Niestety moja wlasna

. Zagladalam ostatnio na "ogolne" edziecko, pierwszy
raz tu pisze, ale mam nadzieje, ze przygarniecie mnie do swojego grona. Bo
bede pewnie przechodzic, to co Wy macie za soba. Troche chaotyczne to , co
probuje napisac, ale TO sie wlasnie dzieje, a ja jestem po nieprzespanej
(jakie to dziwne...) nocy. I ciagne upiorny dzien. I wciaz nie wierze.
Wczoraj wieczorem zostalam porzucona. Nie, nie zwykla sprzeczka, nie to, ze
on wroci... nie - on wzial mnie na kolana, powiedzial, zebym sie przytulila,
jak chce, a potem nagle i prosto w oczy, ze mnie jednak nie kocha i nie
wyobraza sobie wspolnej przyszlosci. ja zamarlam, zsunelam sie z tych kolan -
i chyba przestalam swiat rozumiec. Od tygodnia jestesmy pewni, ze bedziemy
miec dzidziusia, mieszkamy razem od poltora roku. Najpierw lekkie przerazenie
(bo konczymy studia, bo mielismy jechac do Afryki, bo pieluchy i kaszki
i...), potem niby dobrze, w piatek (nadchodzacy) mielismy jechac do jego
rodzicow, za jakies dwa tyg. do moich. Jezu, ja chyba pisze o jakiejs chorej
abstrakcji, a nie o tym, co sie naprawde dzieje... Budzilam sie zlana potem i
z zimna, wymiotowalam, myslalam, ze pojde do niego, opowiem mu, jaki horror
mi sie przysnil, on mnie wezmie w ramiona, Boze, dlaczego go tu nie ma przy
mnie - a potem, nie ma go, bo to nie sen, to ON! Dzis moja przyjaciolka
powiedziala: chory psychicznie, Mama (wiedzac, ze miedzy nami zle, ale nie
wiedzac najwazniejszego, nie umialam, po prostu by mi przez gardlo nie
przeszlo, gdy ona rozmawiala z pracy): lepiej terazniz pozniej... a ja sie
rozsypuje. W przyszlym tyg. zdaje egz. panstwowy na koniec studiow, bedzie
ciagnal sie pewnie do wakacji. On mi zproponowal , ze jak nie umiem z nim
mieszkac pod jednym dachem , to moge sie wyprowadzic, nie bedie mnie
zatrzzymywal. Jak nie chce robic aborcji, to tez mi to pozostawi, placic
dobrowolnie nie bedzie. Dziecko moze nie jest jego - przepraszam, Swietego
Mikolaja? Normalnie wszystko, co zdarza sie w kiepskich filmach... Sorry, ale
tak cholernie becze, ze nie umiem mysli sklecic. Aha, wybral sobie wczoraszy
piekny dzien, bo przeciez mielismy jechac do jego rodzicow, a on by tego nie
zniosl, tak mu sie pomyslalo... A nie kocha mnie, bo byl na kongresie, jakas
panna prawie na niego wlazila, on mnie oczywiscie nie zdradzil , bo przeciez
ma zasady, ale w sumie nie mial nic przeciwko byciu podrywanym.ale mnie
bardzo lubi... niedobrze mi jak powtarzam jego slowa.A bedziemy miec wspolne
dziecko...
Przepraszam, ze takie dlugie, ale potrzebuje rozpaczliwie jakiegos , nie wiem
sama czego.
liska