antyk-acap
30.01.15, 08:03
37-letnia kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży zgłosiła się do Centrum Zdrowia Kobiety i Dziecka w Zabrzu. Badania wykazały, że kobieta od kilkunastu dni nosi martwe dziecko. Lekarze zalecili poród siłami natury. (...) W trakcie porodu nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia i obfite krwawienie z dróg rodnych matki. - Operacja ratowania życia pacjentce była niezwykle trudna, trwała wiele godzin. Dzięki postępowaniu chirurgicznemu, przetoczeniu ponad 20 jednostek krwi i podaniu NovoSevenu udało się zatrzymać krwotok. Stan pacjentki jest ciężki, ale stabilny - informuje rzeczniczka.
I teraz nurtuje mnie pytanie: dlaczego nie ma przeciwwskazań? Bo dla lekarzy kobieta tylko przeszkadza.
„Poród przez cesarskie cięcie to operacja, którą wykonuje się w celu szybkiego zakończenia ciąży oraz urodzenia dziecka. W przypadku martwego płodu ten pośpiech nie jest konieczny” – tłumaczy dr Medard Lech.” Oczywiście kobieta to intruz a nie pacjent. Dlatego musi przeżywać to - Kasia tuż po ślubie zaszła w ciążę. Z mężem byli najszczęśliwszą parą na świecie. Dziewczyna czuła się rewelacyjnie, wyniki badań był idealne. Nie dokuczały jej mdłości, bóle pleców. Aktywnie spędzała czas. W 21 t.c dowiedziała się, że pod swoim sercem nosi córeczkę. Maleństwo rozwijało się prawidłowo, wszystkie wizyty u ginekologa były radosnym doświadczeniem. Razem z mężem wybrali imię. Michalinka jeszcze przed narodzinami była ukochaną córeczką tatusia. W 35 tygodniu Kasia trafiła do szpitala ze skurczami. Podano jej jednak środki wyciszające, podłączono KTG by skontrolować tętno Michalinki i wypuszczono do domu. Skurcze ustały. Tydzień później Kasia zaniepokojona małą aktywnością córeczki trafiła znów na izbę przyjęć. Przyjęcie, KTG – położna nie potrafiła znaleźć tętna, nic nie mówiąc pobiegła po lekarza, ten wykonał USG – brak czynności serca płodu……Szok. Niedowierzanie. Rozpacz. Kasia nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Przecież jeszcze dwa dni temu Michalinka bezlitośnie kopała ją w prawe żebro….Koszmar miał się jednak dopiero zacząć. Kasia trafiła na porodówkę, podłączono jej kroplówkę i kazano czekać. Na pytanie „Co teraz będzie?” lekarz odpowiedział jej „Zaczną się skurcze i będzie Pani rodzić” „Tak po prostu?”, „Tak jak każda kobieta rodzi dziecko, nic w tym dziwnego”.
Kasia była przerażona, poród trwał 12,5h. Rozwarcie postępowało bardzo wolno, za wcześnie przebito wody płodowe co spotęgowało odczuwanie skurczy. Cierpiała. Fizycznie i psychicznie. Mąż zapytał czy Kasia mogłaby mieć zrobione cesarskie cięcie, że to dla niej zbyt bolesne doświadczenie. „Nie, ponieważ nie ma ku temu wskazań”
Końcowe pół godziny to najgorsze czego Kasia doświadczyła w życiu. Na sali panowała absolutna cisza. Nawet ona podczas skurczy nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Co jakiś czas do sali zaglądał lekarz z pytaniem „Długo jeszcze?” a położna odpowiadała „Jeszcze chwila i kończymy” Gdy nadeszły skurcze parte Kasia nie miała już siły, była wyczerpana porodem, płaczem i bólem. Położna krzyczała „Przyj mama, przyj!” Mama? Kiedy Michalinka przyszła na świat, lekarz oznajmił „Macie Państwo córkę, nie żyła prawdopodobnie od dwóch dni” odciął pępowinę, oddał dziecko położnej i wyszedł. Położna z Michalinką też wyszła. Kasia z mężem zostali sami. Płakali. Po chwili przyszła położna ze słowami „Nie płacz mama, urodzisz jeszcze łożysko i będzie po wszystkim”. Potem zabrali Kasię na zabiegowy by zszyć nacięte krocze. Mimo rzekomego znieczulenia czuła wszystko…..Kiedy trafiła na położnictwo leżała z dziewczyną, która tuliła w ramionach synka. Cierpiała katusze. Cały czas słyszała płacz dzieci z sali porodowej a jeszcze po porodzie nikt jej tego nie oszczędził.
Z mężem pożegnali Michalinkę w zimnym, ciemnym pokoju. Nie mogli jej nawet przytulić. Leżała nagusieńka na zimnym blacie