Dodaj do ulubionych

Nowa historia :(

28.01.04, 11:47
Niestety moja wlasna sad. Zagladalam ostatnio na "ogolne" edziecko, pierwszy
raz tu pisze, ale mam nadzieje, ze przygarniecie mnie do swojego grona. Bo
bede pewnie przechodzic, to co Wy macie za soba. Troche chaotyczne to , co
probuje napisac, ale TO sie wlasnie dzieje, a ja jestem po nieprzespanej
(jakie to dziwne...) nocy. I ciagne upiorny dzien. I wciaz nie wierze.
Wczoraj wieczorem zostalam porzucona. Nie, nie zwykla sprzeczka, nie to, ze
on wroci... nie - on wzial mnie na kolana, powiedzial, zebym sie przytulila,
jak chce, a potem nagle i prosto w oczy, ze mnie jednak nie kocha i nie
wyobraza sobie wspolnej przyszlosci. ja zamarlam, zsunelam sie z tych kolan -
i chyba przestalam swiat rozumiec. Od tygodnia jestesmy pewni, ze bedziemy
miec dzidziusia, mieszkamy razem od poltora roku. Najpierw lekkie przerazenie
(bo konczymy studia, bo mielismy jechac do Afryki, bo pieluchy i kaszki
i...), potem niby dobrze, w piatek (nadchodzacy) mielismy jechac do jego
rodzicow, za jakies dwa tyg. do moich. Jezu, ja chyba pisze o jakiejs chorej
abstrakcji, a nie o tym, co sie naprawde dzieje... Budzilam sie zlana potem i
z zimna, wymiotowalam, myslalam, ze pojde do niego, opowiem mu, jaki horror
mi sie przysnil, on mnie wezmie w ramiona, Boze, dlaczego go tu nie ma przy
mnie - a potem, nie ma go, bo to nie sen, to ON! Dzis moja przyjaciolka
powiedziala: chory psychicznie, Mama (wiedzac, ze miedzy nami zle, ale nie
wiedzac najwazniejszego, nie umialam, po prostu by mi przez gardlo nie
przeszlo, gdy ona rozmawiala z pracy): lepiej terazniz pozniej... a ja sie
rozsypuje. W przyszlym tyg. zdaje egz. panstwowy na koniec studiow, bedzie
ciagnal sie pewnie do wakacji. On mi zproponowal , ze jak nie umiem z nim
mieszkac pod jednym dachem , to moge sie wyprowadzic, nie bedie mnie
zatrzzymywal. Jak nie chce robic aborcji, to tez mi to pozostawi, placic
dobrowolnie nie bedzie. Dziecko moze nie jest jego - przepraszam, Swietego
Mikolaja? Normalnie wszystko, co zdarza sie w kiepskich filmach... Sorry, ale
tak cholernie becze, ze nie umiem mysli sklecic. Aha, wybral sobie wczoraszy
piekny dzien, bo przeciez mielismy jechac do jego rodzicow, a on by tego nie
zniosl, tak mu sie pomyslalo... A nie kocha mnie, bo byl na kongresie, jakas
panna prawie na niego wlazila, on mnie oczywiscie nie zdradzil , bo przeciez
ma zasady, ale w sumie nie mial nic przeciwko byciu podrywanym.ale mnie
bardzo lubi... niedobrze mi jak powtarzam jego slowa.A bedziemy miec wspolne
dziecko...
Przepraszam, ze takie dlugie, ale potrzebuje rozpaczliwie jakiegos , nie wiem
sama czego.
liska
Obserwuj wątek
    • pysia-2 Re: Nowa historia :( 28.01.04, 12:01
      slow mi brakuje.
      moge tylko powiedziec - dbaj o maluszka, teraz ono jest najwazniejsze... Taki
      facet nie zasluguje nawet na spluniecie.
      Chociaz wiem, co przezywasz... Kiedy zaszlam w ciaze mooj maz zachowal sie jak
      szczeniak, jak dno ostatnie. Nie zostawil mnie i w koncu go oswiecilo, ale co
      przeszlam, to moje. I wiem teraz, ze nie warto bylo sie tak denerwowac, bo to
      male cos, co mialam w brzuchu to byl mooj synek i on na pewno tez sie
      denerwowal razem ze mna.
      Trzymaj sie i badz dzielna.
      • male_gonzo Re: Nowa historia :( 28.01.04, 12:40
        Kochana Liesel!
        Gdy czytałam Twoją historię to aż mi ciarki po plecach przeszły. Nie chcę
        nikogo obrażać, ale ten facet, z którym się zadałaś to zwykłe bydlę. Wiem, że
        nie łatwo się nie denerwować i nie smucić, ale postaraj się to bardzo ważne
        dla Twojego dziecka.
        Jeśli chcesz pogadać to napisz na priv: mandarynka@pelek.home.pl
        Ja jestem w podobnej sytuacji tyle, że synka urodziłam 5 miesięcy temu, a z
        mężem rozstałam się kilka tygodni temu.
        Pozdrawiam Cię gorąco i jestem z Tobą.
        Pa
    • mir-nap Re: Nowa historia :( 28.01.04, 12:42
      Chciałabym Cię, Liska, jakoś pocieszyć,choćby głupim stwierdzeniem, że nie
      jesteś sama i że ponoć czas leczy rany. Moja historia jest podobna do Twojej.
      Zostałam sam w 3 tygodniu ciąży, teraz jestem w 14 i ciągle nie rozumiem, co
      się stało. Mogę Ci powiedzieć tylko tyle, że w tej chwili jest Ci pewnie
      najgorzej, jak tylko może być - potem będzie już tylko lepiej, co nie znaczy
      wcale, że od razu świetnie.Nieprzespane noce i dni bez jedzenia miną. Pomyśl
      sobie o dzidziaku, jedz dla niego. Ja do teraz mam poczucie winy, że początek
      mojej ciąży wyglądał tak, jak wyglądał (zero snu i jedzenia, litry alkoholu).To
      wszystko będzie sobie powoli mijać.Na to liczę.
      Hmm, miałam wielki żal do mego ciągle jeszcze Kochanego, że potraktował mnie
      tak fatalnie - poinformował mnie o swojej decyzji mejlem. Tłumaczył to tym, że
      na żywo by wymiękł. W sumie nie widziałam go od dnia, w którym zaszłam w
      ciążę.Wielka, idealna miłość bez żadnych szczególnych zgrzytów. I nagle
      informacja: on się nie chce z nikim wiązać, wygodniej mu samemu. Nie chodzi tu
      podobno o żadą inną kobietę.A fakt, że nie jesteśmy razem , nie może mieć
      żadniego wpływu na ciążę - tak napisał. Wtedy myślałam, że łatwiej by mi było,
      gdyby powiedział mi o tym prosto w oczy. Teraz, kiedy przeczytałam, lisko, Twój
      list, nie wiem, czy rzeczywiście. NIe wiem, co bym zrobiła siedząc na tych
      kolanach. Ale Tobie pewnie mimo wszystko łatwiej będzie uwierzyć, że to się
      stało NAPRAWDę. Widziałaś to i słyszałaś. Ja do teraz mam z tym problem.
      Dopiero niedawno opuściły mnie regularne sny o tym, jak to sobie normalnie i
      sielsko żyjemy.Przebudzenia po takich snach to koszmar. Ale to mija. Na razie
      nie minęła mi jeszcze tęsknota za jego przytuleniem, za byciem gdzieś
      nioedaleko. Ale czytając wypowiedzi dziewczyn na forum zaczynam wierzyć, że i
      to minie. Teraz chyba najważniejsze,liska, żeby znaleźć w sobie spokój, by ta
      ciąża była mimo wszystko w końcu radosna. Masz pewnie wokół siebie przyjaciół ,
      którzy pomogą Ci znaleźć w sobie siłę. No i forum pomaga , nawet samo
      czytanie.Pozdrawiam
      Mirelka
    • liesel Pysiu, Asiu, Mirelko 28.01.04, 13:42
      jestescie cudowne i bardzo Wam dziekuje. Zwlaszcza, ze nie bardzo wiem , jak o
      tym rozmawiac z "nieobcymi" - dziewczynami, ktore nic takiego nie przezyly,
      mama zajmujaca sie babcia na intensywnej... Normalnie , jak kicz jakis ;/. Dla
      (watpliwego) pocieszenia przebieg kilku ostatnich godzin mojego zycia. Na
      drzwiach pokojow sa zamontowane zamki. Przeciez nie bedziemy wymieniac drzwi w
      wynajmowanym mieszkaniu, myslelismy. Wyszlam na zakupy, poczte i takie tam. W
      tym czasie H. zamknal pieczolowicie swoj pokoj (klucz i tak mam, ale przeciez
      nie o to chodzi) oraz przemeblowal lodowke na "jego" i "moje", albo innymi
      slowy na smaczne i ekologiczne oraz musztarde, ketchup, resztke barszczyku i
      zdechle resztki zoltego sera itp. przysmaki. Przed drzwiami "mojego" pokoju
      zostawil gazete, ktora rano wrzucaja do skrzynki (no tak, na moje nazwisko...)
      i pewnie dumny z siebie wyszedl. No ale w sumie czemu dziwic sie ze strony
      czlowieka, z ktorym 24 godz temu jadlam lunch (w milej atmosferze), wieczorem
      bylam w kinie (nie dostalismy biletow, ale niby jednak), a potem wzial mnie
      specjalnie na kolana, zeby zakomunikowac, co mu sie tam wyklulo.
      Jesc ciagle nie moge. Probuje, ale wszystko zwracam. Do tej pory nie mialam
      zadnych sensacji. Tak mi sie kreci w glowie, ze nie odwazam sie drugi raz wyjsc
      z domu. Z drugiej strony idac do kuchni potykam sie o jego kapcie (ktore sama
      mu kupilam...)- Boze, zwariuje! Lazienka zarasta i nie zaszkodziloby wymyc (on
      tego nie zrobi, nie przesadzajmy), ale jak dotkne jego przyborow, to z miejsca
      wyladuja w koszu. Za tania satysfakcje bym mu dala... No i znowu becze...
      Zostawilam wiadomosc jego najlepszemu kumplowi, moze pomoze mi jakos zrozumiec
      ten sposob rozumowania, w koncu znaja sie od laaaaaat. Choc autorytetem od
      wczorajszego wieczoru jest dla H. inny kumpel, Sebastian "bo od razu mu sie cos
      we mnie nie podobalo"...Boze, miej w opiece takie autorytety. Zastanawiam sie
      nad polozeniem sie do lozka - ostatnio bylam permanentnie spiaca i oberwalo mi
      sie wczoraj za balagan i rozlazlosc, ale jakos mi to obojetnieje. Podobno nie
      moge byc jednak tak glupia na jaka wygladam, bo bym nie zaszla tak daleko
      (trudne studia, stypendia - o to mu chodzilo). Nieruchomieje na kazde kroki na
      schodach - czyzby...? Nie no, oczywiscie, ze nie...A na biurku pietrzy sie
      sterta do powtorki... Zwariuje chyba. A niedlugo trzeba bedzie jeszcze miec
      glowe do calej sadowki, uzerania sie z nim i pewnie rodzina (przeciez popra
      jedynaka, nie?). O emocjach wole nawet nie wspominac...
      Liska
      • mikawi Re: Pysiu, Asiu, Mirelko 28.01.04, 15:13
        gdybym napisała co myślę na temat twojego, pożal się Boże, "partnera" stynka by
        mnie chyba zabanowała ze względu na wulgaryzmy, "klasa" z jaką się z Tobą
        rozstał po prostu poraża...

        lisko - wiem że to trudne i może niemożliwe teraz ale postaraj się nie płakać,
        nie zadręczać, będziesz mamą a to najlepsza wiadomość, drugą dobrą wiadomością
        jest fakt, że dupek pokazał swoją dupkowatą twarz juz teraz, a nie za x lat.
        Szybciej będziesz miała go z głowy.
        Teraz nie myśl o nim, jego skarpetkach zczy brudnej łazience (czy o sprzataniu
        jej) TYLKO O SOBIE WYŁĄCZNIE! Może powinnaś porozmawiać z kimś bardzo ci
        bliskim, może z mamą? jej wsparcie i pomoc byłyby teraz nieocenione. Pisz na
        forum, to pomaga.
        A ze spraw codziennych - olej te jego zamki i podzieloną lodówkę, choc to
        trudne bądź ponad to, ja sama nie mogę uwierzyć że tacy faceci istnieją,
        czynności typu sprzątanie olej - jak mu brudno niech sobie sprząta, nie jestes
        jego sprzataczką! Staraj się chodzić z podniesioną głową, nie płacz, nie
        błagaj. Dbaj o siebie. Trafiłaś na wyjątkowego..... (wrrrr)
        W kwestiach prawnych - będzie dobrze, wiele dziewczyn tutaj doradzi ci co i
        jak, nie martw sie na zapas.
        A swoją drogą - czy jego rodzice wiedzą jak potraktował cię ich synuś?

        Głowa do góry, całe forum jest z tobą smile
        • stynka Re: Pysiu, Asiu, Mirelko 08.02.04, 00:14
          Raczej by stynka nie zabanowała, bo jej samej się ciśnie... oj ciśnie...
    • dorka_mama_jakubka Re: Nowa historia :( 28.01.04, 15:52
      droga Lisko,
      mam przed sobą zdjęcie mojego małego mężyczyzny prawie już dwuletniego. W sercu
      błogi spokój i nadzieję że podaruje Mu kiedyś prawdziwego ojca.

      Wiem co czujesz, to samo czułam ponad dwa lata temu........potrzeba czasu,
      cierpliwości, wyciszenia, koncentracji na tym co w twoim życiu najważniejsze,
      na egoizm.

      Powie ktoś wystraszył się, być może przemyśli, zrozumie......być może, ale Ty
      proszę Cię skup się teraz na sobie, wygaduj, wypisuj ile razy dziennie najdzie
      Cię ochota, wyrzucaj to z siebie, nie gromadź. Otocz się życzliwymi ludźmi i
      myśl o dzieciątku które wynagrodzi Ci wszystkie złe chwile.

      przytulam Cię cieplutko,
      jak masz ochote to pisz
      dorka94@wp.pl
      gg669552

      dorka
    • kruszynka301 Re: Nowa historia :( 28.01.04, 19:52
      Liesel droga, ja również przeszłam przez podobną rozmowę, trzymana na kolanach
      w objęciach. Tylko u mnie była mowa o kochance. Doskonale wiem, co czujesz, ja
      czułam się dokładnie tak samo.
      Dziewczyny już Tobie bardo dużo dobrego napisały, ja ze swojej strony
      radziłabym Ci w miarę szybko wyprowadzić się od niego. To, że go widzisz
      codziennie, widzisz jego obojętność, może wpędzić Cie w depresję (ja miałam
      myśli samobójcze). Lepiej się poczułam, kiedy eks odszedł definitywnie, i nie
      dręczył mnie swoim widokiem.
      Życzę Ci dużo dobrego, pisz tak często, jak masz ochotę, wszystkie chętnie
      pomożemy i wysłuchamy; ja na początku nie potrafiłam opowiedzieć bliskim o tym,
      co sie stało, dusiłam w sobie wszystko. Może łatwiej jest porozmawiać z
      nieznajomymi osobami.
      Pozdrawiam Cię cieplutko
      Gosia
    • odalie Re: Nowa historia :( 29.01.04, 09:17
      Trzymaj się Liesel!

      Obawiam się, że twoja mama ma rację - lepiej teraz. Ale rozumiem Ciebie, jak to
      cholernie musi boleć, to jest tak, jakby się samemu umierało ale cały czas
      miało oczy otwarte. Przeszłam przez coś tylko troszeczkę podobnego, bo nie
      miałam maluszka z moim exem, no i objawy rozkładu widoczne były dość wyraźnie.
      Ale jak czytam Twój post to z jednej strony jestem przybita, a drugiej
      wściekła! Bożesz, skąd się tacy faceci biorą - sorriii bo wiem że jeszcze
      czujesz do niego wiele, ale chyba spadają z ciemnej strony księżyca!

      Nie daj się zgnoić dziewczyno, weź głęboki oddech i zawalcz o swoje. Nie jego
      dziecko? No, no, jaki pewny siebie w dobie testów genetycznych. Podziwiam uncertain
      Jakoś między wierszami doczytałam że masz wsparcie mamy, to dobrze na początek.
      Poza tym masz już studia na finiszu, głupia nie jesteś, dasz sobie radę.

      Jak czytam o jego metodzie na rozstanie to szlag mnie trafia. Jeśli Ty chcesz
      donosić ciążę a on Ciebie namawia na przerwanie to czy ja się mylę, albo on
      popełnia przestępstwo - może wylej mu na łeb kubeł zimnej wody. No i ja bym
      radziła, weź się wyprowadź od chama. Aha, i uświadom jego rodziców - być może
      to oni będa płacić alimenty jak znam takich słodkich chłoptysi. Niech mu nie
      będzie za lekko - jeszcze żeby przed rodzicami mógł kłamać i strugać
      niewiniątko (np. wmawiając że to Ty odeszłaś).

      Sorriii różne tu bywały historie ale żeby tak okrutnie i z wyrachowaniem
      postąpić - na kolana Ciebie brał... Przytkało mnie.

      Pozdrawiam Ciebie bardzo cieplutko! Nie dasz się - po burzy przychodzi słońce.
    • madzik78 Re: Nowa historia :( 29.01.04, 09:53
      Witaj...Nie bede sie wypowiadac na temat twojego bylego bo chyba nie mozna
      mowic o kims kto jest "nikim"..Wiem co czujesz,bo tez to przezylam i wlasciwie
      wciaz przezywam...Spadlo to na mnie tak jak i na ciebie nagle i skonczyla sie
      wielka idealna milosc tez nagle i niewiem do dzis dlaczego...Bo obydwoje
      chcielismy dzidziusia i mowilismy o tym..ale co innego mowic a co innego
      chciec..teraz to wiem..Jestem w 6 tym mcu a skonczylo sie ponad mc temu i
      niepowiem ci ze jest mi dobrze..ale staram sie.tez napisalam na forum i
      poznalam kilka naprawde sympatyczych osob,ktore mi pomogly i pomagaja
      zrozumiec choc tego sie nie da zrozumiec.Pomysl ze jest wiele osob ktore
      przeszly badz przechodza to co ty i staraj sie myslec tylko o malenstwie bo to
      jest naprawde najwieksze szczescie jakie moglo cie spotkac..i zaden facet nie
      da ci tego.Z czasem sie ulozy,bedzie ci latwiej.Jedno co moge doradzic to tak
      jak kolezanka juz pisala postaraj sie go nie widywac,wyprowadzic,omijac..to
      pomaga.I zacznij cieszyc sie maluchem..I nie zaruwaj sie nienawiscia do bylego
      czy checia zemsty pomysl ze zlo,ktore ktos wysyla zawsze wraca i on tez kiedys
      zobaczy jak to jest..Mocno Cie pozdrawiam i mala dzidzie w brzuszku....
      • liesel Podziekowania, polozenie, plany... 29.01.04, 12:15
        Dziewczyny, jestescie przecudowne, cieple i czujecie. Dziekuje Wam za wparcie,
        jakiego od Was doswiadczam. A skoro mam przyzwolenie, to sie troche wypisze ;/.
        Wczoraj zakatrupilam laptopa, wiec go wyslalam do serwisu (przynajmniej bedzie
        szybko i mam nadzieje skutecznie nareperowany), a sama posilkuje sie internetem
        w bibliotece, stad tez nie pisze tak czesto i na priva odezwe sie za kilka dni,
        jak bede miala sprzet z powrotem w domu.
        Mama - juz sie dowiedziala. Dlugie "a nie mowilam" i placz. I przede wszystkim
        pytania, jak sobie poradze. Tego jeszcze przeciez nikt nie wie!!! - chcialam
        wyc, ale poradze sobie na pewno. Widocznie nawet u ludzi samice potrafia byc
        zdeterminowane, jesli chodzi o potomstwo... Tyle ze Mama mieszka bardzo daleko i
        ma totalny kierat, a wiec moge liczyc na drobna pomoc, ale nie wyreke.
        "Tesciowie" jeszcze sie ode mnie nie dowiedzieli. Wczoraj zastanawialam sie
        prawie do skretu kiszek - dzwonic, nie dzwonic - ale w koncu tego nie zrobilam,
        poniewaz mimo wrodzonego optymizmu nie spodziewam sie od nich nic wiecej niz
        zmudnej walki o alimenty, jesli H. okaze sie bardzo ubogi i przymierajacy
        glodem. Zreszta to ludzie, ktorzy zrobili pogrzeb babki (matki matki) H. bez
        jego udzialu, a o smierci powiedzieli "przyjezdzaj jutro, babka umarla, bedzie
        uroczystosc pozegnalna (w domu starcow, gdzie kobieta mieszkala ostatnie lata),
        a pogrzeb za pare tygodni. Krematoria sa przeciazone, a przeciez nie zaplacimy
        za obsluge poza kolejka." Swojego rodzenstwa tez nie zaprosili, bo
        skloceni...Jak sie tak w tej rodzinie ludzi zegna, to odechciewa mi sie
        wiedziec, jak wita...
        Wyprowadzka - problem. Mysle o tym od pierwszej minuty, ale zebralo sie kilka
        "ale". Przede wszystkim w przyszlym tygodniu pisemna czesc moich egzaminow.
        Fizycznie nie dam rady jeszcze lazic po mieszkaniach. Poza tym, wiem z
        doswiadczenia, jak trudno jest znalezc cos od zaraz - a ja za pol roku nie bede
        juz pewnie mieszkac w tym miescie (plany jeszcze sprzed "rewolucji").
        Waletowanie na materacu u kogos tez nie rozwiazuje sprawy, jest jedynie jakims
        rozwiazaniem doraznym, na noc czy tydzien. Rodziny tu zadnej nie mam. Marze o
        wyprowadzeniu sie (on zapowiadzial, ze tylka nie ruszy i nikt go nie zmusi), ale
        realniejsze wydaje mi sie, ze po pisemnych, przed praca domowa i ustnymi wyjade
        do domu, potem wroce na pisanie pracy. I zobacze na biezaco, czasem ludzie
        wyjezdzajac na pare tygodni szukaja "lokatora". Na razie mysle, zeby
        koncentrowac sie na egzaminach, od ich wynikow zalezy, czy trafie tam gdzie
        chcialabym, a to w dluzszej perspektywie wazniejsze dla Malenstwa niz obecny
        adres. To tyle teorii, zobaczymy, ile wytrzymam. Najwazniejsze, zeby Malenstwo
        bylo zdrowe i moglo "zlobkowac", a ja koncentrowac sie na pracy wiedzac o tym,
        ze ktos zlobkuje i czeka - to sobie poradzimy. Najwiecej niepewnosci w
        nadchodzacych miesiacach, tyle zmian.
        Kwestie prawne - troche sie na tym znam, ale nie za duzo, bo na studiach
        uciekalam od rodzinnego gdzie pieprz rosnie. Teraz poznam sie pewnie gruntownie
        z tematem. Przemienie sie w eksperta wink. No ale jest dla kogo...

        buziaki ogromne, dla Was i Waszych Pociech,
        liska
        • mikawi Re: Podziekowania, polozenie, plany... 29.01.04, 12:21
          no, to mi się podoba, konkretne plany na konkretne działanie smile
          poradzisz sobie na pewno, trzymam kciuki
      • liesel ... oraz kartka z codziennosci 29.01.04, 12:57
        Skoro Wam sie juz pochwalilam, jakam dobra z teorii i jak mam wszystko
        poukladane, to teraz troche jeczacej praktyki.
        Dobija mnie nawet, ze snieg pada (przeciez bylismy niedawno na nartach), ze w
        radiu leci piosenka, ktora lubie (sluchalismy razem), a najbardziej dobija mnie
        sam H. Dzis w nocy znowu nie spalam, zrywalam sie niejednokrotnie w odstepach 10
        min. Dostalam jakiegos koszmarnego klucia w brzuchu i mialam klopoty z
        oddychaniem. Nudnosci nie ustapily. o 6.30 postanowilam wstac, chociaz dzien
        jest dzis czarny jak noc. Zjesc nie udalo mi sie nic. Zmuszam sie, ale odruchy
        wymiotne sa porazajace. To wlasnie rodzi moje dodatkowe obawy sad. Pora
        zasypiania zas przebiegala w atmosferze, hmmmm, sama nie wiem, czy sa jakies
        okreslenia na to. Wczoraj spedzilam czesc popoludnia z kolezanka - sasiadka
        (probujac gadac o pierdolach, ale wiedzialam, ze przynajmniej ktos jest, gdybym
        zemdlala albo co), reszte w bibliotece. Napotkane znajome osoby pytaly, czy
        jestem chora, bo wygladam jak wtedy, gdy bylam. Sprawdzilam szybko te strone i
        puscilam taki bobrzy potok lez, ze szybko zwialam. Wrocilam do domu (z jaka
        niechecia mowie tak na moje miejsce zamieszkania), przywital mnie ryk, jaka
        jestem wstretna, brudna itd. Zanim znalazlam odpowiednio ostre narzedzie, H.
        wybiegl. Wiec pozostane jeszcze przez jakis czas poza rejestrem karanych ;/. Z
        przemeblowan : kubel na smieci stal pod prysznicem, powywalane z ramek wszystkie
        zdjecia, na ktorych bylam ja itd. Przyszla przyjaciolka i zazadala czegos
        cieplego do jedzenia (przy okazji wmusilam porcjami w siebie caly plaster
        szynki), a punktualnie na wiadomosci zawital i H. W koncu jednak chyba
        zrozumial, ze jestesmy za glosno, zeby oplacalo sie wlaczac telewizor, zrobil
        sobie kanapki i poszedl do "swojego" pokoju, wydawszy z siebie jedynie odglos
        "ta parszywa marchewka nie jest moja" po zajrzeniu na "swoja" polke w lodowce.Po
        wyjsciu E. myslalam, ze usne, bo padalam na stojaco. Ale H. wlaczyl pranie, a
        potem "reperowal" suszarke na bielizne, rzucajac nia o sciane. No i rozmawiajac
        bardzo glosno przez tel, jaka ze mnie k... z matka jedza. Za to on czul sie przy
        tej dziewczynie z kongresu tak fantastycznie, tak ona na niego dziala...W sumie,
        mimo ze niby mam wreszcie duzo miejsca, przewracalam sie tylko w lozku walczac z
        dolegliwosciami. Tym razem jednak juz nawet w polsnie wiedzialam, ze to nie sen
        - koszmar i nie mam kolo siebie nikogo. Rano mieli przyjsc panowie od okien,
        wiec wieczorne pranie suszylo sie na suszarce od oknem, ktorego mielismy nie
        zastawiac. Walnelam mu w drzwi i kazalam zbierac graty. Przy okazji dowiedzialam
        sie, ze zamontowal sobie wewnetrzna zasuwe... No rzeczywiscie, zebym nie
        przyszla do niego... Rano musialam juz w koncu sie umyc, wiec i wymylam
        nieszczesny prysznic, bo wejscie do bagna przekraczalo moja gotowosc do zycia
        zgodnie z natura i hartowania sie ;/ Kubla juz nie bylo, nie dociekne, kiedy
        znikl, nawet jesli bym sie starala wink. Nie radze sobie zbyt dobrze z tym, ze w
        znajomym mi ciele kryje sie jakis zwierzeco niechetny wzrok, zaciete wargi,
        bardzo ostry glos. Patrze na kubek - placz, bo normalnie rano jak wchodzilam do
        kuchni, byla juz w nim kawa dla mnie. Recznik - znajomy zapach, ale wlasciwie
        nalezacy do tego, w ktorym sie zakochalam, czy do bydlaka ostatnich dni?
        Sniadanie zjadl rowniez u siebie, na talerzu, ktory wzial z kuchni i przechowuje
        w "swoim" pokoju. I myje sztucce przed kazdym uzyciem...Jakbym mieszkala na
        psychiatrii, taki wspollokator.
        Tylu rzeczy sie boje, tyle mnie rani.Nie wiem kiedy obgryzlam pazury. Patrzac na
        siebie w lustrze widzialam cos jak postac z komiksu manga - wielkie oczy i blada
        cera. Nalozylam dzis pol podkladu, zeby juz nikt nie pytal o choroby, ale bardzo
        boje sie, ze to w koncu odbije sie na zdrowiu - nie tylko moim. Myslalam o tym
        zerwaniu przez mail, o ktorym pisala jedna z Was, gorsze jest miec potwora
        ciagle przy sobie. Ale to jak rozwazanie, czy gorzej jak tchorz czy jak sie
        pastwi sad, wiec moze pozostawmy je bez komentarza. Za co to wszystko?

        buzki serdeczne,
        liska
        • dorka_mama_jakubka Re: ... oraz kartka z codziennosci 29.01.04, 14:22
          Liesel,
          rada praktyczna - jak nie mogłam spać w nocy to czytałam książki, świetnie
          zajmują umysł no i niezłym usypiaczem sąsmileCzasami piłam ciepłe mleko z miodem,
          ale ksiązki zdecydowanie bardziej mi pomagały.
          Ja wiem ze to trudne ale dbaj o siebie bo teraz musisz być zdrowa i silna. To
          początek ciązy tak?
          No i podpisuje się pod tym że musisz albo go "wykopać" z mieszkania albo
          znaleźć jakieś lokum bo się wykończysz.

          Bosz co za zapatrzony w siebie egoista ten facecik, nie potrafi się zachować.
          Przedstawił swój punkt widzenia a teraz "radź sobie sama" i jeszcze te jego
          pretensje.

          Jeżeli chodzi o telefon do jego rodziców to na wiele nie licz. ja usłyszałam "
          my nie mamy żadnego wpływu na niego, ma już swoje 30-ści lat i takie tam..."ale
          u mnie to jescze była kwestia ślubu i takich tam rzeczy.
          Ale zadzwonić możesz, choćby dlatego żeby usłyszeli twoją wersję bo synalek to
          różnie może przedstawić, a rodzice wiadomo klapki na oczach mogą mieć.

          dobrze że masz te egzaminy...ucz się, ucz, zdawaj te egzaminy i proszę dbać o
          siebie, będziemy sprawdzać no!!!smile

          cmoki,
          dorka


    • nilka13 Re: Nowa historia :( 29.01.04, 12:36
      Liesel, popieram twoją mamę: lepiej TERAZ. Inaczej skończyłabyś tak jak ja i
      wiele innych z nas. Trzymaj się.
    • audita Re: Nowa historia :( 29.01.04, 16:51
      Liesel, skarbie:
      1) trzymaj się!!!! sama nie wiem, jak ci to przekazać, ale - twoim zadaniem nr
      1 jest nie rozsypać się. Znam ten stan, o którym piszesz i zimno mi się robi,
      kiedy o nim myślę; jedyna pociecha - to w końcu mija. Te ukłucia w samo serce
      robią się coraz rzadsze... Każda godzina, każdy dzień to kolejny krok ku
      lepszemu.
      2) nie daj powodować sobą fałszywemu poczuciu honoru. Ja wiem, że miło jest
      myśleć, że jest się taką super-szlachetną, co sama usuwa się z drogi, skoro
      czuje, że zawadza... Ale wiesz, on chyba tego nie doceni. Jeśli dobrze
      zrozumiałam, to mieszkanie wynajmujecie wspólnie, czy tak? W takim razie
      dlaczego to TY masz się wyprowadzać? To nie ty zerwałaś, to nie ty odchodzisz!
      Niech chłopię pobiega po agencjach i czegoś sobie poszuka... a jeśli tak jest
      przywiązany do tego miejsca (a ty moźe lepiej czułabyś się w nowym, nie
      wiążącym się z żadnymi wspomnieniami) - to niech ON ci znajdzie odpowiadające
      ci lokum! Bądź twarda, nie ustępuj (a jak będziesz mięknąć, pomyśl, czy tobie
      przyszłoby do głowy dzielić lodówkę na dwie części???).
      W kwestii finansów - to samo: ty jesteś samowystarczalna i dasz sobie sama
      radę; ale jest jeszcze dziecko!!! I ono już teraz potrzebuje witaminek, twojego
      dobrego odżywiania (ja bym bez żadnych skrupułów wyżerała exowi z jego półki w
      lodówce, informując go złodko, że ty możesz żywić się musztardą, ale jego
      dziecko ma większe wymagania wink - słowem, nie dla siebie walczysz, ale dla
      małego człowieczka, który nie powinien cierpieć dodatkowo za
      nieodpowiedzialność jednego głupiego (pseudo)dorosłego.
      Rozumiem, że dziecko było wspólną decyzją (albo wspólną wpadką), dlaczego tylko
      ty masz ponosić tego konsekwencje???
      Ktoś już tu wspomniał, że w razie wątpliwości są testy genetyczne (na koszt
      TATUSIA!!!!).
      Dasz sobie radę, na pewno. Tutaj też znajdziesz wsparcie.

      C.d.n., bo teraz muszę przerwać pisanie.
      Jeszcze raz, trzymaj się. Moc jest z tobą wink
      • liesel Snieg i takie tam 29.01.04, 18:51
        Slonca, jestescie tak wspaniale, ze az mnie zatyka. Nie spodziewalam sie ani
        takiego odzewu ani tyle ciepla. Bez Was swiat nie bylby taki sam!
        Snieg - bo uslyszalam przed chwila, ze skrzypi. Nihil novis (jaka slaba jestem z
        laciny) pod sloncem. Zima ma swoje prawa i w tym roku. Ucieszyl mnie widok
        dziecka bawiacego sie na tym sniegu, doipero potem dostrzeglam, ze z...
        tatusiem. Ale i tak najgorsze sa pary, to trzymanie sie za rece, patrzenie w
        oczy, opowiadanie sobie czegos. Idzie chlopak sasiadki i pokazuje mi , jaki
        prezent jej zrobil, a ja kota dostaje. Przeciez wierzyc sie nie chce, ze u nas
        w poniedzialek tez jeszcze bylo tak samo! A w czwartek nie umiem juz mowic "my"...
        Mieszkanie - hmmmm, wydaje mi sie, ze on dziala wg wzoru, wywalilem ja ze
        swojego zycia i mam problem z glowy, a nie ze ja bede sie klopotal usunieciem
        sie z jej zycia... I nie robi nic, przeciez to moj problem, on go juz od swojej
        strony zalatwil. Bede pisala na biezaco, co mi sie w tej kwestii udalo. Dzis
        udalo mi sie po poludniu usnac(!) na jakas godzine takim normalnym,
        regenerujacym snem. Ciekawe, ze w dzien latwiej niz w nocy. Czytanie, tak, tez
        to robie. I pomaga pisanie. Do Was - jak widzicie, do siebie samej (od dawien
        dawna prowadze pamietnik), moze niedlugo do Istotki.
        O dzieciach rozmawialismy - on, ze tak kolo trzydziestki (piatki, czasem) bedzie
        na tyle ustawiony, by miec dziecko, ja ze wczesniej, ale najpierw musze skonczyc
        studia, on: skoncz, to pogadamy. Ale jednak istnieje cos takiego jak interakcje
        z pewnymi lekarstwami (o ktorych on wiedzial, bo sie nawet dodatkowo dopytywal u
        swojego ojca-farmaceuty) i ups. Testow genetycznych sie nie boje, bo nie wierze,
        ze jestem wiatropylna wink. Bardziej boje sie tych stresow, tego, ze wysiade, ze
        znowu nie usne, ze...I czuje sie mimo wszystko samotna sad.Ale za to ani troche
        "super-szlachetna", jakos nie wydaje mi sie, zeby on mogl cokolwiek zrozumiec
        badz nie...
        trzymajcie sie,
        liska
        • miss_tle_toe Re: Snieg i takie tam 29.01.04, 19:39
          liesel...
          sama przez to przeszlam - to jest do przejscia!
          Choc i ja myslalam, że nie. Musisz zaczac myslec o sobie naczej - nie jestes
          sama masz MALENSTWO. i ono nigdy juz cie nie opusci. Wszystko co robisz, robisz
          dla Malenstwa. To daje ogromna sile. Ja wlasnie przenioslam gore, mimo, że
          niewielu zyczliwych mialam sprzymierzencow...
          On mnie niszczyl i niszczy, ale ja jestem odporna. To tak jakby uryna chciala
          zniszczyc zloto. Nic z tego.
          Moje malenstwo ma mame, choc tata go nie chce znac, to wiem, ze kiedys
          dojrzeje, pozna Dusie i ja pokocha. I wtedy to bedzie mój tryumf - on stanie
          sie jej przyjacielem.
          A jesli nie - to bedzie jego przegrana.
        • male_gonzo Re: Snieg i takie tam 29.01.04, 22:56
          Liska!
          Zaskoczyłaś mnie swoją energią.
          Gdy czytam Twoje kolejne posty jestem pewna, że sobie poradzisz.
          I pamiętaj, że ciągle z Tobą jesteśmy.
          Pozdrawiam.
        • mir-nap Re: Snieg i takie tam 30.01.04, 18:02
          Liska, sama widzisz,jaka jesteś silna. Brawo i oby tak dalej! Będzie coraz
          lepiej, wiem co mówię.Ale nie wyobrażam sobie, jak bardzo trudne musi być
          mieszkanie z nim. Ja nie mam tego problemu. (Chyba ten tchórzliwy numer z
          mejlem,który zastosował mój ukochany, nie był taki zły, jak mi się wydaje.
          Przynajmniej mam faceta z głowy.) Jeśli chodzi o jedzenie:ja, kiedy nie mogłam
          jeść, zaczęłam od bananów:jeden, następnego dnia dwa bananki. No i jakoś
          poszło.pozdrawiam
          Mirelka
    • liesel Co jadlyscie w najgorszym stresie? 30.01.04, 10:30
      Witajcie,
      plan na dzis: cos normalnego zjesc. POniewaz oprocz wiadomego stresu mam jeszcze
      te egzaminy, mysle ze musze cos jesc, bo oslabiajac siebie nie pomoge specjalnie
      Malenstwu. Bilans 3 dni: herbata, kubek kawy, woda mineralna, ok. 50 ml
      maslanki, plaster szynki, szklaneczka Martini Bianco (to akurat jako jedyne nie
      wywolalo zadnej niedobrej reakcji, ale nie wierze ze takie male juz lubi sobie
      wypic, wiec wczoraj wieczorem juz sie powstrzymalam), po nim odrobina pizzy (bo
      chyba wszystkiego nie zwrocilam), dzis lyzka (od zupy) twarozku. Wiekszosc
      jedzenia mi smierdzi, a jak juz sie zmuszam, to kamien w gardle, wszystko rosnie
      i bach. Jesli mialyscie podobna reakcje, to moze tez znacie juz jakies tricki,
      zeby sie oszukac i zjesc cos? Jedna osoba polecala mi takie niby shake'i dla
      odchudzajacych sie, ze niby latwe do przelkniecia, a nafaszerowane witaminami i
      mikroelementami. Tylko ja sie zastanawiam, czym jeszcze, skoro maja "rosnac" w
      zoladku i dawac uczucie sytosci. Probowalam z: owocami, musem jablkowym,
      warzywami (gotowane brokuly, marchewka, proba zblizenia sie do baru salatkowego,
      ktory do niedawna wydawal mi sie genialny), kanapkami, zupa, jogurtem i mlekiem,
      kasza manna, ciastem...zero efektu (tzn. natychmiastowy efekt przeciwny do
      zamierzonego, czasem starczal sam widok).
      A u mnie bez zmian (zreszta bez przesady, ze codziennie cos sie zmieni...). H.
      probuje wprowadzic atmosfere zimnej wojny. Mowi tylko "czesc" (komentarz: mam
      kulture, aby sie przywitac, nawet jak nie moge na nia patrzec). Chociaz wczoraj
      przy sasiadce chyba... domagal sie upieczenia ciasta (nie chce mi sie nadazac,
      czego on sie domaga ode mnie, bo i tak nie dostanie). I ciagle gwizdze, na
      korytarzu, klatce schodowej, w kuchni, lazience. Jego rodzice pewnie juz wiedza,
      bo do nich dzwonil (numer byl zapisany w telefonie jako ostatnio wybrany, czas
      polaczenia dosc dlugi). Ja sie budze i placze. Dzis sprawdzajac godzine w
      budziku wcisnelam przez pomylke radio, to mnie sklonilo do wstania (przynajmniej
      sie czyms zajme), skoro spac sie nie chce, tylko potem zobaczylam, ze ja taka
      rzeska o... 2.55 ;/// a teraz sie slaniam.
      Milego dnia,
      liska
      • dorka_mama_jakubka Re: Co jadlyscie w najgorszym stresie? 30.01.04, 10:52
        jejku chyba nie pamiętam co jadłam

        Ale to co opisujesz to przypadłości ciążowe raczej spotęgowane stresem.

        Ja w sumie to pamietam ze omijałam perfumerie szerokim łukiem w początkowej
        ciąży a wcześniej mogłam siedzieć godzinami wdychając przeróżne opary
        różnorakich pachnideł.

        A może przejdź się do lekarze, może cuś doradzi.

        Koniecznie trzeba łykać witaminki np. Materna, Falvit tylko nie jestem pewna
        czy od początku jest wskazana. Wiem ze łykałam też coś foliowegosmilechyba kwassmile
        bosz jak to się szybko zapomina.

        Moja droga a może spróbujesz dzieckowego jedzeniasmileWiesz jakie przyszne są
        musy owocowe, dobre są Hippa różne mieszanki, kaszki... może to wciśniesz?
        Najlepiej to chyba jakieś lekkostrawne, płynne rzeczy- zupy jaknajbardziej
        byłyby wskazane. A soczki typu Kubuś?Ja na nie teraz patrzeć nie mogesmiletyle
        się ich opiłam w ciąży.

        może jeszcze coś sobie przypomne to napisze,
        dorka
      • pysia-2 Re: Co jadlyscie w najgorszym stresie? 30.01.04, 10:59
        Jesteś silna, liesel, wygrzebierz sie z tego szybciej, niz ktokolwiek mysli.
        Jedzenie przyjdzie samo, zobaczysz. Tylko ze w twoim stanie... No, musisz sie
        zmuszac, nie ma wyjscia.
        Ja mam tylko jedno pytanie - czy wy musicie mieszkac razem? Bo dla mnie to
        jakas nienormalna sytuacja. Mieszkanie jest, jak dobrze zrozumialam - wynajete.
        To po co sie w nim kisic we dwoje? I patrzec na siebie? I znosic te
        goowniarskie obelgi?
        Jezu, jakbym takiego dupka zlapala w swoje rece... Trzymaj sie!
      • ann_mart Re: Co jadlyscie w najgorszym stresie? 30.01.04, 12:35
        Ja i bez stresu przez pierwsze 3 miesiące wszystko wypluwałam i schudłam 5
        kilo. cały czas byłam głodna a ja zjadłam - wiadomo... Potem zaczęłam jeść w
        nocy i to co w nocy zjadłam to zostawało. Dziecko urodziło się zdrowe jak byk
        (10 pkt.) więc mu nie zaszkodziło.
        Aha i mój lekarz miał "taką prywtną teorię" wink)) - że im silniejsze tego typu
        przypadłości tym "mocniejsza" czyt. zdrowsza ciąża.
        BTW - jesteś pena, że ten ex to jest zdrowy na umyśle? Bo sadyzmem pachnie...
        Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło
        Anka
    • liesel Mieszkanie 30.01.04, 13:58
      Wiecie, sadysta czy psychol czy co tam jeszcze by mu lekarze znalezli (jak na
      ironie, ojciec jego poprzedniej dziewczyny jest psychiatra i podobno panowie sie
      nienawidzili), ale doluje mnie tak strasznie, jak wchodze do tego mieszkania czy
      chocby o nim mysle, ze zastanawialam sie dzis, co robic. Poogladalam troche
      oferty i wychodzi, ze:
      - do polowy lutego musze wytrzymac, zreszta egzaminy!
      - jesli wymowie mieszkanie (oboje mamy umowe), czynsz beda mi sciagac jeszcze za
      3 mies. (chyba ze ktos chcialby zamieszkac na moim miejscu, no wlasnie moze
      reflektujecie na mileeeeeeeeeego wspollokatora wink, a na placenie dwoch nie moge
      sobie teraz za nic pozwolic. Po prostu sie nie wyrobie. Najwczesniej moge sie
      wiec wyprowadzic w kwietniu.
      - zaraz po pisemnych chce po prostu pojechac do rodziny, wiec do kwietnia i tak
      go w sumie nie musze widywac.
      - Miedzy kwietniem a lipcem bede musiala gdzies mieszkac, hmmm, to raczej jasne.
      Mieszkania na dwa-trzy mies raczej sie nie da znalezc, zwlaszcza na odleglosc (a
      wole jednak wyjechac i miec spokoj i zajmowac sie swoimi sprawami, niz zawalic
      wszystko przez szukanie mieszkania), poniewaz z reguly minimalny okres wynajecia
      to 6 mies. Chyba jednak bede szukala rozwiazan doraznych, jak nie wytrzymam
      absolutnie.
      - od polowy lipca on znika, bo co roku w wakacje jezdzi kopac.
      - ja stad znikam na koncowke, bo nie mam tu zadnej rodziny, a wole zeby mi ktos
      pomagal niz robic z siebie kamikadze (wymowienie zloze odpowiednio wczesniej,
      on dostanie wtedy list z pytaniem, czy przejmuje czynsz, czy sie wyprowadza).
      - zobaczymy kiedy beda wyniki, gdzie dostane miejsce po egzaminie i zobaczymy,
      kiedy bede mogla zaczac, hihih, jakie te kobiety dyspozycyjne.
      - od pazdziernika do stycznia on ma byc w Afryce...
      Chyba nigdy nie mialam tylu zmian i roku pod takim znakiem "pozyjemy,
      zobaczymy"... Szalona lokomotywa ;/ Pocieszcie mnie, ze pogubilyscie sie w tej
      wyliczance, tak jak ja...
      pozdrowienia serdeczne,
      liska
      • male_gonzo Re: Mieszkanie 30.01.04, 15:01
        Droga Lisko!
        Rzeczywiście trochę to skomplikowane i nie poukładane.
        Ale pamiętaj. Jeszcze nie było tak,żeby jakoś nie było.
        Wiadomo, na ułożenie życia od początku trzeba trochę czasu. Nie da się tak
        odrazu. Odciąć się od przeszłości i zapomnieć.
        Ja też układam sobie życie od początku.
        Zostałam sama z pięciomiesięcznym synkiem, mieszkam u rodziców, a od lutego
        wracam na studia. Alestaram się być dobrej myśli. Wystarczy, że spojrzęna synka
        i odrazu odnajduję sens życia.
        Pozdrawiam Cię gorąco i myślami jestem z Tobą.
      • odalie Re: Mieszkanie 30.01.04, 19:04
        > - od polowy lipca on znika, bo co roku w wakacje jezdzi kopac.

        Archeolog???

        (Tak sobie komentuję, oczywiście nie pisz. Znam trochę to towarzystwo, jeszcze
        bym nie wytrzymała i zleciła coś komuś, ot tak żeby kolega koledze - oj,
        targają mnie mocne uczucia.)
        • liesel Odalie 31.01.04, 10:46
          ale Ty nie jestes przypadkiem z Krakowa, prawda?
          liska
          • odalie Re: Odalie 31.01.04, 13:42
            Nie, nie jestem. Chociaż mam w Krakowie sporo znajomych. A archeologów to
            raczej z Torunia znam.

            Przepraszam, jeśli się rozpędziłam, ale zachowanie tego typka zbytnio mi
            przypomina mojego exsia.
    • liesel Nie mam juz sily... 31.01.04, 11:31
      Wczoraj nie bylo zle. Wydawalo mi sie, ze w transie mozna sie nawet uczyc.
      Zjadlam banana (dzieki za podpowiedz, ja tez wlasnie intuicyjnie poczulam, ze
      taki milutki, odzywczy bananek...), a po poludniu nawet cos obiadopodobnego i
      prawie cala szklanke maslanki. Siedzialam taka z siebie dumna przed telewizorem,
      wtedy wszedl on, zamknal sie w twierdzy, cos pogruchotalo i zaraz wypadla za
      drzwi torba podrozna, skrzynka z ksiazkami i laptopem, do sluchawki "tak,
      jeszcze jestem w xyz, ale juz wyjezdzam, no narazie", ryk ogolny (do mnie czy do
      kwiatkow, obojetne) "milego weekendu" i polecial. Ja nawet sobie spekulowalam w
      myslach, ze jak on by np. wyjechal, byloby mi latwiej, ale jak doszlo co do
      czego, poczulam, ze naprawde umieram. Czy ja sie jeszcze jakos ludzilam, nie
      dowierzalam, gralam? Nie wiem, wszystk osie rozsypalo. Przeciez mielismy wlasnie
      jechac razem, pochwalic sie, ze... Po obiedzie pozostal jedynie zapach sprayu do
      odswiezania powietrza w lazience, a ja dostalam tak dzikich spazmow, ze rzucalo
      mna od sciany do sciany i myslalam (tzn nic nie myslalam, ale teraz tak mi sie
      wydaje), ze zaraz wlasne flaki wyplacze. sad(( Uslyszeli mnie sasiedzi wracajacy
      do domu, zapukali, zrobili jakas herbatke uspokajajaca, polozyli do lozka, cos
      mowili o podbrodku wysoko i ze musze byc silna... wieczorem przyszla moja
      przyjaciolka, zebym nie byla sama. Mam naprawde niemalo wspanialych osob kolo
      siebie, choc ciarki mnie przechodza, ile towarzystwa stracilam przez niego (ale
      to dluzsza historia). I jednoczesnie to poczucie, ze jednak nikt nie rozumie
      (oprocz Was), co przezywam. Czy to musi sie rozgrywac na nowo? Za drugim razem
      jeszcze boli bardziej, bo juz wiem, ze to prawda i ze nie ma nadziei sad((
      Mieszkanie sklada sie z duzej kuchni (takiej kuchnio - jadalni), mniejszego
      pokoju (sypialni) i najmniejszego (jego miejsce do pracy, kiedy siedzial w domu
      nad planami czy tlumaczeniami), czyli teraz "jego". Bilam sie z myslami przez
      cala noc, w koncu nie wytrzymalam rano i weszlam. Chcialam wiedziec, co zrobil z
      moimi zdjeciami, listami, drobiazgami dostanymi ode mnie. W biurku
      (sekretarzyku) trzymal w jednej przegrodce stare listy od bylej dziewczyny
      (zdjecia wywalil), ponoc, zeby "moc jej pokazac jaka jest glupia, gdyby kiedys
      cokolwiek jeszcze od niego chciala". Nie podobalo mi sie to, ale nie robilam
      dramatu, prawde powiedziawszy nie pamietalam na codzien. Teraz pokoj byl
      uprzatniety ze wszystkich sladow mojej obecnosci, znalazlam je bez trudu... w
      przegrodce obok. Lacznie sa trzy takie przegrodki, wiec pewnie bedzie tez na
      dziecko (narazie jest pusta, sory za wisielczy humor)... Nie wiem, czy gdybym
      tego nie zobaczyla, byloby mi latwiej, czy tak jest latwiej, jest tak, ze
      myslalam, ze nigdy az tak nie bedzie. Ze spania oczywiscie zero, dzis czulam
      tyko, ze musze dozyc 10, bo otwieraja biblioteke i bede mogla sie wypisac.
      Co do nowych przemeblowan, to musialy one dotknac mojej komorki. Mam w niej duzo
      pamieci i przechowuje co milsze smsy. Bylo tez kilka z serii "kocham, mysle,
      tesknie"... ale wyparowaly. Myslec mi sie o tym nie chce.
      Moj byly (rozstalismy sie zreszta, bo sie pojawil H. i mnie zaczarowal)
      dowiedzial sie, ze po egzaminie chcialam sie dostac tam, gdzie on ma znajomych i
      zbieram informacje, wiec napisal maila, zebym powiedziala, o co dokladnie
      chodzi, to on sie dowie. Bez komentarza. Pojecie "ironia losu" zostalo dawno
      przekroczone.
      Przepraszam, ale musze sobie powyc.
      liska
      • omama Re: Nie mam juz sily... 31.01.04, 13:04
        Lisel, napisałam już raz, ale zniknęło gdzieś w wirtualu:
        WYPROWADŹ SIĘ ALBO ZMUŚ JEGO DO WYPROWADZKI
        Wspólne mieszkanie to dla ciebie niepotrzebny dodatkowy ból i stres,
        rozdrapywanie, posypywanie solą etc. Naprawdę tego nie potrzebujesz. A w ogóle
        to w jaki mieście się męczysz? Może komuś z listy trafi się jakaś info o lokalu?
        Morgana
    • audita Re: Nowa historia :( 31.01.04, 17:53
      Hej, to jeszcze ja, i obiecany c.d.
      Z jedzeniem na początku ciąży to już tak jest, że niechętnie wchodzi, a chętnie
      wychodzi smile - ja przez jakieś dwa miesiące żywiłam się głównie kwaśnymi
      jabłkami, kisielkiem i prażonymi migdałami (sama sobie kupowałam i prażyłąm w
      soli, pochłaniając tonami; potem gdzieś wyczytałam, że istotnie z jakichś
      powodów są znakomite na zgagę, nudności itp). A Maternę i kwas foliowy (np.
      Folik) dobrze łykać od początku.
      Mądrą masz intuicję, więc jej słuchaj wink Na pewno dobrze, że szukasz kontaktu z
      ludźmi, staraj się jak najmniej być sama, przynajmniej przez ten najcięższy
      okres. Zapraszaj koleżanki, babska solidarność działa cuda smile
      Ja tam bym osobiście (tj. telefonicznie) powiadomiła dziadków dziecka (mam
      oczywiście na myśli rodziców ojca dziecka). Spokojnie (na ile cię stać), bez
      pretensji (chociaż rozumiem, że miałabyś ochotę im wygarnąć, jak tego ...
      biiiip... wychowali). Ale tu akurat można spokojnie być tą super-szlachetną,
      skrzywdzoną i dzielną. I niech się też dowiedzą, że ich synek podsuwał ci
      propozycję rozwiązania sprawy niezgodną z prawem obowiązującym w RP. I o
      testach genet. też im możesz wspomnieć. A w ogóle najlepiej napisz sobie
      scenariusz rozmowy na kartce, i parę razy przećwicz swoje kwestie do lustra,
      żeby się nie rozpłakać po pierwszym "dzień dobry".
      Ważna uwaga: ty i H. możecie przestać być parą, ale on nigdy nie przestanie być
      ojcem dziecka, ani dziadkowie-dziadkami. Niech i oni będą tego śwaidomi. To nie
      tylko Twoje życie się zmieniło.
      Pozdrawiam bb. ciepło ciebie i maluszka. Pewnie niedługo zobaczysz ją/jego na
      USG - opraw sobie zdjęcie i postaw na widoku, to niewyobrażalnie dobrze robi na
      nastrój smile
      DAsz sobie radę, na pewno smile))) to widać już po twoich postach smile
    • dorka_mama_jakubka Kraków?:) 02.02.04, 10:27
      Liesel,
      była mowa o Krakowie. Mieszkasz w K-wie?

      Bo wiesz my tu mamy kameralny klubik "S", mało nas tu jest, albo się mamy nie
      ujawniają ale fajne z nas babeczkiwink.
      Jakbyś chciała się spotkać w realu to służę uchem, ramieniem i czym tam jeszcze
      chceszsmile.

      dorka
      • kruszynka301 Re: Kraków?:) 02.02.04, 16:04
        Mamy się nie ujawniają, bo myślą, że przeważa Warszawa i Polska północnawink.
        Mieszkam obok Krakowa, ale bardzo chętnie spotkałabym się z innymi "S".
        Gosia
        • dorka_mama_jakubka Re: Kraków?:) 02.02.04, 16:50
          faktycznie Warszawka górąwink

          Kruszynko jak nabardziej fajnie byłoby sie spotkać w większym gronie tylko
          teraz zostaje nam ustalenie terminu i miejsca, a z tym z doświadczenia
          najdłużej schodziwink

          A z tym klubem to oczywiście troche przesadziłam, jesteśmy dwie w porywach
          trzy, jeszcze ostatnio pewna sympatyczna koleżanka zdradziła nas i wyemigrowała
          właśnie do W-wysmile

          jakby coś to moje namiary
          dorka94@wp.pl
          gg 669552

          dorka
          • liesel Nie... 02.02.04, 21:23
            tylko Odalie pytala o archeologow, wiec zapytalam - troche zartem - o Krakow, bo
            archeolog, ktory nie powinien tykac zadnych obiektow wspolczesnych (a zwlaszcza
            wspolczesnych obiektow ludzkich), kopal pare razy z ludzmi z Krakowa. Chcialam
            wiec wykluczyc, czy sie aby na pewno nie znamy, badz przez znajomych krolika...
            Ale jesli bede akurat w Krakowie, to bardzo chetnie dolacze do jakiegos
            spotkania. A tak swoja droga, to Krakow mnie bardzo ostrzegal, tylko sie nie
            posluchalam glupia... Mowiac po ludzku raz wlasnie bylismy w Krakowie, i po
            tekscie, ze "takie kosciolki jak Mariacki, to sa w Nemczech w kazdej wsi, nie
            wiem, czym Polacy tak sie chwala" - chcialam zabrac plecak z samochodu i
            skonczyc znajomosc z palantem. On mnie jednak niestety przekonal, ze jest takim
            slodkim misiem... ;///
            Lis
      • coppola1 a można się przyłączyć? 04.02.04, 10:26
        do klubu S?
        Samodzielna Krakowianka z 22-miesięczną Córeczką smile
        • dorka_mama_jakubka Re: a można się przyłączyć? 05.02.04, 09:47
          Cop
          to my mamy szkraby w tym samym wieku, kwietniowy baranek???smile

          Jasne że można, tylko musimy ustalic jeszcze termin spotkania, ale to może w
          oddzielnym wątku bo w tym momencie zaśmiecamy wątek Lisel

          dorka
          GG 669552
          • liesel Re: a można się przyłączyć? 05.02.04, 09:56
            Ze tez mozna konstruktywnie zasmiecac wink)) Bardzo sie ciesze , ze sie
            niejako "u mnie" spotkalyscie! Ostatnio usiluje wynajdywac wszystkie mozliwe
            plusy calej tej sytuacji, jesli zrobicie sobie klubik w Krakowie, dostawiam
            plusik do listy!
            pozdrawiam
            lis
            • dorka_mama_jakubka Liesel no to ode mnie plusik w Twoją strone:-) 05.02.04, 10:13
              no to coby było ich więcej to za poczucie humoru daje Ci plusik i wynajdywanie
              plusików też plussmile

              a tak apropo to ja też jestem na etapie zbierania plusów. Dokonuje ostatnio
              samooceny pod kątem wizualnym i wnętrznościowym smile))i marnie z tymi plusami,
              no ale wybieram się do fryzjera to może się coś poprawi w tym pierwszym
              chociażwink.

              dorka
              • liesel :))) 05.02.04, 10:45
                Dzieki, buzka mi krasnieje smile))
                a co do wygladu, wydaje mi sie on bardzo wazny, wlasnie w naszej sytuacji. Ja
                sie lapie na tym, jak bardzo sie pilnuje, by atrakcyjnie wygladac, miec
                wszystko ns tip top, bo to dodaje pewnosci siebie. Po prostu my nie mozemy
                sobie pozwolic, by jakies odrosty czy niedobrane skarpetki, choc na sekunde
                przypominaly nam o niedoskonalosciach, bo to burzy nadwatlona pewnosc siebie!
                Musimy wiedziec, ze jestesmy swietne, ze nie ma sie do czego przyczepic. Ze
                jestesmy po prostu atrakcyjne, ze facet sam sobie winien, ze drugiej takiej nie
                znajdzie, a na ulicy niejeden sie oglada - i to my mozemy wybierac i
                przebierac, a nie jestesmy jakimis odrzutami.Pochwal sie, co Ci fryzjer
                wyczarowal.
              • coppola1 Re: Liesel no to ode mnie plusik w Twoją strone:- 05.02.04, 13:14
                ja pracuję, więc siłą rzeczy czasem muszę się wybrać dpo fryzjera smile
          • coppola1 Re: a można się przyłączyć? 05.02.04, 13:07
            Marcowa Rybka smile z Ruczaju, a Ty?
            • dorka_mama_jakubka Re: a można się przyłączyć? 06.02.04, 10:03
              no niestety nie Ruczaj ale ta sama część Krakowasmile

              może wybierzemy się na spacerek jakiś rybkowo-barankowywink?
              mój adres mailowy:
              dorka94@wp.pl
              gg669552

              dorka
              • coppola1 Re: a można się przyłączyć? 06.02.04, 10:16
                chętnie smile))))) Gdzie proponujesz?
                mój mail kroz@autograf.pl
                • dorka_mama_jakubka Re: a można się przyłączyć? 06.02.04, 13:54
                  napisałam do Ciebiesmile
    • liesel Toczy sie nastepujaco... 02.02.04, 21:41
      Mam nadzieje, ze jeszcze nie dostajecie apopleksji na kolejne odcinki wink, no ale
      w koncu gdzies wypisac sie trzeba wink.
      Dzis wrocil synus od mamusi, z walowka jak sie patrzy i wygolony na rekruta (to
      pewnie akurat nie dzielo mamusi). Rozumu mu jednak nie przybylo.A ja musze
      przyznac, ze po pierwszych spazmach, to w sumie calkiem dobrze mi bylo nie
      musiec na niego patrzec, siedziec sobie spokojnie przy duzym stole, nie myslac,
      jaki to za chwile piekny grymas zobacze, a najwieksze sukcesy to usniecie (tylko
      pare razy sie budzilam, radzilam sobie nawet nad ranem, mylse ze to nie tylko
      sprawa herbatki i tabletek, jakie dostalam) i zjedzenie. Najpierw banan, potem
      dwa (dokladnie, jak jedna z Was pisala), potem proste posilki (podstawa sukcesu:
      nie mieszac duzo skladnikow i zadnych ostrych przypraw), a dzis zlapalo mnie
      niespodziewanie na sledzia i jak widac- zyje. Ogladalam pare mieszkan, jedno mi
      sie podoba, tyle ze wlasciecielka do 15. szuka sobie chetnych, a potem ma
      wybrac. W wolnych chwilach bede dalej szukac, sama swiadomosc , ze moge sie
      wyprowadzic jest mila.
      Najgorsza perfumeria (to tak w kwestii nadwrazliwosci na zapachy) okazuje sie
      byc sam "bohater", poniewaz nie moge zzniesc zapachu jego skory ani przedmiotow
      osobistego uzytku. Jak to sie szybko zmienia...
      W niedziele spotkalam sie ze znajomymi ze swojego klubu studenckiego (ale ja to
      ostatnio zaniedbalam brr...), okazali sie byc super pomocni - oprocz milych slow
      oferta pomocy w szukaniu mieszkania, oferty przenocowania, gdyby co.
      Porazka jedna. Dzis spotkalam sie z bylym, tym co to mial mi poopowiadac rozne
      rzeczy. Przy okazji zgadalismy sie, ze on ma jakies potrzebne mi oprogramowanie
      i pojechalismy po nie do niego. A ja nie moge sie nadziwic, gdzie ja mialam
      oczy, za kim polecialam...szkoda gadac.
      trzymajcie sie,
      Lis
      • dorka_mama_jakubka Liesel jak forma???:-) 05.02.04, 09:49
        Liesel w porządku wszystko?Jak tam dieta bananowa i nauka?

        dorka
        • liesel Re: Liesel jak forma???:-) 05.02.04, 10:37
          Chyba nie najgorzej. Bananki sluza, dzis jeden juz tez poszedl, i to bez
          ZADNYCH sensacji! Dzis akurat mam "wolne", a jutro egzamin, ktorego sie
          najbardziej boje. Dla odprezenia postaram sie sukcesywnie w ciagu dnia zrobic
          podstawowe watki w temacie prawnym obiecanym Emmie i Mirelce.
          A jesli chodzi o wiesci z frontu... No coz, front w sensie doslownym, bo moj
          niedawny najwspanialszy (ludzie, minely przeciez az/dopiero dwa tygodnie, z
          trudem w to wierze, ile moze sie w zyciu wydarzyc przez 16 dni...) toczy ze mna
          wojne, ktora ma mi pokazac jaki to on na mnie obrazony. Humory pospolite, takie
          jak robienie chlewu w lazience i kuchni mamy chyba juz za soba - co bylo
          porozwalane i na podlodze, wywalilam do kubla (zarowno jedzenie jak i walajace
          sie skarpetki), bisow nie bylo, z wychodzeniem z kuchni na moj widok sie juz
          oswoilam (wczoraj robil sobie obiad w piekarniku, ja weszlam, on wyszedl, no
          coz ja poczekalam, obiadek sie spalil, jak go to bawi, to prosze). Na niemile
          teksty sie odcinam, a ze podobno jestem cieta, on juz wybiera milczenie. A to
          naprawde jest zlotem... gdy porownam, jaki rynsztok lubil sobie puscic z buzi.
          Wiec on sie tak miota w poszukiwaniu nowych srodkow i tak sobie trwa ta chora
          zabawa w kotka i myszke.
          Za to - nowosc - przynajmniej wiem juz, skad ten caly pomysl z zostawieniem
          mnie i Malenstwa... On sie "szalenczo zakochal". Ona jest ladnych pare lat
          starsza, ma doktorat z dziedziny, w ktorej on chce sie specjalizowac i prowadzi
          dzial w instytucji, od ktorej on chce stypendium doktoranckie... Spotkali sie
          na tym kongresie, kilka dni zanim nas porzucil. Teraz on wieczorami wisi na
          telefonie i omawia plany weekendowe, ze musi jechac do niej do B., ze teskni,
          zakochal sie, slodka jest... i takie tam, nie psujmy sobie apetytu. Koszmarnie
          jest wiedziec, ze zostalo sie zdradzona, ale sily dodaje mi , ze wiedzac o tym,
          unikne hustawki, ze moze trzeba mu dac szanse, moze tylko sie przestraszyl,
          moze to minie etc. Coz, przyznaje sie, ze skserowalam mu podliczenie, ile
          pracuje na czarno (a to znaczy, ze pracodawcom zapewne odechce sie swiadczyc
          przeciwko mnie, jesli ich poprosi), listy i karteczki (moje do niego), paszport
          z pieczatkami (wspolne urlopy beda poswiadczone nie tylko zdjeciami, i to nawet
          jesli paszport sie zgubi) - i mysle sobie, ze tak jak milego psiaka mozna
          wytresowac na krwiozerce, tak i z kochajacego czlowieka mozna sobie zrobic
          pierwszorzednego wroga...Przykre, ale widocznie prawdziwe.
          I dowiedzialam sie jeszcze, jak wygladal NAPRAWDE poczatek naszej blizszej
          znajomosci, tzn. jak dalam sie zlowic. Teraz sobie mysle, ze jaki poczatek taki
          i koniec. Nastepnym razem bede uwazac zanim komus zaufam. Ja wtedy czulam sie
          zaniedbana przez owczesnego, bylam jednak troche mlodsza, wiec jego brak czasu
          i zmeczenie mnie frustrowaly (robil ten sam egzamin, co ja teraz...). Od H.
          dowiadywalam sie codziennie, jak ten facet o mnie nie dba, co moglby robic, jak
          ja sie przy nim marnuje. Wspolni znajomi (H. i moi) zaczeli powtarzac to samo.
          Kiedys na jakiejs imprezie H. sie zalil, jak to jeo byla cos od niego chce i on
          musi pokazac jej, ze jest zajety. I namowil mnie, niby w konwencji zabawy, na
          pozowanie do zdjec "zakochana parka". Tylko potem zdjecia (ale juz bez
          odpowiedniego komentarza) dostal...chlopak. Dalej potoczylo sie szybko. A on do
          dzis mysli, ze go oszukalam. I mimo uplywu czasu, nie ma nikogo... Coraz
          czesciej mysle sobie, ze chcialabym mu to jakos wytlumaczyc, ale nie wiem, czy
          ma to jeszcze sens, takie grzebanie sie w przeszlosci. Ale ja bylam naiwna!!! :
          (((( Swoja droga, ciekawe, czego sie jeszcze po ludziach dowiem! uncertain
          lis
          • mir-nap Re: Liesel jak forma???:-) 05.02.04, 12:55
            Liesel, już jakiś czas temu chciałam zapytać, czy nie masz czasem nadziei, że
            on się po prostu przestraszył, czy nie liczysz na to, że coś się zmieni. Hm, ja
            momentami irracjonalnie liczę (rozum swoje, emocje swoje). Choć wolałabym mieć
            już to z głowy. Tymczasem, cholera, znowu mi się śnił. Pozdrawiam
            Mirelka
            • liesel Re: Liesel jak forma???:-) 05.02.04, 14:02
              Oczywiscie, ze tez czasem zachowuje sie irracjonalnie. I sni mi sie dokladnie
              jak Tobie. Ostatnio - dzis w nocy. Lezelismy sobie z dzidziusiem, ja mu cos
              szeptalam milego... i zaraz stop, to nieprawda. Taka walka nawet we snie. Chyba
              jesli sie kocha naprawde, to nie mozna sie na skinienie odkochac, uczucie
              wygasa powoli, nawet to najbardziej zranione. Jedno, co moze nas rozni, to
              fakt, ze ja nie mam nadziei na POZYTYWNA zmiane, tak absolutnie stracilam
              zaufanie do tego czlowieka. A ludzilam sie chyba do momentu, gdy na wlasne oczy
              zobaczylam, jak on latwo przestawil sie na tryb zycia beze mnie: mial jechac do
              rodzicow na weekend, to jedzie, mial jechac ze mna, jedzie beze mnie - zadna
              roznica. I teraz historia z ta kobieta, opisalam okolicznosci - jak dla mnie to
              zupelnie cos innego niz ucieczka, bo sie przestraszyl. Za duzo w tym
              wyrachowania. Stad czuje, ze musi sie wypalic to co sie jeszcze tli, ale nie
              rozpali sie nic nowego. To juz przeszlosc, a ja dalej musze sama kierowac
              przyszloscia. Sama sie zastanowilam, dlaczego ja tej kobiecie nie probuje
              wygarnac: wara, on bedzie mial dziecko, zostaw nas. Po prostu chyba czuje,
              ze "nas" juz nie ma, ze on musi ponosic odpowiedzialnosc za swoje czyny, za to
              w co sie laduje, ja wspolnej przyszlosci nie widze.
              Wydaje mi sie, moze sie myle, ale jesli ciagle myslisz tak o Twoim ex, to
              pewnie wlasnie dlatego, ze ciagle jeszcze potrafilabys mu dac szanse, zaufac,
              pozwolic odbudowac. Byc moze to Wasza szansa, jesli mu sie mozg odlasuje, a byc
              moze on sie jednak troche mniej "staral" niz moj, mniej nagromadzilo sie
              negatywnych emocji i wiecej czasu ci bedzie potrzeba na odciecie sie od niego.
              Zobaczymy!
              trzymaj sie cieplutko,
              lis
            • liesel Do Mirelki 05.02.04, 20:35
              Oto jeszcze jedna roznica miedzy nami, wlasnie siedze w totalnym stresie
              powtarzajac co sie da i odczuwam ja dosc bolesnie. H. zmienil taktyke i
              przestal wychodzic z kuchni. A moze chcial sobie po prostu obejrzec wiadomosci.
              Ja akurat parzylam herbate i robilam kanapki, on: jak z rachunkami, bo slyszal,
              ze nie mam za duzo pieniedzy, czy ma przejac np. gazety na miesiac (ja: a co ci
              do moich pieniedzy); jak moje egzaminy (ja: a co ci do moich egzaminow...), czy
              tez dostalam maila od naszej wspolnej dobrej znajomej (poniewaz w naglowku
              widac bylo, ze wyslala go i do niego i do mnie, ja: przeciez wiesz, co pytasz),
              no a jak mi ogolnie (ja: w co grasz?)... A potem patrze katem oka na te postac
              znajoma, ten kolor wlosow, owal twarzy... i cos mi sie dziwne wydaja te moje
              obcesowe reakcje, podeszlabym jakos, moze tez herbate zaproponowala... ale nie,
              przeciez wiem juz, dlaczego tak reaguje... Wrogosc z niedowierzania... Bo ja
              nie wierze, ze on sie akurat mily zrobil. Nie wierze, ze szuka kontaktu, ze
              przemyslal. Boje sie, ze jesli raz sie zlamie i jednak uwierze, to potem
              dostane sie w taki wir, ktory on sobie bedzie mogl krecic wg swojej
              woli...Spotkalby sie z dzieckiem, zabral na hustawki i kupil misia, a Male by
              mi jeczalo dajmy na to w drodze do dentysty (hm, roznica miedzy rodzicem
              codziennym a od swieta): do tatusia, tatus dobry... Wiec ja bym pozwalala, bo
              przeciez Male sie cieszy...Niedoczekanie.
              Ty czekasz na jakis gest z jego strony, dobra wole, bo tylko w takich
              okolicznosciach masz szanse na kontakt z nim - ja musze ciagle sie kontrolowac,
              by w zwyklych codziennych przymusowych spotkaniach nie dostrzec czegos, co w
              moim pojmowaniu swiata musialoby znaczyc cos wiecej niz kolejne otworzenie
              paszczy, coby sobie poklapac w przerwie na reklamy... jak nie ma z kim, to
              ostatecznie i z matka swojego dziecka...Kurcze, ze tez ten typ potrafi mnie
              jeszcze dolowac. Jeszcze 10 dni i bye!
              lis
              • mir-nap Re: Do Mirelki 06.02.04, 13:16
                Liesel!
                Hmmm, mój ex też łatwo się przestawił na życie beze mnie, no może zajęło mu to
                trochę więcej czasu, jakiś miesiąc z okładem. Ale teraz zaczął nowe życie:nowa
                paczka znajomych (ze starymi, naszymi wspólnymi zerwał kontakty), nowe pasje
                (narty), no i nie ma się co łudzić - pewnie nowa kobieta (przecież laski zawsze
                za nim szalały). Mam o tyle - lepiej/gorzej - inaczej, że ja tego nie widzę,
                oddzielają mnie teraz od tego wszystkiego bezpieczne kilometry. Nie powinnam
                więc mieć nadziei na pozytywną zmianę, to nierozsądne, bezsensowne. NIe
                ma "nas" - i chyba nigdy nie było, skoro stało się tak, jak się stało, "my"
                istnieliśmy widać tylko w mojej głowie. Owszem, potrafiłabym dać mu jeszcze
                szansę, spróbować, zaufać i to mnie z lekka przeraża. Bo chyba nic dobrego,
                sensownego by z tego nie wyszło. A jednocześnie nie potrafię stłamsić w sobie
                tej głupiej gotowości do przebaczenia mu.
                Co do przyszłości mam podobne obawy:cudowny tatuś od święta, a na co dzień -
                zła mama.Na to się zanosi:już teraz tatuś wysyła sygnały świadczące o jego
                wyobrażeniu ojcostwa. Będzie ubierał dziecku choinkę (jaką choinkę?w czyim
                domu?), nauczy je jeździć na nartach (mnie zresztą też, tak powiedział, a ja
                nie byłam w stanie go wyśmiać, bo ze wszastkich siŁ starałam się nie
                rozryczeć). Na razie nie stać mnie na postanowienie typu "niedoczekanie" -
                zazdroszczę Ci tego, Liesel, nie wiesz nawet jak.Nie chciałabym mu utrudniać
                kontaktów z dzieckiem, aby w razie czego nie być przez niego obwinianą o to, że
                te kontakty będą marne. Jakby co - sam będzie sobie winien.
                Bardzo Ci, Liesel, współczuję w związku z koniecznością wspólnego mieszkania
                (całe szczęście, że to już niedługo!)i jednocześnie podziwiam, musisz być
                nieziemsko silna i twarda. (Ja z trudem znoszę telefony.)
                A jak egzamin?
                pozdrawiam
                Mirelka
                • dorka_mama_jakubka Liesel, Mirelko..... 06.02.04, 13:38
                  wszystkie formy dobroci typu;telefon - jak się czujesz?wsyzstko w porządku?
                  wzbudzały we mnie ataki wściekłości no bo niby jak ten człowiek mógł mi pomóc.
                  A teksty"chcę żeby było normalnie" czyli jak cholera-pytałam w duchu.Powiedział
                  w momencie kiedy byłam najbardziej bezbronna czyli w ciąży ze nie kocha, nie
                  wyobraża sobie życia ze mną i chce żeby było normalnie.

                  A gdy byłam w ciąży już po rozstaniu zdobyłam się na rozmowę z nim i zapytałam
                  czy "czuje" jakoś to dziecko to twierdził że dziecko śni mu się po nocach, że
                  wyobraża sobie że będzie mu czytał bajki, zapisze na jakieś kursy walk wschodu
                  i co........jak przyszło co do czego to zniknął.

                  Nie rozbudzajcie zbytnio swoich oczekiwań w stosunku do nich, żeby nie
                  cierpieć.Być może zmądrzeją, oby obietnice miały przełożenie i pokrycie w
                  czynach ale liczcie przede wsyzstkim na siebie.
                  całuski
                  dorka

                  ps.Lis egzamin do przodu?
                  • liesel Re: Liesel, Mirelko..... 06.02.04, 20:14
                    Lis malo kity nie stracil, jak opowiadalismy, co bylo, to ludzie, ktorzy juz
                    maja ten egz za soba, az sie przyjaznie posapali z wrazenia. Ale jak pisalam,
                    to bylo to, czego najbardziej sie balam. Teraz jeszcze ciagle duzo pracy, ale
                    najgorsza zaspa za mna, wiec potwierdzam, ze do przodu. Jak przyszlam do domu,
                    to musialam po prostu odespac (chcialam isc sie przewietrzyc, u nas dzis wiosna
                    zapachnialo!), ale usnelam, to moj najlepszy sposob na odreagaowanie stresu i
                    wysilku. Zaraz zaczne tlumaczyc rodzinne, bo wreszcie czuje, ze znowu
                    fukncjonuje. W drodze powrotnej do domu bawilam sie mysla, ze jak mi sie but
                    rozwiaze, to najpierw bede musiala wymyslic odpowiedni wzor, a dopiero potem
                    bede mogla zabrac sie za sznurowadla wink.

                    Co do humorow i niby "przeblyskow" - to H. dzis np. polknal kij, nie odzywa sie
                    ani slowem. Ale w zamian napakowal piwska do lodowki. Hmmmm, to co z wyjazdem
                    romantycznym? Pewnie wlasnie dlatego u mnie to "niedoczekanie", bo na wlasne
                    sliczne oczy wink widze, jak on sie stara i ile to warte. Trudno decydowac za
                    kogos o jego zyciu, ale mnie po prostu nie zalezy, zeby on mial dobre kontakty
                    z dzieckiem. Co mogloby znaczyc dobre, wziawszy pod uwage jego brak
                    odpowiedzialnosci? Chyba tylk onieskomplikowane. O ile by mu na nich w ogole
                    zalezalo. To ma mi dzieciak wysiadywac jajka na parapecie patrzac czy tata
                    przyjdzie czy nie? Cieszyc sie z jakichs ochlapow, myslac, ze to wlasnie takma
                    byc? Nie, wole, zeby Male bylo jak najmniej obciazone takim tatusiem. A czy -
                    to tak á propos skrupulow Mirelki - on uzna to za moja wine, to jego problem ,
                    nie moj. On juz tyle bzdur nawygadywal, ze pare mniej czy wiecej nie burzy
                    statystyki. A ja mam nadzieje, ze sobie ulozymy za jakis czas rozsadnie zycie,
                    ze bedzie jeszcze pelna rodzina - i niech to bedzie szczesciem Malego, a nie
                    ten najwspanialszy z tatusiow. Moze to uproszczone, ale staralam sie wylozyc
                    szybko glowne watki. Chyba, ze bedzie chcial rowniez przejac o d p o w i e d z
                    i a l n o s c - to pogadamy od nowa, ale wtedy oznaczaloby to zmiane "podstawy
                    wyrokowania", czyli zupelnie inna bajke. No i jestem w tej komfortowej
                    sytuacji, ze na nartach to ja go uczylam - wiec ten aspekt dojrzalego ojcostwa
                    odpada w przedbiegach wink; sportow walki on nie lubi (widac, widac), plywamy
                    oboje (wiec znowu nie jest to nic, czym by zaimponowal w stosunku do mamy),
                    jogging to tak normalny skladnik procesu odchudzania, ze kazdy nastolatek sam
                    leci do parku... slowem zostaje choinka. Ale to tylko raz w roku, przezyjemy
                    najazd Hunow... Oh, tak sobie paplam dla odprezenia. Przeciez on nawet choinki
                    nie proponowal ;/// Naprwde nie wydaje mi sie, abym liczac na zero, nothing,
                    null i niente liczyla na zbyt duzo.

                    Mirelko, staraj sie nie plakac przy nim. To naprawde mozna wytrenowac. Mi sie w
                    pierwszych dniach na samo imie oczy szklily. Potem jakos zaczelam ratowac si
                    ewisielczym humorem, wypisywac sie nawet z detali na forum. Wiesz, jak czasem
                    mam "faze", to patrze tu, ile juz przeszlam, a przede wszystkim ile swietnych
                    osob sie odezwalo, ile empatii w odpowiedzi na jego obojetnosc... to szalenie
                    pomaga, taki prawdziwy plaster miodu na zbolala dusze. Jak chcesz bardziej
                    prywatnie, pisz na priva, w koncu obie siedzimy na tej samej grzedzie, to sobie
                    pokwoczymy. Nawet jak otwieranie forum po paru dniach uzaleznia, to jednak daje
                    kupe sily, a wydaje mi sie, ze slay facet (nie oszukujmy sie, obie na takich
                    trafilysmy), bedzie mial wiecej respektu przed silnym (przynajmniej pozornie)
                    niz mazgajem i mniej bedzie cie ranil, skoro nie z uczucia to przynajmniej
                    wiedzac, ze jak z czyms wyjedzie, to mu w piety pojdzie... A ty bedziesz
                    spokojniejsza, o co przeciez chodzi.
                    buziaczyska,
                    lis
                    ps. aaaaa, chyba to piwsko to dla kolesiow, bo cos znajome tony z
                    kuchni. Jakie ten facet m a nieskomplikowane pojecie udanego weekendu. Slodkie.
                    • mir-nap Re: Liesel, Mirelko..... 09.02.04, 09:30
                      Oj, uzależnia to forum cholernie, ale rzeczywiście pomaga. Też sobie
                      postanowiłam, Liesel, że stanę się silna i będę radosna.I obojętna wobec exa;
                      nie wyciśnie ze mnie żadnej łzy ani grama tęsknoty czy wściekłości.I nie będzie
                      w stanie niczym mnie zranić. Takie sobie poczyniłam postanowienia. I wydawało
                      mi się,że jestem na dobrej drodze do tego wszystkiego. No może jestem, ale coś
                      chwilowo opadam z sił.Nie płaczę do słuchawki, kiedy dzwoni, ale po każdym
                      telefonie ryczę godzinami. Na szczęście dzwoni rzadko, coraz rzadziej.Czwarty
                      miesiąc ciąży, czwarty samotny miesiąc, a ten gnojek ciągle mi się śni.Dziś w
                      nocy niosłam mu naręcze kwiatów (ja -jemu smile)- chyba liczyłam, że do mnie
                      wróci. Sama na siebie się wściekam za te senne wizje.
                      Oj, chciałabym jak najszybciej przestać liczyć na cokolwiek z jego strony. Ale
                      potrzebuję na to chyba trochę czasu. Może jak dzieciak zacznie kopać i poczuję
                      wreszcie w sobie macierzyńską żyłkę - może wtedy samo przejdzie? Silna kobieta
                      z Ciebie, Lis. I na szczęście dla nas wszystkich tu zebranych smile)) ta Twoja
                      siła się udziela poprzez posty.Pozdrawiam ciepło
                      mirelka
                  • coppola1 Re: Liesel, Mirelko..... 09.02.04, 13:11
                    Święta racja Dorota!!! Miarą ojcostwa nie są deklaracje ale CZYNY! Mnie też
                    wścieka do białości tekst typu "Jak ja bardzo ją kocham!". Jeśli kochasz to
                    bądź z nią częściej niż raz w tygodniu DO LICHA!
          • mamaestery Re: Liesel jak forma???:-) 05.02.04, 14:06
            liesel jak czytam to wszystko co piszesz,a naprawde robie to regularnie to w
            glowie mi sie nie miesci ze faceci ,ze ludzi, moga tak diametralnie sie
            zmienic,no ale ostatni post swiadczy o tym ze facet sie nie zmienil,on
            prawdopodobnie zawsze taki byl,dobrze ze wiecej ci lat nie zmarnowal,glowa do
            gory,a z tym poprzednim faktyczie nawiazalbym jakis kontakt,nie tam zaraz ze
            niby jakas para czy zwiazek(bo po co zapeszac) ale skoro byl ci tak
            bliski,przyda ci sie ktos taki (wink ) w przyszlosci jak bedzisz samotna matka ,by
            przytulic,pocieszyc,a najwazniejsze dac wzorzec dziecku ze faceci istnieja i to
            nie tacy najgorsi...no tak w skrocie,bo(wybacz!!!!!!!!!!!!) czyta sie ciebie jak
            powiesc sensacyjnasadsada to tylko parszywe zycie,dzien jak co dzien,co nie?..
            pozdrawiam!!
            • katse Re: Liesel jak forma???:-) 06.02.04, 16:14
              Liesel, Dziewczynki.

              Nie jestem samodzielna. Ale wiem, ze w zasadzie kazda moze to spotkac. Z
              przerazeniem patrze na poczynania facetow. Oni sa chyba naprawde z innego
              gatunku.

              Liesel trzymaj sie. Widze, ze starasz sie jak nie wiem co. Dasz rade. A
              dzieciatko wszystko Ci oslodzi.

              Jakby co, to we Wroclawiu mozesz liczyc na pomoc.

              Kasia
              • liesel Re: Liesel jak forma???:-) 06.02.04, 20:17
                Kasiu i Mamo Estery, dzieki za mile slowa. Pewnie ze chetnie spotkalabym sie z
                ktoras z forumowiczek w realu.
                lis
    • liesel przytulcie mnie 06.02.04, 22:23
      Przed gdzies godzina rozmawialam z mama. "Babcia zasnela". Wczesnym wieczorem.
      Nie moglam byc przy tym. Teraz zdecydowalysmy, ze nie ma sensu, zebym na
      weekend jechala, choc tak bardzo chcialabym byc Mamie, ale kolejne egzaminy.
      Pomodlic mozna sie wszedzie. Jechac mam pod koniec tygodnia. I sama placze. Wam
      jest mi to latwiej powiedziec niz znajomym, ktorzy albo kuja albo ida w piatek
      na impre. H. siedzi z kumplem w kuchni, pija piwo, jedza, ogladaja jakis
      kryminal... nie zauwazyli, ze dziwnie sie zachowuje.
      • veerle Re: przytulcie mnie 07.02.04, 00:01
        liesel,

        nie bede nic pisal, pobede chwile z Toba.
        jesli chcesz mozesz sie przytulic.
        mysle o Tobie cieplo.

        veerle
      • mir-nap Re: przytulcie mnie 08.02.04, 12:05
        Liesel, przytulam Cię mocno.
        mirelka
    • audita Re: Nowa historia :( 07.02.04, 00:09
      Liesel,
      Ty za Nią modlisz się tu. Ona za ciebie i maleństwo już się modli Tam.
      Wczoraj zbierałam się, żeby napisać do ciebie bojowy post pełen pochwał za
      podjęte "akcje".
      Dzisiaj... dzisaiaj chciałabym cię tylko przytulić.
      Świat czasami jest paskudny. Na szczęście tylko czasami.
      Trzymaj się.
      Audi
      • katse Re: Nowa historia :( 07.02.04, 08:59
        Lisel,

        Bedziesz miec opieke w Niebie. Ty i Twoje Melenstwo.
        Jak zgasla moja Babcia wariowalam z rozpaczy (byla mi bardzo bliska), dzis
        czuje, ze nie przestala czuwac nade mna.
        Przytulam Cie.

        Trzymam kciuki za egzamin. Bedzie z pewnoscia zdany, dobrze zdany. czuje to na
        odleglosc.

        pozdrawiam baardzoooo serdecznie z Wroclawia
    • stynka Re: Nowa historia, która zakończy się happy endem! 08.02.04, 00:55
      Widzę u Ciebie sporo moich cech i temperamentu. Jest źle, ale z postów nie
      wieje totalnym pesymizmem. Poradzisz więc sobie.
      Za 4 miesiące miną 4 lata odkąd zostałam sama z problemem. Kilka dni temu mój
      Jach skończył 3 latka. P. widział go przypadkowo na ulicy ok. 2,5 roku temu. W
      żadne "jak zobaczy to pokocha" czy inne "może kiedyś dorośnie do ojcostwa" nie
      warto wierzyć. Ale też tym, że nie pokocha i nie dorośnie kompletnie nie należy
      się przejmować! Coś tam pamiętam jeszcze, jak ryczałam od rana do nocy;
      pamiętam telefony z pogróżkami i wyzwiskami; pamiętam rzuconą kopertę. Ale mam
      to od dawna w głębokim poważaniu (od dawna, a minęły w sumie niecałe 4 lata)!!!
      Nie nienawidź, żal własnego zdrowia; zobojętniej raczej, byś mogła spojrzeć z
      góry spotykając go na ulicy. To bardzo miłe zobaczyć - jak w moim przypadku -
      podstarzałego, przygarbionego, noszącego ciągle ten sam prochowiec człowieka!
      Miłe nie dlatego, że jemu tak samo lub gorzej, tylko dlatego, że mnie lepiej!
      Nikt za Ciebie nie poradzi sobie z Twoją sytuacją, ale Tobie to się świetnie
      uda. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Tak jak nie mam wątpliwości, że
      okupione to będzie łzami. Ale łzy wysychają, a po nich cudownie błyszczą oczy.

      Przytulam Cię,
      stynka
    • liesel przede wszystkim wszystkim 08.02.04, 18:12
      dziekuje za pamiec. Troche zaczyna mi brakowac werwy i nastawiam sie glownie na
      to, ze za pare dni do domu. Taka strategia przetrwania. H. pojechal w sobotnie
      poludnie do swojej nowej milosci, ja zas walcze z dolem, osamotnieniem i
      przeziebieniem. Przeprowadzilam trudna rozmowe z osoba, ktora byla mi kiedys
      bardzo bliska i teraz bylby to pierwszy czlowiek, jakiemu normalnie
      polecialabym sie wyzalic. Niestety okazalo sie, ze swoim odejsciem zranilam go
      duzo glebiej niz moglabym sie domyslac. Dosc podle sie z tym czuje, a on -z
      czym musze sie jakos pogodzic - nie chce miec ze mna blizej nic wspolnego.Dam
      znac, jak tylko cos sie wydarzy.
      trzymajcie sie,
      liska
      • annes67 wsparcie ode mnie 08.02.04, 20:56
        Liesel, piszesz pięknie, jak wytrawna pisarka, i wiedz ,że te przeżycia też mi
        są bliskie. Sztywnieję gdy o tym czytam, bo staram się zapomnieć o najgorszym
        początku ciąży. Teraz mam tylko miesiąc do daty porodu i wiesz co Liesel,
        uwierz mi ....szkoda nawet słów na tych naszych Padalców, zrozumiesz z czasem ,
        że warto nie łudzić się , nie poświęcać mu uwagi ,za to myśleć o naszym ósmym
        cudzie świata i o sobie.
        On nie jest wart jednego słowa!!
        Pisz o sobie , jak sobie radzisz i też jestem z Tobą. Forum to nasz ratunek!
        • novikaa Re: wsparcie ode mnie 09.02.04, 13:35
          Miałam teraz odrobninę czasu i przyczytałam cały wątek...co do potraktowania
          Ciebie przez tego człowieka...pozwól,ze pomine to milczeniem, na prawdę brak
          słow na takie postawy,ale z drugiej strony lepiej teraz i nie ma tego złego co
          by na dobre nie wyszło... Dla mnie ciąża była koszmarem, byłam na skraju
          wyczerpania nerwowego, na samą myśl o tym co sie wtedy dzało przechodzą mi
          ciarki po plecach, ale...wiesz co jest w tym wszystkim najpiekniejsze, ze
          teraz koło mnie w wózeczku lezy najcudowniejsza istota na swiecie, najwiekszy
          skarb i...prowadzi ozywioną "dysksję" ze znajdującym sie w zasiegu Jej
          wzroku "podrecznkiem do rysunku technicznego" adeusza Dobrzanskiego,hahha....
          chyba dlatego ze okladka jest kwrwisto czerwonasmile)...i na tym sie skup, o tym
          myśl, oczekuj, czuj i czekaj na cud!!Uwierz nie warto mysleć o kimś lub o
          czymś co nie jest tego warte.
          Nic inne nie jest rownie wazne , abdsorbujące...tylko ten mały człowieczek w
          Tobie!smile
          Jestem z Toba w myślach, zobaczysz wszystko minie, pozostanie tylko czysta
          milość....
      • baby111 czytam o sobie...... 11.02.04, 07:24
      • baby111 polecam 11.02.04, 07:32
        kiedy czytam twoje list mam wrażenie czasem,ze czytam swoje wspomnienia. ja
        sie wyprowadziłam. nie było u nas żadnego podziału, bo to było jego królwstwo.
        dalej spalismy w jedny łózku,ale tacy obcy. był miły, ale prawie nie odzywał
        się, wychodził ze znajomymi a ja wariowałam. chodziłam na zajęcia jak glupia,
        bo bałam się ze zawalę rok, a potem zmeczon wracałam a on wychodził i tak w
        kółko.wyprowadziłam się. walka z osamotnieniem jest cięzka. właściwie
        przegrana na starcie, az do momentu gdy znajdzie się ktos bliski. ale nie
        radze szukana na siłe, bo to tylko oszukiwanie siebie. ja wiem,ze musze
        poczekac az minie złość. nie chce zeby ktos, kto bedzie chciał mnie i małego
        cierpial z powodu moich przezyć. musisz cos zrobic ,by nie widywac go jesli to
        mozliwe, bo ty będziesz cały czas cierpieć a on....pozdrawiam
    • mamaestery Re: Nowa historia :( 10.02.04, 22:09
      liesel,jak sie czujesz??
      co u ciebie slychac??
    • baby111 Re: Nowa historia :( 11.02.04, 07:14
      hej! właściwie wszystko o czym piszesz sama przeszłam. wiem,ze nie przekonam
      cie,ze jakos się ułozy. czas wszystko załatwi. mój maluszek jest dla mnie
      całym światem, ale nawet przez chwile nie łudziłam się, ze jego tatus go
      zechce gdy zobaczy. sama przechodziłam przez ciążę i dla mnie ( o zgrozo) jest
      to narmalne,ze rodziłam sama i sama potem sobie leżałam z maluszkiem. cięzko.
      tez kończe studia w tym roku, zaparłam sie i prę do przodu. trzymam kciuki. aa
      polecam wygadanie sie przed kimś, nie trzymaj niczego w sobie, bo zwariujesz.
      pa!
    • liesel ???? 11.02.04, 12:07
      Dziewczyny, blagam trzymajcie kciuki za Malenstwo.Pojawily sie problemy, dlateo
      nie chcialam w niepewnosci nic pisac, ale w koncu nie wytrzymalam, bo mi nerwy
      puszczaja. Mam brac lekarstwa, nie przemeczac sie, nie denerwowac (wychodze z
      siebie i staje obok, jak slysze cos takiego, bo przeciez od takiego "nie
      denerwuj sie", to mozna chyba najlepiej osiwiec), najlepiej przy tym nie myslec
      jeszcze, ze jestem w ciazy, a jak sie pogorszy, to od razu do szpitala. Oprocz
      tego mialam sie wypytac w rodzinie o poronienia i ciaze pozamaciczne,
      oczywiscie nie denerwujac sie, pytam babke, bo to podobno najwazniejsze, a ona,
      tak, owszem... Czekam teraz na wyniki z krwi - dzisiaj byla powtorka z
      poniedzialku, czy sa zmiany. W dodatku powedrowalam sobie na forum ciaza, a tam
      sa watki o braku serca (7. tydz.), lekarstwach, ktore dostaje (napuchlam
      nieprzytomnie, cztery litery mi sie w spodnie dzis nie zmiescily, wczoraj te
      spodnie byly opiete, a przed tygodniem, calkiem normalne, nie wiem po co pisze
      o tym, ale w ogole jestem taka przytomna, ze pewnie nie zorientowalabym sie,
      gdyby mi sie klawiatura przestawila na piktogramy), z polowa nie konczy sie
      dobrze, iwec kota dostaje, po ktorej stronie monety jestem. Bezsilnosc totalna,
      bo nie moge przeciez NIC zrobic. Na sprzet nie mam co zwalac, na konowala tez
      nie, nadzieja, ze moze "pecherzyk" jest mlodszy, mysle po przeczytaniu tych
      watkow, lapie sie jak tonacy brzytwy, ale nie chce tracic nadziei. Caly H. i to
      wszystko to maly pikus, jak mysle o (...). Zreszta wieczorem jade do domu, nie
      wiem kiedy sie zobaczymy nastepny raz. Od czasu, jak pojechal do B., patrzec na
      niego nie moge zupelnie. Wydaje mi sie po prostu odrazajacy, dobrze, ze sie
      moge pakowac. Wzoraj byla awantura, poprosilam o umycie kuchenki, bo on gotowal
      ze swoim kumplem i sie wszystko kleilo - panowie puscili jakies wulgaryzmy,
      kazalam sie wynosic. Jak u zulerki... etatowych obszczymurkow. Dzis rano
      natomiast zrobil mi kawe i zapytal, czy chce tosta - normalnie jak gdyby nigdy
      nic! - zdebialam, ale kazalam sie z tym zbierac, moze sie powtarzam, ale to
      jedno z nielicznych polecen, jakie on rozumie i wykonuje.
      Czy ktoras z Was tez miala takie przeboje, a potem sie wszystko wyprostowalo?
      pozdrowionka,
      smutny lis
      • pysia-2 Re: ???? 11.02.04, 13:40
        Po pierwsze nie wpadaj w panike.
        Nie piszesz jakiego rodzaju problemy ci sie pojawily, ale moge cie zapewnic, ze
        problemy z ciaza ma teraz 80 procent kobiet. Mi lekarz nie zalozyl nawet karty
        ciazowej na poczatku, bo nie wiedzial czy warto... Mialam ciagle krwawienia,
        bralam leki na podtrzymanie ciazy i nikt nie dawal mi gwarancji, ze donosze...
        W 8 tygodniu wyladowalam na patologii ciazy, naogladalam sie przy okazji pan po
        skrobankach itp, myslalam, ze strace maluszka... Straszne to byly chwile. I co?
        I donosilam ciaze do konca, musialam sie tylko oszczedzac, duzo lezec, brac
        leki. Urodzilam zdrowego chlopaka, 10 punktoow (poroos swoja droga tez ze
        strasznymi komplikacjami, chcieli robic cesarke, ale dalam rade!).
        Grunt to za duzo nie czytac (wiem, ze trudno sie powstrzymac), bo od tego mozna
        sie tylko jeszcze bardziej rozchorowac.
        I naprawde NIE DENERWUJ SIE. To mozna sobie wypracowac. Ten spokooj i
        obojetnosc. Wiem, co moowie. Trzymaj sie, ja bede trzymac kciuki
        • liesel Re: ???? 11.02.04, 14:10
          No to ja tez plamie, jestem opuchnieto-zdretwiala (mentalnie odretwiala swoja
          droga ;/), pobolewa mnie brzuch, peka glowa, nudnosci po kilku dniach znacznej
          poprawy osiagnely poziom koncertowy (wiec stosownie do tego sie slaniam). Do
          tego hormony szaleja i usg nie podoba sie lekarzowi. Tez dostalam lekarstwa na
          podtrzymanie, wlasnie wisze na telefonie do lekarza, bo oczywiscie to, co
          mialam wziac przy posilku... no coz, gdzie posilek chce ladowac, to jego
          sprawa, ale lekarstwo musi wyladowac w brzusiu.
          Zaraz przychodzi jakas Japonka ogladac mieszkanie, chce wynajac moj pokoj na
          czas kursu jez. To tak a propos finansow, co by sie oderwac od tematu zdrowia.
          Mieszkamy kolo szkoly jez. i zobaczylam ogloszenie, ze szukaja pokojow dla
          kursantow.Na umowe, z ubezpieczeniem i dobrze placa. Zakomunikowalam H. (siedzi
          caly dzien w domu, dziwne), ze bedzie miec wspollokatora w najblizszych
          tygodniach, a on zaczal sie dopytywac jak mi leci i czy wszystko ok, co bylo o
          tyle zabawne, ze ja wlasnie zaczynalam przegrywac walke z przelykiem o
          utrzymanie jedzenia i musialam leciec do lazienki. Pewnie postanowil pozostawic
          po sobie mile wrazenie na koniec ;/. Nawet sie pochwalil, ze kupil nowy
          telefon, nareperowal kabelki i posprzatal kuchnie...
          Za 3 godz. wyjezdzam! To na pewno mi dobrze zrobi!
          liska
          • ewik35 Re: ???? 11.02.04, 15:23
            Nasi polscy lekarze maja wyjatkowy dar do siania paniki ! Mi kiedys
            powiedzieli, ze mam za mala macice by kiedykolwiek zajsc w ciaze, ze miesniaki
            nie pozwola etc. Zaszlam od razu. Na szczescie trafilam na gina -
            endyktrynologa, ktory od razu wzmocnil hormonalnie ciaze choc nie bylo podstaw
            do podejrzen, Duphastonem, just in case. Zdarzylo mi sie krwawienie - wszyscy
            wkolo panika, a moj gin: spoko, luzik, dal dopochwowo Luteine i nospe i kazal
            szybko wracac do pracy ! Zadnego tam lezenia, zwolnienia, kazal normalnie sobie
            funkcjonowac.
            Potem balam sie bo nie czulam ruchow, moj gin: spoko, spoko, jak kopnie to
            poczujesz.... Poszlam, do innej, polecanej ginki, ona wpadla w panike, ze
            szybko USG bo podrecznikowo to juz dawno bylam powinna cos czuc.
            Ponoc wlasciwy odczyt USG ciazy - to nie takie banalne i jest kilka, doslownie
            kilka osob w Polsce, ktore maja duza wiedze i doswiadczenie.
            Oczywiscie wszystko skonczylo sie happy endem i sliczna, zdrowa, duza dziwucha..
            Acha.. i jeszcze mnie straszyli cukrzyca ciazowa... bo mialam.
            Zaglodzilam sie na smierc, tak ze po porodzie bylam 2 razy chudsza niz przed
            zajsciem w ciaze smile) a potem straszyli czego to nie jesc w czasie karmienia..
            Zaufaj swojemu organizmowi, rzeczywiscie duzo lezec - to pomoga i jest ponoc
            jednak bardzo wazne !
            Pozdrowienia i kciuki,
            Ewa
          • mir-nap Re: ???? 12.02.04, 13:08
            Lis, trzymam kciuki i błagam, nie wpadaj w panikę i nie czytaj tych strasznych
            historii na różnych forach. Moja ciąża póki co przebiega bez żadnych skutków
            ubocznych, a mimo to po przeczytaniu paru informacji o poronieniach,
            plamieniach itp., czułam się fatalnie. I strzeż się panikarstwa lekarzy.Ja na
            początku ciąży miałam tydzień horroru, bo pani podejrzewała ciążę
            pozamaciczną.Jedyny powód: nie było nic widać na USG. Po prostu, jak się
            okazało, było za wcześnie na to, by było cokolwiek widać. No i przedtem
            wielokrotnie słyszałam, że będą problemy z zajściem w ciążę ( bo skoki
            hormonów), z jej utrzymaniem ( bo mała macica). No i proszę - wystarczyła jedna
            nieostrożna noc ( a mój ex-ukochany też miał mieć problemy z płodnością, jak
            potem wyznał smile). No. Spokojnie, wszystko będzie dobrze, wierzę w to święcie.
            Trzymam kciuki
            mirelka
          • ewcia34 Re: ???? 12.02.04, 16:10
            Ja wiem, ze bedzie to strasznie trudne, ale staraj sie myslec jedynie o tej
            malutkiej istocie, która Ciebie potrzebuje, a której Ty potrzebujesz. Nie wiem
            w którym jestes tygodniu, ale gdzies czytałam ze koło 7 tygodnia moga trafic
            sie plamienia, wiec zapewne to nic złego. Nudności sa prawie wpisane w pierwszy
            okres ciązy i tak jak juz ktos pisał to znak ze poziom hormonów jest duzy, a
            wiec mozna ciąza. Dbaj o siebie i o fasolke. Widzisz ja moze na mniejsza skale
            ale tez miałam wiele stresów w ciaży, ogólnie nie było najlepiej. Ale mój
            dzidzius tak jakby na przekór wszytkiemu mial siłę i dzieki niemu stawałm sie
            silna choc wydawałoby sie ze powinno byc odwrotnie. Zaciskałam zeby, było
            warto dla tej cudownej chwili narodzin, wtedy nic nie było juz ważne tylko
            moj synek. Dziecko to najwiekszy skarb najwieksza nagroda jaką w życiu mozesz
            dostac. Nie poddawaj sie, jestem z Toba całym sercem. Ewa
    • audita Re: Nowa historia :( 11.02.04, 23:01
      No, jak jedzonko nadal ląduje w kibelku, to dobry znak dla Małego wink - bo
      nudności powoduje wysoki poziom tych właśnie hormonów, które odpowiedzialne są
      za utrzymanie ciąży. Pamiętam, jak w pierwszej ciąży pawiowałam - po paru
      tygodniach przeszło - a potem gin stwierdził, że mam za twardą macicę, dostałam
      Duphaston i znów zaczęłam pawiować... smile
      A co do kompetencji ginekologów, to mogę ci tylko opowiedzieć, że pani doktor z
      rejonu na pierwszej (i ostatniej) mojej wizycie u niej, z wynikami USG
      stwierdzającymi ciążę, nie była w stanie nawet odczytać poprawnie tychże
      wyników (i nastraszyła mnie, że ciąża jest o jeden cykl wcześniejsza, niż była -
      oczywiście omal nie umarłam ze strachu, bo i wymiary się nie zgadzały, i w
      międzyczasie - gdyby to był ten wcześniejszy cykl - brałam różne niewskazane
      leki...).
      Więc w ostatecznym rozliczeniu, ufaj przede wszystkim sobie i Małemu smile)))))
      A ja nadal myślę o was ciepło. Odezwij się tu czasem, nawet jak wyjedziesz...
    • jo_jo17 Re: Nowa historia :( - bądź dobrej myśli 12.02.04, 16:00
      Droga Lis,
      jak wiele innych "czytelniczek" podziwiam Cię od poczatku Twojej historii za
      siłę i /mimo wszystko/ pogodę ducha. Ale do rzeczy, przełom 7/8/9 tyg. to okres
      ogromnych zmian hormonalnych, tzw. ciałko żółte które wtedy odżywia dzidziusia
      (później tą rolę przejmie łożysko) wariuje wtedy najbardziej stąd takie
      problemy - plamienia itp. U mnie w tym czasie działo się tak samo (i w życiu
      prywatnym niestety także sad , dostałam nospę, luteinę i jeszcze tam jakies
      lekarstwo z mega bombą hormonalną (w opisie którego pisało,że w zadnym
      przypadku nie przyjmować w trakcie ciąży (!) ) 4 miesiące generalnie (przez
      ohydne sampopoczucie) wycięte z życiorysu, ale potem już nie byo specjalnie
      żadnych komplikacji. Stres wynikający z życia osobistego utrzymuje się do dziś,
      ale mam ślicznego, zdowego Skarbka, który ma już 9 miesięcy i ma się całkiem
      dobrze. Podsumowując : skontaktuj się z dobrym, najlepiej poleconym przez kogoś
      lekarzem i po prostu zaufaj w to co Ci zaleci, o tym, że masz się nie stresować
      nie piszę, bo wiem jak sama reagowałam na takie porady w tamtym czasie. Trzymaj
      się , myślę Tobie ciepło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka