Gość: tatuś
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
22.03.11, 12:16
Sędzia Seweryn tak ją m.in. tłumaczy: "Rzucona w auto śliwka spowodowała huk, rozmiażdżając się pod kołami samochodu i szarpnięcie pojazdu, co było słyszalne i odczuwalne dla pasażerów, i wywołało w nich zaniepokojenie i zdenerwowanie".
I dlatego - zdaniem sędziego - skopania chłopca nie można uznać za czyn chuligański. A uznanie go za taki (o co wnosiła prokuratura) zaostrzałoby karę. Czyn chuligański musi być bowiem popełniony bez powodu lub z błahego powodu, a widać "huk śliwki rozmiażdżającej się pod kołami" dla sądu błahym powodem nie jest.
Czytając uzasadnienie, chwilami ma się wątpliwości, kto był w tym procesie oskarżonym, a kto ofiarą. Dla Marka Ł. sąd jest wyrozumiały. Podkreśla, że był zdenerwowany. Świat mu się zawalił, bo zmarł dziadek jego narzeczonej, no i w samochód trafiła śliwka. Sędzia rozumie, że mógł nie kontrolować swojego zachowania, bo, jak wyjaśnia: "Motywy czynu człowieka mogą być objęte jego świadomością, ale też, co znajduje potwierdzenie w psychologii, bardzo często w chwili czynu sprawca nie ma ich świadomości, docierają do niego już po fakcie". Wygląda więc na to, że Marek Ł. mógł nie zdawać sobie sprawy, że kogoś bije, a nawet mógł nie mieć świadomości, że kopie siedmioletnie dziecko.
Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9296776.html#ixzz1HKHB215k