na początek przytoczę mój wpis z wątku o kryształach
"Nie nawidzę. Do dziś słyszę w uszach przeraźliwe krzyki mojej mamy, ciotek i babci "uważaj na kryształy!!!" x5, bo nas było 5 dzieciaków (kuzynostwo), w sumie to chowani razem (odwiedzaliśmy się na całe weekendy, albo spędzaliśmy je u babci) - obiecałam sobie, że mojemu dziecku czegoś takiego nie zrobię."
I tak - biorąc to pod uwagę - moje dziecko może:
- bawić się wszystkim co jest w zasięgu jej rąk,
- skakać po łóżku, kanapch i fotelach,
- włazić na i pod stół,
- wieszać się i bujać na drzwiach i "jeździć na furtce",
- kruszyć,
- biegać bez kapci albo na bosaka i z gołą dupką,
- pić zimne - prosto z lodówki cały rok (kolejny cytat mojej babci to "gorącej wody dolij" - najczęściej mając na myśli pysznego zimnego ptysia w upalny dzień lipca. W zimę wszystkie takie napoje stały u babci wciśnięte miedzy żeberka kaloryfera. Ni hu-hu - zimne zaczęłam pić jak miałam jakieś 13-14 lat chyba i własne kieszonkowe

)
- bawić się wszystkimi swoimi zabawkami i nosić wszystkie swoje ubrania, a nie "oszczędzać sobie to będzie miała na dłużej" co znaczyło mniej więcej tyle "masz, ale nie ruszaj bo po tobie dostanie to Kasia/Monisia/Zdzisia/już-obiecałam-koleżance-że-potem-jej-odsprzedam-dla-jej-córki"
Jak mi się coś jeszcze przypomni to dopiszę