leann32
15.08.19, 08:15
Mamy pod blokiem dziecko, ktore calutkie dnie spędza samo na dworze.
Dzieci ogolnie biegaja, rower, malowanie kredą, trochę jakby się cofnąc do lat 80. Sporo ich. I to jest fajne. Osobiscie nie mam też problemu z tym, aby moje starsze dzieci chodziły, choc jest ulica, moze ne jakaś super ruchliwa, ale jednak - absolutnie dzieciaki muszą uwazac.
No i chodzi sobie tez taka mala drobniutka dziewczynka. Wlasnie skonczyla 4 lata. Mam dziecko w tym wieku i nie zostawilabym go 2 minut samego, bo jak zobaczy żabę to na jezdnie wejdzie bez mrugnięcia okiem, ufać w jego myślenie i kontrolę nad sobą nie moge za grosz.. A ona siedzi na tym dworze po 10 godzin, chodzi gdzie chce, porusza sie ogolnie do 400-500 m w okol bloku dalej chyba nie chodzi.
Wydaje sie ze jest ogarnieta ale mowi malo, jest wycofana, choć ufna, ostatnio jakis dziadek ja zagadywal z psem ( mowil ze moze sobie z nim pochodzic) i mala nie miala oporow zeby z nim isc, wiec nie ocenia realnie zagrozenia ( choc dziadek oczywiacie byl ok).
Rodzina raczej nie zadna patologia, widocznie ufa mlodej. Dowiedzialam sie od sasiadki ze Wychodzi tak od jakiegos roku, wiec zaczela wczesnie i nic sie nie stalo ale zaczynam mimochodem jej pilnowac i zerknac z okna czy jest bo mam jakies lęki ze jej sie cos stanie.
Sasiadka mowi ze nie nasza sprawa i rodzice sami sa odpowiedzialni.
Czy to wg was normalne?