Dodaj do ulubionych

Znaleźć sobie inną

28.09.05, 20:28
Dziewczyny, w dyskusji (o takiej sytuacji jak moja) nieraz pojawiała się
sugestia znalezienia sobie nowej partnerki, już niejedna osoba to wspomina
(na priva).
Nie neguję oczywistej potrzeby posiadania partnera - wszyscy jesteśmy
podobnie stworzeni. Ale w takiej sugesti, osobiście obawiam się, że nowa
osoba miałaby niejako być lekiem na poprzedni nieudany związek, lekiem dla
duszy. Ale, no nie wiem ...?
W życiu odcinam się od każdego przedmiotowego traktowania człowieka. Ta
sugestia mi się właśnie z tym skojarzyła. Czy można nowy związek potraktować
jako lek na porażkę? Czy ja mam słuszne obawy? Czy przesadzam?
Oczywiście, że ja też chciałbym odpocząć od codziennych problemów przy czyimś
cieple, że brakuje kogoś bliskiego, zaufanego, podnoszącego na duchu.
Tylko że pojawia mi się jakieś: "ale czy tak można?"
Obserwuj wątek
    • edzieckokarenina Re: Znaleźć sobie inną 28.09.05, 20:39
      boże...już jej współczuję
      może poszukaj sobie jakiejś marsjanki, wsiądźcie w rakietę i polećcie w jej
      rodzinne stronysmile
      brrrrrrrrr
      • natasza39 Re: Znaleźć sobie inną 28.09.05, 20:57
        A dlaczego nie?
        Ponoć każda potwora, czy to fizyczna czy emocjonalna, może znaleść swego
        amatora.
        Myślę, że najnormalniej w swiecie baba pomogłaby Ci kini jak nic!
        Facet, to takie cóś, co jak od czasu do czasu w krzyżu nie ulży to mu bije w
        dekiel.
        Myslę że wszystkim na dobre wyszłoby jak znalażłbys sobie jakas kobitkęsmile
    • dziunia_f Re: Znaleźć sobie inną 28.09.05, 20:56
      lezka wzruszenia w oku mi sie zakrecila nad Twym dobrym serduszkiem..."czy tak
      mozna", "czy mam sluszne obawy", "czy przesadzam".....Ach i och.....nie, nie
      moge pisac dalej, lkam rzewnie, chlip chlip nad Twa dola ....
    • tataadriana Re: Znaleźć sobie inną 29.09.05, 10:43
      uważam że to dobry i całkiem rozsądny pomysł. warto go wcielić w życie jak
      najszybciej.
      natomiast nie rozumiem złośliwości edzieckokareniny, nataszy i dziuni. czy wam
      czegoś brakuje? może wasze niepobożne życzenia powinny was dotknąć?
      pzdr
      • edzieckokarenina tataadriana 29.09.05, 10:54
        tataadriana napisał:

        > uważam że to dobry i całkiem rozsądny pomysł. warto go wcielić w życie jak
        > najszybciej.
        > natomiast nie rozumiem złośliwości edzieckokareniny, nataszy i dziuni. czy
        wam
        > czegoś brakuje? może wasze niepobożne życzenia powinny was dotknąć?
        > pzdr

        ****
        tatoadraina- mnie nie musisz rozumieć, do szczęścia ci to chyba nie jest
        potrzebne?Tak samo jak mi twoje zrozumieniewink
        a kini_m to po prostu świr, każdemu zdrowemu na umyśle życzę aby szybko sobie
        życie ułożył,ale szkoda mi już ewentualnej next...(w przypadku kiniego)
      • natasza39 Re: Znaleźć sobie inną 29.09.05, 22:39
        tataadriana napisał:

        > uważam że to dobry i całkiem rozsądny pomysł. warto go wcielić w życie jak
        > najszybciej.
        > natomiast nie rozumiem złośliwości edzieckokareniny, nataszy i dziuni. czy
        wam
        > czegoś brakuje? może wasze niepobożne życzenia powinny was dotknąć?
        > pzdr
        Tez pozdrawiam!!!!
        Dzieki, że sie tak martwisz o to "co tez mi może brakować"
        Owszem brakuje mi rozsadku, empatii, zdrowego myslenia, i braku egoizmu wokól.
        A czego za duzo? Głupoty, egoizmu, nietolerancji wokól.
        ale Ty na to nie poradzisz....

        A tak prywatnie jestem przeszczesliwa.
        Zas tobie widac nie brakuje, zas za duzo... tego czego nini tez ma za duzo.
        Radze ulżyc sobie, bo może byc tylko gorzej!
        • tataadriana Re: Znaleźć sobie inną 30.09.05, 07:38
          prywatnie - dziękuję.
          chłopa powinniście podnieść na duchu, bo upada wątpliwościami. śzczęście mu się
          śni i może to być dla niego good.
          pzdr
    • mamisio Re: Znaleźć sobie inną 30.09.05, 09:33
      Kini.. jestem na początku tej drogi.. klin klinem? Zadziała.. może.. na
      krótko?.. nie wiem.. ja chcę odpocząć.. odspanąć..
      Nie wiem jak długo jesteś sam.. ale daj sobie czas..
      Wiem jak to jest, gdy chciałbyś się do kogoś przytulić... znaleźć ciepło...
      Odnajdzie Cie miłość... dziś, jutro a może za rok..
      • kini_m Re: Znaleźć sobie inną 01.10.05, 13:41
        > Nie wiem jak długo jesteś sam.. ale daj sobie czas.
        Rok.
        Najbardziej sobie nie radzę za stresem wynikłym o córkę, z którą jesteśmy
        odgradzani. Wczoraj śniło mi się jak cała rodzinia exi nie pozwalała nas do
        siebie dopuścić. No i nie lubię, może boję się zasypiać. Zawsze wolę zasypiać
        przed TV lub kompem, i wpółśpiący dowlec się do łóżka. Nienawidzę tego momentu
        gdy musiałbym niezmęczony czekać na sen.
        • alexandregautier Re: Znaleźć sobie inną 01.10.05, 22:23
          Jeszcze jeden powód żeby iść do psychiatry.
          • mamisio Re: Znaleźć sobie inną 03.10.05, 12:42
            Doczytałam Waszą historię Twoją i Twojej Kobiety - ex Kobiety. Niestety nie
            stanę za żadnym z Was, bo obydwoje krzywdzicie dziecko.. sorry, ale jesteście
            dorosłymi ludźmi, nie umiecie dojść do jakiegoś konsensusu?
            Przecież Wasze dziecko cierpi.. mamusia nie pozwala na kontakty, tatuś za
            wszelką cenę do nich dąży.. mała w oknie krzyczy że chce do taty, który próbuje
            wtargnąć na posesję.. mamusia zasłania okna???
            Jestem na etapie rozwodu i wiesz co.. mój mąż chociaż w jednej kwestii jest w
            stanie ze mną normalnie porozmawiać.. o synku i jak on to wszystko widzi.
            Dziecko nie może ponosić odpowiedzialności za niedojrzałość swoich rodziców..
            Przykro mi, że masz takie a nie inne kontakty z córką ale może wystarczy
            odrobina dobrej woli do zmiany tych stosunków.. czego Tobie i Twojej ex życzę.
            • kini_m odp... 05.10.05, 16:49
              mamisio napisała:
              > Doczytałam Waszą historię Twoją i Twojej Kobiety - ex Kobiety. Niestety nie
              > stanę za żadnym z Was,
              Oczywiście. Nie poszukuję stronników, a jakiejś próby twórczego podejścia.
              Tutaj opiszę co stoi ciężarem w porozumieniu. Czekam na podpowiedzi.

              > bo obydwoje krzywdzicie dziecko.. sorry, ale jesteście
              > dorosłymi ludźmi,
              Nie całkiem. W sytuacji której nazywa się "dorosłe dziecko alkoholika" - nie ma
              dorosłości w znaczeniu jakim by się oczekiwało. Możesz się
              wiecznie "podkładać", wykazywać cierpliwość, a i tak niewiele osiągniesz. Gdy
              córkę i mnie całkowicie odgrodziła w styczniu i podnosiła zarzuty że próbuje
              manipulowac jej życiem - wobec tego odpuściłem. Po takich zarzutach o
              utudnianie jej życia, już jedynie raz na miesiąc dzwoniłem z zapytaniem czy w
              końcu zezwoli na spotkanie. Słyszałem niezmienną odpowiedź: "Zgodzę się dopiero
              jak sobie wywalczysz w sądzie". Pozostało czekać na postanowienie. Po
              ogłoszeniu postanowienia (lipiec) złożyła apelację, aby oddalić w czasie
              uprawomocnienie postanowienia i dzisiaj nie dotrzymuje poprzedniego słowa.
              Teraz ma nowa wymówkę: "Pozwolę dopiero jak postanowienie się uprawomocni."
              Wybacz, ale mi już brakuje pomysłów na dogadanie się z kimś, kto co chwila
              wymyśla nową prawną zagrywkę. Będę szukał jakiejkolwiek dobrej możliwości dla
              córki, ale nie będę tańczył tak jak jej matka zagra.

              > nie umiecie dojść do jakiegoś konsensusu?
              Ona nigdy nie chciała (w zdrowym pojęciu słowa konsensus). Od razu w momencie
              rozstania nie zgodziła się na żadne rozmowy i oznajmiła że dogadywać jedynie
              będzie w sądzie. I teraz clou programu, niech ktoś poda lepszą interpretację
              tego co teraz: Z początku rozstania zezwalała jeszcze na spotkania 3-4 x w tyg
              (specjalnie pod córkę ustawiałem robotę w odległym o 80km mieście aby mieć 3,5
              dnia całe wolnego dla córki, poporzednio mieszkaliśmy razem w tamtym mieście) -
              a mimo to we wniosku do sądu żądała zezwolenia spotkań co 2 tygodnie. Wg mnie
              ona od początku dąży aby wszystko "rozstawiać" po swojemu, a ewentualnie
              łaskawie zgodzić na coś więcej. Jest osobą która jeśli nie dominuje
              niepodzielnie to po trupach do tego dąży, myśląc że da się do tego wykorzystać
              sąd (niestety sąd nie wydał postanowienia po jej myśli).
              Z mojej inicjatywy odbyła się próba mediacji przy terapeutach. Próba zakończyła
              się niczym gdyż zamiast negocjować ona zaczęła rzucać kłamliwymi zarzutami np.
              że głodzę dziecko (które notabene jadało razem z całą moją rodziną w domu
              rodzinnym). Nauczka - na mediację umawiać jedynie profesjonalnych mediatorów
              którzy umiejętnie poprowadzą mediację (żadni terapeuci czy psycholodzy, tylko
              ściśle mediatorzy). Na kolejne próby mediacji (już profesjonalnej) nie zgodziła
              się.
              Tylko jeden fakt umiał zmiękczyć jej stanowisko - moja operacja w szpitalu
              (stres z leku o córkę odbił się na organizmie). Nieco drgnęło jej sumienie. W
              tamtym momencie zgodziła się na moje propozycje: wspólne wycieczki rowerowe,
              dłuższe spacery, pozwoliła na zabieranie córki do mnie. Wystarczyło tego
              sumienia na 1,5 miesiaca. Jedno konfliktowe spięcie (zwrócenie uwagi o jej
              zmiany w życiu) i wycięła córce te możliwości - ograniczając wizyty z 4dni/tyg
              do 4 godz/tyg, wyłącznie na jej terenie. Można się obrazić o uwagę, owszem -
              ale "ciąć" po córce to już skrajna niedojrzałość. Awersyjnie zawiesiła wszelkie
              dyskusje. Zaś za to że spróbowałem córkę wziąć do jej kuzynki i do drugich
              dziadków - zerwała już wszelką możliwość odwiedzin. Dziś wymyśla że groziłem
              porwaniem córki - co jest kłamstwem, tym bardziej że to ona porwała córkę nie
              dając dostępu.
              Ona dziś twierdzi (cytuję jej wypowiedź na forum pelagi): "Za każdym razem, gdy
              udało nam się ustalić jakiś kompromis, on go łamał, stwierdzając ostatecznie,
              że "go terroryzuję apodyktyzmem w ustalaniu wizyt u córki" (koniec cyt.)
              Jest to wierutne kłamstwo - bo jak można narastające z jej strony wycinanie
              ojca z życia dziecka nazwać kompromisem??? Wycinała mnie od samego początku
              rozstania odbierając sukcesywnie po kawałku: możliwość nocowania córki u mnie,
              później odbierając możliwość widzenia w czwartki, póżniej odbierając piątki,
              póżniej obcinając soboty i niedziele z całego dnia do 4 godz, później obcinając
              możliwość wyjścia z córką na rower lub do kościoła, później obcinając możliwość
              wyjścia z córką poza posesję jej rodziców, później obcinając wizyty do 4
              godz/tydz. I ona to nazywa kompromisem?????? Jedyne moje niedotrzymanie - to
              dwa spóźnienia bo córka stawiała opór przy powrotach do mamy co opóżniało
              powroty - i uprzedzałem o tym exię telefonicznie. Do niej nie docierały te
              wytłumaczenia i do sądu pisała: "na złość nie odwoził córki i próbował ją
              przetrzymać." To jest niegodność w stosunku do naszej córki.
              Apodyktyzm - oczywiście, można jej obecną postawę też na inne różne negatywne
              sposoby interpretować.

              > Przecież Wasze dziecko cierpi.. mamusia nie pozwala na kontakty, tatuś za
              > wszelką cenę do nich dąży.. mała w oknie krzyczy że chce do taty, który
              > próbuje wtargnąć na posesję.. mamusia zasłania okna???
              Po 7 mies odgradzania i 1,5mies od wydania postanowienia pozostała mi jedynie
              próba spotykania córki przez okno. Nie będę uginał pod strategią matki - żeby
              córka straciła mnie z "pola widzenia" tak jak sobie to wyobraża matka. Ale
              trzeba sobie jasno powiedzieć co powoduje cierpienie córki: czy widok ojca, czy
              rozłąka? Czy można się razem z dzieckiem ugiąć przed metodą faktów dokonanych
              czynionych przez matkę? Ale jeśli ktoś zaleci efektywniejszy pomysł - spróbuję.

              > Jestem na etapie rozwodu i wiesz co.. mój mąż chociaż w jednej kwestii jest w
              > stanie ze mną normalnie porozmawiać.. o synku i jak on to wszystko widzi.
              Gratuluję. Zazdroszczę.

              > Dziecko nie może ponosić odpowiedzialności za niedojrzałość swoich rodziców..
              Oczywiście. Tego należy unikać.
              Mam nadzieję że pojawienie się ojca przy dziecku nie uważasz za niedojrzałość.
              Jeśli pozostanie Ci: albo przez okno, albo wcale - to co zrobisz? Czy opuścisz
              dziecko na nie wiadomo jak długo? Ale z chęcią wysłucham konkretnych rad.
              Niedojrzałość tkwi bardzo głęboko - rodzina mojej pani - dom z problemem
              alkoholowym. W tamtym domu nie było nigdy praktycznie żadnej poważnej dyskusji,
              pani nie miała możliwości zbudowania własnej autonomi, nauki dysponowania
              własnym zdaniem, uczenia naturalnych konsekwencji własnego poczynania. Uczy się
              dopiero dzisiaj na błędach (cierpieniach córki) - traktując ją jako swoją
              własność (jak lalkę). Cały nasz związek był niedojrzały - już po 0,5roku
              wspólnego życia wyszło że z moją panią trudno o czymkolwiek poważniej
              porozmawiać jeśli ma się odmienne stanowisko lub choćby punkt spojrzenia
              (dochodziło że nawet jej własnych przyjaciółek broniłem przed "przyprawianiem
              rogów" - bo ona nie wiedziała co zrobić). To mnie na zwalnia od niczego, ale
              wystawia związek na nierozwiązanie wielu problemów (zaciskać zęby gdy widać że
              druga strona nie jest gotowa do dyskusji). To okropnie trudne warunki w których
              nie ma dobrego wyjścia: albo się wiecznie będziesz podkładał, albo konflikty
              bez rozwiązań.
              Czemu to wszystko widząc nie znalazłem sposobów uzdrowienia sytuacji? Dziś
              myślę że zdradziłem jedną własną zasadę: każdego traktować trochę jak
              dorosłego, a trochę jak dziecko. Niestety od mojej pani oczekiwałem dorosłej
              postawy: umiejętności rozmawiania o każdym problemie, wspólnego rozstrzygania
              wszystkiego aż do rozwiania ostatniej wątpliwości, każdej nurtującej sprawy.
              Ale któż nie oczekiwałby tego od partnera?

              > Przykro mi, że masz takie a nie inne kontakty z córką ale może wystarczy
              > odrobina dobrej woli do zmiany tych stosunków.. czego Tobie i Twojej ex życzę.
              Ja już wymiękam. Natomiast jeśli pozostają mi choćby desperackie kroki to nie
              pozwolę aby córka została mnie pozbawiona.
              • kini_m ...w skrócie (obszernym) 05.10.05, 16:56
                Moja pani kłamstwo pogania kłamstwem - trudno to zazwyczaj udowodnić, ale choć
                w pojedynczych przypadkach jest to możliwe nawet na forum. Na gorąco złapane
                przykłady jej kłamliwości:
                > Drogi t_m dodam jeszcze:
                > "Dopóki wyrok się nie uprawomocni nie zobaczysz dziecka"
                > Nie, tego nie usłyszał. Ale kini ...
                (27.07.05. - "ciężko wytrzymać z ..." - tamże wyjaśnienie jej nicków)
                ---------
                > oznajmiłam mu, że dopóki nie będzie prawomocnego
                > ustalenia sądu, nie zgodzę się na zabieranie małej i na wizyty
                (21.09.05. - "Czestotliwosc kontaktow dziecko/ojciec")
                Ona sama podważa już swoje wypowiedzi w tych najważniejszych kwestaich -
                dostępu dziecka do rodzica. Potwierdza to, że cokolwiek powie przeciwko mi jest
                przez nią dorabiane do sytuacji (problem DDA?). Ale w końcu wyszło, że już ona
                sama się nie łapie jak konsekwentnie kłamać.

                Co do jej ostatnich pomówień (pozostałe na biężąco poczyniałem):
                >Ojciec córki od momentu rozstania wykazuje niesamowite
                >zainteresowanie kontaktami z córką. Przed rozstaniem życie
                >rodzinne było dla niego pojęciem abstrakcyjnym
                Nie mieliśmy do pomocy ani dziadków ani złobka do opieki nad córką. Cały czas
                nad córką opieka spoczywała na mnie (za wyj ost.4 naszego związku mies -
                opiekunka). Dzięki temu - ona mogła studiować bardzo obszernie na kilku
                wydziałach (indywidualny poszerzony tok studiów międzywydziałowych) - chwała
                jej za to, ale to ja przez ten czas siedziałem w domu i zajmowałem się córką
                (dzięki temu że pracowałem jedynie dorywczo sezonowo popołudniami większość
                czasu poświęcając córce). Dla naszej rodziny po urodzeniu córki ograniczyłem
                dotychczasowy swój udział w działalnościach społecznych. Razem uczęszczaliśmy
                do szkoły rodzenia, pomagałem jej przy porodzie. Już w szpitalu przejmowałem od
                położnych dbanie o higienę córki. Samą mamę często razem z córką
                odprowadzaliśmy pod szkołę, przychodziliśmy po nią gdy kończyła zajęcia. Żeby
                mama też w domu mogła się spokojnie uczyć często spacery robiliśmy wtedy gdy
                mama chciała mieć spokój. Organizowałem wiele wspólnych wyjazdów (imprezy
                turystyczne), wakacje. I dzisiaj słyszę od niej takie ogólnikowe oszczerstwa.
                To upokarzające od osoby, ktorej oddałem kawałek życia.
                Aha, właśnie znalazłem w uzasadnienu sądu do postanowienia zdanie: "Uczestnicy
                wspólnie zajmowali się córką, razem spędzali czas. Wnioskodawczyni nie miała
                zastrzeżeń co do sposobu opieki nad wspólną córką" (s.1-uzasadnienia sądu).

                >w grudniu była u niego w sumie na 10 nocy (miała wtedy 2 lata 8 m-cy).
                >Schudła w tym czasie (i tak jest niejadkiem), zaczęła siusiać w majtki
                Jeśli schudła to zapewne z powodu całej dla niej stresującej sytuacji gdy nie
                chciała wracać do mamy. Poza tym jest to pomówienie do całej mojej rodziny w
                okresie gdy mieszkałem w domu rodzinnym (więc znaczyłoby to że głodzili je też
                dziadkowie, choć pani dobrze wie że dziadkowie dokarmiają czasem z przesadą).
                Siusiać - owszem, przy jednym z powrotów tak bardzo nie chciała wrócić do mamy
                że ze stresu rozstania ze mną zmoczyłą się i zwymiotowała. Matka pozostała na
                to nieczuła i odrywałą siłą uczepioną do mnie płaczącą i protestującą córkę.
                Przecież to nieczułość matki jest nieodpowiedzialnością. Już to opisywałem na
                forum. Ale mądra matka wie też, że takie umiejętności jak trzymanie moczu -
                często u dzieci cofają się na jakiś czas - niemal każde czasopismo
                rodzicielskie to opisuje.

                >był w stosunku do mnie agresywny, czego mała była świadkiem
                Mam juz szczerze dość takich ogólników. Za agresję pani odbierała każdą różnicę
                zdań. Przy mojej pani o neurotycznej naturze taki zarzut pojawia się niemal
                codziennie. I nie wiadomo jak z tym walczyć. Zwaszcza że to córka nieraz jeśli
                coś chciała powiedzieć, to musiała często wpierw zwracać się do własnej
                mamy: "Mama, nie kłoć się." Ilość słów na ch... i h.... w moją stronę leciało
                rzęsiście ponad głową córki.

                >Zadzwonił i powiedział, że ze względu na to, że przekłułam sobie
                >uszy i maluję się, nie jestem odpowiednią matką dla jego dziecka. >Zażądał też
                wtedy, by córka została u niego 6 dni.
                Nie. Są to posklejane pojedyncze fragmenty moich wypowiedzi, które nigdy nie
                wystąpiły w takim ujęciu. Nie ma sensu rozdrabniać i każdego fragmentu
                tłumaczyć z osobna. Tylko krótko - chciałem aby córka była dłużej u mnie
                tytułem rekompensaty za ostatnio (wtedy pocz. stycznia) odmówione plany poprzez
                połączenie w jeden czas kilku zaplanowanych rozerwanych fragmentów w następnym
                planowanym tyg (a nie za jakiś makijaż na twarzy co twierdzi pani).

                >Kiedy w lutym zagroził mi, że porwie małą
                Nie. W lutym już nie mogłem zobaczyć córki ani razu. Więc nie dość że groźba
                nigdy z mojej strony nie było, to jeszcze jak mógłbym grozić córką nie mając do
                niej dostępu. To już nieco śmieszne.

                >raz zgodziłam się na widzenie
                >przy dużej ilości świadków, dwa razy z kuratorem i raz w RODKu
                Tylko raz się zgodziła. Pozostałe sytuacje wymusił sąd, a nie zgoda pani. Nie
                było kuratora na dwóch weekendach spotkaniach (kłamstwo) tak jak żądała w
                sądzie pani, a tylko na jednym weekendzie celem sporządzenia sprawozdania z
                jakości kontaktów. Sprawozdanie jest bardzo po mojej myśli: "Spotkania w
                obecności kuratora przebiegały w radosnej atmosferze dla Nadii. Małoletnia
                cieszyła się na spotkanie z ojcem - oczekiwała tego spotkania. W trakcie zabaw
                cieszyła się, że spędza czas z ojcem nie ujawniała żadnych postaw lękowych.
                [...] Ze sprawozdań kuratora z obecności przy kontaktach ojca z Nadią
                wynika, "świetnie się bawiła z ojcem". Ojciec podczas spotkań nie stosował
                wobec dziecka przemocy, nie zmuszał do zabawy. Dziecko podczas zabawy było
                zadowolone i radosne. Podkreślenia wymaga również fakt, iż małoletnia Nadia za
                każdym razem oczekiwała niecierpliwie ojca, co świadczy o silnej więzi
                uczuciowej z ojcem " (s.2,4-uzasadnienia sądu). Niestety moja pani nie liczy
                się ani się z sądem, ani z wnioskami z obserwacji kuratora - próbując im
                zaprzeczać w apelacji.

                Jest jeszcze coś - stale oddziaływanie środowiska aby nie podejmowała decyzji
                zgodnie z ojcem dziecka: teściowa która atakowała nasz związek praktycznie od
                początku jego trwania (karała pełnoletnią córkę za to że ta wraca z randki po
                godz 22) o po rozpadzie otwarcie oświadczyła: "Ja cię [ojca] tak urządzę że w
                ogóle nie będziesz mógł tu wchodzić [do córki]." Podobnie jej najbliższa
                przyjaciółka która poczuła się zagrożona gdy u pani ktoś nowy (ja) zajął
                pierwsze miejsce w jej życiu - też otwarcie oznajmiła "Nienawidzę cię bo mi ją
                odbierasz." Podobnie klimaty na forum którego nazwę już nieraz wymieniałem a
                gdzie tajemnicą poliszynela jest, że kobiety wspierają się w atakach na ojców
                ich dzieci (np. pomaga się jej tam pisać apelacje aby ograniczyć ojca do roli
                odwiedzin raz na 2 tygodnie). To czuć jak ona porusza się wśród kobiet w
                których tkwią urazy do mężczyzn (teściowa - agresywna żona alkoholika,
                przyjaciółki i forumowiczki z rozbitych rodzin) i doradzają w taki sposób aby
                pani nie udało się lepiej, niż im samym - trudno nie dostrzegać takich
                okoliczności które są kłodami dla porozumienia.
                Wiec jak z nią rozmawiać? Czekam na podpowiedzi.
                • mamisio Re: ...w skrócie (obszernym) 06.10.05, 13:31
                  Nie wyobrażam sobie, żeby matka tak sie zachowywała.. później dziecko samo
                  wybierze i pozna prawdę.. nie pojmuję, jak można być tak zawziętym.. dziecko to
                  nie towar.. wychodzi na to, że nim handlujecie.. a twoja ex ma tę przewagę, że
                  córka jest z nią..
                  Postępowanie Twojej ex.. świadczy tylko o tym, że musiała otrzymać od Ciebie
                  dużo cierpienia.. może ty od niej też.. ale nie licytujcie się..
                  Ze względu na dziecko powinniście ustalić sądownie jak ma wyglądać sprawa
                  opieki nad córką.. nie jestem zwolenniczką aby dziecku kategorycznie zabronić
                  widzeń z tatą, no chyba że zagrażałoby to życiu dzieka lub stanowiło
                  zagrożenie..a skoro mała płacze do Ciebie to czuje się z Tobą dobrze i
                  bezpiecznie..
                  Staram sie zrozumieć uczucia mojego męża.. i próbuję aby to wszystko odbyło się
                  jak najmniejszym kosztem synka.. Wyzwiska, wawantury przy dziecku? Sory, ale tu
                  winą będę obarczała Twoją ex, bo gdyby jej zależało na dobru córki z pewnością
                  potrafiłaby porozmawiać bez emocji i wyzwyisk, albo na ten czas "rozmowy"
                  pozostawiła u dziadków/rodziny..
                  Smutne to jak przez głupotę dwojga dorosłych ludzi dzieci cierpią.. Później
                  będzie się obwiniało, jeśli już tego nie robi, że to przez nią jest taka
                  sytuacja..
                  Szkoda mi Twojej córki.. jeśli uważasz że jesteś dobrym tatą to walcz.. wiem,
                  że może to zabrzmi dziwnie i zlinczuja mnie zaraz panie, wiem, co mówię.. mimo
                  rozwodu i wielkiej niechęci do mojego męża nie zabiorę mu dziecka? W imię
                  czego? własnego zadowolenia: a masz, ja ci pokażę? Co to za dziecinada?



                  • kini_m Re: ...w skrócie (obszernym) 10.10.05, 18:32
                    >Postępowanie Twojej ex.. świadczy tylko o tym, że musiała otrzymać od Ciebie
                    >dużo cierpienia..
                    Nie udaję świętego. Kiedyś tu wymieniłem
                    (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=23629298&a=23805434)
                    Ale w tej sytuacji podobnie zawiniłem, jak grzesznik Hiob.
                    Tak się zdarza.
                    Najstotniejszą przyczynę naszego związku na 99% znam (moment w którym zaczęła
                    się napędzać spirala niedobrych rzeczy) i nie jest ona związana z zadawaniem
                    cierpienia. Ale to mogę przesłać jedynie na priva - bo to czuła kwestia.

                    >.. mimo rozwodu i wielkiej niechęci do mojego męża nie zabiorę mu dziecka?
                    >W imię czego? własnego zadowolenia: a masz, ja ci pokażę?
                    >Co to za dziecinada?
                    Tak. Dziecinada. Dopiero po sięgnięciu lektury o rodzinach alkoholowych
                    zrozumiałem to tak, że kto nie miał radosnego (dopełnionego) dzieciństwa w domu
                    alkoholowym, ten dopiero teraz emocjonalnie dopełnia to dzieciństwo. Dopiero
                    teraz uczy się konsekwencji (panowania lub skutków niepanowania) własnych
                    emocji. Uczy się na zbyt duzych jeszcze błędach, na czyichś plecach. A że mając
                    nieco ponad 18 lat i mając dziecko - zakres kompetencji jest znacznie wiekszy -
                    więc przy tym wieku wyglada to jak dziecinada, czyli opóźnienie dojrzewania.
                    Tak ja to rozumiem, mówiąc o mojej pani. Oceny siebie się nie podejmuję bo to
                    subiektywne, a włożyłem w ten związek całą swą cierpliwość balansując na
                    granicy toksycznego związku. Ja sam dziś czuję się "zużyty, wyrzucony na boczny
                    tor."
                    • kini_m ps adresu 10.10.05, 18:39
                      ps - adres który podałem powyżej chyba trzeba ręcznie sobie wkleic w okienko bo
                      po kliknieciu wskazuje pierwszy post wątku, a nie ten do którego odnosiłem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka