Dodaj do ulubionych

Samotna mężatka.

13.09.05, 00:09
No właśnie!!! Jestem mężatką od trzech lat i mamy wspaniałą córeczkę.I na tej
córeczce moje szczęście się niestety kończy.Mąż jest,ale tylko czasami(ciągle
w pracy)a jak jest to i tak go nie ma dla mnie.Wraca z pracy-pyszny obiadek,
długa kąpiel,tylko jakieś CZEŚĆ po drodze i siup do komputerka.Potem
kolacja ,wieczorna toaleta,pościela łóżeczko iiiiiii......siup do komputerka.
Jak przychodzi do łóżka to ja już zazwyczaj śpię.Zero
rozmów,pogawędek,przytulanek,całusków idt.Moje pytanie-Czy ja jestem jakaś
inna i nie zasługuje na normalne traktowanie????
Do czego on mi jest potrzebny???Nie robi zakupów,nie sprząta,nie interesuje
sie mną,nie zajmuje się dzieckiem.
A ja się staram jak mogę.W domu zawsze czyściutko ,obiadek świerzutki,malutka
zadbana i wypielęgnowana jak pączek w maśle.
Ja zawsze zadbana i wiernie czekająca na powrót męża.
A mąż mnie zlewa jak tylko może.Nawet sex nie pamiętam kiedy był,bo zdarza
się ze dwa razy na miesiąc.
Kochane emamy powiedzcie czy tak można żyć?
Obserwuj wątek
    • wieczna-gosia Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 07:55
      no niezle sie facet ustawil.
      • weronikarb Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 08:13
        popieram wieczna-gosie super sie ustawił. Życie jak w bajce ma smile
    • magdusia11 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 09:00
      Nie wiem czy tak można żyć...Czasami myślę,że to ponad ludzkie siły.
      Moja sytuacja jest bardzo podobna do Twojej.
      Mój mąż nie pije i nie bije mnie (i właśnie za to kiedyś zostałam prawie
      zlinczowana na forum dla samodzielnych mam).
      Wszyscy myślą,że rozwód,separacja jest aktem desperackim kobiety, która
      coodziennie dostaje manto od swojego pijanego męża.
      To nie tak...Ja właśnie jestem w trakcie sklecania pozwu o separację (chyba mam
      jakąś głupią nadzieję,że może coś się jeszcze zmieni).
      My jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Nasza (ale chyba bardziej moja) Ola ma 2
      latka i prawie 9 miesięcy.I to tylko ona nadaje sens mojemu życiu.
      Kiedy się urodziła mąż początkowo starał mi się pomagać (przy dziecku
      oczywiście, bo w domu w żadnym wypadku).On zawsze musiał się wyspać bo szedł do
      pracy.Ja mimo tego,że byłam na macierzyńskim też pracowałm tzn. moje stanowisko
      księgowe zostało przeniesione do domu.Pracowałam również będąc w ciąży od 5
      m-ca na zwolnieniu lekarskim. Dostawałam za to dodatkową kasę i dzięki Bogu (i
      moim szefom) bo finansowo byśmy nie wydolili.Oleńka szła spać a ja szybko do
      komputera. Po macierzyńskim wróciłam do pracy,Ola poszła do żłobka.Tak więc
      ciągnęłam 2 a może nawet 3 etaty.Istny kierat,wstaje o 5:30 ,spać chodzę ok.23.
      W ubiegłym roku mó ślubny zdecydowała się na wyjadz do Włoch,do pracy.Jak na
      tamtew warunki płatna dość kiebsko a do tego pośrednik,który goli taką kasę za
      każdy wyjazd,że głowa boli.Mąż jak wyjeżdża nie przysyła mi kasy,nie mówię co
      rachunkach ale nawet na Olkę nie przysyła mi ani grosza. Dostaje 200 euro
      zaliczki,raz w miesiącu i twierdzi,że tyle potrzebuję na sowje wyżywienie i
      paierosy (noclegi zapewnia pracodawca).Ja jak dostaję swoją pensję to płacę
      rachunki i też na życie zostaje mi 200 tylko tylę,że złotych a nie euro.
      Mąż jak wraca to ma o wszystko pretensje, ostatnio nawet o to,że jak wrócił po
      3 miesiącasch aj chciałam się kochać to,że nie rozumiem,że on po podróży jest
      zmęczony.Faktycznie nie rozumiałam jak można po takim czasie nie widzenia się z
      żoną być tak oziębłym.Myślałam,że zwariuję.Później było już coraz
      gorzej,najgorzej.Kidy proszę męża aby coś naprawił w domu to mówi,że zrobi.Mija
      tydzień,dwa,trzy a kontakt nadal zepsuty.Jestem zezłoszczona i mówię mu,ż
      eprzecież zoobowiązał się a on mi na to,że się czepiam i mam pretensje i jak on
      się powiesi to wreszcie będę miała święty spokój.Więc do tego wszytskiego
      dochodzi jeszcze szantaż iośmielam się powiedzieć maltretowanie psychiczne.

      I co z tego,że mnie nie bije,że nie chodzę posiniaczona jeśli psychicznie
      jestem jak wrak.I zapewniam,że to nie kwestia słabej psychiki bo kiedyś byłam
      silna,bardzo silna.Kidyś się usmiechałam,tryskałam radością...teraz te uczucia
      zaczynają być mi obce,jedynym powodem mojej radości jest córcia.I całe
      szczęście,że ją mam.

      Jeśli ktoś ma ochotę skrytykować to o czym pisze to proszę bardzo.Ja nikomu nie
      życzę takiej sytuacji,nie życzę.
      I nie wiem jak to będzie kiedy już będę sama ale może coś się zmieni,może mój
      mąż znajdzie kogoś kto da mu wszystko a w zamian nie będzie musiał dawać nic.
      Być może...

      Pozdrawiam

      Magda (Mama Oleńki-kochanej córeńki 20.12.2002)
      • weronikarb Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 09:09
        Magdusia11 nie zlinczuje Cie, bo Ci współczuje.
        Sama mam dużo lepiej, ale potrafie sobie wyobrazić tę duchową samotność.
        Jeśli do tego niemasz żadnej przyjaciółki której mogłabyś sie wypłakać w rekaw
        to nie dziwię się że jesteś psychicznym wrakiem.
        Dziwię się że tak dlługo wytrzymywałaś, widać że niema już więzi między Wami i
        neiwiem czy warto jej szukać sad

        Pocieszę Cię jesli chodzi o naprawy w domu to chyba większość facetów tak ma -
        mój potrafi zrobić naprawdę wszystko w domu - ale nie własnym sad Ile razy ja
        sie prosilam o różne rzeczy no i w większości sama robiłam, albo zabierałam się
        to w końcu sie zlitowal smile
        • annak25 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 09:49
          Niemilo czytac, ze nie tylko ja tak mam. Moj maz-informatyk wychodzi z domu o 8
          i wraca o 20, po czym siada do kompa i kladzie sie spac, jak ja juz dawno
          spie.Malego ma, podobnie jak mnie w glebokim powazaniu. Synek wogole go nie
          zna. Jak wyszlam do sklepu na 15 min i maly zostal z mezem darl sie dopuki nie
          wrocilam, chociaz zostajac z babcia, czy ciocia jest bardzo grzeczny. Rozmowy
          nic nie daja, bo przeciez on to robi dla nas, zebysmy mieli wszystko.
          Wczoraj przenioslam sie do pokoju syna, koniec gotowania, prania itp. Moze
          wkoncu kapnie sie ze nie kasa jest najwazniejsza...
          pozdrawiam
      • goniag33 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 10:01
        Pewnie nie wszystkim spodoba sie to co napiszę,ale może komuś pomoże.Piszę do
        tych którym jeszcze zależy na ratowaniu tego co się sypie.Wzięłam ślub
        paręnaście lat temu i już wiem coś niecoś na temat stosunków
        małżeńskich.Dlatego pozwalam sobie zabrać głos w tej dyskusji.Dziewczyny
        kochane nie możecie traktować faceta jak drugiej kobiety -inna psychika,inne
        podejście do wielu spraw.Nam może coś wydawać się oczywiste a oni nie mają
        pojęcia o co nam chodzi.Dla faceta wyrazem miłości będzie to,że wrócił do domu
        a my mamy potrzebę usłyszenia słowa "kocham cię"-to taki lużny
        przykład.Niestety faceta trzeba sobie wychować i zrobic to tak sprytnie aby on
        sie nie zorientował.I najważniejsza jest rozmowa,rozmowa i jeszcze raz
        rozmowa,niebagatelne znaczenie ma jej ton.Fakt - rzadko który facet potrafi
        rozmawiac ,ale tego tez można ich nauczyc.Ja uczyłam swojego męża pare lat.Parę
        razy sprawa stała na ostrzu noża(czytaj :rozwód) ale nadal jesteśmy razem,są
        dni lepsze i gorsze,ale ogólnie dobrze nam ze sobą.Mąż zmienił się bardzo ale i
        ja też coś niecoś w sobie zmieniłam.Mogę powiedzieć ,że się dotarliśmy -ale
        trwało to naprawdę długo i niektóre dziewczyny pewnie szybciej straciłyby
        cierpliwość.Acha! Gdy proszę męża aby coś naprawił zawsze "musi" to swoje
        odczekac ,rzadko jest naprawione od ręki.Widocznie faceci juz tak
        mają.Pogodziłam się z tym.
        Podsumowując :zależało mi na utrzymaniu naszego małżeństwa i
        podjęłam "walkę".Udało mi się.Jeśli jednak nie chcecie,nie możecie być razem to
        nie ma co sie szarpać.
        Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
        • mamamonika Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 10:26
          Ogromne nieporozumienie!!!
          Facetów NIE MOŻNA traktować jak dzieci. To w końcu jest nasz partner życiowy, a
          nie jakiś smarkacz, którego trzeba "sobie wychować".
          "Samotnym" bardzo współczuję. Przecież po to człowiek zawiera związek z innym,
          żeby być razem, a nie zakładać małą firmę rodzinną. Co z tego, że obie strony
          wywiązują się z obowiązków materialnych i organizacyjnych, jeśli nie ma
          uczucia, tylko "obowiązki zawodowe"? Może o tym trzeba najpierw porozmawiać, a
          nie o nieprzykręconym kontakcie czy braku seksu. Dla mnie to już rzeczy wtórne.
          • goniag33 mamamonika 13.09.05, 10:59
            Zwracam Twoją uwagę na aluzję zawarta w mojej sygnaturce jak i w
            określeniu "wychować sobie".Nie wierzę ,że tego nie zrozumiałaś!
            • mamamonika Re: mamamonika 13.09.05, 12:07
              Wiesz, strasznie wściekam się na "teorie psychologiczne", z których wynika że
              mężczyzna jest z natury rzeczy ograniczony psychicznie i przez swoją "inność"
              niezdatny do normalnego życia, trzeba się do niego specjalnie zwracać żeby
              łaskawie zrozumiał w czym rzecz, nie wolno za wiele od niego oczekiwać, ma
              prawo do swoich małych grzeszków (oczywiście tylko on), generalnie cała
              skomplikowana instrukcja obsługi i promowanie tzw kobiecego sprytu... A ja
              uważam że nie tędy droga - w związku są dwie równorzędne osoby, a nie dorosła
              kobieta i stworzenie pod hasłem facet, które wymaga specjalnego traktowania. Z
              Twojego postu też nie za bardzo sugerowaną przez Ciebie ironię mogłam odczytać,
              dlatego napisałam co napisałam wink
              • goniag33 Re: mamamonika 13.09.05, 12:56
                Fakt ,rozmowa na forum to nie to samo co rozmowa w realu i stąd wiele
                nieporozumień związanych z podejściem do wypowiedzi innych.Mój post zrozumiałaś
                po swojemu,trochę zbyt dosłownie odebrałas niektóre określenia (często nimi
                operuję i zazwyczaj są dobrze odbierane).
                Pozdrawiam smile)))

                Facetow trzeba traktowac jak dzieci...
        • zona_wojtka Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 21:50
          goniag33 napisała:

          > Niestety faceta trzeba sobie wychować i zrobic to tak sprytnie aby on
          > sie nie zorientował.

          Zdawałoby się, że doświadczona baba, a wypowiadasz się jak smarkula.
          Takie młode siksy często używają tego określenia, kiedy rodzice im zabraniają
          balować do trzeciej nad ranem na przykład.
          A tem twój mąż to po prostu ciapa i dupa wołowa. Nie wychował sobie żony.
          Inaczej traktowałaby go jak dorosłego faceta, a nie gnojka, którego trzeba
          WYCHOWAĆ.
          • goniag33 zona-wojtka 13.09.05, 22:08
            Czy ja obrażam ciebie albo twojego męża?!Nie życzę sobie aby byle kto w ten
            sposób wyrażł się o moim mężu.Jeśli nie rozumiesz tego co czytasz to nie
            zabieraj głosu i nie wyzywaj nikogo! A wychowanie to bardzo tobie by się
            przydało,bo widać,że rodzice ci go poskąpili.
    • natiz Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 09:57
      Edytko, a próbowałaś coś zmienić? Męża najlepiej (żart).
      Czy mówisz mu, aby poszedł z dzieckiem na spacer, zrobił zakupy, itp czy
      milcząco zgadzasz się na jego lenistwo? Czy zostawiłaś kiedyś dziecko z mężem ,
      a sama gdzieś wyszłaś, poświęciłaś czas tylko dla siebie?
      Moja metoda kiedy zaczynało być źle - terapia szokowa. Otóż przestałam gotować,
      prać, prasować. Zostawiałam dzieci z mężem (niech robi co chce, przecież jest
      ojcem, krzywda im się nie stanie) i wychodziłam gdziekolwiek. Mąż się zmienił
      kiedy sam posmakował jak ciężka może byc praca w domu. No i jeszcze
      rozmawialiśmy o problemie...
      • edyta9912 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:25
        Jasne że mówiłam,żeby coś dla mnie załatwił ,zrobił zakupy itd.Ale według niego
        to przecierz on pracuje i po pracy musi odpocząć czy iść spać (a wtedy nie
        wolno mu przeszkadzać)(chyba zapomniał że ma małe dziecko,które jeszcze nie
        rozumie że trzeba być cicho).Co do moich wyjść-NIE MA MOWY!!!!Moje dziecko ma
        19 miesięcy ,a ja nie wyszłam jeszcze z domu bez małej.Bo przecież jestem matką-
        Jak mogłabym ją zostawić z tatusiem???-słowa pseudotaty.
        Co do terapji szokowej-była.----I nie zaskutkowała.Przy byle okazji dowiaduje
        się od niego,że nic przecież nie robię,skoro nie ma obiadu,czy jest bałagan.
        Nawet takie sprawy jak kupno kuchenki czy pralki jest na mojej głowie.KOSZMAR!!!
        • natiz Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:33
          Terapia szokowa nie poskutkowała? Przeciez jak zabraknie mu czystych koszul czy
          skarpet, to sam wypierze, a jak zabraknie czystej szklanki i mąż zachce pić, to
          musi umyć. U mnie az zaśmierdło od brudnych garów... Poskutkowało.
          Powiedziałam - jak chcesz mieć czysto, to weź dzieci na spacer, a ja posprzątam.
          A nie możesz dziecka zostawić na chwilę z rodzicami czy teściami i wyjść, żeby
          trochę odpocząć od tego domowego kieratu?
      • ewa2233 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:29
        Proponuję albo z mężem od razu porozmawiać, albo napisać list (szkielet już
        maszsmile i dać mu do poczytania.
        Bez rozmowy się nie obejdzie. Najprawdopodobniej on zupełnie inaczej patrzy na
        Waszą sytuację. I pewnie nawet się nie spodziewa, że czujesz się samotna i
        nieszczęśliwa.
        Chcesz być szczęśliwa - zacznij nad tym "pracować" od dziś! smile
        Powodzenia!
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
    • clk Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:25
      pewnie zostane zlinczowana ale...
      Nie wiem, jak jest u ciebie edyto. Z tego, co piszesz, to faktczynie maz ci tak
      "kaze".
      Znam podobna sprawe z 2giej strony. Bardzo dobry kolega mojego faceta z pracy,
      pracuje od rana do nocy (i w nocy jak go wezwa) na 2 etaty. Dlaczego? Bo zona
      nie pracuje. Czlowiek sie szybko przyzwyczaja do dobrego. Po urodzeniu dziecka
      jego zona stwierdzila, ze posiedzi w domu i siedzi juz 3ci rok. Niestety,
      wymagania ma ogromne. A sam maz zarabia na kredyt na sliczne mieszkanko, 2
      dzieci (obydwoje siedza w przedszkolach, kiedy ich mamusia chodzi na kawe z
      kolezankami)i zachcianki zony. Bo dla niej nie ma pracy (aspiracje z zerowa
      znajomoscia jezykow i mala praktyka - co najmniej stanowisko zastepcy
      kierownika). Rece opadaja. W kazdym razie mi i nie tylko.
      To tez dla mnie jest przerazajace.

      pozdrawiam i nie miejcie mi za zle, to, co napisalam
      • edyta9912 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:33
        Nie ja nie mam wymagań.Coprawda nie brakuje na nic.Ale to nie jest tak że musi
        zarabiać na moje zachcianki.Sama troszkę zarabiam na allegro i mam na coś co
        potrzebuje.
      • izabela_741 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:41
        Ja znam taka sytuacje: maz od rana do nocy pracuje. Mial jeszcze DG (po 20-21 w
        domu) ale juz padl i zrezygnowal. Po powrocie do domu zajmie sie na chwile
        dzieckiem ale zazwyczaj zmeczony woli poogladac TV lub poklikac niz rozmawiac i
        zajmowac sie dzieckiem. W soboty czy niedziele to on robi zakupy i zajmuje sie
        dzieckiem (chyba nie caly czas ale duzo). Maja kobiete do sprzatania. Splaca
        (ja) 2 mieszkanie.
        Zona zajmuje sie dzieckiem. Chociaz molaby ciagnac DG (oplacalna, zona zna sie
        na tym) to nie podjela sie, bo nie byla pewna czy poradzi (rezygnacja bez
        proby). Zona zamierza siedziec w dom jeszcze ok. 2 lat. Potem albo wroci do
        zawodu albo wynajma mieszkanie a ona bedzie zajmowac sie dzieckiem.
        Maz wysiada zdrowotnie ale meska rzecz utrzymac kobiete z dzieckiem i zarobic
        na dom. Nawet jak to juz kolejne m-iles-tam wlasnosciowe.
        Maz jest nieczulym gburem olewajacym rodzine, bo nie dosc czasu poswieca na
        codzien dziecku.
        • dianka2 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 13:00
          Ja popieram poglady Mamymoniki. Ja co prawda dzielę z mężem obowiązki domowe,
          obydwoje tez pracujemy zawodowo. Jednak za duzo w moim zyciu jest "myslenia" za
          kogos. Za dzieci, za męża. I denerwuje mnie to, że to my musimy się "układać" z
          nimi tak, żeby było dobrze, tzn. zaakceptować ich inność praktycznie w każdej
          dziedzinie życia.
    • martaglowacka Zrób coś z komputerem... 13.09.05, 12:49
      Powiedz, że zalałaś jak podlewałaś kwiatki, poszedł dym i oddałaś do naprawy (a
      schowaj go gdzieś lub podrzuć komuś na dwa-trzy dni) smile Zobaczysz czy coś się
      zmieni (no poza tym, że mąż na początku się wkurzy) smile
      Pozdrawiam
      Marta

      PS. Nie możemy zapominać, że od komputera (internetu) można uzależnić się tak
      samo jak od papierosów czy narkotyków - a to przecież choroba!!!
      • edyta9912 Re: Zrób coś z komputerem... 13.09.05, 14:00
        No właśnie - komputer.
        Kiedyś schowałam modem do szuflady.I co???
        Pseudomąż wraca z pracy ,a tu?Co jest?
        Zostałam skrytykowana ,że zachowuje sie jak starsza pani i że przesadzam.
        Potem przy byle okazji opowiadał wszystkim co zrobiłam.Bo przecież jak mogłam.
    • mieszkowamama Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 12:59
      Zazdroszczę Twojemu mężowi, super ma życie wink
      Otwórz oczy, kobieto smile
    • bonga77 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 13:24
      Edytko,

      Wydaje mi się, że tak naprawdę nie było w Waszym związku terapii szokowej. Mąż
      robi co chce, a Ty jesteś mu podporządkowana.
      Czujesz się bardzo źle - i to już sukces, bo umiesz zdiagnozować przyczynę -
      czyli brak partnerskich relacji w Waszym małżeństwie.
      Teraz następnym krokiem jest próba zmiany zasad tak, żeby Tobie też było dobrze
      w Waszym życiu. To jest bardzo trudne. Wiem z własnego, smutnego doświadczenia.
      Walczę z moim mężem od ponad roku nad zmianą zasad funkcjonowania naszego
      związku.
      Musisz także być gotowa na poniesienie konsekwencji poodjęcia tej próby -
      włącznie z rozwodem. I tu jest pies pogrzebany, bo do takiej determinacji
      trzeba dojrzeć. Mnie to zajęło trzy lata.
      Walka jest ciężka, ale po roku jestem w ciężkim szoku, bo nie wiedziałam, że
      tak uda się poprawić nasze relacje. Generalnie na początku byłam zdecydowana na
      rozwód. Chciałam spróbować poowalczyć tylko ze względu na dziecko. I może
      dlatego, że mąż wyczuł, że sytuacja wisi na włosku i jeżeli się nie zmieni to
      będzie koniec, to tak dużo w swoim zachowaniu zmienił.
      Ja też się zmieniłam.

      Pozdrawiam
      Bonga
      • xyzv4 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 13:52
        Będę okrutna, ale ciesz się, że nie przychodzi do domu pijany, lub w środku
        nocy od dziwki, tylko czyściutki i pachnący siada przed komputerem. Jak go
        poprosisz wprost to pewnie coś ci pomoże. Albo bądź szybsza i ty siądź przed
        komputerkiem i powiedz, żeby kolację zrobił.
    • triss_merigold6 Ma jakieś zalety? 13.09.05, 14:13
      Czy ten facet ma jakieś zalety (poza tym, że nie jest alkoholikiem, narkomanem
      i nie przyprowadza ku...w do domu)?
      Na razie wygląda na JEDNĄ WIELKĄ WADĘ:
      - jako ojciec ograniczył się do zapłodnienia
      - jako kochanek nie funkcjonuje
      - jako partner do rozmowy również nie
      - jako pomoc w domowych sprawach jest niefunkcjonalny
      - jako partner życiowy też nie

      Ma typ raj na ziemi i nie docenia. Nie doceni.wink
      Uważam, że takie coś zabiera cenną przestrzeń w mieszkaniu.
      POmyślałabym o pójściu do pracy i spakowaniu panu walizek.
      I do jasnej Anielki nie wierzę, że ludzie się zmieniają pod wpływem próśb,
      gróźb, rozmów, płaczu, psychologa, teściów czy księdza.
      • natiz Triss 13.09.05, 14:34
        Triss, uwierz, wychowałam męża. W rodzinnym domu był uważany za królewicza
        (bracia również). Dwa przykłady: kiedy teściowa dowiedziała się, że mąż kąpie
        ze mną maleńkie dziecko, a nie moja mama, z którą przez chwilę mieszkaliśmy
        padły słowa: "dwie baby w domu, a ty dziecko kąpiesz?" lub drugi przykład -
        kiedy nie pomagałam mężowi w pracy fizycznej przy remoncie mieszkania padły
        słowa teściowej: "ja chociaż gruba jestem, to sama wytapetowałam mieszkanie".
        Jasna doopa - mając 4 chłopa w domu!!!!
        No i mój mężuś przez jakiś czas miał dwie lewe łapki, ale skończyło się - teraz
        mój szanowny pada na ryjek razem ze mną!
        • wieczna-gosia Re: Triss 13.09.05, 22:02
          Natiz,
          Bo maz pewnie chcial sie zmienic. Kocha cie po prostu i drozsza mu jestes niz
          kanapa smile

          Moj maz tez tak mial. Troche taki byl z domu a troche sprawdzal ile moze sie
          posunac w moszczeniu sie w zyciu. Jestem kiepskim egzemplarzem do moszczenia,
          totez po jakims czasie ciaglych walk podjazdowych ustapil. W domu wiele nie
          robi, ale robi i ogolnie nie narzekam.

          Maz Edyty sie pieknie w zyciu ustawil. Wszystko ma jako promocje do chodzenia do
          pracy na 8 godzin.
    • izabela_741 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 14:21
      Jezeli wiec jest az tak zle z dogadaniem sie normalnym to poszlabym do pracy,
      dziecko do zlobka czy przedszkola czy niani. I wtedy zarzadzilabym podzial
      obowiazkow na zasadzie ty zarabiasz? ja tez. Jesli malzonkowi sie nie chce
      sprzatac, niech daje pieniadze na kogos do pomocy.
      Bez wysilku obu stron predzej czy pozniej i tak Wam sie drogi na dobre rozejda.
    • edyta9912 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 14:27
      Wiecie czego mi najbardziej potrzeba????
      Czułości ,miłego słowa i poczucia się kobietą.Miślę że to nie tak dużo.I jestem
      pewna że na to zasługuje.
      Mam fajne kumpelki ,ale nie mogę im się wyżalić.Zazdroszczę im że ich mężowie
      okazują im że są kochane.Wiele z nich nie dba tak o dom jak ja.Nie gotują,bo
      przecież mąż też to może zrobić jak wróci z pracy.I co?Mają lepiej.Trzymają się
      za ręce,przytulają,słyszą że są ładne itd.Nawiasem mówiąc ja też uchodzę za
      kobietę atrakcyjną i mądrą,ale tego to on mi nie powie.
      • triss_merigold6 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 14:29
        No, dobrze. Ten pan nie zdaje egzaminu jako mąż, partner życiowy, towarzystwo i
        ojciec. Po co z nim jesteś? W złudnej nadziei, że się zmieni i cudownie
        nawrócony nagle zacznie okazywać czułość, zainteresowanie i zajmie się
        dzieckiem?
        • edyta9912 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 16:06
          Sama nie wiem.Może kocham go.Tylko za co?
          • triss_merigold6 Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 16:21
            Przy codziennych rozczarowaniach miłość mija szybko. Jesli partner na każdym
            kroku się nie sprawdza to zostają zawiedzione nadzieje, poczucie źle
            zainwestowanych starań, świadomość, że straciło się czas.
            • kalina_p Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 21:39
              ano własnie, niestety.
              Przykre, ale prawdziwe.

              Autorke musze zmartwic - on sie raczej sam nie zmieni, bo nie ma powodu, hehehe.
              Posprzatane, obiad na stole, hrabia wraca, zje, rzuci skarpety i idzie spać. Raj
              na ziemi.
              Może mu za dobrze??? I sie starać przestał dlatego???
    • zona_wojtka Re: Samotna mężatka. 13.09.05, 21:34
      "A ja się staram jak mogę.W domu zawsze czyściutko ,obiadek świerzutki,malutka
      zadbana i wypielęgnowana jak pączek w maśle.
      Ja zawsze zadbana i wiernie czekająca na powrót męża.
      A mąż mnie zlewa jak tylko może.Nawet sex nie pamiętam kiedy był,bo zdarza
      się ze dwa razy na miesiąc."

      Traktuje cię jak powietrze. Gorzej niż elektroniczne pudło.
      Po co czekasz z obiaem w tym czyściutkim domu? I to na dodatek wiernie?
      Wiwerz mi, są sposoby na gorszych niz twój mąż...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka