dama_2010
20.04.11, 23:20
Doswiadczylyscie kiedys mobbingu? Molestowania?
Jesli to nie tajemnica napiszcie w jakich okolicznosciach.
Ja miewalam 'klopoty' z szefami, ktore bez problemu ogarnialam ale w pamieci zapadl mi szczegolnie jeden ... szef.
Czegos takiego w zyciu nie doswiadczylam a wiec uczylam sie jakby przy nim jak reagowac. Zazwyczaj faceci (szefowie) robili slodkie oczy, prawili komplementy, chcieli gdzies zaprosic - jednym slowem postepowali dosc delikatnie i to jest bardzo latwe do zalatwienia - nawet bym tego molestowaniem nie nazwala (choc ciut uciazliwe).
Ten jeden - po prostu wylozyl kawe na lawe, ze chce sie ze mna przespac... Mnie zamurowalo i chyba 'jezyka w gebie' zapomnialam. A potem bylo coraz gorzej. Upieral sie, ze tak czy siak 'bede jego' a nawet padaly zachety w postaci kupna samochodu... Im bardziej stanowczo reagowalam tym wieksza mial ucieche, ze taka jestem trudna do zdobycia. Zaczal mnie ciagac po wyjazdach sluzbowych i nadskakiwal w obecnosci moich kolegow i kolezanek z pracy co mnie strasznie irytowalo, ba - nawet wykazywal zazdrosc.... Autentycznie zaczelam powodowac sytuacje, aby zachorowac przed wyjazdem i miec prawdziwe zwolnienie lekarskie (nieobecnosc na wyjezdzie obwarowana byla konsekwencjami). 100 x bardziej wolalam tluc sie samochodem po nocy pol Polski niz spac chocby w jednym hotelu z tym facetem. Kiedys jechalismy razem a on tak nagle: moze skercimy do lasu? To oczywiscie byl taki zart ale wystraszylam sie juz nie na zarty. Podobnie jak konczylam prace pozno i gasilam swiatla i bylismy sami w budynku - spytal co by bylo gdyby... odpowiedzialam, ze strzelilabym mu w twarz i jutro musialby sie wszystkim tlumaczyc z siniaka pod okiem...
W koncu trwalo to na tyle dlugo (pare m-cy), ze nic nie wskoral i zaczal byc msciwy. Wymyslal jakies zadania i stawial nierealne kryteria (np. czasowe) a potem wytykal mi brak kompetencji.
Wchodzilam np. do pracy - na 9.00 a tam kartka na biurku - jedz do banku i zalatw xxx. 9.03 telefon
- zalatwilas?!
- no jak? dopiero weszlam...
- no to na co ty czekasz??!!
- dzis nie mam swojego samochodu a chlopaki juz wyjechali sluzbowym
- to wez sobie od Krzyska
- jak to? przeciez to jego prywatny samochod - nie mam prawa oczekiwac, zeby mi pozyczyl
- mnie to nie obchodzi - radz sobie - ma byc zalatwione rano (i trzask sluchawka)
Praca w sumie fajna, zarobki tez ale d..pa - odeszlam. Bez awantur - po prostu.
Jak przyszlam po referencje, rozmawialismy i znow cos burknal w temacie wiec wspomnialam, ze teraz juz na to jest ustawa a on powiedzial tak: no co Ty! Ja przeciez zartowalem!
Taaa... Taki zartownis mi sie trafil i wszystko sobie kurcze uroilam...