No, nie całkiem bez objawów oczywiście, ale jedynym "widzialnym" objawem jest brak miesiączki.
Przez ostatnie 3 lata zdarzały mi się nieregularności okresu, ale przez tego 3 lata może z 5-6 razy, na zasadzie, że jeden okres mi "wypadł" z grafiku. Od 4 miesięcy nie mam okresu wcale. Wczoraj zrobiłam badania z krwi (endokrynolożka mi dała skierowanie, jak wspomniałam o tym na wizycie), estradiol, FSH, LH i prolaktynę i generalnie wszystkie wskazują na menopauzę. Nie pre, a już meno.
Z tym, że nie mam żadnych innych objawów (i przez te 3 lata ostatnie też nie miałam), żadnej zwiększonej drażliwości, uderzeń gorąca, potów, żadnych problemów ze snem (zasypiam jak dziecko w 5 minut) - no, tu może zauważyłam ostatnio zwiększoną potrzebę snu, po normalnych (dla mnie) 5 godzinach snu jestem nieprzytomna, muszę spać te 7 godzin przynajmniej co drugi dzień. Skórę mam ok, może nawet ostatnio trochę poprawa nastąpiła, waga ok, no nic z tych sztandarowych objawów. I do tego libido w górę. Możliwe?
Tak, oczywiście pójdę do ginekologa, i tak miałam się wybrać kontrolnie, ale wiadomo - zbiorowa mądrość forum

I przy okazji, może ktoś ma namiary na dobrą ginekolożkę w Krakowie, która się specjalizuje w menopauzie? Bo moja jest super, ale specjalizację to ma raczej w prowadzeniu ciąży (i zapobieganiu też) i na dodatek ma ostatnio nawał pacjentek i ciężko wyhaczyć termin...