Dodaj do ulubionych

jak żyć po śmierci męża?

18.01.05, 11:23
Mam 35 lat. W tym roku mielibyśmy 10 rocznicę ślubu. Niestety, dwa miesiące
temu mój ukochany mąż zginął w wypadku samochodowym. Wciąż nie mogę się
pozbierać, a mam dwójkę malutkich dzieci, dwie córeczki w wieku 2 i 4 lat. Są
na tyle małe, że na razie nie cierpią. Ale ja nie mogę znaleźć sobie miejsca
na tym świecie. Trzyma mnie tu jeszcze tylko miłość do dzieci, to że one mają
teraz tylko mnie i ufają mi bezgranicznie. Gdyby nie one...
Szukam kogoś, kto przeżył taką tragedię i podniósł się, normalnie żyje,
wychowuje dzieci, może założył nową rodzinę. Szukam wsparcia, dobrego słowa,
bo tak trudno mi to wytrzymać.
Hania
Obserwuj wątek
    • chardonnay_79 Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 12:10
      Witaj Haniu

      Nie przeżyłam tego osobiście ale ponad tydzień temu zmarł mojej koleżanki
      ojciec. Ona jest już "dużą pannicą" a brat ma 14 lat -trudny wiek dla chłopaka,
      szczególnie że ojciec zmarł na jego oczach.
      To wszystko jeszcze jest bardzo świeże, może dlatego mama mojej koleżanki
      stwierdziła że nikogo już tak nie pokocha bo taka miłość zdarza się tylko raz..
      Nie jest to może pocieszenie..ale czas leczy rany. Trzeba być i walczyć dla
      tych którzy żyją.
      Na początku myślałam że po stracie bliskiej osoby zamykamy się w sobie i nie
      chcemy nikogo widzieć. Ale w tej sprawie było inaczej. Ciagle jest tam mnostwo
      osob, bo nie chca byc sami z dwoch powodow: strach przed samotnością i przed
      własnymi myślami.
      Dlatego otaczaj się życzliwymi ludzmi i nie przekreślaj możliwości znalezienia
      ojca dla swoich dzieci, chociaż teraz może wydawać Ci się to absurdalne.
      Trzymaj się i nie poddawaj smile
    • amfenix Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 13:59
      W tym roku był tu podobny wątek może skontaktuj się z inką przez priv,to jest
      link do tamtej rozmowy
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=16787676&a=16907781
      • ninaninanina Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 14:04
        Bardzo Ci współczuję... Nie napiszę nic, poza tym że potrzeba czasu, czasu,
        czasu.

        Żal, ktory teraz czujesz kiedyś, w końcu stanie się Twoim przyjacielem i
        nauczysz się z nim żyć. Pozwoli Ci Go nadal kochać , pamiętać i wspominać...

        Musisz się trzymać i być silną, zaglądaj do Nas jak najczęściej i pisz
        Pozdrawiam
        • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 15:20
          Czas leczy rany. tak mówią mi wszyscy. ale czy leczy naprawdę? może to tylko
          frazes? myślę że nigdy nie będę już taka jak wcześniej.Spontaniczna,
          uśmiechnięta, kochająca. Tylko dzieci mnie trzymają tu, ale na razie mogę dla
          nich być jedynie protezą mamy.Dlaczego świat jest tak urządzony, że najpierw
          daje wszystko: miłość, spokój, dzieci, dom, pracę. A potem zostaje tylko zapach
          ukochanej osoby, który i tak szybko znika.
          Moje kochane córeczki, mimo, że są tak małe, starają mi się pomóc, przybiegają
          z chusteczkami, wycierają mi łzy, uczą mnie, jak się śmiać. Starają się
          odzyskać dawną mamę. A ja muszę pracować, żeby je utrzymać. siedzę teraz w
          pracy, płaczę. Tęsknię za nim, za dziewczynkami i za naszym dawnym życiem.
          Wydaje mi się, że to się nigdy nie skończy.
          Wszyscy próbują mi pomóc: psycholog, psychiatra, ksiądz, wróżka, rodzina,
          znajomi i obcy. I nic. Ciągle nic. Jedyną miłą chwilą w ciągu dnia jest
          moment, kiedy przenoszę dziewczynki do naszego wielkiego łóżka i kładę się z
          nimi spać. NIe wyobrażam sobie jeszcze normalnego życia. 10 lat pięknych
          odeszło i NIGDY nie wróci.
      • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 15:11
        dziękuję, znalazłam inkę i spróbuję się z nią skontaktować
        • mharrison Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 17:52
          Hafal,
          Bardzo mi przykro.

          Może skontaktujesz się z astria1?

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=19194934&v=2&s=0
    • leeya Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 18:06
      Dlugo myslalam co napisac... Zaczynalam trzy razy...

      Czas leczy rany. Ale nie do konca. ZAWSZE bedziesz pamietala o Nim, zawsze
      bedzie przy Tobie. Z czasem bol zlagodnieje... a moze nauczysz sie z nim zyc po
      prostu, nie wiem jak to nazwac. Z czasem nauczysz sie znow smiac. I nie ludz
      sie, nigdy juz nie bedziesz taka sama. Z czasem moze nawet powiesz "jestem
      szczesliwa". Lecz na to trzeba czasu. Ja potzrebowalam 3 lata, zeby zaczac sie
      usiechac, a stracilam kogos, z kim bylam zwiazana 4 lata. Nie 10 lat, nie
      mielismy dzieci, jeszcze nie bylismy malzenstwem. Do dzis pamietam bol
      rozrywajacy serce, obezwladniajacy, zabierajacy sile, zeby co rano wstac z
      lozka. Moim sposobem byla ucieczka. Z tamtego miasta, od ludzi, ktorzy znali
      nas razem, od jego rodziny. Ty nie mozesz ucieac... Musisz walczyc o kazdy
      dzien dla corezek. Moge sie domyslac tylko jak Ci trudno. Boze.. Tak strasznie
      mi Ciebie zal... Jedyne co moge, to przytulic mocno wirtualnie i obiecac, ze
      jeszcze kiedys bedziesz sie usmiechac....

      Pozdrawiam,
      Leeya

      PS. Chyba, ze jestes z Trojmiasta, to pisz... Pomoge nie tylko wirtualniesmile
      • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 21:22
        witaj, Leeya
        dziękuję za współczucie. Cholerny świat, nigdy nie myślałam, że będę
        potrzebować współczucia. Niestety dopóki śmierć nie dotknie nas z bliska, nie
        domyślamy się nawet, jak to jest. Nie widzimy tak naprawdę tragedii innych.
        Wiesz, o czym mówię. Straciłaś ukochanego. Ja też. To było takie nagłe, że
        nawet nie miałam czasu, żeby się pożegnać. Rano widziałam go jeszcze śpiącego,
        a za trzy godziny koniec. Nie wyobrażam sobie, że można się pozbierać. Być
        szczęśliwym? Chciałabym, ale dla mnie szczęście w tej chwili to abstrakcja.
        Niestety. Dla mnie szczęściem była pełna rodzina, nasza czwórka. Co z tego, że
        wszystko inne zostało? Praca, mieszkanie, dalsza rodzina, nawet my. Dzieci i
        ja, to już nie to samo. Boli strasznie. I jestem zła. Wściekła. Na cały świat i
        na niego. Za to, że wyjechał z domu i pojechał na przejażdżkę przed pracą. Za
        to, że nie powinien w deszczowy, paskudny, listopadowy dzień wogóle wyjeżdżać.
        Przecież miał żonę i dzieci. Był kochany i nie powinien nigdzie wyjeżdżać. Co
        ja zrobię? Ja, tylko ja, bo rodzice, rodzeństwo, wszyscy się powoli podnoszą. A
        ja jestem wciąż na kolanach.
        Dziewczynki były bardziej związane ze mną, więc nie płaczą nawet. One chcą żyć
        normalnie. A co z moim życiem, z naszym życiem?
        Boże! Nie powinnam tego wszystkiego wypisywać, ale liczę na to, że kiedy się
        tak do końca wypluję z całego tego żalu, będzie mi lżej.
        Mój mąż miał 36 lat, był zdrowy i miał mnóstwo zadań przed sobą. Miał wychować
        dzieci i kochać nas. Nie zdążył.
        Czy jesteś szczęśliwa? Pewnie tak, bo minęło już tyle czasu. Może założyłaś
        rodzinę, może masz dzieci? Czy śmierć ukochanego człowieka, twojego ukochanego,
        miała jakiś sens, który odkryłaś później. Tak mówi mi psycholog, że nic nie
        dzieje się bez sensu. Nie wierzę w to. Nie mam podstaw.
        Nie mogę uciec. Myślałam o tym, ale dodatkowy stres związany z przeprowadzką,
        nawet na inną ulicę, byłby dodatkowym obciążeniem, także dla dzieci. One mają
        nianię, która wprowadza im jakąś normalność. Mają swoje dziecięce zabawy i
        plany. A ja mam tu pracę, dzięki której mogę je jako tako utrzymać. Chociaż
        moja praca póki co jest b.nieefektywna i nie wiem, jak długo będą to tolerować.
        Rodzina mieszka 150 km stąd, tutaj mam tylko brata.
        NIe wiem, co robić z tej bezradności i wściekłości na to podłe życie.
        Niestety nie mieszkam w Trójmieście, tylko w Szczecinie, a chętnie bym pogadała.
        • leeya Re: jak żyć po śmierci męża? 18.01.05, 22:43
          Hafal,
          Smierc uderza na oslep. Latwiej jest, kiedy owoli sie do tego przygotowujemy,
          kiedy widzimy chorobe, czasem cierpienie, ale i nawet wtedy, gdy umysl mowi, ze
          tak jest lepiej, serce krwawi... A co mowic w takim przypadku, kiedy wychodzi
          ktos, kogo kochamy do pracy, a za chwile w drzwiach pojawia sie policjant z
          informacja o wypadku. Przezylam to. Widzialam, ze ten czlowiek nie umial mi
          spojrzec w oczy.
          Tak, stracilam ukochanego. Zgadza sie. Ja mialam czas sie pozegnac. Artur
          umieral 2 dni. Przez te 2 dni nie odeszlam nawet na chwile od jego lozka.
          Trzymalam za reke, ocieralam twarz, mowilam do niego, plakalam. Na nic
          wszystko. Odzyskal przytomnosc, po to tylko, zeby mi powiedziec, ze bardzo mnie
          kocha i ze mam byc szczesliwa. Byly moje 21 urodziny, dokladnie tydzien przed
          slubem. Ironia losu? Zlosliwosc? Tylko czyja? Tez wyjechal na "ostatnia"
          przejazdzke swoim motorem, bo wiedzial, ze nienawidze motorow i obiecal go
          sprzedac. Juz nie wrocil, to na prawde byla jego ostatnia przejazdzka. Chcesz
          wypluc zal? Nie da sie. Im bardziej bedziesz nim plula, tym wiecej bedzie go w
          Tobie. Ale musisz tym rozmawiac. Po pewnym zasie nie bedzie juz tak bolec. Ja
          nie skorzystalam z pomcy psychologa, wiesz, glupa dziewczynka postanowila sobie
          dac rade samasmile Dzis mam 28 lat i dopiero zaczynam o tym mowic. Boli. Nadal
          strasznie boli. Mimo, ze bylam z kims w zwiazku i bylam wtedy szczesliwa.

          A co do mnie... Nie trudno sie domyslec, ze skoro jestem na tym forum, to
          zostalam samotna mamasmile Odzyskalam w tym wszystkim rownowage i cieszy mnie swia
          za oknem, wokol mnie. Ale prawda jest, ze musialam sie uczyc usmiechac,
          rozmawiac, byc... Jedyne, czego nie musialam sie uczyc, to milosc do mojej
          Kuleczki. To przyszlo samo z siebie, gdzies ze srodka i to jest dla mnie teraz
          sensem zyciasmile

          Hafal, potrzebujesz teraz czasu. Wiem co mowie. Spokoju i czasu. Pozbiersz sie.
          Masz dla kogo zyc. I jeszcze jeden frazes byc moze: On by chcial, zebyc sie
          usmiechala....

          Pozdrawiam,
          Leeya

          PS. moj priv: leeya@tlen.pl
    • robszym Re: jak żyć po śmierci męża? 19.01.05, 14:40
      Witaj!
      Ja chcę Cię pocieszyć!!! to, że czas leczy, naprawdę leczy. Ja miałam
      nieco "lżejszą sytuację", bo w wypadku zginął mój "prawie" narzeczony. Świat mi
      się wtedy zawalił, wiem jak cierpisz(no, ja nie miałam z nim ślubu i dzieci).
      Dziś mam szczęśliwą rodzinkę, dwóch chłopaków, ale pamiętam, pamiętam o tym, co
      przydarzyło mi się... no, kto by pomyślał już 10 lat temu. Wspomnienia do dziś
      są bolesne, czasem mijam jego grób i wówczas to boli jak cholera.

      2 lata temu zginął mój brat cioteczny w wypadku, zostawił 28 letnią żonę i też
      2 dzieci (5 i 3 latka). Nie bardzo mam z nią kontakt, ale chyba się pozbierała,
      właśnie na święta BN wyprowadziła się od swoich teściów(a mojego wujostwa),
      raczej nie jest z nikim związana, ale nie wyklucza tego. W dniu pogrzebu
      powiedziałam jej tylko, że przeżyje to, choć wydaje się jej, że nie przeżyje.
      (Wiadomo, myśli o samobójstwie to w tej sytuacji norma)

      To, co nas(mnie i tę opisaną kuzynkę) różni od Ciebie to fakt, iż nasi
      mężczyźni nie byli dla nas "dobrzy", choć w momencie nieszczęścia mocno
      wyidealizowani. Obie tkwiłyśmy w tzw. toksycznych związkach, mnie to ułatwiło
      start w kolejny związek( z 10 letniej perspektywy tak na to patrzę, ale to, że
      odpisuję na post jednk o czymś świadczy)

      Trzymaj się, i gadaj, gadaj, gadaj o tym, co Ci się przydarzyło, bo to pomaga.
      ania
      • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 19.01.05, 15:23
        Mija kolejny fatalny dzień. Ile jeszcze takich przede mną. I Leeya i Robszym
        miałyście, macie je już za sobą. Zazdroszczę wam, choć nikomu nie powinno się
        zazdrościć. wcześniej nigdy tak nie mówiłam, nie zazdrościłam. Miałam piękne
        małżeństwo, chociaż wiadomo, że nie ma idealnych ludzi. Ale wyobraźcie sobie
        mężczyznę który dba o dom, wierci, naprawia zlew, pielęgniuje kwiaty na
        balkonie, robi pizzę i drożdżowe ciasto....Na tydzień przed swoją śmiercią
        wróciłam z pracy później, a klatka schodowa pachniała drożdżowymi racuchami,
        które zrobił dla dzieci i dla mnie. Wyobrażaci to sobie? Miał hobby, był mądry,
        troszczył się o nas, robił zakupy na cały tydzień, zbierał grosz do grosza,
        żebyśmy mieli wszystko. Był cudowny. I dlatego płaczę.....
        Miał też wady...Był zamknięty w sobie i kiedy go coś gnębiło, lepiej było nie
        podchodzić. Nie był też zbyt wylewny, nie z tych, co obejmują i przytulają,
        czego mi brakowało i o czym mu mówiłam. Powiedział że się już nie zmieni. A na
        drugi dzień zginął. Piszę o tym, jak bym opowiadała jakiś film. To całe nasze
        wspólne życie wydaje mi się pięknym filmem, a rzeczywistość, okropna
        rzeczywistość, była zawsze, jest i będzie.
        To pocieszające, że możecie żyć normalnie i kochać. Ja zastanawiam się, co
        będzie za ileś tam lat. Czy jeszcze jestem w stanie komuś zaufać, pokochać,
        zaangażować się tak bardzo? Czy ktoś sprosta poprzeczce postawionej tak wysoko.
        Szczególnie, że nie jestem nikim specjalnym, zwykłą, niezbyt młodą dziewczyną z
        dwójką malutkich dzieci i z bagażem szczęśliwej przeszłości. A przecież świat
        jest pełen pięknych, młodych i samotnych...
        To może podłe z mojej strony, tak krótko po śmierci ukochanego, ale zabrano mi
        moją miłość, bez której nie potrafię żyć. Jak bez powietrza. Wystarczyłoby,
        żeby wrócił, a wszystko byłoby dobrze. Nawet wydawało mi się, że to całkiem
        możliwe, żeby cofnąć czas. Wariuję. Straciłam zupełnie grunt pod nogami.
        Straciłam cudownego człowieka, miłość, spokój, bezpieczeństwo..
        A wydawało mi się, że zawsze będziemy razem, wychowamy dzieci i będziemy
        spacerować za rączkę na emeryturze. Idylla. Niestety nie spełniona.
        • vialle Re: jak żyć po śmierci męża? 19.01.05, 16:30
          Boze, hafal, tak mi przykro. Tak mi strasznie przykro ze ten popieprzony swiat
          jest tak skonstruowany, ze zdarzaja sie wszystkie jego nieszczescia. Nie bede
          probowala Ci dawac rad, bo nie wiem jak sie czujesz, moge sie tylko probowac
          domyslac.
          Masz dzieciaki - Wasze dzieciaki. Potrzebuja Cie. Pomoga Ci sie podniesc. I
          wiesz co? To co teraz wydaje sie niewyobrazalne - pogodzenie sie z odejsciem
          ukochanego meza - z cala pewnoscia przyjdzie. To bezduszne na swoj sposob, ze
          czlowiek tak potrafi sie podnosic. I jednoczesnie to szczescie ze potrafi. Nie
          oszalejesz, czuc z Twoich postow ze jestes madra i silna, tylko potwornie
          obolala osoba. Przetrwasz ten czas. Bedzie jeszcze dobrze. Mysle o Tobie bardzo
          cieplo, tak jak wiele innych dziewczyn.
          • grey-pippin Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 04:00
            Ja tez bede o Tobie i Twoich dzieciach cieplo myslec.
            • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 09:21
              Dziękuję wszystkim...
              nigdy nie myślałam, że tak się poukłada nasze życie...keidy rodziły się
              dziewczynki, widziałam przed nami równą, prostą, może nie łatwą drogę, ale
              razem...A dzisiaj? kolejny okropny dzień...myślałam,że nie wstanę...z jednej
              strony jedno malutkie dziecko, z drugiej - drugie...nie mam siły i ochoty na
              nic. Starsz obudziła się w środku nocy z krzykiem- przeżywała to, że na nią
              nakrzyczałam wczoraj...nie mam siły nawet myśleć
              wiem, że to strasznie pesymistyczne, czytać to co piszę. Życie jesy
              pesymistyczne. Teraz i dla mnie. A zawsze byłam optymistką. Patrzę na komórkę i
              czekam aż wyświetli się że dzwoni mój mąż....to straszne.
              • black30 Re: 20.01.05, 10:56
                Hafal, zajrzyj na gazetową pocztę.
                Pozdrawiam,
                black
              • kotka.na.dachu Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 12:16
                Moja droga. Stało się i tego nie zmienisz. Każdy z nas, kto przyszedł na świat
                ma pewną misję. Każdy z nas pojawia się na pewien czas (jedni na dzień, inni na
                tydzień, a niektórzy na 200 lat). Ceszę się, że mile wspominasz męża. To jest
                piękne. Tego Ci nikt nie zabierze.
                Jednak czas płynie dalej.
                Powinnaś stanąć na nogi dla córek. Im teraz potrzeba jest silnej mamy, która
                będzie ich przytulać i trzymać pewnie za ręce. Pokaż im, że już zaczęłaś się
                cieszyć z tego co Ci pozostało. Masz przy sobie dzieci. One są Waszą wspólną
                częścią.
                A teraz druga kwestia: MUSISZ puścić swego ukochanego, aby mógł odejść w
                spokoju do światła.
                Pozdrawiam.
                • ewagrant Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 20:58
                  Hafal

                  Ja przez to przeszlam 2 lata temu. Przede wszystkim daj sobie czas. CZas zeby
                  oswoic sie z bolem straty. Znajdz grupy wsparcia. Porozmawiaj z osobami ktore
                  tego doswiadczyly. Ja osobiscie szukalam pomocy u psychologa. Nie jestem osoba
                  praktykujaca ale w tym czasie modlitwa przyniosla mi spokoj i ukojenie. Dzieki
                  temu dosc szybko podnioslam sie na nogi. Szybko znalazlam prace zaczelam zyc
                  normalnymi obowiazkami dnia codziennego. Poznalam kogos, kto kocha mnie i moje
                  dziecko. Nie oznacza to ze zapomnialam. Zawsze gdzies w glebi bedzie smutek i
                  zal. ZCasami lzy jak nikt nie widzi. Nadal jednak twierdze ze jestem mloda i
                  musze ruszyc do przodu. Dla siebie samej. Dla swojego komfortu psychicznego i
                  dla dziecka. On mi pomogl przetrwac poczatek.
                  Trzymam za ciebie kciuki. Czas ukoi bol i kiedys (nie wiem kiedy) bedziesz
                  znowu szczesliwa
                  Caluje cie bardzo
                  Ewa
                  • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 21:27
                    Wiesz, Ewo, potrzebuję takich słów, naprawdę. Nie wiem, jak było u Ciebie, ale
                    najgorsze dla mnie jest to, że to nie dwa, pięć, tylko że to aż i tylko 10 lat.
                    Ile to wspomnień..A z drugiej strony, to jeszcze nie dość, by się sobą znudzić.
                    I te nasze maluszki..To dobrze, że znalazłaś kogoś, kto cię, kto Was kocha.
                    Jeśli możesz, napisz, czy człowiek, który zmarł był Twoim mężem, jak długo
                    byliście razem, co robiłaś, żeby nie odsunąć dziecka od siebie, jak wytrzymałaś
                    to piekło? Ja nie wiem..Dopiero dwa miesiące, a ja czuję, jakbym siedziała w
                    tym koszmarze całe życie. Też pomaga mi psycholog. Radzi, żebym chdziła na
                    spacery, ale o tej porze roku, po pracy, z dwójką maluchów..Raczej ciężko. Mam
                    się zająć czymś. Malowaniem, przemeblowaniem mieszkania. Ale mi się zupełnie
                    nie chce. Położyłam dzieci spać, zaraz zrobię to samo, ale najpierw muszę się
                    tu wyżalić. To jedyne, co ewentualnie chcę.
                    Wiesz, ja jestem wierząca. Co niedziela chodziliśmy na mszę dla dzieci. Co rano
                    jadąc do pracy modliłam się, żebyśmy byli zdrowi i mogli dobrze wychować
                    dzieci, żeby Bóg oddalił od nas zło, nieszczęścia, choroby. A teraz nie mogę
                    się nawet modlić. Nie dlatego, że mam pretensje do Boga, nie. Żal mam do siebie
                    i do Czarka, że pojechał, chociaż wcale nie musiał. Nie pomyślał nawet, że
                    fatalna pogoda na przejażdżkę. I zmarnował sobie i nam życie.
                    Chciałabym, żeby KIEDYŚ nadszedł dzień, kiedy będę mogła znowu wciągnąć głęboko
                    powietrze i mimo ciernia w sercu powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
    • magdatysz Re: jak żyć po śmierci męża? 20.01.05, 23:34
      Sama przez to własnie przechodzę. 02 stycznia mieliśmy wypadek. Wjechał w nas
      inny samochód. Mąż zginął, ja i mój 3 letni synek żyjemy. Mały jest jeszcze w
      gipsie i ciągle pyta o tatę... Ja próbuję się pozbierać, ale mi to nie
      wychodzi. Najgorsze jest załatwianie wszystkich spraw związanych z wypadkiem.
      Wszędzie muszę być osobiście, wszędzie od początku opisywać co się stało.
      Problem w tym, że niewiele pamiętam - straciłam przytomność. Ja leżałam w
      jednym szpitalu, synek w drugim, w zupełnie innym mieście. Teraz cały czas
      zadaję sobie pytanie: dlaczego to się stało? Przcież jechaliśmy ostrożnie,
      swoim pasem ruchu.
      Wiem, że to nie jest pocieszająca odpowiedź na Twój list, ale wiedz również że
      nie jesteś sama w takiej sytuacji. Ja mam 31 lat. W tym roku mielibyśmy 5
      rocznicę ślubu. Nam też przepadły wszystkie plany na przyszłość i to nie z
      naszej winy...
      Pozdrawiam i życzę dużo sił, bo już wiem że będę potrzebne.
      Magda
      • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 21.01.05, 09:01
        Magdo,współczuję Ci bardzo i łączę się z Tobą w bólu. To straszne. Życie jest
        okrutnie ciężkie. I choćby niewiem jak dużo sił dodawali nam bliscy i obcy, to
        i tak będzie ciągle ich za mało...Żeby znieść tak wielką stratę. Bliscy
        pocieszają mnie, że powinnam cieszyć się, ze żyję ja i dzieci. Na trzy dni
        przed wypadkiem, wracaliśmy od moich rodziców w piątkę, z dziećmi i kuzynką.
        Mówią, że dobrze, że to nie wtedy...Że mogło być gorzej...Może to będzie i dla
        Ciebie jakieś pocieszenie, że żyje Twój synek...
        Trzymaj się, wiem, że załatwianie formalności to nieustanne przeżywanie od nowa
        tego samego koszmaru. Ale kiedy przeczytasz wcześniejsze posty, zobaczysz, że
        można się jakoś podnieść. Jakoś. Jakoś żyć, chociaż to życie na pewno nie
        będzie takie samo.
        Pozdrawiam
        Hania
        • magdatysz Re: jak żyć po śmierci męża? 22.01.05, 14:00
          Dziękuję. To smutne ale dopiero tu zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nie ja
          jedna jestem w takiej sytuacji. mam nadzieję, że Ty również zdołasz sie
          pozbierać i będzie lepiej.
          Magda
    • vinca Re: jak żyć po śmierci męża? 22.01.05, 16:58
      Przeczytałam cały watek i mam strasznie ściśnięte gardło.
      Ja wiem że to nic nie pomaga, ale naprawdę cała sobą jestem z Wami.
      Mój P. 31.12.2004 też miał wypadek. Na prostej drodze, przy prędkości 80 km
      wjechał w drzewo. Do dzisiaj zachodzimy w głowę jak to sie mogło stać.
      Samochód do kasacji. A on... Bogu dzięki wyszedł z tego cało, z niewielkim
      zadrapaniem na kolanie. Nie muszę mówić ile i jakie myśli śmignęły mi przez
      głowę gdy usłyszałam w słuchawce: MIAŁEM WYPADEK.
      Jesteśmy razem 8 lat, dzisiaj kupiliśmy nasze pierwsze mieszkanko. Ja tak
      strasznie go kocham, ten wypadek tak bardzo zmienił moje spojrzenie na nasze
      bycie razem, płaczę jak tylko pomyślę że dzisiaj mogłoby go nie być.

      W takich sytuacjach jak Wasze - szczęśliwe małżeństwo, tyle planów, miłość,
      dzieci i WYPADEK w którym ginie ta najukochańsza osoba pojawia sie tylko jedno
      pytanie: DLACZEGO

      Pozdrawiam i życzę bardzo dużo siły. I wiary
      • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 24.01.05, 09:09
        Właśnie, dlaczego?
        Dlaczego akurat my? Ktoś odpowiedział mi: a dlaczego nie wy? Policzyłam, że w
        naszym województwie drogowy wypadek śmiertelny spotkał co 20-tysięczną osobę.
        Jeden na 20 tysięcy! Jedna osoba na całe miasto! Więc dlaczego to MY? Cholera!
        Przecież mamy takie małe dzieci, które trzeba wychować, które tak samo jak
        mamy, potrzebują ojca!Dlaczego?
        Nie wiem, kiedy w moim wnętrzu zagości jako-taki spokój. Nie wiem, czy będę
        jeszcze w stanie tak mocno zaufać życiu, skoro dostałam już raz taką nauczkę.
        Nie wiem, czy będę miała w sobie na tyle miłości i szczęścia, żeby przekazać je
        dziewczynkom. Kiedyś usłyszałam, że dzieci ludzi nieszczęśliwych same wyrastają
        na osoby nieszczęśliwe. Więc skąd ja mam czerpać to szczęście? Wiem, z dzieci,
        ale to nie wystarcza. Przynajmniej teraz tak mi się wydaje, kiedy straciłam
        ukochaną osobę.
        Znów poniedziałek. Cały tydzień przede mną. Cały tydzień czekania nie wiadomo
        na co. Zawsze był to weekend, kiedy mogliśmy być razem, a teraz weekend dłuży
        się niemiłosiernie....
        • magdatysz Re: jak żyć po śmierci męża? 24.01.05, 11:41
          Właśnie hafal... w naszym województwie - podobno jesteś ze Szczecina. Ja jestem
          z Koszalina. Ironia losu. Prawda. mam ten sam problem - co zrobic z wieczorami
          kiedy dziecko śpi i z weekendami, które do tej pory były całe wypełnione.
          Koszmar.
          Pozdrawiam
          Magda
          • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 24.01.05, 15:35
            Widzisz, Magdo, ironia losu jest jeszcze większa, bo mój mąż i cała jego
            rodzina są (był) z Koszalina.
            To jest koszmar. Całe noce, wieczory. Wszystko to koszmar. I nie pomagają nawet
            dzieci, takie maluchy, które starają się pocieszać, ale swoje też dołożą
            płaczem, marudzeniem, jękiem. A ja po prostu nie mam siły.
            Ironia jest tym większa, że w radio ciągle lecą piosenki w stylu: jeszcze
            będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...A na bilbordach ogromne napisy:
            Koniec koszmaru. Koniec Horroru. Koniec strachu.
            Jak wszystko to przeżyć? Otaczam się ludźmi życzliwymi, choć to nie zastąpi
            jego. Przyjeżdżają do mnie jego rodzice, moi, jego siostra. Wszyscy starają się
            pomóc, chociaż są na odległość.Dzwonią, martwią się.
            To, co do tej pory było atutem, stało się moim przekleństwem. Cieszyliśmy się,
            ze mieszkamy taki "kawałek" od rodziny, bo zawsze mieliśmy gdzie jechać na
            weekend, na wakacje, a jednocześnie byliśmy zupełnie samodzielni,
            samowystarczalni. Kochaliśmy się i żyliśmy dla siebie, nie mieliśmy zbyt wielu
            znajomych. Teraz zostałam sama z dziećmi, z dala od rodziny, bez przyjaciół. I
            to ma być życie.
            Próbuję znaleźć kogoś, kto choć trochę mi pomoże. Okazało się, że jedna samotna
            mama z forum mieszka na mojej ulicy. I znowu ironia losu.
            Wieczorami czytam książki Murphy'ego, które podrzuca mi szwagierka. Mają mnie
            zmotywować. I kiedy tak czytam, prawie wierzę, ze uda mi się jeszcze raz
            znaleźć szczęście. Może większe? A potem niechcący zaglądam na
            forum "samodzielna mama" i czytam, jakie to problemy mają mamy ze znalezieniem
            partnera, ojca dla swego dziecka. I szlag mnie trafia, bo ja to wszystko
            miałam. I pewnie Ty też, Magdo.
            A teraz beznadziejna pustka...
            I jeszcze długo, długo nie będzie optymistycznie.
            HAnia
            • vinca Re: jak żyć po śmierci męża? 24.01.05, 20:27
              Nie wiem czy lubisz czytać książki, ani jaką literature lubisz, ale mi zawsze w
              trudnych momentach niesamowicie pomaga osoba i twórczość Stachury. Spróbuj,
              moze i do Ciebie ona przemówi.

              Rozdzierający
              Jak tygrysa pazur
              Antylopy plecy
              Jest smutek człowieczy.

              Nie brookliński most
              Ale przemienić
              W jasny, nowy dzień
              Najsmutniejszą noc -
              To jest dopiero coś!

              Przerażający
              Jak ozdoba świata
              Co w malignie bredzi
              Jest obłęd człowieczy.

              Będziemy smucić się starannie!
              Będziemy szaleć nienagannie!
              Będziemy naprzód niesłychanie!
              Ku polanie!

              • hafal Re: jak żyć po śmierci męża? 25.01.05, 11:25
                Nie mogę tak żyć! Nie mogę i nie chcę. I nie piszę tak dlatego, że nie chcę żyć
                wogóle. Chcę! Dla dzieci. Nie mogę żyć TAK! Chcę wrócić do stanu poprzedniego.
                wiem, to nie możliwe, bo nie ma już JEGO. Tylko co dalej? Chyba nie utożsamiam
                się z samotną mamą. Ja nią nie jestem. Jestem częścią rodziny, w której
                zabrakło ojca. Jestem częścią rodziny, w której nadal są dzieci i mama. To nie
                samotność, chociaż tęsknota za nim jest ogromna. Nie mogę tak żyć, choć nie
                wiem, jak poskromić ten żal i smutek....Czytam posty samotnych mam, ale nie
                rozumiem tego do końca. Może dlatego, że to za krótko...
                Szukam w sobie energii, która pozwoli mi żyć dalej i być szczęśliwą osobą.
                Czytam, ale nie Stachurę. Kiedyś może tak, ale już od dawna nie przemawia do
                mnie. Wolę konkrety. Mam ścisły umysł, który dostał równanie ze zbyt wieloma
                niewiadomymi i nie wie, co z tym zrobić, więc się gubi, pętli. Ale może w końcu
                jakaś odpowiedź się znajdzie. Na pewno nie "dlaczego" i nie "jak", ale może ta
                inna odpowiedź też pozwoli mi zacząć żyć normalnie. Nie "w miarę" normalnie,
                tylko normalnie. Chcę dać dziewczynkom szczęście i będę szukać go w sobie i w
                innych. Nie wiem, czy jeszcze napiszę, bo chyba nie czuję już takiej potrzeby.
                Może kiedy znajdę to szczęście. Napiszę wtedy. Jeśli jeszcze tu będziecie...I
                dla mojego ukochanego.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka