zie.lo.na
04.07.18, 10:08
Poradźcie co robić w takiej sytuacji. Ultrakatolicka kolezanka, pięcioro dzieci, wszystkie ciąże zakończone cesarką. Każda kolejna ciąża jest naprawdę realnym zagrożeniem jej życia. Dziewczyna ma 34 lata. Ma jeszcze co najmniej 10 lat "płodnych" przed sobą Antykoncepcja to grzech, używać nie będzie. Bozia wie co robi. Bozia pomoże. Etc. A prawda jest taka, że jeśli coś pojdzie nie tak (realne zagrożenie pęknięciem macicy przy kolejnej ciąży), to dziewczyna osieroci piątkę dzieci (wiek 1-9). Ale ona się tego nie obawia, bo Bozia na to nie pozwoli. I co z tym robić? Nic? Zostawić? Bo "nie moja sprawa"? Jak tlumaczyć? Czy w ogole...?