Dodaj do ulubionych

mama+corka+wujek

27.09.07, 23:39
"Konfiguracja" jak wyzej, mala 2 latka. Poczatek zwiazku, dosc
trudny, nie mieszkamy razem. A.(czyli mama) wolny zawod, pracuje w
domu, sama sie zajmuje mala. Jest przemeczona. Chcialbym jej
podarowac troche czasu, tylko dla niej.Widujemy sie raz na tydzien,
albo rzadziej, tu nie mam pretensji tylko ja chce odciazyc. Niestety
moje proby sa odczytywane jako zbytnia natrczywosc. Moze sa troche
nieudolne, nie mam wlasnych dzieci, tak naprawde to moj pierwszy tak
bliski kontakt z dzieckiem. Rozumiem ze jest zmeczona, ze opada z
sily, zaczyna jej brakowac cierpliwosci. Oboje jestesmy jedynakami,
ona bardziej typem samotnika, ja bardziej do ludzi. Nie zawsze
potrafie wyczuc granice "daj mi spokoj" Oboje po nieudanych
zwiazkach, ja w trakcie rozwodu, ona przed (od 1,5 roku nie sa
razem). Ostatnio uslyszalem ze nie ma czasu na zwiazki, tylko
praca+dziecko.
Ona w ten sposob dlugo nie pociagnie, widze ze juz nie wyrabia.


Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: mama+corka+wujek 28.09.07, 06:10
      Jak slysze/czytam slowo "wujek"/"ciocia" w znaczeniu "przyjaciel"
      rodzica,to mnie trzesie.Brrrr....
      Co do tematu.No to w czym problem?Skoro ona daje Ci do
      zrozumienia,ze masz spadac na drzewo,to czego tam szukasz?Poczekaj
      az sama Cie znajdzie i poprosi o chwile TYLKO we
      dwoje.Cierpliwosci,jesli Ci na niej zalezy.
      • maly_cesarz Re: mama+corka+wujek 28.09.07, 12:13
        Co do wujka, tez mi to srednio pasuje, mala wola na mnie "uuuujek"
        wink
        Nie potrafie nazwac tej realcji. Mogla by byc moja corka... gdybym
        mial troche odwagi pare lat temu.
        Co do tematu to chyba masz racje. Tylko znajac nasze tempo spotakmy
        sie za 10 lat. Tracilismy kontakt juz klika razy, nigdy wczesniej
        nie zdecydowalismy sie na bycie razem. Teraz tak, srednio to
        wychodzi, im bardziej sie staram tym bardziej ona uciaka. Jest cos w
        tym z tego co ostani przeczytalem gdzies na gazecie "jest dowje
        ludzi ktorzy nie powinni byc razem, ale nie moga bez siebi zyc".
        Znam ja na tyle, ze raczej mnie nie bedzie szukac, bedzie sie
        meczyc, ale nie. Zalezy mi na Niej jak na nikim innym.

        • haja197222 Re: mama+corka+wujek 28.09.07, 17:42
          Wiesz co Maly cesarzu, a ja myślę, że Twoja Pani w głębi ducha wręcz błaga o jakąś pomoc, tylko na zewnątrz wystawia kolce bo tak poprostu jest bezpieczniej. Myślę, że bardzo, ale to bardzo potrzeba jej silnego męskiego ramienia, tylko duma nie pozwala jej na to aby prosić o co kolwiek. Poprzednik musiał ją nieźle skrzywdzić. Nie rezygnuj zbyt wcześnie.
          Życzę powodzenia.
          • maly_cesarz Re: mama+corka+wujek 28.09.07, 18:51
            Nie rezygnuje, czekalem, mniej lub bardziej swiadomie 7 lat (znamy
            sie 2xtyle). Tylko czy moje czekanie nie zostanie znowu odebrane
            jako natrectwo. Jest miedzy nami niewilka roznica wieku, jestem
            mlodzszy. Uklad byl wczeniej troche na zasadzie starsza, koleznaka,
            przyjaciolka, taka nie dostepna. Zbyt mlody gowniarz wtedy bylem.
            Teraz po latach poczulem sie jakbym Pan Boga za nogi zlapal. Oboje
            nie moglismy uwierzyc ze dopiero teraz, ze MY... Ona uwierzyla, ja
            sprawdzalem caly czas czy to nie sen...
            Czuje sie momentami wlasnie jak zakochany gowniarz.
            • malenka691 Re: mama+corka+wujek 29.09.07, 22:37
              mały_cesarzu kiedy czytałam Twójego posta to tak jakbym czytała o
              sobie -jestem wrecz w identycznej sytuacji, z tą tylko mała różnicą
              ze po 14 latach "chodzenia koło siebie" zamieszkalismy razem -nie
              bez powodu co prawda,no ale zamieszkalismy, ja tez mam dziecko z
              poprzedniego zwiazku,jestem po rozwodzie, on tez z kims sie
              rozstał....nie bardzo moge teraz pisac,jak bedziesz chciał to
              póxniej opisze ci moja sytuacje bardziej obszerniej...ale powiedz
              dlaczego po prostu nie zamiszkacie ze sobą?
              pozdrawiam Lena
              • maly_cesarz Re: mama+corka+wujek 29.09.07, 23:41
                Proba mieszkania razem, byla. Tu ja sp... sprawe, mieszkalismy
                razem, czyli u niej. Wiekszosc moich rzeczy byla u mnie. Rozmowa na
                temat przeprowadzki kompletniej sie przeciagala, prawde mowiac
                unikalem jej, troche sie boajc, troche nie wiedzac co z tym zrobic.
                Skonczylo sie ostra rozmowa i moim przeniesieniem na stare smieci.
                Ze damy sobie czas, zobaczymy jak dalej. No i teraz sie tak bujamy.
                Zalezy mi na niej. Im bardziejs sie czlowiek boi ze sp... tym
                bardziej sie sypie... sad
                Dzeikuje Lena za odzew. Jakby co zapraszam na priv.
                maly_cesarz@NOSPAM.gazeta.pl
                • malenka691 Re: mama+corka+wujek 30.09.07, 00:33
                  zaraz napisze tylko dziecko uśpiesmile
                • malenka691 Re: mama+corka+wujek 30.09.07, 02:01
                  no dobra chwila ciszy wiec moge napisac...u mnie było tak....znamy
                  sie pół życia, w tym roku bedzie 14 lat ,praktycznie przez wszystkie
                  te lata tworzylismy dosc dziwną relacje ,niby przyjaciele,niby
                  kochankowie,taki przedłużajacy sie romans,w miedzyczasie wyszłam za
                  maż urodziłam córkę,małżeństwo było porażką,on namawiał mnie na
                  odejscie od męża,sam mieszkał z kims...nigdy nie mówił mi tego co
                  czuje, wszystkiego musiałam sie domylac,moze gdyby kilka lat temu
                  twardo powiedział - chce byc z tobą-moze juz bysmy byli kilka lat
                  razem,a tak ,dawał mi wiele do zrozumienia,ale bez konkretów.Ja w
                  sumie tez tak samo odnosiłam sie do niego-bałam sie powiedziec jedno
                  słowo za dużo, wyskoczyc z głupim "kocham Cię",bo bałam sie ze on
                  nie czuje tego samego,tak wiec zylismy obok siebie te kilkanaście
                  lat,spotykalimy sie w wielkiej tajemnicy -bo kazde z nas miało
                  oprucz tej naszej znajomosci jeszcze swoje drugie życie,kilka
                  miesiecy temu po raz pierwszy powiedział mi wprost co czuje,rozmowa
                  tak zupełnie przypadkowa była prawdziwym przełomem ...w
                  miedzyczasie zaczął mówic o byciu razem, tak juz zupełnie na serio o
                  mieszkaniu wspólnie, chciał poukładac swoje sprawy - ja sie wtedy
                  juz rozwiodłam, on cały czas mieszkał z kobietą............bałam
                  sie ,z jednej strony bardzo tego chciałam,a z drugiej ogarniał mnie
                  strach, jak to bedzie,po tylu latach byc wreszcie razem, a jak co
                  nie wyjdzie, nie wypali?...potem okazało sie ze jestem w
                  ciązy...wpadka,chodz on chciał tego dziecka, czesto o tym
                  rozmawialismy,ale to akurat czysty,niekontrolowany przypadek...wiesz
                  co zrobiłam?...uciekłam,przestraszyłam sie bycia razem, po tylu
                  latach pragnien,niespełnioncyh marzeń po prostu stchórzyłam....bałam
                  sie jego reakcji,bałam sie tego co powie moja rodzina,
                  znajomi...uciekłam...przestałam dzwonic, spotykac sie z nim , po
                  kilku tygodniach przyjechal do mnie do pracy z pytaniem o co chodzi
                  co sie dzieje...powiedziałam ze to koniec , ze nie chce tego ciągnąć
                  dalej..wiedziałam ze duma nie pozwoli mu sie prosic..wstał i
                  wyszedł...a ja przez kilka miesiecy robiłam wszystko zeby zapomniec,
                  uciec, zmieniłam mieszkanie...naiwnie wierzyłam w to ze tak jest
                  lepiej, że on sie nie dowie...w końcu mieszkamy w wielkim
                  miescie...poniewaz całą nasza znajomsc skrzetnie ukrywalismy przed
                  światem i zawsze gdy przypadkowo wpadalismy na jakichs swoich
                  znajomych to on przedstawiał mnie jako kuzynke i a ja jego jako
                  kuzyna..i tak sie przyjeło, w mojej pracy ,u niego ...wszyscy
                  kojarzyli mnie jako rodzine,kiedy wiec zona jego przyjaciela z pracy
                  przypadkiem dowiedziała sie o mojej ciązy, przy okazji firmowej
                  imprezy pogratulowała mu ze bedzie wujkiem..była wielka awantura bo
                  na tej imprezie była jego kobieta ........no i tak sie
                  zaczeło...teraz mieszkamy razem i żałujemy tych kilkunatu straconych
                  lat które moglismy przeżyc w pełni wspólnie...mamy synka.jest tez
                  moja córka,która na szczescie ma z nim dobre relacje... narazie jest
                  ok..mówie narazie pomimo tego ze jestem szczesliwa, bo cały czas sie
                  boje, nie chce zapeszac...decyzja o tym zeby wreszcie zmienic cos na
                  dobre była dla mnie ogromnie trudna, gdyby nie mały to pewnie nadal
                  nie mieszkali bysmy ze soba...ale kiedy dowiedział sie o ciaży to
                  twardo powiedział ze zamieszkamy wpsolnie i nie chce
                  słowa "nie"..facet który przez tyle lat "bujał sie " i nie mógł sie
                  okreslic, nagle w ciagu tygodnia zmienił wszystko w swoim zyciu...a
                  ja chyba tego potrzebowałam,zeby zadecydował, zeby nie prosił tylko
                  powiedział ze tak ma byc i koniec..teraz patrze jak spi i jest mi
                  dobrze,nie chce tego zmieniac, niech tak zostanie...to tak w
                  skrócie smile
                  to ze sie boisz to niestety norma...szczegolnie u ludzi w takich
                  sytuacjach,przeciągajacych sie niby zwiazków ,niby razem,a nie do
                  konca...jak sie jest z kimś w takiej relacji tyle lat to człowiek
                  boi sie ze jesli pojdzie "na całość " i cos sie spierniczy to straci
                  kogos na zawsze,a ciezko jest stracic kogos z kims ma sie bliską
                  relacje tak długo..to przeraża..z drugiej strony sam napisałes
                  > Proba mieszkania razem, byla. Tu ja sp... sprawe, mieszkalismy
                  > razem, czyli u niej. Wiekszosc moich rzeczy byla u mnie. Rozmowa
                  na
                  > temat przeprowadzki kompletniej sie przeciagala, prawde mowiac
                  > unikalem jej, troche sie boajc, troche nie wiedzac co z tym
                  zrobic.
                  ona ma dziecko, to niestety szalona różnica pomiedzy nią a
                  np.kobietą bezdzietną....ma prawo sie bac,skoro mieszkaliscie jakis
                  czas ,a Ty w jakis sposób sie z tego wycofałes on ma prawo czuc sie
                  niepewnie,ja tez bym nie chciała,zeby mój partner wprowadzał sie i
                  wyprowadzał..wolała bym byc sama niz zafundowac dziecku hustawke
                  emocjonalną-z perspektywy małego dziecka jestes w koncu kolejnym
                  tatusiem, który jest ,a potem nagle znika..to wszystko co napisałes
                  o niej , to jak sie zachowuje itp...tez taka byłam im było
                  lepiej,tym bardziej sie bałam..były momenty ze było super a ja ni
                  stad ni z owąd uciekałam na kika tygodni, nie dzowniłam ..nie umiem
                  Ci tego wytłumaczyc racjonalnie,dlaczego tak robiłam....ale gdyby
                  on kiedys podjał meska decyzje,powiedział , kocham ,chce byc
                  razem,tak ma byc to moze nasz synek miałby teraz kilka lat a nie 5
                  tygodnismile...
                  zrob rachunek sumienia,sam sobie powiedz czego chcesz i zrób to ,nie
                  unikaj, nie mysl o strachu,idz do niej i powiedz jej co czujesz, jak
                  bedzie chciała uciec- złap za ręke przytul i nie pozwól wiecej tego
                  robic, daj jej do zrozumienia jak bardzo Ci zależy,niech ona to
                  wie,bo moze przez te lata przez które nie moglicie podjac
                  ostatecznej decyzji ona zwatpiła w twoje uczucie,w twoje
                  zamiary...niech wie ze jest tą jedną jedyna i nie poddawaj sie zbyt
                  łatwo,niech wie że nie odpuścisz ..daj jej to odczuc,nie pozwól
                  sobie na strate kilku kolejnych lat..życie jest za krótkie
                  lenka
                  • maly_cesarz Re: mama+corka+wujek 30.09.07, 22:05
                    dziekuje
                    jesli mozna odpisze na priv.
                    M.C.
                    • malenka691 Re: mama+corka+wujek 30.09.07, 22:17
                      jasnewink --malenka691@gazeta.pl
                      lena
                  • andorina Re: mama+corka+wujek 09.12.07, 19:49
                    U mnie dopiero się wszystko zaczyna, ale jest tak silne, że nie wiemy co z tym
                    uczuciem zrobić. Znamy się tyle lat, ale nie dawno spotkalismy się już jako
                    dorośli ludzie i bombnęło. Karuzela uczuć, dylematy moralne. Ciężko się
                    odnaleźć. Nie wiemy czy będziemy razem choć bardzo bysmy chcieli. Obawa przed
                    presją srodowiska i rodziny może być decydująca. Maleńka czy mogę do ciebie
                    napisać na priv?
    • haja197222 Re: mama+corka+wujek 01.10.07, 12:48
      Jeszcze osiem lat temu byłam samotną, zapracowaną mamą dwóch córek. Wtedy w naszym życiu pojawił się T. Nasze początki jako rodzinki były trudne, ponieważ mój partner nagle został "ojcem" i w tak jakby w prezencie dostał dwie gotowe córy. sytuacja jest trochę podobna, ponieważ T jest młodszy odemnie. Nie mówię, że wszystko szło gładko i bez bólu. A przy odrobinie dobrych chęci i wzajemnego wsparcia i dlatego że się poprostu kochaliśmy udało nam się to wszystko jakoś poskładać. Teraz mamy razem rocznego synusia. Nie zawsze jest gładko i pięknie, ale potrafimy być razem i kochać się nadal. Jeżeli się chce i bardzo czegoś pragnie to jest to możliwesmile
      Zyczę powodzenia i trzymam kciuki.
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka