Dodaj do ulubionych

Odwieczny problem?- gdzie Święta?

20.11.03, 13:57
a dokadnie Wigilia?
U rodziców swoich, męża, sami, czy jeszcze inaczej?
Podzielcie się!
smile)
Obserwuj wątek
    • dzidecka Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 14:01
      No więc to jest nasza druga Wigilia w małżeństwie. Rok temu bylismy na dwóch
      Wigiliach. I u moich rodziców i u rodziców męża (mieszkają niedlaeko a
      wspólnej by nie zrobili). W tym roku planuje zrobic sobie sami w domku, we
      trójke.
    • domali Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 14:09
      U nas jest ustalone, że Wigilię spędzamy na zmianę u moich rodziców i
      teściów... Tak jest też z Wielkanocą. Nie jest to ogromny problem, bo
      mieszkają oni od siebie jakieś 60km, ale trochę musimy podróżować...
      Nie wiem tylko, jak będzie w tym roku, bo brat męża się żeni... i może to
      wnieść trochę zamętu smile))
    • odalie Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 17:00
      Hej!

      Właśnie miałam założyć podobny wątek smile)))) - no, bo znowu mamy problem, jak
      grzecznie i łagodnie wytłumaczyć krewnym, że my Święta spędzamy u siebie, sami.

      Ja wyniosłam z domu rodzinnego tradycję kameralnych Świąt. Tylko ja, brat i
      rodzice, albo nawet bez mamy (zawsze któryś dzień wypadał, nawet i Wigilia, bo
      mama była strażakiem wink i musiała pracować na dyżurze). Raz jedyny była u nas
      babcia, na co dzień mieszkająca z jedną z ciotek. Jakoś tak wyszło, że liczne
      moje ciotki i wujkowie nie zapraszali nas na wielkie, "wielorodzinne" Wigilie.
      (Dużo by pisać, czemu i jak smile))) )

      Bardzo miło wspominam takie "małe" Święta, chyba nie muszę tłumaczyć - wiadomo,
      każdy z dzieciństwa wynosi drogocenny obraz cudownych Świąt!

      U mojego, hmm, bywało różnie, ale raczej w kierunku dużych, oficjalnych
      zgromadzeń. Na pewno ciepło wspomina najdawniejsze Święta, ale potem, już jako
      młody nastolatek, no i później, niestety zaliczył takie sztywne, przymuszane
      Święta z nową rodziną matki (a miał bardzo nieciekawą pozycję w tej nowej
      rodzinie - w skrócie powiem, paskudny układ z ojczymem), z odwiedzinami
      nieobecnego ojca (rodzice przeszli rozwód), gdy wszyscy się nie znoszą, a muszą
      udawać, jak jest błogo, bo tak wypada.

      W tamtym domu obowiązuje tradycja dość oficjalnych właśnie, formalnych
      Świat "pod krawatem" - a mój facet to stary punkowiec... no i jeszcze ich
      Święta były i są wyprane z wiary, takie tradycyjno-komercyjne, a on starał się
      przeżywać je nieco głębiej, że o odrzucaniu komercji nie wspomnę... (no takiego
      już mam faceta, ufff, nie powiem, bywa ciężko...)

      No i właśnie. Gdy się pobraliśmy, stosunki z rodziną faceta były bardzo
      napięte. Mniejsza teraz o to, czemu, kiedyś o tym już pisałam, a znowu nie
      warto w kółko Macieju wałkować dawnych uraz. Odpadały wspólne z nimi Święta.

      Odpadały także Święta wspólne z moją rodziną, trochę z racji także niezbyt
      dobrych stosunków (wiedziałam, że mój facet czułby się tam nieswojo), a trochę
      z racji odległości. Owszem, gdy jeszcze byłam w ciąży, pojechaliśmy do moich
      rodziców w drugie dzień Świąt, ale Wigilię robiłam i tak po swojemu, w
      akademiku. A gdy przyszła na świat młoda, trudno było zabierać ją w 6-godzinną
      podróż pociągiem, zimą.

      Więc każde Święta spędzamy sami. We własnym rytmie, bez telewizji, pielęgnując
      nasze małe domowe zwyczaje (a choćby to, że wigilijne potrawy są
      wegetariańskie smile))) - żebyście widziały tę kuchnię polską z soi!!!). Mój facet
      może sobie usiąść do stołu w t-shircie, ważne że dobrze się czuje... Ja
      uwielbiam gotować i stroić stół na Wigilię! Uwielbiam przygotowywać to
      wszystko, już od listopada. Ale zbędnego zamieszania nie robię, toteż mój facet
      powtarza, że ceni sobie spokój moich Świąt.

      Obecnie z rodzinami dalszymi, także mojego małżonka, już jesteśmy w dobrych
      układach. Odpadł nam w międzyczasie teść wink ale tego nie żałujemy, a z teściową
      i jej mężem funkcjonujemy na poprawnej, towarzyskiej stopie. Ale mimo wszystko,
      w Święta chcemy czuć się n a p r a w d ę dobrze. Bez konwenansów, bez "ą-ę".
      Na swoim, choćby i skromniej. I bez góry mięsa ustawionej przed moim facetem wink

      ........................

      No i problem, jak grzecznie - nie urażając - to wyjaśnić?

      Mama mojego znowu zaprasza, a my naprawdę nie chcemy, choć nie dlatego, że jej
      nie lubimy czy się gniewamy, rozumiecie.
    • anjaaa Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 22:26
      Ja dopiero po raz pierwszy bede miala ten dylemat i jak na raie odsuuuwam go
      daleko,dalekosmile
      • zuzia_i_werka Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 22:49
        Hej! Ja mam trzech braci i kiedys zawsze to u nas były Święta(w rodzinnym domu)
        Póxniej chłopcy się pożenili i zaczęło byc nieco trudniejsad po śmierci ojca
        Wigilia jest zawsze u najstarszego brata,przyjeżdża kto może,średni brat u nas
        na zmianę z teściami(są z wałbrzycha-my z W-wy),najmlodszy ożenił się rok temu
        i żeby nie znikał z żoną zapraszani są także jego teściowie.W tym roku to
        pierwsza Wigilia z moją córcią(bedzie miała 10mies)z dzieci będą jeszcze dwie
        córki najstarszego i półtoraroczna najmłodszego no i oczywiście
        mamy,teściowie,mój mąż i juz nie mogę się doczekać.Uwielbiam takie
        Święta,atmosferę,możliwość spotkania się z cała rodziną,dzieci czekające na
        Gwiazdkę i Mikołaja-to będa piękne Swiętasmile) Pozdr!
    • ekachna Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 20.11.03, 23:10
      Do tej pory na każde święta wyjeżdżaliśmy i ganialiśmy od jednych do drugich (
      obie rodziny w tym samym mieście, to my wyemigrowaliśmy ). Skutek taki: u
      jednych w pośpiechu, drudzy zirytowani, że musieli tak długo czekać a my ani
      chwili odpoczynku. W tym roku zbuntowaliśmy się. Nigdzie nie jedziemy, chcemy
      wigilię wreszcie we własnym domu, a kto będzie chciał to przyjedzie do nas.
      Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy: w tej kołomyi nigdy nie odczuwałam takich
      prawdziwych przygotowań świątecznych, nie ubieraliśmy u siebie choinki. Teraz
      Michaśka ma ponad dwa lata i szkoda mi pozbawiać jej tej atmosfery. Zamierzam
      zrobić z nią łańcuchy na choinkę, upiec pierniczki i generalnie dłuuugo
      przygotowywać święta. Tylko czy to wszystko się uda? Moja mama już dziś
      przypuściła atak: a może jeszcze raz, ostatni byśmy przyjechali...? Ciężko
      będzie się opierać ale postanowiłam być twarda jak nie przymierzając Roman
      Bratny.
    • mika_p Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 00:29
      Ech...

      Pierwsza Wigilia - nawet nie kwartał po tym, jak wyprowadziliśmy się z domów
      rodzinnych, żeby stworzyć własną rodzinę... Z góry wiadomo było, że i do
      jednych, i do drugich rodziców będziemy musieli pojechać (to samo miasto), ale
      chciałam mieć też swoją wieczerzę, choćby symboliczną, pierwszy raz pani domu
      na włościach, gospodyni itd. Przygotowałam ze trzy potrawy, na bazie fasoli i
      pamiętam, jak ją zostawiłam na noc do namoczenia, a rano zastałam ją częsciowo
      na stole - tak spuchła, że się wysypała wink
      Wczesnym popołudniem pojechaliśmy do jednych rodziców, potem do drugich, a jak
      wróciliśmy dość późnym wieczorem do domu i chciałam mieć tę swoją wieczerzę, to
      Pan Mąż oswiadczył, że nie jest już głodny, wręcz przeciwnie, i nic mu się już
      nie zmieści.
      Po świętach z mojej tradycyjnej potrawy wigilijnej, fasoli na szaro, zrobił
      fasolkę po bretońsku, żeby się nie zmarnowało. Profan jeden ! wink)

      Druga Wigilia - byłam już mądrzejsza. Symboliczna wieczerza domowa odbyła się
      przed wyjściem z domu. I cały dzień w pośpiechu - ostatnie zakupy, szybkie
      przygotowania, byleby zdążyć na umówioną z rodzicami godzinę, tak samo zresztą
      rok wcześniej.
      Narastał we mnie bunt - zamiast kisić się w domowym ciepełku w świątecznej
      atmosferze, latamy z wywieszonym ozorem.

      Rok później, o ile dobrze kojarzę, mój bunt przybrał rozmiary perfidii - skoro
      żadna z rodzicielskich par nie chciała się zgodzić, abyśmy ich nie odwiedzili w
      Wigilię, postanowiłam zaprosić wszytskich do nas.
      Brrr...
      Tzn, niby było miło, ale...
      Podzieliłyśmy się we trzy (mamy i ja) daniami do przygotowania, wieczerza miała
      być składkowa, powidzmy. Po czym okazało się np, że teściowa przywozła to samo
      co moja mama, bo "ona inaczej to robi". Stres, ciasnota, sztywność - ten jeden
      raz wyleczył mnie z pomysłow na zbiorowe wieczerze.

      Czwarta Wigilia - mieliśmy być twardzi i bywać na wieczerzy raz u jednych, raz
      u drugich, zacząć mieliśmy od moich rodziców, rok później miało być u teściów -
      po to, żeby spędzić wieczór wigilijny w jednym miejscu. Im bliżej Bożego
      Narodzenia, tym częstsze telefony od teściów - a może jednak przyjdziecie, a
      jak nie, to tylko podzielić się opłatkiem, na chwilkę. Taaaa... patrz rok 1,
      rok 2.

      W piątym roku trochę mi ulżyło, moja mama miała II zmiany w pracy, wieczerza
      była o 11 w południe u moich rodziców, wieczorem u teściów, kawałek dnia
      mieliśmy dla siebie.

      Rok temu... W połowie roku zaczęłam pracować w takiej firmie, w której pracuje
      się nawet w Wigilię, Sylwestra i środek długiego weekendu. A że dodatkowo
      był "szczyt paczkowy" i trafił się naszemu oddziałowi świetny klient,
      pracowaliśmy po 12-13 godzin na dobę. W domu nie przygotowałam nic. Bez
      wyrzutów sumienia, w końcu jeść rodzice dadzą - ot, wyszłam z pracy (w Wigilię
      trafiła mi się druga zmiana, ale był święty spokój i chyba o 16 już wyszłam z
      pracy, a może i wcześniej ? Widno chyba było ?), przebrałam się i pojechaliśmy
      świętować.

      W tym roku będzie tak, jak poprzednio. A minione połtora roku w pracy nauczyło
      mnie dystansu do wielu rzeczy i teraz ten pośpiech i stres już mniej mnie
      przerażają. Zamaist już w marcu dostawać bólu brzucha na myśl o wigilijnym
      stresie i pośpiechu, teraz raczej z czułością myśle o choince i tej całej
      reszcie.
    • sylvic Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 10:07
      My spędzamy Wigilię u moich rodziców i tesciów.
      Nie bardzo mi odpowiada to jeżdżenie ale cóż mieszkają w zasadzie niedaleko od
      siebie i nie wyobrażam sobie nie byc u rodziców, a mójemu mężowi też byłoby
      przykro nie być u swoich.

      U nas w domu zawsze Wigilia i Swięta upływały w atmosferze rodzinnego
      biesiadowania. Jeszcze kiedyś jak żyli dziadkowie (rodzice mamy), mieszkali z
      nami, wszyscy zjeżdzali do nas tzn. 3 ciotki z mężami i dziećmi - i było super,
      dom pełen dzieciaków, ogromny stół i wszyscy wokół...
      Teraz też jest rodzinnie ale Wigilia jest organizowana albo u moich rodziców
      albo u siostry mojego taty (mieszkaja bardzo blisko) no i jest jeszcze jego
      matka - babcia, prababcia mojego synka.
      I też jest uroczysta kolacja, koledy, posiadówka, no i obowiązkowo Mikołaj z
      wielkim worem prezentów...
      Ja właśnie lubię takie Święta, mój mąż chyba tez bo nigdy takich nie miał...
      No i w trakcie musimy się wyrywać do teściów. U nich jest tak normalnie - nie
      bardzo mają czas na organizowanie bo zazwyczaj pracują tego dnia.
      Gdy przyjeżdzamy jest kolacja, a potem oglądanie telewizji (albo niezadko
      telewizor gra w tle). I tyle...
    • grazbed Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 10:47
      My przez lata ćwiczylismy taką opcję: Wigilia wspólna ( my + moi rodzice +
      teściowie + "biegający od jednych do drugich rodziców" mój brat ze swoją
      partnerką)organizowna przez każdą z nas co trzy lata.

      Mamy przygotowywały wszystko same. Ja, ponieważ nie jadam karpia, buraczków i
      innych takich wspomagana byłam przez mamy.

      A ja co roku marzyłam by prysnąć stamtąd w góry, nie lubię bowiem tego
      nastroju "kochajmy się" na zawołanie.
      W zeszłym roku była nawet taka przymiarka, mieliśmy już wszystko przygotowane
      do wyjazdu ale dosłownie w ostatniej chwili musielismy zrezygnować (grypa).

      Ostatecznie całe święta przesiedzilismy sami w domu i było naprawdę cudownie.
      Pomimo, że wszystkie prawie potrawy to była gotowa garmażerka. Było na luzie,
      spokojnie, bez zadęcia. Mieliśmy czas i na zabawę z dzieckiem i na oglądanie
      telewizji i na łasuchowanie i to co ja uwielbiam najbardziej w święta czyli
      sterty kolorowych pism, gazet, dzienników, ciepły kocyk, kawałek ciasta i
      czytanie, czytanie, czytanie...... Eh!
    • judytak Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 10:58
      Ja od samego początku ustanowiłam system: ja (i mąż i dzieci oczywiście) jestem
      w wigilii w domu. Jest choinka, jedzenie, prezenty. Każdego, kto chce przyjść,
      bardzo chętnie przyjmuję, ale ja się w Wigilii z domu nie ruszam.
      W ten sposób miałam już kameralne święta, ale też takie na kilkanaście osób.
      Ale moje dzieci tak czy inaczej mają święta u siebie, w dekoracjach, jakie
      robiły, z ciasteczkami, które pikły, z choinką, którą ubierały...
      A ja po wszystkim mogę spokojnie się umyć w własnej łazience, położyć się spać
      we własnym łóżku...
      A pierwszy i drugi dzień świąt służy do odwiedzania krewnych i znajomych.
      Pozdrawiam
      Judyta
      • ebeatka1 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 13:23
        Witam,
        u nas zawsze święta były w rozjazdach tzn.najpierw u moich rodziców,potem u
        męża.Ale muszę Wam powiedziec,że Wigilję spędzaliśmy osobno,on u swoich
    • tesska Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 21.11.03, 13:16
      A co ja mam zrobic???
      My mieszkamy w Dreznie, moja rodzinka (tata i brat) w Warszawie a moi
      Tesciowie i dziadkowie meza w Gdansku. To bedzie nasza pierwsza Wigilia
      malzenska i chcemy do Polski pojechac, ale do kogo najpierw a co potem i na
      ile na jak dlugo???????? mam same pytania!!!!! Zupelnie nie wiem co
      zrobic.........
      Narazie wole nei myslec o tym, chociaz juz pytania slysze, "przyjedziecie?"
      Zdaje sobie sprawe, ze nikt nie bedzie zadowolony.....
      smutno mi z tego powodu.
    • marudzik Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 22.11.03, 14:00
      My jesteśmy po 2 Wigiliach "poślubnych" i wciąż każde Święta to olbrzymi
      problem (do teściów mamy dość daleko, do rodziców blisko, ale wszystkich
      odwiedzamy nie tylko od święta).
      Pierwszą Wigilię i Święta spędziliśmy u moich rodziców i nie jechaliśmy w ogóle
      do teściów (byłam pod koniec ciąży i nie chciałam daleko jeździć, a
      zrekompensowaliśmy to teściom spędzając u nich całą Wielkanoc już z
      maleństwem). Ja chciałam, żeby zawsze tak było, bo zimą, z dziećmi i na nocleg
      nie bardzo mi pasuje jeździć tak daleko, za to wiosną nie ma problemu. Jednak
      mąż i jego rodzina nie chcieli tego zaakceptować.
      Druga Wigilia - w podróży, nigdy więcej... Przed Świętami do teściów, bardzo
      wczesna wieczerza (jeszcze widno), potem podróż nieznaną trasą, ciemno, mróz,
      mgła, wrzeszczące dziecko domagające się cyca, a tu ciężko przewinąć, nakarmić
      gdy wszyscy grubo ubrani... Zabłądziliśmy, musieliśmy szukać drogi... Potem
      druga wieczerza u moich, byłam zmęczona i zdenerwowana, głównie tym że mąż nie
      widzi problemu, musimy się poświęcić, bo na Święta jechać "trzeba", nawet
      warunki na drodze nigdy nie są dla niego przeszkodą.
      Wkrótce trzecie wspólne Święta. Właśnie mieliśmy konflikt dotyczący częstych
      wyjazdów do teściów - dla mnie, w ciąży i z małym dzieckiem stały się one zbyt
      uciążliwe. Uzgodniliśmy, że tym razem na samą wieczerzę Wigilijną pojedziemy do
      moich i wrócimy wieczorem (u nas jest tradycja zgromadzeń rodzinnych), a
      teściów zaprosimy do nas na I i II dzień Świąt (są jeszcze młodzi i "mobilni").
      Ja bardzo się cieszę z takiego rozwiązania, do moich jest blisko i można
      wrócić, teściowie nigdy nie robili zgromadzeń, więc w Święta i tak spotkamy się
      w tym samym gronie co zwykle. Poza tym mogę wreszcie u siebie coś przygotować,
      ubrać choinkę i na spokojnie przeżywać Święta. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ja
      jestem dobrej myśli.
      Marudzik
    • kruszynka301 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 22.11.03, 16:31
      Mam już drugich teściów i w Wigilię nigdy nie miałam problemu. U mnie w domu
      rodzinnym zawsze była wigilia "wielopokoleniowa", jakieś 15-20 osób przy stole.
      Gotowała babcia, mama, ja i moja siostra, każda ma swoje potrawy do zrobienia i
      zazwyczaj odbywa się wszystko bez zgrzytów. Wigilia zaczyna się u nas o 19.00,
      tak, żeby wszycy zdążyli dojechać.
      Moi pierwsi teściowie powiedzieli, że nie akceptują takiego stanu rzeczy i
      żebyśmy przychodzili raz do nich, raz do moich rodziców. Nie zgodziłam się na
      to i w rezultacie ani razu u nich nie byliśmy.
      W ubiegłym roku drżałam, bo po raz pierwszy miałam spędzić święta z nowymi
      teściami, mieszkającymi zresztą 50 km od nas (pierwsi mieszkali 500 metrów). I
      co się okazało? Kiedy powiedziałam im, że chciałabym też spędzić święta ze
      swoimi rodzicami, od razu spytali się, kiedy najwcześniej możemy do nich
      przyjechać, żebyśmy zdążyli na dwie Wigilie. W sumie to wszyscy byli zadowoleni
      i sprawę Świąt mamy załatwioną raz na zawsze. O godzinie 15.00 rodzina meża,
      potem na 19.30 moi rodzice.
      Myślę,że tak jest najlepiej, na szczęście te odległości nie są duże. Ani mnie,
      ani męża nie pociąga Wigilia we dwoje, oboje lubimy tłumy, chociaż on jest
      jedynakiem, a ja mam ...... 5 rodzeństwa.
    • wieczna-gosia Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 22.11.03, 16:52
      Zasadnicza czesc Wigilii jest spedzana u babci meza- tam schodzi sie czworka
      rodzenstwa mojej tesciowej kazdy z dziecmi i wnukami wink) ponad 40 osob
      zazwyczaj. Na poczatku bylo dla mnie za gwarno wink) Teraz- za nic bym nie
      chciala rezygnowac, uwielbiam te dzikie tlumy. Robie jakies potrawy wigilijne
      w ilosciach minimalnych, zas caly dzien poswiecam glownie na ubieranie
      choinki, pakowanie prezentow skladanie zyczen itp.
      Wieczorkem ladujemy u moich rodzicow. Niezbyt nam sie chce i zazwyczaj co pare
      lat sobie odpuszczamy, ale tam do stolu siadaja moi rodzice i babcia, babcia z
      ojcem sie nie cierpia. Wiec jesli my nie przyjezdzamy to atmosfere mozna kroic
      nozem, poza tym co to za swieta bez dzieci. Ale w tym roku na przyklad sobie
      odpuscimy. Moi rodzice sie nie obrazaja wpadamy do nich w pierwszy dzien
      swiat wink)
    • libra.alicja Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 22.11.03, 22:48
      Wigilia jest na zmianę u jednych i drugich rodziców. Jeśli Wigilia jest np. u
      moich, to pierwszy dzień Świąt jest u teściów, następnego roku zmiana.

      Mimo tego, że wszyscy mieszkamy w jednym miescie, w odległościach 15 minut do
      siebie, to ani my, ani rodzice nie chcą takiej wigilii po łebkach. Trochę tu,
      potem szybko tam, to zaburza wszystkie rodzinne rytuały, które powstały przez
      lata.
      Najpierw opłatek i życzenia, potem jemy na zimno, potem barszcz, natępnie
      przerwa na prezenty, potem ciąg dalszy kolacji, a potem przy słodkim śpiewanie
      (i granie) kolęd. To zajmuje cały wieczór do późna, nie wyobrażam sobie dzielić
      tego czasu na dwa domy.

      Dojrzewam do tego, żeby zaprasić jednych i drugich rodziców do nas, tak by
      wszyscy mogli byc razem, może w przyszłym roku...
      • stynka2 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 23.11.03, 13:01
        U nas zawsze obowiązywał system rotacyjny, tzn. co roku wigilia była u kogoś
        innego i wszyscy są z takiego rozwiązania zadowoleni. Nigdy nie było z tego
        powodu konfliktów. Jak byłam w ciąży i nie za bardzo nam się chciało jechać
        gdziekolwiek, wigilia była u nas, chociaż to nie była teoretycznie
        nasza "kolej". I nikt nie marudził z tego powodu, wszyscy przyjęli to z pełnym
        zrozumieniem. No ale ja mam wspaniałą rodzinę od strony męża, teściów
        uwielbiam, siostrę męża również, jeździmy tam zawsze z przyjemnością, choć
        odległość jest duża - 350 km. Do swoich rodziców jeżdżę niechętnie - nie mam z
        nimi dobrych układów, więc na wigilię tam nie jeździmy, tylko zajeżdżamy na
        chwilkę na 2 dzień świąt.
        Teraz spodziewam się drugiego dziecka, ale ponieważ to dopiero trzeci tydzień
        i czuję się dobrze, pojedziemy do teściów. Nie mogę się już doczekać!
    • kerstink Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 23.11.03, 13:30
      Poniewaz moja rodzina i rodzina meza mieszkaja ok 900 km od siebie musimy
      wybrac. I tak czesciej pojedziemy do mojej rodziny, bo mieszkaja 600 km od nas i
      rzadziej jestesmy tam. Marze o tym, by urzadzic Wigilje u nas w domu i byc tylko
      z nasza 4-osobowa rodzina. Troche mam dosc podrozy, choc jestem wdzieczna i
      jednym i drugim, ze mozemy do nich przyjechac. Chcialabym stworzyc wlasna
      atmosfere Swiat bo u mojej rodziny maz tak sobie sie czuje, a u meza rodziny ja
      nie czuje tych Swiat. Wynika to z roznej tradycji i ze nasze rodziny sie roznia.
      Nie przepadam za polskimi potrawami, wiekszosc mi nie smakuje. A mezowi byc moze
      jest trudno, bo u nas kroluje mieso. U rodziny meza jest chaotycznie, u nas
      wszystko sie robi na spokojnie.
      Do tej pory mielismy ten sam problem z choinka, jak ktos wyzej napisal, ze albo
      w ogole nie mielismy, albo ubieralismy i wyjechalismy i po powrocie byla juz za
      sucha. W tym roku kupilam mala sztuczna choinke i bedziemy ja ubierac duzo
      wczesniej. Ogolnie zaczynam stroic w mieszkaniu juz na poczatku grudnia, bo taka
      to tradycja w moim kraju. Odlicza sie dni do Wigilji, sa specjalne swieczki,
      ktore codziennie sie zapala. W kazda niedziele podczas adwentu dochodzi jedna
      swieczka (pierwszy adwent - jedna swieczka, drugi - dwie itd.) Dzieci maja
      kalendarze ze slodyczami. I nagle to sie konczy, bo trzeba sie spakowac i wyjechac.

      Kerstin
    • sylviakia Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 23.11.03, 13:59
      uff dowieczny i wiecznie zgrzyty...prze te kilka lat po ślubie gdy nei było
      dzieci- chodizlismy do jednych i do drugich (wigilia) potem pierszy dzień
      świąt u jendych drugi u drugich ( w różnej kombinacji). Wyłamalismy sie gdy
      Krzyś byl malutki (11 mies) a ja z olbrzymim brzuchem (z Asią). Wtedy to nie
      poslzismy do nikogo na wigilię jeszcza mamy w trosce o mnie zrobiły zrzutkę
      tak, zę mi pozostał tylko barszcz do ugotowania... następna wigilia byłą
      rodzinna u babci męża. a potem znów bieganina od jednych do drugich. od 2 lat
      jest jeszze gorzej- mieskzamy obecnie 350 km od nihc i musimy jechać na
      święta...Njakoszmarniejsz apodróz jaka pamietam to 2 lata temu gdy wciąż
      trąbili by nie jecahć autem tak sypało ( pamiętacie?). w tym roku znów
      jedizemy na święta. wigilia u tesciów ( bo tam przynajmnije jest próba
      nastroju nie to co u moich) pierwszy dizeń u moihc rodziców a po świętach dod
      omku- bez zapachów w domku swiątecznych bez tych wszsytkihc ceremoni..
      wszsytko ise we mnie buntuje ale mąz i dizeci nie wyobrażają soie świąt bez
      dziadków, więc cóż począć? moze za rok sie zbuntuje (ale boje się że
      zostałabym sama w domu). To wsystko nieistotne gdize wazne jak... i wazne by z
      tą decyzja dobrze sie czuć...
    • gocha71 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 24.11.03, 12:06
      Zdecydowanie u siebie, zwlaszcza jeżeli macie dziecko\dzieci. Moi rodzice
      mieszkaja dosyć daleko (ok 1,5 godziny jazdy samochodem) a teściowie w tej
      samej miejscowości. Długo kursowaliśmy po rodzicach: wigilia u moich, to drugi
      dzień świąt u teściów; podobnie z Wielkanocą. Do czasu, a dokładnie kiedy syn
      miał około półtora roku i po powrocie w poniedziałek wielkanocny od moich
      rodziców musialam zrobić pranie...Powiedziliśmy sobie dosyć. Od trzech lat
      wigilię robimy sami w domu teaz już z dójką maluchów. Chcemy mieć swoje własne
      dania, zwyczaje i wspomnienia, własny zapach choinki i własny świąteczny
      nastrój, który bez zapachu świątecznych dań trudno uzyskać. Po naszej wigili
      idziemy do teściów; podobnie w inne dni Bożego Narodzenia. Moi rodzice
      rozumieją, że trudno kursować z małymi dziećmi aby wszystkich zadowolić i że
      mamy prawo myśleć o sobie. Za to całą Wielkanoc spędzamy u nich też bez
      zbędnych podróży.
      Gocha.
      • zarra Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 24.11.03, 22:42
        Ja już jako dziecko zawsze wigilię spędzałam pół na pół.
        Rodzice sie rozwiedli jak byłam malutka i od tej pory pół wigilii spędzałam u
        babci-mamy ojca (on mnie tam zabierał), a drugie pół u babci (czyli rodziny od
        strony mamy).Zawsze miałam duzo prezentówwink
        Teraz jest znowu pół na pół. Na 16 do rodziny męża, a potem ok. 19 do mojej
        rodzinki.Raz wigilia była w jednym miejscu jak rodzina męża wyjechała na
        świeta.Wtedy całą rodzinkę moją zaprosiliśmy do nas (organizowała moja mama).
        Nie jestem bierna w przygotowywaniu potraw, bo w mojej rodzinie każdy dostaje
        jakiś przydział potraw do zrobienia.
        Myślę że jakoś dziwnie by było spędzić wigilię w domu, tylo z mężem i dziećmi.
        Kwestia przyzwyczajenia wink
        pozdrawiam i życzę pozytywnych świątecznych rozwiązań.
        • kama6 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 05.12.03, 16:19
          hej,
          to jest nasza pierwsza Wigilia jako małżeństwo. Ja nie wyobrażam sobie spędzić
          jej bez mojej rodzinki (w końcu przez 25 lat tak byłosmile)
          my zaliczymy więc 2 wieczerze - o 16.00 jedną i ok 20.00 drugą.
          pozdro
          kama
          • galia29 Re: Odwieczny problem?- gdzie Święta? 06.12.03, 22:22
            To moja druga małżeńska wigilia.Pierwsza była dziwna -spędziłam ją w szpitalu,
            bo choć urodziłam 16 ,Kuba chorował i musieliśmy zostać.Oddział był zupełnie
            pusty, Mały ze mną tylko na chwilkę -leżał pod lampami, rodzinka wpadła z
            opłatkiem a potem zostałam sama- a co dziwne nie było mi smutno, choć sceneria
            i nastrój chwili były niesamowite.Tak jakbym rodząc dziecko nigdy nie miała już
            czuć się samotna.Płakałam...ze wzruszenia,że to pierwszy śnieg,pierwsze święta
            Jego i tak naprawdę moje.I choć zupełnie inaczej je sobie wyobrażaliśmy to
            nigdy nie zapomnę tamtej wigilii- ale ja z natury jestem samotnikiem.
            A w tym roku zapraszam do siebie teścia i szwagra na wigilię a w pierwszy dzień
            świąt jedziemy do mojej mamy -240 kilometrów i w piątek wracamy bo w sobotę
            muszę być w pracy.Tak mi żal,że nie będzie mnie w domu ani teraz ani nigdy bo
            nie potrafiłabym zostawić Taty i brata Tomka samych we dwóch- jestem jedyną
            kobietą w tej rodzinie -muszę o nich dbać.Ale budujemy dom i w przyszłym
            roku...nie mogę się doczekać, zakopie się w kuchni już w listopadziesmile
            Pozdrawiam Was wszystkie i wiecie... zawsze się rozklejam przy piosence Driving
            Home for Christmas
            ewa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka