczyni może dojść do wypadku, za który prawnie odpowiada
          opiekun.Nam, zza klawiatury komputera łatwo krytykowac i oceniac, gorzej
          podejmować decyzje na miejscu.
          Uważam, że na pierwszym(!) zebraniu rodzice musieliby zadeklarować się czy za
          obóz chcą płacić jednorazowo czy w ratach. Za placących w ratach zakładalaby
          szkoła mając jako zabezpieczenie np. weksel in blanco. Jest to mozliwe- trzeba
          tylko chcieć.
          • Gość: Dotacja Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: 217.153.142.* 14.09.04, 12:16
            Co do rat zgadzam się w całości - niesterty nie ja o tym decyduje. Generalnie
            nie mam nic do pracy nauczycieli jak również do ich ilości czasu wolnego.
            Podkreślam, że chore jest dla mnie organizowanie "przymusowego" wyjazdu we
            wrześniu. I to za taką cenę. Ludzie za tyle nierzadko muszą przeżyć miesiąc -
            paranoja.
            • Gość: EMKA Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 14.09.04, 13:16
              Niby racja, ale.....wyjazdy sprzyjają i integracji i lepszemu poznaniu
              młodziezy przez nauczycieli. Można oczywiście nie organizować imprez
              wyjazdowych i naukę sprowadzić do zeszytu i podręcznika, ale może wymyslić
              złoty środek? Raty, z ktorymi się zgadzamy, nie 6 a 5 dni i trochę skromniejsze
              warunki. Osobiście uważam, że dyrektor powinien poszukać dobrego dla wszystkich
              ( i wykonalnego) rozwiązania.
              • Gość: synek wiedźmy Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.aster.pl 14.09.04, 17:48
                moja klasa pojechała na obowiazkowy obóz integracyjny za 530 zł.
                na 6 dni w Bieszczady
                warunki byly fatalne, bardzo sie ciesze ze nie pojechalem!!!
                a i tak myśle ze "zintegruje sie" nie gorzej niz inni ktorzy pojechali na oboz...
                a rodzice nie powinni tak na wszystko sie zgadzac...jakos nie mam na razie
                problemow z poznaniem klasy... :P
                • Gość: mama z Górskiego Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 15.09.04, 19:26
                  Znam szkołę LO w Warszawie, gdzie wyraźnie zapowiedziano, że ten, co nie jedzie
                  (ponad 1000 zł) na obóz, moze się pozegnać ze szkołą. Gdy rodzice protestowali,
                  powiedziano, ze powinni się byli przy rekrutacji zapoznać z regulaminem szkoły!
                  W Górskim dwa lata temu (polecam) obóz integracyjny w zabitej dechami wiosze
                  trwał 3 dni, kosztował bardzo niewiele, a wszyscy (wg. relacji mojej córki)
                  wspominają go bardzo dobrze.
                  A do zimowej szkoły wówczas nie doszło, bo rodzice po prostu oświadczyli, że
                  ich nie stać. Trudno.
                  • Gość: jmz Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.polcom.net 17.09.04, 01:23
                    Jest jeszcze jeden problem związany ze szkolnymi wyjazdami w ciągu roku
                    szkolnego (poza ceną, miejscem, czasem trwania) - termin! Wielu uczniów poza
                    lekcjami szkolnymi prowadzi intensywne życie pozalekcyjne:lekcje gry na
                    instrumentach,treningi,lekcje w szkołach językowych, i co tam jeszcze kogo
                    interesuje,i za co rodzice zapłacili. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej
                    denerwuje mnie ta konieczność wyboru: czy lepiej, żeby syn pojechał z klasą i
                    potem nadrabiał zaległości, czy lepiej, żeby został w domu i nie opuszczał,
                    często ważnych dla niego, zajęć. Jakbym miała coś do powiedzenia na ten temat,
                    to głosowałabym za weekendowymi wycieczkami po okolicach Warszawy lub
                    kilkudniowymi wyjazdami tuż po zakończeniu lub tuż przed rozpoczęciem roku
                    szkolnego.
                    • Gość: EMKA Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 17.09.04, 07:40
                      Idąc dalej tym tokiem rozumowania może lepiej zrezygnować wogóle z wyjazdów i
                      ograniczyć naukę w szkole do kilkugodzinnego pobytu i lekcji od-do?
                      Zabronić wyjść do teatrów- bo Jaś wieczorem ma muzykę, imprez popołudniowych -
                      bo Staś ma angielski itd?A w week-endy przecież też Marysia może mieć wykupine
                      jazdy konne albo lekcje tenisa. I co wtedy?
                      Dojdziemy do absurdów. Jeszcze się nie urodził ten co wszystkim dogodził.
                      Wakacje są czasem, w którym dzieci i młodzież POWINNY ODPOCZĄĆ OD SZKOŁY -
                      Tobie tez przcież nikt nie proponuje wyjazdów , nawet najatrakcyjniejszych, z
                      firmy w czasie URLOPU WYPOCZYNKOWEGO.
                      Z niczym nie należy przesadzać - w żadnym kierunku. Osobiście uważam, że:
                      - Wyjazdy integracyjny - jeden(sic) w trakcie całego cyklu nauki ( gimnazjum)
                      czy liceum- we wrześniu - i to możliwie jak najwcześniej, aby służył on
                      istotnie p o z n a n i u ( we wrześniu większość zajęć pozalekcyjnych jeszcze
                      się nie zaczęła więc ten argument odpada)
                      - Wyjazd niekoniecznie do hotelu 5*- warunki moga być nawet bardzo skromne, a
                      cena przystępna, z możliwościa rozłożenia na dogodne raty - tak, aby WSZYSCY
                      mogli jechać
                      - W pozostałych klasach (2,3) gimnazjum i 2 liceum - krótkie wyjazdy wiosenne,
                      w takich terminach, aby nie kolidowały one z egzaminami. Platnosci j.w.
                      Wspólne wyjazdy sa istotnym czynnikiem scalającym grupę- nie powinno być barier
                      finansowych, ale jeszcze bardziej szkodliwe jest niepuszczanie dla zasady
                      dziecka. Może wprost tego nie powie, ale będzie czuło żal!!!!!!!!!
                      • Gość: jmz Do EMKI IP: 217.79.151.* 17.09.04, 11:15
                        To co piszesz brzmi sensownie ale nie pasuje do tego co ja znam z corocznego
                        życia szkolnego. W szkole podstawowej ciągle trzymałam się za kieszeń, bo tak
                        się złożyło, że decydująca większość była dobrze sytuowana i dużą wagę
                        przywiązywała do dobrych warunków i atrakcji.
                        W gimnazjum dla przeciwwagi połowa klasy nigdzie nie jeździła i nie chodziła
                        uzasadniając to względami finansowymi(domyślam się, że w wielu przypadkach była
                        to prawda)- więc jak już coś się udało zorganizować, machałam ręką na idiotyczny
                        termin.
                        W obecnej szkole na pierwszym zebraniu podano do wiadomości termin i miejsce
                        obozu integracyjnego - październik! i obozu narciarskiego - nie w czasie ferii!
                        Oba wyjazdy z różnych powodów wyjątkowo nam nie pasują i albo się dostosujemy
                        dowożąc np syna po rozpoczęciu obozu własnym transportem ( bo mamy świadomość,
                        że integracja, dobry kontakt z nowymi kolegami i nauczycielami etc) albo
                        zrezygnujemy.
                        PS. Co do muzyki Stasia, angielskiego Jasia i jazdy konnej Marysi - rodzice
                        naprawdę za te zajęcia zapłacili i muszą je w takim przypadku doliczyć do
                        "kosztów" szkolnej imprezy albo dzieciak musi wybrać co woli.
                        Co do wyjść do teatru; to jest akurat najprostszy problem - jeśli termin
                        kolidował z zajęciami popołudniowymi - chodziłam z synem na tę sztukę w innym
                        terminie.
                        Co do mojej pracy - właśnie ona jest dla mnie wzorem: semestr trwa 15 tygodni,
                        wszystkie zaplanowane godziny zajęć muszą się odbyć choćby nie wiem co.
                        Wyjątkowe wydarzenia typu "zjazd globalistów" z automatu owocują dodaniem
                        dodatkowego tygodnia zajęć, wszystkie imprezy w weekendy i w czasie ferii.
                        • Gość: EMKA Re: Odpowiedź EMKI IP: *.chello.pl 17.09.04, 14:28
                          Wiem z doświadczenia, że szkoły bywają różne, ale wiele zależy od dyrektora i
                          nauczycieli. Nie należę do osób, które mocno trzymają się za portfel, i jestem
                          zdania, że ważniejsza jest atmosfera, wspólna zabawa czy integracja niż
                          dwuosobowe pokoje z węzłem sanitarnym. Naprawdę można ( o ile się chce)
                          zorganizować fajny obóz za pieniądze, które nie zrujnują budżetu średnio i
                          mniej niż średnio zarabiającej rodziny!
                          Zajęcia dodatkowe- jak wskazuje sama nazwa- są dodatkowymi. Każda rodzina
                          wybiera je według zainteresowań dzieci i w różnych terminach. Dla jednego będą
                          do zajęte week-endy ( np. jazda konna. golf, pływanie), dla innych nauka
                          języków ( np. 3 razy w tygodniu), zaś jeszcze inni wymyślą obozy językowe w
                          czasie wakacji. Pogodzenie interesów tych 3 rodzin jest niemożliwe. Ponadto
                          argumentem przemawiającym PRZECIW zajęciom w week-endy i wakacje jest.....praca
                          nauczycieli.Spróbujmy zrozumieć również ich potrzeby, rodziny itp.
                          Reasumując: aby nikogo nie skrzwdzić- wysyłajmy dzieci na imprezy integracyjne,
                          jednak zmuszając szkoły do minimalizacji kosztów ( na oszczędzaniu na wszystkim
                          z wyjątkiem bezpieczeństwa uczestników), a opuszczenie 2-3 zajęć w roku - nie
                          jest przecież tragedią. Wszak tego typu imprezy nie są częściej niż raz w roku.
                          Pozdrawiam.E.M.
    • Gość: kk Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.crowley.pl 17.09.04, 13:16
      a mnie poraża GŁUPOTA (i bezczelność) tego argumentu: że nad Zalewem
      Zegrzyńskim integrowaliby się gorzej niż w kurorcie-Juracie....
      Bo taki argument oznacza, że pan dyrektor mierzy sprawę swoją miarą - JEMU
      fajniej jest w wypasionym otoczeniu Juraty. W końcu jak licealiści jadą się
      integrować, to mają być skupieni na sobie nawzajem, a nie na pięknych widokach
      i wygodnych pokojach...
      • Gość: EMKA Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.chello.pl 17.09.04, 14:29
        Jeśli jakis dyrektor rzeczywiście tak powiedział, to jest to beszczelny typ.
        Integrować można się znakomicie w Serocku i fatalnie na Jamajce.
        • Gość: SAM WIESZ KTO Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.04, 17:45
          Walsnie wrocilem z "Zielonej szkoly" - Pieniny (LO). Za 6 dni przypadalo 310
          PLN na glowe ze wszystkim. Warunki przyzwoite - jedzenia jeszcze lepsze.
          Platnosci byly rozlozone na raty. 160 PLN w lipcu - osrodek rzadal zaliczek.
          Reszta w serpniu i wrzesniu. Wiem,,ze ci ktorzy nie mieli - mogli dyskretnie
          zglosic ten problem osobei odpowiedzialnej. U nas panuej zasda, ze trudnosci
          finansowe nie powinny byc przeszkoda w wyjezdzie, a inetgracja klas jest w
          interesie szkoly. Nie pzrecze,z e byly zdaje sie jakies zgrzyty na samym
          poczatku z rodzicami,a le z tego co wiem bylo to wynikem niepozrozumienia.
          Na koniec przeporwadzilismy nakiete wsrod dzieci - na coz, jednym sie
          oberwalo, innym torcher mniej sie oberwalo, jeszcze inni zostali dobrze
          odebrani. - nauczyciele.
          Ogolnie ponad 90 % uczetsnikow widzialo o wiele wiecej pozytywow niz
          negatywywo wyjazdu. w skali 1 - 6 przewazaly oceny 4-5.
          Ja mysle, ze bylo warto. Poznlaismy sie z molodzieza i mam juz efekty. Po
          prostu, jak twierdza, glupio im nie przygotowac sie do moich lekcji..
          Ja zas nie musze sie wyglupiac z 1 do gory do dolu
    • Gość: *** Re: Drogie "integrowanie się" pierwszoklasistów IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.09.04, 23:06
      Byłam w tym roku na trzydniowym wyjeździe integracyjnym - w porównaniu z danymi
      z artykułu krótkim i niezbyt drogim. Efekty były wspaniałe, nigdy tak szybko
      nie poznałam nowej klasy. Trudno mi powiedzieć, co by się stało, gdyby kogoś
      nie było na wyjazd stać, bo jeszcze nie poznałam nowej szkoły. Wyjazd nie był
      do końca obowiązkowy, raczej zalecany - jeśli rodzice mówili 'nie', można było
      nie jechać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka