Ide ja se do supermarketu

Ide z chlopem, badz co badz cywilizowanym. Sama tez nauki w szkolach pobieralam to sie znam na SV. Tak mi sie tylko wydawalo...
Bierzemy se wozek. Na kolkach taki. I jedziem se miedzy alejkami. Wozkowi jedno kolko lata i co chwile idem se i tak te kolko kopie zeby sie prostowalo. Ide - kop, ide - kop. Po 5 minutach mam juz taki tik nerwowy noga. Idziemy po pieczywo. Chlop przyzwyczajony do bagietek. Idzie na dzial z pieczywem, wraca z bulkami. Ty - stara! Prawie wcale bagietek nie ma, jakies suchary zostaly, za to buuuuuulek! O rajusku! Z 10 takich wnek zaszkolych z bulkami. I wiesz co?
- Co?
- Wszystkie takie same!
Poszlismy se potem na dzial warzywny. Do koszyka wlozylam marchewki, pietruszki, selera, papryke, cebule, czosnek i 2 jablka. Wszytko do jednej torebeczki sie zmiescilo. Zawsze tak pakuje by nie marnowac torebek.
Na koniec poszlismy po plyny do mycia podlog i inna chemie. Do koszyka trafilo kilka roznych produktow. Stalismy sobie przy kasie i czytalam sklad.
Zabawa sie zaczela gdy przyszlo do placenia. Najpierw pani sie oburzyla, ze warzywa zapakowane razem i nie zwazone, potem jeszzce bardziej sie oburzyla, ze powiedzialam, ze rezygnuje z 2 produktow. Foch juz malowal sie niezly. Na koniec pani ruszyla tasma, plyn do podlogi sie przewrocil i wylal.. Ups, zle zakrecony. Pani sprzata i dokreca, ja znow rezygnuje. Nie bede kupowala niepelnego przeciez. Pani probuje mnie przekonac do zmiany decyzji. Chlop przyglada sie scenie mocno zdziwiony. Dlaczego ta kobieta w ogole ze mna dyskutuje???
Na koniec pani prosi o pokazanie zawartosci torby - mojej torby????
Dochodzi do placenia. Daje 100 zl bo tylko tak wyplacil nam pobliski bankomat. Jakos nie wyplacaja bilonu.
- A ma pani 2 zl i 97 groszy?
Zatesknilam za swoja wioska...