slonko1335
16.05.17, 16:17
Jestem w pracy, dzwoni szkolna pielęgniarka, że syna(8 lat) kolega kopnął w głowę(wypadek przy grze w piłkę). Ok pytam rozcięta głowa?-trzeba szyć? Nie trzeba, nie ma krwi, nie ma też guza, siniaka, nie jest mu niedobrze, nie kręci mu się w głowie tylko go bolało. No nic dziwnego mowię że bolało w końcu dostał kopa w głowę, jak coś się będzie działo to jestem pod telefonem. Na co Pani zdziwiona-"to jak to nie przyjedzie Pani po niego? "No ale przecież nic się nie dzieje, jestem w pracy..." "No ale to kopnięcie w głowę było, to trzeba przyjechać i obserwować"...wyrodna ze mnie matka najwidoczniej bo jakoś tak nie miałam zamiaru ale cóż przyjechałam....Młody jak nowy, nic się nie dzieje, zdziwiony stwierdza, że do żadnego domu nie idzie bo zaraz są komputery...ja rzucam q...wami bo pół dnia opieki z głowy...
Tydzień temu...dzwoni szkolna pielęgniarka....córka(11) jest u niej bo leciała jej krew z nosa.
Ja:"Ale jakoś strasznie , coś sie dzieje? "
P:"No mocno dośc ale już ok, no dobrze się już czuje ale blada i może lepiej żeby poszła domu."
"No dobra mówię, nich idzie do domu..."
"Ale nie może iśc sama do domu jak się źle czuje...."
" No ale przecież czuje się dobrze?"
" no niby tak ale ja jej samej nie mogę puścić w czasie lekcji. "
"No dobra mówię to ktoś tam po nią podjedzie jak skołuję kogoś bo ja akurat nie mogę bo nie ma mnie na miejscu"
"No ale lepiej szybko bo ona ma zaraz wf i nie powinna ćwiczyć..."
"no to niech pani przekaże pani od wfu że nie będzie cwiczyła, nich siądzie i poczeka aż ktoś ja odbierze"
"No ale ja nie mogę nikogo zwolnić z wfu..."
Ręce opadają po prostu....