tanoshii
22.05.13, 19:02
Wychowuję samotnie pięcioletniego syna. Przez pierwsze 2 lata ojciec płacił na dziecko 300 zł. W 2010 roku sprawa trafiła do sądu- przyznano mi 400 zł. Ojciec studiuje (dziennie). Jest na IV roku. I to jest jego argument na to, że nie może płacić więcej. Co więcej, dziś usłyszałam od niego, że będzie wnosił sprawę do sądu o obniżenie kwoty alimentów, bo nie ma stałej pracy i nie stać go na płacenie 400 zł. Na moją logikę- jeśli ktoś ma dziecko, a nie ma pieniędzy na jego utrzymanie, to szuka pracy, a nie przeprowadza się do jednego z droższych miast w Polsce, gdzie wynajmuje mieszkanie i prowadzi beztroskie życie studenckie w trybie stacjonarnym. Zaocznie nie można? Pytanie- kto jego utrzymuje? Prawdopodobnie rodzice.
Kilka miesięcy temu wysłałam do niego pismo z prośbą o podwyższenie alimentów do 450 zł (sic!) - nie odpisał. Udawał, że nic nie dostał. Kiedy wręczyłam mu pismo ponownie do rąk z prośbą, żeby się zapoznał- nie wrócił nigdy do tematu.
Czy mam jakiekolwiek szanse, na podwyższenie alimentów, skoro on nie ma pracy, BO STUDIUJE? Czy on ma szanse na obniżenie tej kwoty? Przez 3 lata wszystko podrożało. Czynsz płacę o 100 zł większy niż w 2010. W tym roku przeprowadziłam gruntowny remont pokoju dziecka- 1500zł. Było to inwestycja konieczna, a nie moje "widzimisie". Czy mogę sądzić się o alimenty z dziadkami, skoro tatusia nie stać?
Proszę o rady.