Dodaj do ulubionych

U nas chyba wygrał smoczek

09.07.09, 12:31
Nasza decyzja 7 tygodni temu: nie dajemy smoczka. Nie "żeby nie wiem co", ale
póki się da robimy wszystko żeby smoka uniknąć.
Maluch przystawiony do piersi 5 minut po cesarce. Pokarmu bardzo dużo, dziecko
od początku pięknie ssie, przy wyjściu ze szpitala mamy już wagę urodzeniową.
Na początku noworodkowa sielanka - po każdym karmieniu bite 3 godziny snu i
potem pobudka na jedzenie.
Potem zaczęła się krótka aktywność maluszka, ale ciągle było usypianie przy
piersi i przenoszenie nieprzytomnego dziecka do łóżeczka.
No a że śpiącemu małemu się nie odbijało, zaczął robić się niespokojny -
płacz, bóle brzuszka, ulewanie. No więc trzeba małego rozbudzać do porządnego
odbicia. Szczęśliwy maluch je, odbija i... rozbudzony za nic nie chce usnąć.
Noszenie (na rękach i w chuście), lulanie, śpiewanie lub zupełna cisza, wózek,
leżaczek - nigdzie i nijak mały nie uśnie. Albo zdrzemnie się na brzuchu
mamy/taty czy uspokoi na rękach, a odkładany do łóżeczka rozbudza się na nowo.
I wtedy płacz wniebogłosy.
Dziecko po prostu chciało ssać.
Nie mógł usnąć całymi dniami, jemu brakowało już oddechu a nam plecy pękały...
Pouczona kilkoma radami dawałam mu pierś jak najczęściej, również do uśpienia.
Mały nie był głodny, od wyjścia ze szpitala przybierał aż po 200-250g na
tydzień. Miał silny odruch ssania, który musiał zaspokoić - i tyle. Jednak
przy piersi nie włączał mu się system "ssania bez jedzenia", a mleko mi wręcz
tryskało, zresztą tryska do tej pory, laktatorem w 5 minut ściągam po 100ml.
No i synek zajadał wszystko co mu do buzi trafiało, nie puszczając piersi.
Efekt: mały wręcz zalewał się mlekiem, dławił, krztusił, ulewał i wymiotował
wszystko co zjadł. Po jedzeniu miał chrapliwy oddech i wił się cały dopóki
wszystko z niego nie zeszło. Odbijanie trwało dobre pół godziny - i ale znów
się rozbudzał.
Zaczęłam przed każdym karmieniem ściągać po 30ml pokarmu, żeby tak go nie
zalewać. Efekt żaden.
I wtedy synek odkrył swoje paluszki! Między karmieniami paluch na godzinkę,
dwie lądował w buzi. Mały - jak zahipnotyzowany - uspokajał się, zaczął
oglądać świat, uśmiechać się, w końcu jego dzienna aktywność nie sprowadzała
się tylko i wyłącznie do płaczu. Zaspokajając potrzebę ssania stał się
szczęśliwym dzieckiem - a ja szczęśliwą mamą :) a potem zwątpiłam.
Wszyscy naokoło łapali się za głowę - dziecko z rączką w buzi cały czas? Daj
mu smoczek! No i zaczęłam się nad tym zastanawiać, co lepsze, rączka czy
smoczek? Kiedy zobaczyłam jego paluszki, czerwone i spuchnięte, nie miałam
wątpliwości - przyszedł czas na smoczka. Poradziłam się jeszcze naszej
pediatry, do której mam stuprocentowe zaufanie. Potwierdziła to, co
instynktownie już wiedziałam - czasem smoczek, przy mocnym odruchu ssania,
naprawdę może pomóc.
Nie zatykam dziecka smokiem i nie staram się go tak uciszyć, żeby mieć spokój
- po prostu chcę dla niego jak najlepiej, a gdy teraz widzę jak wygląda nasz
dzień, wydaje mi się że robię dobrze.
Mały ssie pierś 10-20minut, po odbiciu przez ok godzinę bawimy się
grzechotkami albo oglądamy razem świat a mały obdarowuje mnie pięknymi
uśmiechami. Później rączki lądują w buzi, co oznacza że robi się senny - kilka
razy wyciągam mu paluszki z buzi i gdy zaczyna przez to marudzić, dostaje
smoczka. Od razu wszystko z niego "uchodzi", uspokaja się i zasypia chwilę
później, od razu po uśnięciu wypluwa smoczka. Śpi 1,5-2 godziny, do następnego
karmienia. Zasysa się pięknie do piersi i wciąż przybiera ponad 200g na
tydzień, jest na 90 centylu.
Gdy przypomnę sobie moje dziecko męczące się cały dzień zachrypiałym krzykiem,
to stwierdzam że u nas chyba wygrał smoczek. Ale jeśli któraś z Was ma jakieś
złote rady i w podobnej sytuacji jednak obyła się bez smoczka to bardzo
chętnie wysłucham. Bo po prostu chcę żeby synek był i zdrowy, i szczęśliwy :)
Pozdrawiam wszystkie karmiące mamy!
Obserwuj wątek
    • basiak36 Re: U nas chyba wygrał smoczek 09.07.09, 13:03
      madzikkkk napisała:
      Albo zdrzemnie się na brzuchu
      > mamy/taty czy uspokoi na rękach, a odkładany do łóżeczka rozbudza się na nowo.
      > I wtedy płacz wniebogłosy.
      > Dziecko po prostu chciało ssać.

      Dziecko po prostu chcialo byc przy mamie i ssac, jest to normalny i naturalny
      instynkt dziecka. Nie jest to nic dziwnego. Nie trzeba nosic az plecy rozbola,
      wystarczy usiasc, przytulic. Mozna tez zaintwestowac w chuste, bo nawet badania
      potwierdzaja ze w chustach dzieci o wiele mniej placza bo nie musza sie ciagle
      domagac mamy:)

      > Mały nie był głodny, od wyjścia ze szpitala przybierał aż po 200-250g na
      > tydzień. Miał silny odruch ssania, który musiał zaspokoić - i tyle. Jednak
      > przy piersi nie włączał mu się system "ssania bez jedzenia", a mleko mi wręcz
      > tryskało, zresztą tryska do tej pory, laktatorem w 5 minut ściągam po 100ml.

      To ze dziecko przybiera 200g tygodniowo nie znaczy ze my mamy decydowac ze tyle
      mu wystarcza, tylko dziecko wie ile potrzebuje. Dziecko nie ma zbyt silnego
      odruchu ssania, ma taki jaki powinien miec aby sie najesc.
      Jesli dodatkowo stymulowalas piersi laktatorem, i odciagalas dodatkowo 100ml to
      po prostu zwykla nadprodukcja, dodatkowo podkrecana. Dziecko potrzebuje czasu i
      czestego ssania aby sobie z ta nadprodukcja poradzic i nauczyc sie ssac.
      Odciaganie laktatorem niepotrzebne chyba ze mama chce robic zapasy.
      Dodatkowo z tymi gazami o ktorych piszesz, mogla byc kwestia techniki ssania, bo
      to tez ma wplyw.


      > Zaczęłam przed każdym karmieniem ściągać po 30ml pokarmu, żeby tak go nie
      > zalewać. Efekt żaden.
      Ale jeśli któraś z Was ma jakieś
      > złote rady i w podobnej sytuacji jednak obyła się bez smoczka to bardzo
      > chętnie wysłucham.

      Nie mam rad, bo kazdy robi co uwaza:) Ja mam dwojke dzieci, pierwsze ssalo
      smoczka z powodu 'zbyt silnego odruchu ssania', z czasem pojawily sie problemy
      ze zla technika ssania, bol piersi, grzybica, slabe przyrosty wagowe. Czyli
      typowe posmoczkowe problemy.
      Przy drugim dziecku, ktore tez ssalo non stop, kupilam chuste. Zamiast smoczka
      mala ssala piers ile chciala. A ssala wlasciwie caly czas:) Z czasem zaspokoila
      potrzebe ssania i sama sobie karmienia zaczela redukowac. Nie ssala paluszkow bo
      ssala piers.

      Smoczek: ok, nikt nie demonizuje, ale trzeba pamietac o tym jak moga wygladac
      ewentualne posmoczkowe problemy i wtedy zareagowac, jesli chcemy nadal karmic. I
      tyle:)
      Powodzenia! Czy ze smoczkiem czy bez:)
      • madzikkkk Re: U nas chyba wygrał smoczek 10.07.09, 11:06
        Usiąść, przytulić... Ehhh, marzy mi się taki obrazek :) no właśnie naszemu
        odpowiadało tylko noszenie, najlepiej jak najbardziej pionowo. Podczas
        siedzenia, a nie daj Boże leżenia - płacz. Nosić i chodzić w kółko – tak lubi
        najbardziej :) O chuście już pisałam - u nas się nie sprawdziła. Być może
        dlatego że mały ma dysplazję bioderka i prawidłowe ułożenie synka noszącego
        szynę Koszli w chuście jest trudne. Po prostu nóżki muszą dyndać mu na zewnątrz
        a to chyba nie sprzyja uspakajaniu...
        A wykorzystanie jej jako narzędzia do ciągłego ssania nie miałoby dla nas sensu
        - bo właśnie synek chapie ile się da i kończy się dławieniem, krztuszeniem,
        mocnym ulewaniem, wymiotami... Chyba że "ssanie bezproduktywne" jest kwestią
        wyuczenia, wtedy na pewno jeszcze popróbuję. Ale jak wtedy zacząć naukę?
        Przystawiać małego tylko na chwilę? Opróżnić nieco pierś przed podaniem? Układać
        go w inny sposób?
        A jeśli chodzi o stymulację laktatorem – odciągałam na jednorazowe wyjście,
        jeden dzień synek musiał posiedzieć z babcią.
        Oczywiście nie chcę żeby ssanie smoka zastąpiło mu bliskość mamy, dlatego
        właśnie gdy ssie smoczka jest przytulany i lulany, wiem że ssąc potrzebuje też
        bliskości.
        Cóż, na razie obserwuję jak bardzo smoczek się sprawdza i ograniczam go do
        bezwzględnego minimum – mam nadzieję że mały nie będzie chciał CORAZ WIĘCEJ bo
        rzeczywiście, trochę mi smutno jak widzę smoka w jego buzi… Ale bardziej uderzał
        mnie jego wyczerpujący płacz więc wmawiam sobie, że nie uległam smoczkowi ale
        znalazłam złoty środek, czasem pomocny mojemu dziecku :)
        Pozdrawiam!
        • sandraa3 Re: U nas chyba wygrał smoczek 17.07.09, 16:41
          ech, mam podobnie. Maly ma 9 tygodni, przybiera ponad 400 g
          tygodniowo, bo dostaje pierś na żądanie. Śpi czasem po 5 minut,
          czasem po 20, nigdy dłużej niż 1,5h, ciągle się wybudza, bo męczą go
          gazy, ulewki i bączki. Uspakajam go piersią, więc za chwilę jest to
          samo.
          Przytulić i posiedzieć? Zabawne... noszenie i to tylko w pozycji
          pionowej.
          Chusta? świetna sprawa, ale nie przy 30 stopniach i nie w nocy.
          Plecy mnie bolą, nie mam chwili dla siebie a dziecko się męczy.
          Powstrzymuje mnie tylko to, że starsze dziecko jest smokowe i miałam
          problemy z karmieniem oraz to, że strasze trzeba odsmoczyć...

          btw pozdrawiam panią Monikę i M. ;)
    • tonika80 Re: U nas chyba wygrał smoczek 09.07.09, 14:37
      Powodzenia!Na pewno będzie wszystko ok, ale nie zaszkodzi
      poobserwować czy nie zmienia się technika ssania. Moja starsza
      córeczka była smoczkowa i bez żadnych problemów karmiłam ponad 9
      miesięcy (potem ze wzgl. zdrowotnych musiałam odstawić). Teraz synek
      (prawie 3-miesięczny)też smoczkowy , z początku musiałam czuwać nad
      techniką bo zawijał dolną wargę do środka, ale już jest ok i ssie
      jak zawodowiec ;-)
      Dzieci szcześliwe i ja szcześcliwa, że nie muszę godzinami trzymać
      małego przy piersi, mam czas i dla siebie i dla starszej córeczki :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka