Dodaj do ulubionych

Dwoje na huśtawce

27.04.04, 22:44
Czy Wy jesteście tylko samodzielne, czy również same? Ja jestem sama. Od ojca
mojego dziecka odchodziłam kilka razy. Powód ogólnie ten sam - na początku
był cudowny i miał ułańską fantazję, poza tym potrzebował mnie bo mu się w
pracy nóżka powinęła. Nigdy nie czułam wsparcia, nigdy nie mogłam poczuć w
nim przyjaciela. Taka fascynacja, jak narkotykiem. Zawsze czułam się
dojrzalsza, a gdy przyszło dziecko okazało się że naprawdę jestem. On ma już
za sobą jedno małżeństwo - z żoną rozeszli się dokładnie w tym samym wieku
dziecka (niecałe 2 latka). Już będąc ze mną po szczeniacku odgrażal się w
mojej obecności, że skoro jej najbardziej zależy na jego kontaktach z
dzieckiem, to za walkę o alimenty on ukarze ją milczeniem. Podłość, którą
wybaczyłam, ale nie zapomniałam. Potem on stanął na nogi, dobra praca itp. Ja
zrezygnowałam z pracy, aby zostać z dzieckiem. I zaczęło sie - łatwo było mu
brać pieniądze, z dawaniem trudniej. Nas też karał tym, że siedzial dłużej w
pracy. Nie mogłam już słuchać jak moja córunia nasłuchiwała z nadzieją jego
kroków. Wyprowadziłam się, nawet dwa razy, teraz już ostatecznie. On
przyjeżdża, zajmuje się naszą córką, pomaga mi i mówi o miłości, o tym, że
nie wiedzieć dlaczego on też czuł się upokarzany. Gdy przyjeżdża
fantastycznie zajmuje się córką, dzwoni do nas często, rozmawia z nią przez
telefon. Ale kwestia finansowa nadal pozostaje trudnym tematem. Ja mam bardzo
ciężką sytuację, o czym on wie. On zarabia bardzo dobrze, nie umie jedynie
gospodarować pieniędzmi (na pierwsze dziecko nie płaci). Gdy mu tłumaczę że
pora aby coś przysłał, on tłumaczy z pretensją że nie miał możliwości itp.
Każda próba wytłumaczenia mu, że bywają dni że mnie burczy w brzuchu bo
dziecko musi jeść kończy sie "taką drogę sobie wybrałaś" - w sensie że
prowadzę mało dochodową działalność. A dziś gdy mu powiedziałam, czy
zastanawia się skąd ja biorę pieniądze na jedzenie dla dziecka, rzucił że wie
co ma robić w kwestii urlopu (miał przyjechać na tydzień, zająć się małą,
abym ja na chwilę "odpoczęła biorąc się za pracę". Wkurza mnie to a
jednocześnie wiem, jak mała go kocha, wiem, że on na swój sposób "ale tylko
na swój sposób, nie inaczej" - kocha mnie, wiem, że bardzo kocha ją (a może
kocha tylko to że jest taka mądra - wyjątkowo!! - i śliczna, ze wzbudza
ogólne ochy i achy). On chce abyśmy razem byli (ja pewnie musiałabym
być "grzeczna"). Jestem po prostu głupia. Nie wiem co robić. Czy iść do sądu
i narazić córkę na jego obrażenie się, czy znosić te co miesięczne rozmowy po
których następuje "wypłata", a może z nim być, żeby dziecko miało swego
ukochanego tatę? Nie wiem, mnie nie zależy, jakbym wycofała sie z życia, nie
chcę faceta w ogóle. Jestem tylko naprawdę sama, bo moja mama - szkoda gadać,
też kolejny temat, ale też bardzo kocha moje dziecko i też spotkania z nią
doprowadzają mnie do szału. Jej pomoc wyszła mi bokiem i jeszcze długo będzie
mi ją wypominać. Jestem sama do bólu. Dziś porwałam na sobie spodnie
(markowe, z dobrych czasów). Dlaczego? Dlatego że zamek nie chciał się
zapiąć, zaciął się palant. To je porwałam. Rwałam, rwałam i ryczałam i
żałowałam że bardziej nie mam siły ich podrzeć. Nawet ich nie żałuję. Mam
dość tej huśtawki a jednocześnie wiem, ze przegrałam. Tak wiele przegrałam. A
najgorsze, że nie ja ponoszę tego skutki. Jestem właściwie bez rodziny i to
samo zafundowałam córce. Czy Wy macie już takie dylematy za sobą? Jakie
skutki przyniosło to w efekcie w życiu Waszych dzieci? Robiłam wszystko aby
nie okaleczyć jej emocjonalnie, pamiętając ból mojego dzieciństwa. Dlatego
tak mnie boli ta porażka i teraz nie wierzę żadnej swojej decyzji. Zrobię
wszystko byleby tylko ona była szczęśliwa. Mogę podrzeć całą szafę, aby
oszczędzić jej mojego podirytowania, aby szarpać szmaty a nie ją. Tylko chcę
wiedzieć, ze tak jest właśnie dobrze. Już nie umiem na sobie polegać.
Przepraszam za epopeję.
Obserwuj wątek
    • mayka_g Re: Dwoje na huśtawce 27.04.04, 23:34
      Witam

      A czy Ty go kochasz??
      Może terapia małżeńska by pomogła??
      • kamila77 Re: Dwoje na huśtawce 28.04.04, 09:19
        Zadna terapia - wydaje mi sie - nie nauczy faceta odpowiedzialnosci. Z tego, co
        czytam, wynika, ze to kolejny Piotrus Pan z tendencja do obrazania sie i
        zrzucania odpowiedzialnosci na wszystkich i wszystko dookola.
        A do autorki watku - zasuwaj do sadu, niech Ci przyznaja alimenty. Ojciec
        twojego dziecka nie powinien kazac Ci wybierac: albo kontakty z dzieckiem albo
        kasa na dziecko. Jedno i drugie to jego psi obowiazek.
        • e-milia44 Re: Dwoje na huśtawce 28.04.04, 22:25
          co takiego przegralas? - powinnas byc z siebie dumna ze od niego odeszlas?
          markowe spodnie? - kupisz sobie sama
          bol dziecinstwa - moglabym o tym tomy napisac - mam juz za soba - uwierz mi to
          mozliwesmile - terapia
          brak rodziny - a corka to co? - to teoja najblizsza rodzina - z reszta rodziny
          jesli kontakty nie sa budujace tylko destrukcyjne nie ma sensu ich utrzymywac -
          nie liczy sie rodzina za wszelka cene kosztem siebuie tylko jakosc kontaktow
          kasa? - zaloz sprawe o alimenty - kobieto burczy ci w brzuchu a ty sie
          zastanawiasz? - alimenty to nie laska tylko psi obowiazek - dlaczego to ma
          spadac na ciebie - sama w ciaze zaszlas? (sorry ale jestem wsciekla) - boisz
          sie ze sie na dziecko obrazi? - to zastanow sie czy naprawde kocha i czym sa te
          kontakty skoro tak je uzaleznia i robi laske i czy nie bronisz czasem kolejnej
          fikcji - prawda predzej czy pozniej wyjdzie na jaw i tak dziecka nie ochronisz -
          a pomysl jak sie bedziesz czula i ile tak wyrzymasz i czy kiedys nie bedziesz
          miala zalu do obojga, ze dla niej przez niego burczalo ci w brzuchu
          chce bys wrocila, ale musialabys byc "grzeczna" - skad ja to znam lepiej
          podrzec pare szmat smile - a nie chcesz szrpac corki - to dodatkowy argument na
          alimenty - nie buduj sobie kolejnych frustracji ktorych nie bedziesz umiala
          odreagowac
          pamietaj z nieszczesliwa matka nie uszczesliwi dziecka i ze z wszystkiego mozna
          wyjsc
          trzymaj sie smile
          • andzelina1 do e-milia44 29.04.04, 14:20
            Cześć!Bardzo mi się spodobała Twoja odpowiedź.Zgadzam się z Tobą w 100%.Mam do
            Ciebie pytanko dotyczące terapii, ponieważ i ja mam w sobie wiele nieuleczonego
            bólu z dzieciństwa.Może mogłabyś polecić mi jakiegoś dobrego terapeutę????
        • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 28.04.04, 22:31
          Kamila, jakbyś go znała.Tyle, że pomimo iż alimenty i kontakty z dzieckiem to
          jego psi obowiązek, wiem, że kontakty ucierpią, gdy wystąpie o uregulowanie
          kwestii alimentów. To nie jest tak, że on w ogóle nie chce płacić. Mnie wkurza
          to że muszę się upominać, albo to, że on uważa, że miał wystarczające powody
          aby nie zapłacić na czas. NIe mogę uwierzyć, że ojciec który niby tak kocha
          córkę, wiedząc, że mam problemy, mówiąc mi przez telefon "jestem z Tobą,
          trzymam kciuki" nie zastanawia sie w tym samym momencie, czy jego dziecko ma co
          jeść. Nie zastanawia się, bo wie, że ja jakoś zawsze sobie poradzę.

          A dlaczego się waham? NIe, chyba go już nie kocham, choć czasem myślę, aby z
          nim być. To wszystko dlatego, że czas leczy rany i pamiętamy tylko te miłe
          chwile. A jeszcze on potrafi być miły gdy jest dobrze. Ale ostatnio zadałam
          sobie kilka pytań (może głupich i naiwnych, ale mnie pomogły coś ustalić). Czy
          gdyby coś mu się stało, gdyby zginął (tfu, tfu) w wypadku, czy by mnie to
          obeszło? Czy bym cierpiała? Otóż nie. A jeśli tak, to tylko ze względu na
          córcię.

          Dość mam tej huśtaweczki, tym bardziej że ja codziennie, ba, co godzinę muszę
          mówić małej albo odpowiadać na jej pytania: tak, tatuś przyjedzie, bardzo Cię
          kocha, bardzo tęskni itp. To jest takie ciężkie, gdy się wie, że tatuś może się
          obrazić. Ale z drugiej strony, gdy przyjeżdża, jest 100% dla niej, bawi się z
          nią, wygląda, jakby ją uwielbiał. Nie wiem, czy dla forsy (jakże potrzebnej),
          tzn. dla ustalenia kwoty i regularności, mam prawo zaryzykować, że on będzie
          mnie karał swoją nieobecnością. Czy nie powinnam sobie "jakoś radzić", wiedząc,
          że te ich spotkania to dla niej bardzo ważna rzecz, dla jej obecnego i
          przyszłego szczęścia.
          • apriv Re: Dwoje na huśtawce 29.04.04, 07:58
            Jezeli facet do tej pory wykorzystuje fakt,ze boisz sie o zerwanie kontaktow z
            dzieckiem,wybacz jest to poprostu wykorzystywanie emocjonalne,a co bedzie za
            kilka lat z Twoja coreczka,jak bedzie jemu nie posluszna,to sie na nia
            obrazi,albo bedzie chcial ukarac ja brakiem milosci,to bedzie horor dla
            dziecka,wydaje mi sie,ze ojciec dziecka powinnien sie leczyc,wybacz ,ale spojrz
            na to z boku,jezeli on nie potrafi oddzielic pewnych spraw(ciebie i finansow)to
            chyba jego milosc do dziecka nie jest odpowiedzialna,ani gleboka,jest to
            traktowanie dziecka bardzo przedmiotowo,nie wiem ,czy ja bym chciala,aby moje
            dziecko,mialo takiego ojca-oczywiscie tego nie mozna zmienic,ale mozesz zadbac
            o to ,zeby szanowny tatus,pokazal w koncu kim jest dla niego corka,ustal swoje
            warunki,do kiedy ma placic,jezeli bedzie dalej robil Tobie takie problemy,zwroc
            sie do sadu-i nie musi byc klotni miedzy wami,po to jest sad,aby ustalal jakies
            reguly,otworz oczy ,przekazujesz swoje nastawienie dziecku,bedzie ona bardzo
            podporzadkowana reakcja innych ludzi(nie musi tak byc-jest to czarny
            scenariusz),powinnas takze porozmawiac z psychologiem,to wszystko jest bardzo
            niezdrowe,dla Ciebie i dziecka,zacznij reagowac juz teraz,widzisz co sie z Toba
            dzieje,chyba nie chcesz,zeby bylo gorzej,z czasem zaczniesz obwiniac swoje
            dziecko-i to jest najgorsze,obudz sie zadbaj o zdrowe relacje ojca z
            corka,jezeli znowu bedzie nie po jego mysli,to poprostu pokaz swoje
            zdanie,najgorsza krzywde wlasnie teraz wyrzadzasz swojemu dziecku,pomysl czasem
            wlasnie jakie beda konsekwencje dla niej ,za lat kilka-walcz wlasnie o poczucie
            wlasnej wartosci Twojego dziecka,no niestety Ty takze,zadbaj o swoje wlasne
            poczucie wartosci,trzymam kciuki ,przeczytaj dokladnie to co Ty piszesz,i udaj
            sie do psychologa-zycie jest piekne nawet bez takich....
            Pozdrawiam
            Alicja
            • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 29.04.04, 23:17
              Ja to wszystko niby wiem. Ale widzę też co się dzieje gdy są razem, jej miłość
              i jego naprawdę nieudawaną miłość. Wiem że jest nieodpowiedzialnym,
              zorientowanym na siebie egoistą, niedojrzałym i niezastanawiającym się nad
              konsekwencjami swojej głupoty. Wiem jednak że naprawdę ją bardzo kocha i
              zastanawiam się, czy jako matka, kochająca i myśląca o właściwym rozwoju mojego
              dziecka nie powinnam raczej robić wszystkiego, aby pomóc mu tę miłość udoroślić
              (wiem, brzmi idiotycznie,ale na pewno wiecie o co chodzi). Nie muszę być z nim,
              ale może powinnam jednak unikać kroków, które oddalą ich, zamiast przybliżyć.

              A poza tym jest moja Niunia i jej codzienne o niego pytania. To tak boli gdy
              ona cały czas pyta, czy tata przyjedzie. Wolę mówić jej zgodnie z prawdą ze
              przyjedzie. Gdy nie ma go czasem 4 tygodnie to każdy tydzień jest gorszy, bo
              ona nawet nie patrzy na mnie gdy sama siebie przekonuje "tata psyjedzie?".
              Szukam mądrego rozwiązania, aby jego wizyty były regularne, a jednocześnie cała
              reszta ok. Wiem, że jest to prawie niemożliwe stąd moja rozterka, czy ryzykować.
              • apriv Re: Dwoje na huśtawce 30.04.04, 08:15
                musisz zrozumiec,ze trzeba oddzielic dziecko od pewnych spraw,i powinnien to
                zrozumiec w koncu jej ojciec,jezeli uwazasz,ze on ja tak kocha-to w zaden
                sposob nie bedzie chcial skrzywdzic dziecka,jezeli podejrzewasz ze jest to
                mozliwe,to zastanow sie czy jest to milosc rodzicielska-chyba bardziej
                egoistyczna,na dluzsza mete wydaje mi sie ,nie musi byc tak,moze byc pozniej
                wykorzystywana emocjonalnie,tak jak Ty jestes w tej chwili,oczywiscie jak
                najbardziej powinnas jemu pomoc ,ale wydaje mi sie ,jezeli idziesz tylko i
                wylacznie za tym co on powie,robisz krzywde tylko sobie i jemu takze,po
                pierwsze Ty nie wytrzymasz tego,po pewnym czasie odbije sie to na dziecku,po
                drugie on niczego nie zrozumie,i bedzie dalej robil to co robi,wiec poprostu
                konsekwetnie ,stawiaj swoje warunki ,kazdy Twoj sukces da Tobie sile,wiare w
                siebie,to zauwazy Twoje dziecko,i bedzie bardziej troszke pewniejsze
                siebie,naprawde udaj sie do psychologa dziecinnego-poprostu porozmawiac,mysle
                ze powinnien Tobie bardzo pomoc,jedyne ryzyko jakie podejmujesz to to ,aby w
                koncu miec zdrowe relacje ,jeze Cie tak wszystko boli to dlaczego
                odeszlas,przyjmij do wiadomosci ,ze jezeli on zalozy druga rodzine,to poprostu
                wynika z tego,z jego dojrzalosci emocjonalnej,ze moze o was zapomniec,jest to
                bolesne,dziewczyno zacznij stawiac,samodzielne kroki,badz przedewszystkim Ty
                dla swojego dziecka wyznacznikiem pewnosci,poczucia bezpieczenstwa,czyli zadbaj
                o swoj spokoj duszy,
                • e-milia44 Re: Dwoje na huśtawce 01.05.04, 20:13
                  ustalenie alimentów nie jest ryzykowaniem kontaktów "dla kasy". Dziecko nie
                  moze zyc sama miloscia, ma cialo, jest materialne, ty rowniez. Jesli ojciec
                  tego nie rozumie to oznacza, ze kocha corke nie zauwazajac jej fizycznosci i
                  potrzeb? nie rozumiem, to chore. Co to za milosc? Przeciagajac ten stan
                  utrzymujrsz dziecko w fikcji.
                  • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 04.05.04, 23:06
                    Wyszłam trochę na bezwolne cielątko. Wierzcie mi tak nie jest. Naprawdę
                    potrafię otworzyć buzię i walczyć o siebie i dziecko. Wydaje mi się tylko (albo
                    wydaje mi się właśnie) że czasem za bardzo. Wiedząc od jakiegoś czasu, że mam
                    doczynienia z dużym dzieckiem, stosuję te same metody. Chciałabym coś z tym
                    zrobić i właśnie nie wiem, w którym kierunku iść. Wiem na pewno, że nie jest to
                    zły człowiek, który specjalnie chce dopieprzyć czy olać. Wiem, że robi dużo
                    więcej niż nauczono go w domu. Był chowany z jednej strony na egoistę, mamusia
                    wszystko za niego robiła, a z drugiej strony dobrego słowa nie usłyszał. I tak
                    w efekcie uważa, że wszystko ma jego osobisty kontekst, jest atakiem na niego,
                    kobiety to generalnie wróg. Ale widzę jak czasami naprawdę się stara (choć nie
                    budzi to we mnie bynajmniej miłości, bo nasz związek za długo był martyrologią -
                    cholera jak to się pisze?). NIgdy nie zrobił niczego specjalnie podle, na
                    złość. Jego największym grzechem (wiem, że poważnym) jest właśnie to, że tak na
                    luzie podchodzi do terminu i kwot na dziecko oraz ze tak się głupio obraża. Ale
                    nie knuje, nigdy nie zaczyna konfliktu, najczęściej to on wyciąga ręke, choć
                    czasem gdy go wkurze pisze mi lub mówi, że mam o nim zapomnieć bo już tak go
                    zdenerwowałam, że nie chce mnie znać. Ale nie jest ani mściwy, generalnie stara
                    się mieć zasady, być w porządku. Tylko cholernie mu nie wychodzi. Dlatego mam
                    opory. Gdybym wiedziała, ze jest skurkowańcem świadomie, co innego. Jego
                    nieodpowiedzialność wynika z nieświadomości, choć nie twierdzę, ze go to
                    usprawiedliwia.
                    Emilia-44, czytam Twoje posty tu i tam. Coś w Twoich wypowiedziach jest mi
                    bliskie, znajome. Może jednak uchylisz rąbka "tajemnicy" o tych bólach
                    dzieciństwa itp? Z psychologa, gdy byłam jeszcze w Warszawie korzystałam.
                    Obiecywał (a właściwie ona) że przejdę przez kilka etapów. Na etapie bólu i
                    rozpaczy zabrakło mi pieniędzy. Tu gdzie jestem, nie wiem czy kogokolwiek,
                    zwłaszcza bez kasy, znajdę.
                    • e-milia44 Re: Dwoje na huśtawce 04.05.04, 23:12
                      Jak chcesz to napisz na priva.
                      A co do faceta, o którym piszesz - ok, nie robi tego specjalnie. Ale to też nie
                      powód dla którego Ty masz ponosić tego konsekwencje. Można komus podać rękę -
                      ale nie własnym kosztem.
                      • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 04.05.04, 23:27
                        Ja po prostu strasznie sie boję, że źle wybiorę. Bo ona go jednak poznała, bo
                        wie, co to zabawa z nim, bo tęskni. Ciągle pyta o niego a ja nawet maksymalnie
                        na niego wkurzona, opowiadam jak to on ją kocha i że do niej przyjedzie.
                        Zawsze lubiłam "kontrolę" nad życiem, jakąś regularność. Uwierzyłam w to, że
                        dziecku ta regularność potrzebna. Drżę, gdy nie ma go 3 tygodnie lub więcej (ma
                        do nas 250 kilometrów). Dlatego gdy on tak beztrosko (może nie beztrosko ale
                        bezmyślnie) zawala tą regularność, zwłaszcza gdy zawala bo go wkurzyłam, po
                        prostu wpadam w furię a z drugiej strony rozpacz. Wydaje mi się, że cała jej
                        psychika, tak dla mnie ważna, po prostu legnie w gruzach, bo skoro tata nie
                        przyjeżdża (bo pracuje, czy coś w tym stylu) tzn. że ona nie jest ważna dla
                        niego. Boję się, że już zawsze będzie zabiegała o mężczyzn, że nie będzie
                        wierzyć, że może być dla nich ważna. Boję się tak po prostu puścić ten ich
                        kontakt na zasadzie "jesteś to jesteś, nie ma CIę to trudno" bo boję się, że
                        bez mojej kontroli to się rezjedzie. I nie wiem, co wtedy będzie. A z drugiej
                        strony nie wiem, czy te moje zabiegi coś pomogą, czy to już i tak jest
                        spaprane. Czy lepiej, żeby go widywała nieregularnie - to raz na miesiąc, to
                        raz na 3 tygodnie, to raz na 5 tygodni i mieć święty spokój od udawania. Boję
                        się odpuścić, bo to ja a nie on muszę patrzeć na jej tęsknotę i boję się tej
                        odpowiedzialności, że mogę coś z jej tęsknotą zrobić a dla własnych potrzeb to
                        ryzykuję.
                        • chalsia Re: Dwoje na huśtawce 04.05.04, 23:40
                          Na podobny temat rozmawiałam z psychologiem. Sorki, ale będzie w suchych
                          punktach bo jestem zmęczona. Wniosek jest jeden - niestety źle robisz.

                          - po pierwsze udajesz i oszukujesz swoje dziecko. Córeczka za jakis czas I TAK
                          wyrobi sobie o ojcu własne zdanie (bez względu na Twoje tłumaczenia jasnym dla
                          niej bedzie, że dla ojca wazna nie jest) A NA DODATEK straci poczucie
                          bezpieczeństwa i wiarę w Ciebie, bo pozna się na Twoich "kłamstwach". Innymi
                          słowy - cel nie uświęca środków. Po za tym uczysz ją, że kochać to może
                          oznaczać również takie postępowanie jak ojca.

                          - jedyne DŁUGOTERMINOWO dobre podejście (aczkolwiek trudne DLA CIEBIE i dla
                          dziecka, bo bolesne krótkoterminowo) to "jesteś to jesteś, nie ma CIę to
                          trudno" oraz prawda "nie wiem, kiedy tata przyjedzie". Jednakże nie ogranicza
                          to Twojej kontroli i ewentualnego wpływania na czestotliwość czy jakość
                          kontaktów.

                          Pozdrawiam,
                          Chalsia
                          • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 00:02
                            Ok, ale w takim razie co mam mówić? Jak pyta czy tata przyjedzie (ona tak
                            ogólnie, nie w kwestii tego, kiedy). Teraz odpowiadam, że tak przyjedzie, że
                            bardzo ją kocha i bardzo chciałby przyjechać, tylko nie może bo ma pracę. Ona
                            jednak pyta. We mnie nikt nie podtrzymywał wiary, że mój tata (padalec, ale
                            ojciec) mnie kocha, wręcz przeciwnie, usłyszałam, że chciał mnie wyskrobać.
                            Wiem też, że między jednym a drugim rozwiązaniem jest milion innych, ale to
                            fajnie wiedzieć, że tata Cię kocha (a on ją kocha, nawet bardzo, tylko tak nie
                            po ojcosku). Co mówić, co mówić? Jak prowadzić tę sprawę wobec niej? To nie
                            jest kłamstwo że on ją kocha.
                            Czy ona nie będzie myślała, że jeśli ja mówię, że tata nie przyjedzie tzn. że
                            może tata na nią się obraził (a to już na pewno nieprawda)? Boję się tego, że
                            może myśleć, że jego nieobecność to jej wina, dlatego tak mi zależało na tych
                            kontaktach.
                            Pozdrawiam
                            • chalsia Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 00:17
                              > Ok, ale w takim razie co mam mówić? Jak pyta czy tata przyjedzie (ona tak
                              > ogólnie, nie w kwestii tego, kiedy).

                              Ze przyjedzie, ale nie wiesz kiedy. I koniec tematu.

                              Co do kochania - jeśli jesteś pewna, że ją kocha (a co to do licha znaczy "a on
                              ją kocha, nawet bardzo, tylko tak nie po ojcosku " ??????), możesz o tym mówić,
                              ale raczej nie w kontekście jej pytań. Lepiej w innych sytuacjach (np. tata Cię
                              kocha - dał Ci swoje nazwisko albo nie czesto przyjeżdża ale za to z bardzo
                              daleka). Możesz też mówić, że MASZ NADZIEJĘ, ze ojciec ją kocha.

                              Oczywiście nie mów niczego, co by stawiało go w złym świetle (np. jak Twoja
                              mama o wyskrobaniu).

                              > Czy ona nie będzie myślała, że jeśli ja mówię, że tata nie przyjedzie tzn. że
                              > może tata na nią się obraził (a to już na pewno nieprawda)? Boję się tego, że
                              > może myśleć, że jego nieobecność to jej wina, dlatego tak mi zależało na tych
                              > kontaktach.

                              Toż to od Ciebie zalezy, co ona pomyśli - Ty jej musisz wytłumaczyć (i to
                              wiarygodnie), że on się nie obraził ani że to jej wina.

                              Ale też nie tłumacz za dużo na raz. To trochę działa na zasadzie "czego oczy
                              nie widzą, tego sercu nie żal". Lepiej starać się "pociągnąć ją za język" ja
                              się czuje, co sobie myśli. I jeśli wyczujesz, że coś jest nie tak (np. ta wina,
                              etc) - wtedy mówić.

                              Pozdrawiam,
                              Chalsia
                              • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 00:26
                                NO to powiem Ci Chalsia, że generalnie tak robię. Nie lubię tylko właśnie tych
                                sytuacji kiedy wiem, że również w tym tygodniu nie przyjedzie i że ona będzie
                                znowu czekać, a ja muszę zagryzać zęby i przekonywać ją że on przyjedzie, jak
                                tylko będzie mógł, choć czasem wiem, że może a nie przyjeżdza.
                                Co znaczy, że nie po ojcosku ją kocha? No wiesz, mnie to miłość ojcowska
                                kojarzy się (bynajmniej nie z autopsji) z odpowiedzialnością, zwracaniem uwagi
                                na emocje dziecka, na jego złożoność, odpowiedzialnością za to jakim będzie
                                człowiekiem itp. Jemu się zdaje że to wszystko ma, ale tak naprawdę to on jest
                                cudowny gdy jest z nią, gdy się z nią bawi, tęskni do niej, przesyła jej czasem
                                niespodzianki emailem lub pocztą. Ale to tak jakby, bo ja wiem, po bratersku?
                                TEż nie. Po prostu kocha ją ale jakby nie brał odpowiedzialności za nią, choć
                                jest święcie przekonany że bierze i za diabła nie idzie mu wytłumaczyć, na czym
                                taka odpowiedzialność polega. On jest pewny, że jest odpowiedzialny i w to -
                                uwaga - WIERZY. A ja mogę na to albo przymknąć oko i powiedzieć "ok niech już
                                tak będzie, niech się dzieciaczki bawią" albo wiecznie walczyć aby go nauczyć,
                                na czym polega bycie rodzicem, nawet gdy nie stanowi się pełnej rodziny, tylko
                                tzw. rozbitą.
                                • chalsia Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 00:42
                                  >Nie lubię tylko właśnie tych
                                  > sytuacji kiedy wiem, że również w tym tygodniu nie przyjedzie i że ona będzie
                                  > znowu czekać, a ja muszę zagryzać zęby i przekonywać ją że on przyjedzie, jak
                                  > tylko będzie mógł, choć czasem wiem, że może a nie przyjeżdza

                                  Swietnie Cię rozumiem. A może lepiej, zamiast zagryzać zęby i przekonywać,
                                  postarać się by ona okazała/powiedziała Ci co czuje i dać jej zrozumienie z
                                  Twojej strony zamiast przekonywania, że czarne jest białe?
                                  Jeśli mała to tak bardzo przeżywa, to może "raz na zawsze" ograniczyc
                                  częstotliwość kontaktów w taki sposób, by rzeczywiście przyjeżdżał np. raz na
                                  miesiąc (tylko przykład) ale za to na bank? Będzie to bolesne ale chyba
                                  długofalowo lepsze niż dziecko co tydzień czekające na ojca, który przyjeżdża
                                  jak popadnie, zupełnie nieregularnie.

                                  A co do "kochania nie po ojcowsku". Teraz rozumiem. Podzielam Twoją opinię i
                                  mam TAKI sam problem (że facet tak właśnie robi i myśli i wierzy).
                                  Tu mam pesymistyczne spojrzenie - nie nauczysz go a się zaszarpiesz. Warto
                                  postawic sprawę jasno tzn. wytłumaczyć raz czy dwa swoje stanowisko w jakiejś
                                  kwestii. Ale jeśli nie trafi - nie walczyć, lepiej wzruszyć ramionami (albo sie
                                  starać by w końcu się taka postawa udała).

                                  Pozdrawiam,
                                  Chalsia
                                  • eaw Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 10:07
                                    A ja myślę, że powinnaś wziąć się za siebie, uniezależnić, na nic nie liczyć, o
                                    nic nie prosić. To powinno dać Ci dystans i pozwoli Ci się troszkę wyluzować.
                                    mam wrażenie, że "gonisz w piętkę", wszystko Cię wkurza, dobrze, że dziecko nie
                                    szaleje za mocno, bo pewnie w takim stanie psychicznym mogłabyś na nią czasem
                                    bez większego powodu nakrzyczeć. Dobrze sie zastanów, zanim postawisz sprawę na
                                    ostrzu noża. Ja tak zrobiłam. Obiecywał, miało być sielsko anielsko, a od roku
                                    moja córka nie widziała ojca, a za chwilę rozprawa apelacyjna o alimenty.
                                    Pewnie wygram,ale czy się z tego cieszę? Nie bardzo. Też ją kochał. Też był
                                    cały jej. A kiedy musiał wybierać zostawił nas bez mrugnięcia okiem. Powiecie,
                                    że nie żal takiego ojca. Mojej córce go brak. BYł dobrym ojcem i naprawdę się
                                    starał na miarę swich możliwości. Ale układ w jakim trwaliśmy był naprawdę
                                    chory. Dla mnie dobrze, że to się skończyło. Nie umiałabym tak dalej trwać
                                    nawet za cenę szczęśliwości mojej córeczki z powodu posiadania ojca 2 razy w
                                    tygodniu. Ale chce mi sie płakać, kiedy pomyślę co ona będzie czuła kiedy to
                                    wszystko zrozumie.
                                    Moja córka od 8 miesiąca zostawała na 10 godzin z nianią, potem i teraz
                                    niestety żłobek (skutek braku wsparcia ze strony tatusia). Ja nie miałam innego
                                    wyjścia, ale z radością wróciłam do pracy. Po 7 m-cach w domu z maleństwem, bez
                                    znajomych i bez netu myślałam, że jeszcze tydzień i zwariuję. A kiedy wróciłam
                                    było czasem śmiesznie, bo zapominałam jak coś się nazywa i dłuuugo musiałam się
                                    zastanawiać(a po angielsku to genaralnie mówiłam yyyyyyyy). Trwało to jakiś
                                    miesiąc. Ale udało się. Tobie też się uda. (Po powrocie z macieżyńskiego
                                    zredukowali mój etat, ale po tygodniu już miałam nową pracę - niesamowity fart!)
                                    Pozdrawiam
                                    E.
    • an-da Re: Dwoje na huśtawce 05.05.04, 13:50
      odpisałam ci na drugim wątku, nie przeczytawszy tego
      teraz widzę, że po prostu się miotasz, nie mając pewności co lepsze dla twojego
      dziecka i ciebie
      nie będę długo się rozpisywać, bo dziewczyny bardzo fajnie ci poradziły
      mogę tylko dodać:
      zawsze mów prawdę dziecku (to tylko kwestia doboru słów, czy będzie brzmiała do
      przyjęcia, czy traumatycznie)
      przypadek z autopsji: dziewczyna, która przerwała studia (trudne, dzienne), bo
      nie była w stanie studiować i zarabiać jednocześnie, której matka nie zadbała
      odpowiednio wcześnie o alimenty
      ona po prostu nie jest emocjonalnie w stanie przeciwstawić się szantażowi ojca -
      powiedział swojemu dziecku, że jeżeli wystąpi o alimenty, to on zerwie z nią
      wszelkie kontakty
      ty jako osoba dorosła i nie zakochana jesteś w stanie zrobić to dla
      długofalowego dobra swojego dziecka

      życzę wytrwałości w trzeźwej ocenie rzeczywistości wink))
      • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 06.05.04, 23:05
        Dziewuszki, ja naprawdę nie jestem od niego uzależniona, nie ślimaczę się itp.
        Jestem niezależna finansowo, nawet bardzo niezależna, bo mam własną, kiepsko
        prosperującą ale jednak firmę. Nie mam szefa, nigdy nie lubiłam ich mieć, a do
        eksa wcale nie skomlę i nie pozwalam sobie wejść na głowę. Denerwuje mnie na
        pewno to, że mnie denerwuje, bo wolałabym, żeby mi dokładnie zwisało czy on w
        ten weekend mi pokaże, czy SIĘ pokaże. I nie wiem nad czym mam pracować. Nad
        tym, żeby się pokazywał - kosztuje mnie to dużo nerwów, bo jak ma humor to tak
        tęskni za "moimi dziewczynami" że przyjeżdża tydzień po tygodniu i jest cały
        ech i ach. A czasem, jak teraz, chce sie odegrać na mnie, że skróciłam naszą
        telefoniczną rozmowę bez pytania czy on skończył. Nie wiem, co dla tego mojego
        dzieciora lepsze, tzn. niby wiem, bo ona niezaprzeczalnie chce żeby on
        przyjeżdzał, ale drażni mnie, że on wykorzystuje, że ona będzie szczęśliwa na
        jego widok, bez względu na to, ile go nie było.
        Tyle razy mu tłumaczyłam, mówiłam o uczuciach dziecka, o emocjach, o tym jakie
        skutki niesie spapranie roboty. Nawet raz się popłakał. Myślałam że dotarło.
        Wrócił do siebie, otrząsnał się i dalej mu się wydaje, że jest doskonałym
        ojcem, bo ją bardzo kocha, bo jak widzi coś co by jej się podobało to potem
        dzwoni do mnie, że kiedyś tam jej kupi itp.
        A tak a propos - moje dziecko wcale nie jest jak to ktoś z odpowiadających
        określił "w miarę spokojne". Jest cholernie niespokojne, wszędzie jej pełno,
        gada jak najęta, nawet bywa już złośliwa (choć dziś mi powtarzała "moja mama
        jest czarująca"). Ale mój eks, gdy ostatnio kilka godzin jej pilnował,
        wieczorem opadł z sił i przyznał mi że jestem dzielna. To jest szatan wcielony,
        czasem myślę, czy aby nie jest nadpobudliwa. Ale jest ekstra. A ten palant
        rezygnuje z obserwowania tego.
        • eaw Re: Dwoje na huśtawce 07.05.04, 10:35
          Cieszę się, że już lepiej się czujesz. Przykro mi, ale w Twoim pierwszym poście
          dopatrzyłam się oznak "skamlenia" - jak to ujęłaś. Skoro uważasz, że nie
          skamlesz to o co chodzi? O to ,że odeszłaś i nie wiesz czy dobrze zrobiłaś? Bo
          chyba nie o to, że mała jest szczęśliwa jak widzi tatę niezależnie czy co
          weekend, czy co 3 tygodnie? Jeśli tęskni to niech do niego zadzwoni i zapyta,
          kiedy do niej przyjedzie. Piszesz, że dzieli Was duża odległość. To na pewno
          nie jest dla niego komfortowa sytuacja, żeby tak do dziecka dojeżdżać. Jesteś
          niezależna to daj spokój z tym przypominaniem o pieniądzach (co to za
          niezależność kiedy nie ma co do garnka włożyć) i z proszeniem o wizyty. Nie
          pisz o nim palant, bo do końca nie rezygnuje z obserwowania i udziału w rozwoju
          Waszej córki. Na siłę miał Cię zatrzymywać, kiedy zdecydowałaś się na
          niezależność z dzieckiem z dala od niego?
          Spróbuj spojrzeć na to wszystko z jego strony.
          Pozdrawiam
          • cheddar Re: Dwoje na huśtawce 08.05.04, 18:01
            Oj coś czuję, że moja wizyta u psychotera wypadłaby kiepsko, bo jakoś nie umiem
            wytłumaczyć mojej sytuacji. Pisząc że jestem bardzo niezależna, nie miałam
            bynajmniej na myśli tego, że nie ważne są dla mnie pieniądze. Chodziło mi o to,
            że sama utrzymuję siebie i córkę, ale bez jego części na dziecko, jest mi
            bardzo ciężko, oznacza to zawsze że nie mogę zapłacić ZUS, czy coś takiego.
            Poza tym, same wiecie, dobrze jest wiedzieć, kiedy się owe pieniądze będzie
            miało, przynajmniej tak mniej więcej, a ja zawsze muszę sie o nie wykłócić.
            Dlaczego napisałam palant? A choćby dlatego, że teraz siedzi sobie na
            tygodniowym urlopie, który wziął po to, aby przyjechać do dziecka. Taki był
            motyw tego urlopu. Obraził się na mnie i nie przyjechał, ani nie dzwoni a
            komórkę ma wyłączoną. A ja nagadałam dzieciakowi (no bo już tym razem byłam
            pewna że przyjedzie, tak obiecywał) że tatuś będzie z nią "długo, długo". I ona
            teraz chodzi jak katarynka powtarza "długo długo, tatuś przyjedzie do niuni" a
            moje serce płacze, bo mija nawet kolejny weekend i nie będzie go nawet słyszała.
            Nadmieniam, że jak przyjeżdża, czy dzwoni do niej to nigdy mu nie truje o
            pieniądzach. Tłumaczyłam mu tyle razy, że nie wolno mu jej oszukiwać tylko
            dlatego, że ona zawsze mu przebaczy. Boję się jej cokolwiek teraz mówić, a z
            drugiej strony ona potrzebuje tych rozmów o przyjazdach tatusia. Jeśli chodzi
            o to, czy miał mnie zatrzymywać, gdy wyjeżdżałam z dzieckiem.......... No
            raczej nie miał jak, przychodził o 3 rano, ignorując obiad który dla niego
            zostawiłam, wychodził do pracy i tak w kółko. Częściowo spędzał ten czas w
            pracy, ale czasami wiem, że bywał w knajpach. Nie żeby pić - tak żeby wiecie
            wyluzować się. Zrobił mi takie numery dwa razy. Poprzednio wyprowadziłam się na
            wiosnę. Nie było mnie dwa miesiące, wróciłam (po takich tam rozmowach itp) i on
            sam się sobie dziwił jak mógł byc takim sku.. i tak nas zostawiać. Po czym
            historia się powtórzyła. Oczywiście winna byłam ja, że nas zostawiał. Nie
            mogłam znieść tego, że moje dziecko nasłuchuje jego kroków, a rano jego
            maszynki do golenia. Siedziałyśmy same jak w więzieniu w podwarszawskim osiedlu
            z dala od znajomych rodziny. Tak samo załatwił swoją pierwszą żonę. Potrafił po
            rozmowie z nią wsiąść w samochód i pojechać 400 km do kumpla. Oczywiście nic
            jej nie mówiąc. Ale podstawowy zarzut wobec niej to jest, że za bardzo była
            związana z matką i za dużo u niej siedziała. A gdzie przepraszam miała
            siedzieć, jeśli zgotowałl jej podobny los - na szczęście nigdy na nią nie
            psioczyłam mimo że on chętnie.
            No i kolejna kwestia, że jak się wyprowadziłam to ma utrudniony kontakt z
            dzieckiem. Może i tak, ale on uwielbia jeździć "gdzieś" na weekend, albo nawet
            na popołudnie. Nie zraża go jazda do Zakopanego po to aby następnego dnia
            wrócić.
            Jest palantem, nie rozumie jaki ból sprawia dziecku, grając ze mną jej
            uczuciami. Ale wiem, że ona go kocha bardzo, a gdy on jednak się zjawia to daje
            jej z siebie maksa. I dlatego zatytułowałam ten post "dwoje na huśtawce" bo
            mnie już od tego huśtania mdli. Ale walcząc o swój święty spokój musiałabym mu
            powiedzieć, że mam go dosyć i nie chcę go już w moim życiu.
    • annaliza2 Re: Dwoje na huśtawce 11.05.04, 11:59
      Niestey nie mam czasu na dogłębne przeczytanie wszystkich odpowiedzi, ale Twój
      list bardzo mnie poruszył i chciałabym dodać coś od siebie.

      Z Twojego opisu wynika, że facet manipuluje Tobą a przez to i dzieckiem.
      Doskonale wyczuwa, ze w kwestiach dziecka jesteś miękka, ze zależy Ci bardzo na
      kontaktach. Wykorzystuje Twój słaby punkt do grania Twoimi uczuciami. Znęca się
      psychicznie! A to bywa gorsze od bicia!

      Zrozumiałe że kochasz córeczkę i chcesz dla niej jak najlepiej, dlatego starasz
      się by miała ojca, lub choćby dobre wyobrażenia. Ale zdrowa miłość nie ma nic
      wspólnego z szantażem, to nie układ - jesteś grzeczna i posłuszna to kocham!
      Robisz sobie krzywdę. Byłam w takim dziwnym układzie kilka lat, wiem jak można
      się zaplątać. Chcesz dobrze, ale Twoje starania obracają się przeciwko Tobie.
      To nie TY jesteś odpowiedzialna za decyzje dorosłego faceta. To on ewentualnie
      się 'obrazi'! To on podejmie decyzję o braku kontaktów. Ty nic nie zmienisz
      skoro on nie zechce. Miotałam się za długo, za długo wybielałam ojca swojej
      córki. Malutka czekała na wymarzonego tatę i teraz jeszcze bardziej cierpi.
      Dokładnie tak samo wyglądał jego warunek 'miłości' - łaska z jaką dawał
      pieniądze! Oddałam sprawę do sądu. Płaci więc regularnie. I tak jak się
      spodziewałam ‘pokarał nas’ i zaprzestał kontaktów! Choć takie rozwiązanie
      kiedyś wydawało mi się najgorszym teraz jestem spokojniejsza. Nie jestem już
      ofiarą, mogłam zacząć żyć własnym życiem.

      Pytasz co mówić córeczce. skopiowałam swój post nt z innego wątku.

      <Myślałam, że chronię Małą mówiąc jej dobrze o tacie. Mała jeszcze bardziej
      idealizowała i oczekiwała taty, a ja sobie sama dołek kopałam - bo skoro on
      taki idealny, to pewnie ja coś kręcę!
      Starałam się mówić prawdę! Ale jak w prostych pytaniach - kiedy tatuś
      przyjedzie? można w miarę łatwo odpowiedzieć - nie wiem. To gdy pyta z żalem,
      czemu tatuś mówi na mamę brzydko..., czemu tatuś nie odbiera telefonu? to tu
      juz mam problem! Mówiłam zazwyczaj - że pewnie zajęty, ze nie wie że tak nie
      wolno mówić...

      Byłam dziś u odpowiednio ostrej psycholog. Właśnie wróciłam ze spotkania. jak
      Sloggi, poradziła bym mówiła jedynie o FAKTACH. Nie okłamywać, nie ubarwiać i
      nie wyprzedzać pytań po prostu być przy dziecku. Mówić - tak, tato mówi na
      mnie brzydko,
      ale liczę, że tak juz nie będzie robił. tato powiedział, że teraz nie chce
      rozmawiać. I tyle! W końcu to on sie nie kontaktuje jak miałabym tłumaczyć
      coś czego sama nie pojmuję! Podała mi kilka schematów odpowiedzi – tato
      powiedział, że ....i tu wstawić, gdy Mała mówi, ze tato cos nakręcił– mam na
      ten temat inne zdanie i podać. >

      Trzymaj się ciepłosmile Trzymam kciuki!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka