Dodaj do ulubionych

Przysposobienie....

03.02.06, 02:13
Pojawia się ten temat co jakis czas - ostatnio u Narseny, także z innymi na
priva.
I z punktu widzenia faceta (tym razem poważnie) - kompletnie nie rozumiem
tych waszych nextów, którzy na to idą.
A może są raczej namawiani przez niektóre dziewczyny?
(Narsena pisze: "Teraz chcę żebyśmy stali się pełną/prawdziwą rodziną - ja,
mąż i dwoje naszych dzieci. Jakie mam szanse, żeby moje marzenie się
spełniło?")
Więc może to tylko chęć (marzenie) matki i jedynie przytaknięcie nexta.
(Wbrew odpowiedziom których już się spodziewam, ale czy któryś z takowych
nextów zabrałby tu głos?).
I wg mnie nie ma tu nic do rzeczy miłość, jej okazywanie, wychowywanie.
Nie wyobrażam sobie - jeśli by mi zdarzyło się być ojczymem, abym wciskał się
w nie swoje role. Mógłbym kochać, wychowywać, opiekować, razem bawić, mogło
by być wspaniale z dzieckiem - ale nie oszukiwać.
Nawet jeśliby ojciec był bezkontaktowy, to sam bym go odszukał, nieco
przycisnął dla dziecka, może nawet szantażem. Ale nieswoje-swoje dziecko
chciałbym wychowywać w zgodzie z jego życiem.
Nie wyobrażam sobie miłości do wychowywanego przeze mnie dziecka - inaczej
niż wraz z odkrywaniem jego tożsamości (w szerokim pojęciu tego słowa).
Prawdziwą tożsamością, jedynie tylko podaną w sposób przystępny dla
właściwego wieku. A nie ukrywaniem jej.
Miłość TYLKO poprzez prawdę.

Samo przysposobienie uważam mogłoby być zasadne tylko w jednej sytuacji -
gdyby drugiego rodzica już nie było na świecie, a i to nie konieczne.
Odnoszę wrażenie, że dla niektórych dziewczyn ten instrument, to środek na
przypieczętowanie zerwania z exem, a wcale nie dobro dziecka.

PS: A komu mówić: tata?
No własnie temu, którego by się odszukało - nie wierzę że przy odrobinie
chęci to niemożliwe.
A jak mówić do ojczyma?
- Nawet moja najukochańsza córka do mnie nie mówiła: "tata" (inaczej mnie
nazywała).
Dopiero exia perswazją nakazała jej mówić "tata" po rozstaniu, gdy już coraz
rzadziej widząc nie pozwalano jej utrzymać uprzedniego naturalnego stosunku
do mnie. (Tu skrzywdziła dziecko narzucając skostniałe ramy, nie pozwlając
utrzymać swobodnych dotychczasowych relacji. I tego exi napewno nie
odpuszczę.)
Obserwuj wątek
    • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 02:23
      Bez urazy...
      ...ale pójście taką drogą przez ojczyma - uważam za pójście na łatwiznę.
      I bardziej tu widzę zachowanie na zasadzie oznaczenie swego terytorium (jak u
      zwierząt), niż jakieś wyższe dobra dla dziecka (które można równie dobrze
      realizować bez tego instrumentu).
      • escribir Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 09:25
        Sorki, ale nie kumam o co ci chodzi???
        Dlaczego mój mąż miałby nie przysposobić mojej córki, do której biologiczny
        ojciec się nie przyznaje, ze mnie robił kurwę i wnioskował o badania genetyczne,
        przez 9 lat widział ją 3 razy (przez pierwsze 6 m-cy życia). Dlaczego nie może
        zostać ojcem równiez "na papierze" człowiek który od wielu lat wychowuje ją wraz
        ze mną??? Dlaczego dziecko nie może mieć w dokumentach tego samego co jej
        młodsza córka??? Dlaczego nie mogę być spokojna, że gdyby nagle szlag mnie
        trafił, będzie oczywiste że opiekę nad obiema dziewczynkami przejmie mój mąż?
        Córka wie, że mój mąz nie jest je biologicznym ojcem i powiem ci, że po
        pierwszym szoku stwierdziła, że to jest nieważne, bo tylko tego tatę zna.
    • iziula1 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 09:39
      W życiu takich bzdur nie czytałam.
      W takiej ilości, w jednym wątku i u jednego osobnika.
      Biedne te dzieciaczki z domów dziecka byłyby w twoim świecie...
      Modle się, aby ludzie tego pokroju co Kini nie dorwali się do władzy i nie
      zaczeli wprowadzać MIŁOŚCI TYLKO POPRZEZ PRAWDE objawiona właśnie w ten sposób.

      Iza
      • anetina Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 10:58
        szkoda słów
    • pesher Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 10:09
      Moje najglebsze wyrazy wspolczucia Kini_m...

      Wedlug Twojej logiki moja przyjaciolka powinna mowic do ludzi, ktorzy ja
      wychowywali (bo zaadoptowali) w wieku lat 3 ciociu i wujku, bo przeciez jej
      biologiczni rodzice zyja? A to, ze zostaly im odebrane prawa rodzicielskie, bo
      znecali sie nad nia i jej o 2 lata starszym bratem (wychowywanym przez tych
      samych ludzi) to nic.. Powinni odnalesc tych ludzi, cholubic i nazywac
      RODZICAMI, a wrecz dziekowac, ze Tylko sie znecali, a nie zabili.

      Dla Twojej informacji: znalezli biologicznych rodzicow. Zostali przez
      nich "poszczuci psami", jak tylko powiedzieli kim sa, a dopiero potem poznali
      prawde o powodach odebrania praw rodzicielskich. I nie od ludzi, ktorzy ich
      zaadoptowali i stworzyli rodzine, a od sasiadow biologicznych rodzicow.
      • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 11:35
        Wybaczcie ale.... temat napisałem po zobaczeniu obrazu sytuacji u Narseny (i
        jeszcze innych podobnych syganłach).
        Więc muszę sprostować:
        - jeśli tacy rodzice zagrażaliby zdrowiu, życiu (też: psychicznemu) dziecka, to
        owszem - uznaję przysposobienie za zasadne (jak u Pesher).
        - ale jeśli problemem jest tylko niedojrzałość do tej funkcji, to tak szybkie
        pozbawianie dziecka ojca bez podjęcia prób urealnienia kontaktu z ojcem -
        uważam za przedwczesne.
        Niedojrzałość wg mnie nie jest wystarczającym powodem do odcinania czegokolwiek.
        [W Was, drogie dyskutantki też można dopatrywać niedojrzałość - bardzo
        agresywnie, obelżywie, odpowiedziałyście: "W życiu takich bzdur nie
        czytałam", "Moje najglebsze wyrazy wspolczucia Kini_m..."
        ALE za tę niedojrzałość w komunikowaniu nikt wam adekwatnie kabla od netu nie
        odcina.]
        Iziula - w domach dziecka są różne przypadki: są dzieci odwiedzane przez
        rodziców, są takie których rodzice nie odwiedzają. Nie ma co generalizować.
        Ale tak samo próbując się postawić w roli adoptującego jak i ojczyma: to w tym
        i tamtym przypadku wpierw starałbym się odnowić kontakt z
        biologicznym/biologiczną. (Oczywiście w różnych przypadkach uwzględniając
        specyfikę wieku i przerwy w ostatnim widzeniu rodzica.)
        I dopiero gdybym zauważył groźbę dla zdrowia, życia (też: życia psychicznego -
        jak wspomniane poszczucie psami) - dopiero wtedy rozważałbym przysposobienie.

        Dzięki Escribir za Twój opis. Niemniej nie wyklucza on mojego zdania: najpierw
        starać odbudować stosunki, dopiero potem inne działania. (I jeśliby mi
        nadarzyła się rola ojczyma czy adoptowania, to napweno podjąłbym tu aktywne
        działania, oczywiście uwzgledniając wrażliwość dziecka.)

        Wiecie... ja mam wrażenie, że duża część UJAWNIENIA niedojrzałości rodzica ma
        podłoże w konflikcie między rodzicami. A gdyby konflikt umiało się wyciszyć, to
        także skutki tej niedojrzałości można by przezwyciężyć i dla dziecka odzyskać
        rodzica. (Nie negując pozytywnej roli ojczyma.)
        Ale zwłaszcza dla dzieci w których pamięci jeszcze zalega obraz ojca, myślę że
        czyni on wyraźnie niewypełnioną "szufladkę", w której bez drugiego rodzica
        ojczym lub macocha nigdy do końca nie wypałni.
        • pesher Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 12:00
          Nie ukrywam Kini_m, ze uwazam Cie za przypadek beznadziejny. Dokladnie: za
          przypadek Beznadziejnie Probujacy Oswiecic Caly Swiat Swoimi Jedynie Slusznymi
          Prawdami. A ze wynikaja one z czytania ksiazek psychologicznych i wyciaganiu z
          nich dziwnych co najmniej wnioskow, o jakie nie pokusil sie nikt inny, to juz
          nie moja wina.

          Teraz ad rem:
          Uwazam, ze ojciec, ktory nie odwiedza swojego dziecka, nie chce miec z nim
          kontaktu - nie jest ojcem. Jest po prostu dawca plemnika. Jakich wielu w
          bankach spermy. Nie chce kontaktow z dzieckiem mimo zachet ze strony matki -
          pies mu morde lizal. Niech sie realizuje w innych sferach zyciowych i dzieku w
          zyciu niech nie miesza. Dziecko ma prawo do ustabilizowanej rodziny, a jezeli
          tak sie szczesliwie zlozylo, ze matka zwiazala sie z kims, kto de fakto JEST
          ojcem, to dlaczego tego nie sformalizowac?? Pewnie, po 10 latach braku kontaktu
          ze strony biologicznego szukac go, namawiac, moze sie nawet uda doprowadzic do
          spotkania z dzieckiem. Raz, drugi, potem biologiczny znika. Kto na tym cierpi
          najbardziej? Wiesz Mistrzu? To Ci podpowiem: dziecko.
          Decyzja o przysposobieniu dziecka przez obecnego meza nie jest decyzja nagla.
          Zwykle kobiety dojrzewaja do tego, kiedy pojawia sie wspolne dziecko. I glownie
          dlatego, zeby dziecko z poprzedniego zwiazku umialo odnalesc sie w aktualnej
          rodzinie. Zeby nie czulo sie "obce" poprzez inne nazwisko. Nazwisko czlowieka,
          ktorego, tak na prawde NIE MA w ich zyciu od x lat o ile w ogole byl, ktorego
          nie znaja, nie pamietaja twarzy, z ktorym nie wiaza zadnych wspomnien. Czujesz
          klimat? Potrafisz zrozumiec takie DZIECKO? Bo w tym ukladzie nie interesuja
          mnie odczucia biologicznego. W takim ukladzie liczy sie TYLKO dziecko.
          • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 12:24
            pesher napisała:
            > klimat? Potrafisz zrozumiec takie DZIECKO? Bo w tym ukladzie nie interesuja
            > mnie odczucia biologicznego. W takim ukladzie liczy sie TYLKO dziecko.

            Jakbyś nie zauważyła, to kilkakrotnie podkreslałem: przy uwzględnieniu
            wrażliwości i spacyfiki dziecka.

            Natomiast nie wiem czy ty zdajesz sobie sprawę: czemu służą prawa
            rodzicielskie?
            One w gruncie rzeczy nie chronią rodzica, ale dziecko i jego potrzebę do
            kontaktu z rodzicem. (Niezaleznie od migania się rodzica z jego obowiązków, ta
            potrzeba istnieje u dziecka, zwłaszcza u dzieci które znały tego rodzica)
            • anetina Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 12:31
              kini_m napisał:


              > Natomiast nie wiem czy ty zdajesz sobie sprawę: czemu służą prawa
              > rodzicielskie?
              > One w gruncie rzeczy nie chronią rodzica, ale dziecko i jego potrzebę do
              > kontaktu z rodzicem. (Niezaleznie od migania się rodzica z jego obowiązków,
              ta
              > potrzeba istnieje u dziecka, zwłaszcza u dzieci które znały tego rodzica)



              potrzeba dziecka - zgadza się
              syn chce ojca - nie ma go
              sam sobie wybrał, do kogo chce tak mówić
              a że nie jest to jego prawdziwy ojciec
            • pesher Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 13:30
              Wiesz co Kini_m,
              Zyj w swoim swiecie prawd jedynych. Nie bede Cie stamtad wyciagac do realnego
              swiata, gdzie nie wszyscy rodzice sa idealni.

              kini_m napisał:

              > Jakbyś nie zauważyła, to kilkakrotnie podkreslałem: przy uwzględnieniu
              > wrażliwości i spacyfiki dziecka.

              Nie wiem co to jest "spacyfika", a nawet jezeli to bylaby "specyfika" dziecka
              to i tak nadal nie wiem, jak to sie ma do faktu adopcji czy przysposobienia.

              >
              > Natomiast nie wiem czy ty zdajesz sobie sprawę: czemu służą prawa
              > rodzicielskie?

              Tak, zdaje sobie sprawe, co to sa "prawa rodzicielskie" i czemu sluza. Pamietaj
              takze, ze praw rodzicielskich nie odbiera sie ot tak. Wystarczy, ze rodzic RAZ
              w roku odwiedzi dziecko przebywajace w osrodku opiekunczym zwanym Domem
              Dziecka, a sad za zadne skarby nie odbierze praw rodzicielskich. I tandem:
              rodzic_raz_do_roku_odwiedzajacy wraz z sadem odbieraja dziecku sznse na
              dorastanie w kochajacej rodzinie. I uwazam to za podlosc najgorszego rodzaju.

              Wiem tez, ze odebranie praw rodzicielskich rodzicowi, ktory nawet przez kilka
              lat nie interesowal sie dzieckiem tez nie jest proste. Wystarczy, ze wyrazi
              skruche i obieca poprawe, a sad nie odbierze mu praw. Czasem niektorzy z takich
              rodzicow traktuja druga szanse na powaznie i utrzymuja kontakt z dzieckiem, dla
              innych natomiast sa to puste slowa. Taka pokazowka. Tylko zastanawiam sie przed
              kim? I po co? Jak dziecko nie interesuje takiego rodzica, to po co mu prawa do
              dziecka? Bo "co ludzie powiedza"? Bez sensu..


              > One w gruncie rzeczy nie chronią rodzica, ale dziecko i jego potrzebę do
              > kontaktu z rodzicem. (Niezaleznie od migania się rodzica z jego obowiązków,
              ta
              > potrzeba istnieje u dziecka, zwłaszcza u dzieci które znały tego rodzica)

              Wiec podaj, Kochaneczku, skuteczna recepte na zmuszenie rodzica migajacego sie
              od kontaktow z dzieckiem do takiego kontaktu. Podejrzewam, ze wiele Kobiet
              byloby Ci wdziecznych. A co wiecej, sama podalabym Twoja kandydature do
              tytulu "Czlowieka Roku". Masz taka recepte?? Jakis niezawodny sposob??

              Nie musisz odpowiadac, bo NIE MA TAKIEJ RECEPTY ANI TAKIEGO SPOSOBU. I w tym
              jest wlasnie powod wielu tragedii...
              • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:40
                pesher napisała:
                > Wiec podaj, Kochaneczku, skuteczna recepte na zmuszenie rodzica migajacego
                > sie od kontaktow z dzieckiem do takiego kontaktu. Podejrzewam, ze wiele
                > Kobiet byloby Ci wdziecznych. A co wiecej, sama podalabym Twoja kandydature
                > do tytulu "Czlowieka Roku". Masz taka recepte?? Jakis niezawodny sposob??
                Ja bym przywandzolił takiemu maksymalne alimenty.
                I dopiero jeśliby zaczął sobie przypominać o dziecku, wtedy bym zjechał na dół
                z kwotą.
                Po kieszeni, po kieszeni... za krzywdzenie innych.
                (Mimo że KRiO nie służy karaniu, ale mógłby też tu dawać pewne instrumenta.)
                • pelagaa Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 20:33
                  Nie sadze, aby to zadzialalo. Za to exiary dopiero by byly uwazane z harpie do
                  kwadratu. Nie zostales zjedzony przez macochy tylko dlatego, ze jestes facetem.
                  Gdyby to napisala jakas kobieta w tym watku pojawilaby sie juz sfora i 1000
                  postow broniacych migajacych sie zuczkow.
                  • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 20:40
                    E... Pelaga.
                    A mogłabyś tak łopatologicznie?
                    Bo slangu nie rozumiem. (Co miało zadziałać?)
                    • kai_30 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 21:22
                      kini_m napisał:

                      > E... Pelaga.
                      > A mogłabyś tak łopatologicznie?
                      > Bo slangu nie rozumiem. (Co miało zadziałać?)

                      ROTFL

                      pelaga odnosila sie do Twojej propozycji, misiaczku. Patrz wyzej.

                      Moim zdaniem zreszta tez by nie podzialalo, a raczej wrecz przeciwnie -
                      ciemiezony zuczek jak nic zaszylby sie gdzies w bieszczadzkiej gluszy, zwolnil z
                      pracy i zaczal uprawiac partyzantke coby przed komornikiem umknac.
                  • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 22:40
                    pelagaa napisała:
                    > Nie zostales zjedzony przez macochy tylko dlatego, ze jestes facetem.
                    Co do macoch (choć już nieco głupio mi się w ich osobę stawiać):
                    Nie. Nie wyobrażam sobie żeby normalna, zdrowa macocha nie dopilnowała aby jej
                    facet równo traktował własne dzieci.
                    Wg mnie logika macochy winna być taka: Jeśli on już o tamte swoje dzieci nie
                    dba, to jak będzie dbał o nasze? (nie wyobrażam sobie inaczej porządnej macochy)

                    Jeszcze co do odszukiwania exa: Gdybym ja był w roli ojczyma... (poprawię):
                    Gdybym miał dopiero zostać ojczymem, to jeszcze zanim bym został - to
                    wymagałbym uregulowania stosunków ojca z dziećmi.
                    (Nawet bym odkopał takiego faceta spod ziemi -jeśli górnik- i takiego kutafona
                    na postronku bym przypędził do własnego dziecka. Oczywiście przed dzieciakiem
                    miałby być już uśmiechnięty i miał pełne garście zabawek.) Dopiero wtedy
                    wszedłbym w ten związek.
                    • anetina Re: Przysposobienie.... 06.02.06, 07:45
                      kini_m napisał:

                      > Jeszcze co do odszukiwania exa: Gdybym ja był w roli ojczyma... (poprawię):
                      > Gdybym miał dopiero zostać ojczymem, to jeszcze zanim bym został - to
                      > wymagałbym uregulowania stosunków ojca z dziećmi.
                      > (Nawet bym odkopał takiego faceta spod ziemi -jeśli górnik- i takiego
                      kutafona
                      > na postronku bym przypędził do własnego dziecka. Oczywiście przed dzieciakiem
                      > miałby być już uśmiechnięty i miał pełne garście zabawek.) Dopiero wtedy
                      > wszedłbym w ten związek.



                      hihihihihi

                      przyjedź do mnie
                      znajdź i odkop mojego eksa
                      nie powiem, że ci bym była wdzięczna
                      na pewno nie
                      tak samo eks - zabiłby cię za coś takiego
                    • pesher Re: Przysposobienie.... 06.02.06, 10:11
                      > Nie. Nie wyobrażam sobie żeby normalna, zdrowa macocha nie dopilnowała aby
                      jej
                      > facet równo traktował własne dzieci.

                      Czyzbys sugerowal ze sa chore macochy? To poczytaj sobie forum niedawno przeze
                      mnie odkryte, a na ktorym Twoj nick tez widzialam. Ja z "pewna doza
                      nesmialosci" zaglebilam sie w archiwum i znalazlam kilka watkow (dokladnie ze
                      3, potem mnie zaczelo odrzucac) w tresci ktorych mozna sie doszukac narzekan na
                      istnienie pasierbow. I nie chodzi o wymiar finansowy, a raczej duchowy czy
                      kwestie sympatii.

                      > (Nawet bym odkopał takiego faceta spod ziemi -jeśli górnik- i takiego
                      kutafona
                      > na postronku bym przypędził do własnego dziecka. Oczywiście przed dzieciakiem
                      > miałby być już uśmiechnięty i miał pełne garście zabawek.)

                      No to mnie rozbawiles Zuczku. Dotrzec do biologicznego ojca sobie mozesz,
                      poghadac z nim - a prosze Cie bardzo. Ale przyciagac Go na postronku? ha ha ha,
                      skad tyle wojska wezmiesz? Mozesz przemawiac do takiego faceta, chociaz stawiam
                      na to, ze po minutach Twoich wywodow zostalbyc z widocznym slwdem niezgodnosci
                      pogladow pod okiem, a facet oddalalby sie niespiesznie w przeciwnym kieruku.
                      Zrozum wreszcie jedna rzecz:
                      Jak ojciec biologiczny nie chce utrzymywac kontaktu z dzieckiem, to nie bedzie
                      go utrzymywal. Koniec. Kropka. Nie zmusisz go sila, finansowo, ani w zaden inny
                      sposob.
          • vialle Re: Przysposobienie.... 08.02.06, 08:33
            pesher ja bym dodala a raczej podkreslila jeszcze jeden aspekt ktory juz gdzies
            w czyims poscie padl - a mianowicie opieki nad dzieckiem gdyby mnie sie cos
            stalo. Ojciec biologiczny mojego syna przeszedl od opcji "krwawa walka zeby
            miec 50% czasu z synem" do opcji, kiedy wpada raz w miesiacu. Mlody wie kto
            jest tata, mowi na niego tata, cieszy sie kiedy tata sie pojawia etc.
            Jednoczesnie jego opiekunem i ostoja jest ojczym, ktorego na moje oko mlody
            kocha tak samo mocno jak ojczym jego. Ja za dwa dni urodze drugie dziecko -
            dziecko mojego meza, noszace jak ja jego nazwisko. To siostra mojego syna.
            Gdybym zginela, zostanie z mezem. A co syn? Mialby trafic do biologicznego
            taty? Ktory jest swietnym facetem, tylko co z tego, skoro RODZINA i emocje syna
            sa z ojczymem, dziadkiem ktory z nami mieszka i zapewne za chwile z siostra?

            Przysposobienie jest forma prawna, ktora rozwiazuje problem opieki nad
            dzieckiem. I trzeba miec sporo zlej woli zeby je wiazac automatycznie z
            oklamywaniem dziecka co do tego kto jest jego biologicznym ojcem.

            przy okazji persher podpisuje sie pod Twoja opinia o Kini_m. Zdumiewajace jak
            mozna czytac rozne psychologiczne opracowania i kompletnie nic z nich nie
            zrozumiec (moze to dobor zlych lektur wink takich z podworkowa psychologia).
        • anetina Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 12:28
          kini_m napisał:


          > - ale jeśli problemem jest tylko niedojrzałość do tej funkcji, to tak szybkie
          > pozbawianie dziecka ojca bez podjęcia prób urealnienia kontaktu z ojcem -
          > uważam za przedwczesne.


          a ile czasu mam czekać na dojrzałość eksa ???



          > Niedojrzałość wg mnie nie jest wystarczającym powodem do odcinania
          czegokolwiek
          > .




          > Ale tak samo próbując się postawić w roli adoptującego jak i ojczyma: to w
          tym
          > i tamtym przypadku wpierw starałbym się odnowić kontakt z
          > biologicznym/biologiczną. (Oczywiście w różnych przypadkach uwzględniając
          > specyfikę wieku i przerwy w ostatnim widzeniu rodzica.)



          najpierw musiałabym chyba szukać poprzez wynajęcie detektywa
          i prosić go, aby łaskawie zobaczył się z dzieckiem

          hihihi



          > I dopiero gdybym zauważył groźbę dla zdrowia, życia (też: życia psychicznego -

          > jak wspomniane poszczucie psami) - dopiero wtedy rozważałbym przysposobienie.




          super
          mam czekać, aż dziecko będzie miało nieodracalne niemiłe wspomnienia związane z
          ojcem
          a dopiero się wtedy zastanawiać, czy zabronić kontaktu



          Niemniej nie wyklucza on mojego zdania: najpierw
          >
          > starać odbudować stosunki, dopiero potem inne działania. (I jeśliby mi
          > nadarzyła się rola ojczyma czy adoptowania, to napweno podjąłbym tu aktywne
          > działania, oczywiście uwzgledniając wrażliwość dziecka.)



          a jakie stosunki mam odbudowywać ???
          dziecko ma prawie 28 miesięcy
          "ojciec" nie widział go ani razu
          nie zadzwonił
          nie napisał
          ja na pewno prosić go o kontakt nie będę



          > Wiecie... ja mam wrażenie, że duża część UJAWNIENIA niedojrzałości rodzica ma
          > podłoże w konflikcie między rodzicami. A gdyby konflikt umiało się wyciszyć,
          to
          >
          > także skutki tej niedojrzałości można by przezwyciężyć i dla dziecka odzyskać
          > rodzica. (Nie negując pozytywnej roli ojczyma.)




          a na M. Mały woła tata
          czuje on potrzebę posiadania taty, a że nie ma obok siebie, akceptuje mojego
          partnera
          M. chce być dla Małego ojcem, przyjacielem, towarzyszem
          chce mu dać to, co nie dał mu ojciec




          > Ale zwłaszcza dla dzieci w których pamięci jeszcze zalega obraz ojca, myślę
          że
          > czyni on wyraźnie niewypełnioną "szufladkę", w której bez drugiego rodzica
          > ojczym lub macocha nigdy do końca nie wypałni.




          do takich dzieci moje dziecko się nie zalicza
          ojca nie zna
          • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 13:33
            anetina napisała:
            > syn chce ojca - nie ma go
            > sam sobie wybrał, do kogo chce tak mówić
            No... nie. Dziecko nie wybiera sobie rodziców.
            (Choć jak praktyka pokazuje niektórzy rodzice wybierają sobie dzieci.)

            > a ile czasu mam czekać na dojrzałość eksa ???
            Wcale nie czekać.
            Pisałem o UJAWNIANIU skutków niedojrzałości. (To nie to samo co: być albo nie
            byc dojrzałym.)
            Dojrzałośc wg mnie polega też na tym, aby umieć się i innych odnaleźć, i
            realizować konkretne działania w tych konkretnych warunkach.
            A nie jedynie wiecznie czekać na....
            (Jakby ktoś chiał, to i Tobie by zarzucił niedojrzałość. Nie ma człowiek który
            nie ma uchybień w swej postawie. Dalej jest już tylko relatywizacja: a czy to
            duża, czy drobna niedojrzałość? itp, itd, etc.)

            > najpierw musiałabym chyba szukać poprzez wynajęcie detektywa
            > i prosić go, aby łaskawie zobaczył się z dzieckiem
            A czy płaci alimenty?
            Jesli tak, to wiadomo skąd one przychodzą.

            > mam czekać, aż dziecko będzie miało nieodracalne niemiłe wspomnienia związane
            > z ojcem a dopiero się wtedy zastanawiać, czy zabronić kontaktu
            Jeslibys sie dobrze wczytała w moje słowa, to byś zauważyła że tego nie
            sugeruję. Pisałem że należy uwzględnić wrażliwość i specyfikę dziecka - tzn.
            napewno nie puścić go na pierwszy kontakt bez "przygotowania gruntu".
            Jeśli inaczej zinterpretowałaś moje słowa, było by to zrzucanie
            odpowiedzialności z siebie na dziecko.


            > a jakie stosunki mam odbudowywać ???
            > dziecko ma prawie 28 miesięcy, "ojciec" nie widział go ani razu
            > nie zadzwonił, nie napisał
            > ja na pewno prosić go o kontakt nie będę
            Po ostatnim zdaniu wnioskuję, że właśnie konflikt między Wami utrudniłby
            podjęcie jakichkolwiek prób. Więc jesli on nie zostałby wygaszony (nawet jesli
            od dawna się nie widzieliście) szkoda mówić o czymkolwiek dalszym.

            > M. chce być dla Małego ojcem, przyjacielem, towarzyszem
            > chce mu dać to, co nie dał mu ojciec
            To bardzo wspaniałe i pochwalam.
            Ale ojcem dla niego nigdy nie będzie (bo go nie spłodził), do końca pozostanie
            ojczymem choćby do śmierci dziecko mu mówiło: tato.
            Myślę że dojrzały facet, umie się nie tylko cieszyć okazywana miłością, ale tez
            zdawać sprawe z konsekwencji innych okoliczności, a nie je zagłuszać.

            > do takich dzieci moje dziecko się nie zalicza
            > ojca nie zna
            Oczywiście jesli Twoja sytuacja jest taka jak piszesz:
            > "ojciec" nie widział go ani razu, nie zadzwonił, nie napisał
            Dlatego zwracałem uwagę na odległość czasową widzenia ojca przez dziecko.
            Ale nawet to nie zmienia możliwości, że za kilka/naście lat, przyjdzie
            prawdziwy ojciec i powie: "Synu dojrzałem, chce Ci być ojcem." (To przypadek
            który poznałem tu na forum.)
            Co wtedy zrobisz? Powiesz: "A... sio!!" (?????)
            Taka Twoja postawa będzie dojrzała? Jak na to przygotujesz dziecko, obecnego
            partnera? Jak partner sam się przygotuje? To są konsekwencje zostania ojczymem,
            i w takiej sytuacji może być gorzej, jeśli ojczym zapomni że jest ojczymem.
            • pesher Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 13:39
              kini_m napisał:

              > Ale nawet to nie zmienia możliwości, że za kilka/naście lat, przyjdzie
              > prawdziwy ojciec i powie: "Synu dojrzałem, chce Ci być ojcem."

              Alez oczywiscie, ze trzeba bedzie wyprawic wielkie przyjecie, bo oto ten, ktory
              dojrzec nie umial, nagle dojrzal i chce byc ojcem. Fajerwerki zamowic. Kuglarza
              i tresowane foki tez.
              • iziula1 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:04

                > kini_m napisał:
                >
                > > Ale nawet to nie zmienia możliwości, że za kilka/naście lat, przyjdzie
                > > prawdziwy ojciec i powie: "Synu dojrzałem, chce Ci być ojcem."
                >

                No tak. Jak dziecko już jest dorosłe i może świadczyć wyrodnemu ojcu pewne
                korzysci.Na przykład alimenty.
                Bzdura.
                Więż z dzieckiem buduje się przez lata.
                A wizja romantycznego spotkania ojca z synem oprócz tego,że chwyta
                sentymentalnych za serce powoduje ogromną krzywde dla samego zainteresowanego.
                Bo taki człowiek, który przez lata nie interesował się dzieckiem nie pojawia
                się po to aby naprawić, tylko rozkoszować się miłościa własną "oto jestem,
                kochaj mnie bo jestem wspaniały"
                • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:44
                  iziula1 napisała:
                  > A wizja romantycznego spotkania ojca z synem oprócz tego,że chwyta
                  > sentymentalnych za serce
                  To przykład zaczerpnięty z histori opisywanych na forum, więc nie mój i się nie
                  czepiaj. Ale uważam że nie można pominąć takiego rozwoju wypadków.

                  > Bo taki człowiek, który przez lata nie interesował się dzieckiem nie pojawia
                  > się po to aby naprawić, tylko rozkoszować się miłościa własną "oto jestem,
                  > kochaj mnie bo jestem wspaniały"
                  Widzę że czytasz w myślach ojców!?
                  "Gratuluję."
                  • iziula1 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:49
                    Kini to powiedz co kieruje takim rodzicem który porzuca własne dziecko?
                    Jak myslisz?
                    Nie interesuje sie, nie odwiedza, od wielu lat nie wie jak jego dziecko wyglada?
                    Bo ja nie wiem.
                    Ty za to wiesz,że istnieje możliwośc,że pojawi sie po latach w życiu dorosłego
                    dziecka. Tylko po co?
                    Znasz odpowiedz?
                    • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 15:01
                      iziula1 napisała:
                      > Kini to powiedz co kieruje takim rodzicem który porzuca własne dziecko?
                      > Jak myslisz? Bo ja nie wiem. Znasz odpowiedz?
                      Nie znam.
                      Ale jeśli miałbym się DOMYSLAĆ to odpowiedziałbym tu na dwa rodzaje:
                      - nic nim nie kieruje (w tej kwesti), po prostu kierunki działania nie
                      występują. Lub...
                      - zbyt słabe kierunki działania zostaja zaburzone przez konflikt z matką
                      dziecka (a konflikty mają już różne podłoża i to oddzielna bajka).
                      Ale nie znając dokładnie odpowiedzi, wpierw należy przyjąć tę odpowiedź która
                      daje większe szanse i przeciwdziałać barierom w taki sposób aby cokolwiek
                      dobrego udało się uzyskać w podejmowanej kwesti. (Tego choćby uczy mnie
                      religia.)

                      > Ty za to wiesz,że istnieje możliwośc,że pojawi sie po latach w życiu
                      > dorosłego dziecka.
                      Jeszcze raz powtórzę: To historia którą poznałem na forum. - Więc możliwość
                      taka istnieje. (Zresztą czas zmienia ludzi, mam nadzieję że w kierunku
                      dojrzewania. To nie znaczy - że trzeba nastawić się na czekanie, ale aby liczyć
                      się z taką możliwością.)
                      • iziula1 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 16:04
                        kini_m napisał:

                        > iziula1 napisała:
                        > > Kini to powiedz co kieruje takim rodzicem który porzuca własne dziecko?
                        > > Jak myslisz? Bo ja nie wiem. Znasz odpowiedz?
                        > Nie znam.
                        > Ale jeśli miałbym się DOMYSLAĆ to odpowiedziałbym tu na dwa rodzaje:
                        Lub...
                        > - zbyt słabe kierunki działania zostaja zaburzone przez konflikt z matką
                        > dziecka (a konflikty mają już różne podłoża i to oddzielna bajka).

                        smile)))))))))
                        Czyli jak sie nie odwrócisz du...sza z tyłu!!!
                        Wracamy do punktu wyjścia.Czyli znówm pojawia się kwestia konfliktu ze strony
                        matki.
                        Oj, Kini specjalnie napisałam "rodzice" aby podkreślić,że nie tylko ojcowie
                        porzucaja swoje dzieci.
                        A Ty znów obarczasz wina matki za brak w życiu dzieci ojca.
                        Pozdrawiam i na dziś konćze .
                        Iza
                        • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 19:17
                          iziula1 napisała:
                          > Wracamy do punktu wyjścia.Czyli znówm pojawia się kwestia konfliktu ze strony
                          > matki. Oj, Kini specjalnie napisałam "rodzice" aby podkreślić,że nie tylko
                          > ojcowie porzucaja swoje dzieci.
                          > A Ty znów obarczasz wina matki za brak w życiu dzieci ojca.
                          Oj, Iziula. A ty tylko na słówkach się skupiasz.
                          Więc wracając do słówek - napisałem: "konflikt z matką" - nie znaczy to samo
                          co: "konflikt ze strony matki". A dobrze wiesz, że z punktu widzenia dziecka i
                          tego tematu, kompletnie nie ma znaczenia kto jest stroną inicjującą konflikt.
                          W sądzie rodzinnym też jasno usłyszeliśmy z exią: "Wasz konlikt nie interesuje
                          sądu".

                          [A nawiasem mówiąc, to w takim łapaniu za słówka, żyłem przez kilka lat i mam
                          kompletnie dość takich podejść w dyskusji.
                          Aż jak poszłem do psychologa, to się mnie spytał: "Czemu pan tak skrupulatnie
                          dobiera słowa? Może pan ze mną rozmawiać normalnie".
                          Więc po takich czepialskich dyskutantach później muszę się leczyć. To mi
                          zostało ze związku, gdzie musiałem idealnie dobierać słowa, a właściwie to
                          domyślać się o co chodziło autorce wypowiedzi. Zamiast normalnie po ludzku
                          dyskutować bez przytyków, obrażań, gróźb i szantażów.]

                          agamagda napisała:
                          > Ale w sytuacji ekstremalnej, kiedy ojciec sam z własnej nieprzymuszonej woli
                          > znika, z pola widzenia,
                          Taak Aga. Tylko ile z tych sytuacji jest NAPRAWDĘ extremalnych?
                          Po tym gdy zobaczyłem jak mnie opisuje exia ("on dopiero w sądzie sobie
                          przypomniał o dziecku, dotychczas się nim nie zajmował") - śmiem twierdzić, że
                          takich sytuacji jest znacznie więcej. Takich - czyli nie extremalnych, choć
                          przez część matek opisywanych jako extremalne (jak exia). Ile? Nie zamierzam
                          tego szacować, ale zdawać z tego sprawę sobie wypada.
                          Dlaczego skupiam się na konflikcie między rodzicami?
                          Bo dopiero gdy zdejmiemy obraz konfliktu z całej sytuacji (dokona się diagnozy
                          z korektą na konflikt i zniekształcenia jakie on czyni w opisach) - dopiero
                          wtedy można sprawdzić które sytuacje są naprawdę exremalne.
                          (Nie jest to tutaj możliwe, co nie znaczy że nie można poruszyć tego tematu.)

                          > Człowieku, a o wolnej woli słyszałeś? Jeśli dorosła osoba podejmuje decyzje,
                          > i konsekwentnie ja przez lata realizuje, świadomie unikając czy nawet nie
                          > dążąc do kontaktów z własnym dzieckiem,
                          > Dorosłość to tez poczucie odpowiedzialnosci za innych, dziecko,
                          > jego matkę, swoich rodzicó, a nie oglądanie własnego pępka.
                          Eh, gdyby wszystko na świecie można było wytłumaczyć wolną wolą i
                          dojrzałością.... fajnie by było, sprawy proste i cześć. Tylko czemu mam
                          wrażenie, że to nie jest tak proste do końca?
                          ...że trzeba wziąć poprawkę na inne zboczenia - i u ojców, i u matek- i pomóc
                          je rozwiązywać niezależnie od tej wolnej woli i dojrzałości lub ich braków.
                          ...Jeśli tylko tak zaiste by było, to winienem uznać że: sytuacja w której nie
                          mogę zobaczyć córki jest wolną wolą exi i winienem to uszanować. (Trochę może
                          przejaskrawiłem, ale do tego prowadzi zatrzymanie myślenia w tym miejscu.)

                          > to po co taka znajomość, w imie czego???
                          W imię ojca, i syna, i ducha świętego. Amen.

                          > Do mnie nie przemawia argument "dać czas na dojrzewanie", "odnalezienie sie w
                          > sytuacji".
                          No tak, zapomniałem ża ja tu z dojrzałymi rozmawiam, a może już właściwie
                          przekwitającymi.
                          Choć osobiście myślałem że człowiek dojrzewa (uczy się) przez całe życie.
                          Oczywiście smutno mi, że inni odstają ze swoim tempem dojrzewania - ale myślę
                          że wtedy przede wszystkim należy pomóc.

                          > sytuacji". Dorosłość to tez poczucie odpowiedzialnosci za innych, dziecko,
                          > jego matkę, swoich rodzicó, a nie oglądanie własnego pępka.
                          To kurna na co żeś patrzyła, jak żeś robiła dzieci.
                          Nie na pępek?
            • burza4 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:01
              kini_m napisał:

              > anetina napisała:
              > > syn chce ojca - nie ma go
              > > sam sobie wybrał, do kogo chce tak mówić
              > No... nie. Dziecko nie wybiera sobie rodziców.
              > (Choć jak praktyka pokazuje niektórzy rodzice wybierają sobie dzieci.)

              wiesz, ku twojemu zdziwieniu powiem, że dzieci też wybierają rodziców.
              Zaszczytnym mianem ojca obdarzają tych, którzy są im szczególnie bliscy.
              Dziecko mojej znajomej samo poprosiło o możliwość mówienia w ten sposób do
              ojczyma, mimo że z biologicznym ma stały i ciepły kontakt. Widać jednak, że
              bliższy mu mimo wszystko ojczym, skoro samo dziecko mówi o tym wprost, że
              chciałoby żeby on był takim "prawdziwym" tatą, nie przyszywanym.

              Przysposobienie ma służyć DZIECKU, nie jest "karą" dla biologicznego a ma
              chronić interesy dziecka, dać mu poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, którą
              dziecko ma. Bo to wiąże się z wieloma aspektami praktycznymi - od kwestii
              opieki w razie gdyby z matką coś się stało, do kwestii przyszłych zobowiązań
              dziecka w stosunku do nieobecnego biologicznego ojca.
              • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:30
                burza4 napisała:
                > > No... nie. Dziecko nie wybiera sobie rodziców.
                > > (Choć jak praktyka pokazuje niektórzy rodzice wybierają sobie dzieci.)
                > wiesz, ku twojemu zdziwieniu powiem, że dzieci też wybierają rodziców.
                > Zaszczytnym mianem ojca obdarzają tych, którzy są im szczególnie bliscy.
                > Dziecko mojej znajomej samo poprosiło o możliwość mówienia w ten sposób do
                > ojczyma, mimo że z biologicznym ma stały i ciepły kontakt.
                Nie zrozumiałaś - nie wybiera sobie rodziców, znaczy też: nie wybiera sobie
                ojczyma, do którego z czasem może zacząć mówić tato.
                Nawiasem mówiąc - ja też mówiłem: tato, mamo - do innych przyjacielskich
                rodziców moich bliskich przyjaciół. (Nie tylko do własnych, choć mam pełna
                rodzinę.) Czepiając się też można to nazwać, że wybierałem sobie rodziców.
            • anetina Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:11
              kini_m napisał:

              > anetina napisała:
              > > syn chce ojca - nie ma go
              > > sam sobie wybrał, do kogo chce tak mówić
              > No... nie. Dziecko nie wybiera sobie rodziców.
              > (Choć jak praktyka pokazuje niektórzy rodzice wybierają sobie dzieci.)

              dziecko moje samo sobie wybrało
              gdyby znało ojca - miałoby tak do kogo mówić
              pamiętam, jak pierwszy raz zrozumiał, jak jakieś dziecko mówi tata
              był zdziwiony
              przez kilka dni próbował tak mówić do dziadka
              poprawiałam go

              teraz planujemy z M. wspólną przyszłość
              coraz częściej słyszę, że Mały woła na M. TATA
              poprawiam go, rozmawiam na ten temat
              ale dziecko czuje potrzebę mieć tatę
              i M. jest dla niego tatą

              a w jaki sposób rodzice wybierają dzieci ?
              M. nas poznając zaakceptował i pokochał nas
              nie ma, że jest dziecko i jest problem


              > > a ile czasu mam czekać na dojrzałość eksa ???
              > Wcale nie czekać.
              > Pisałem o UJAWNIANIU skutków niedojrzałości. (To nie to samo co: być albo nie
              > byc dojrzałym.)
              > Dojrzałośc wg mnie polega też na tym, aby umieć się i innych odnaleźć, i
              > realizować konkretne działania w tych konkretnych warunkach.
              > A nie jedynie wiecznie czekać na....

              czyli według ciebie mam kursować po całym świecie w poszukiwaniu eksa
              staniu pod jego domem
              aby go prosić, żeby chociaż łaskawie raczył spojrzeć na swoje dziecko
              to jeśli tak rozumiesz dojrzałość - to ja nigdy nie dojrzeję
              poinformowałam eksa po urodzeniu się Małego, że ma syna
              sam nie chciał praw do dziecka
              sam nie chciał kontaktów


              > (Jakby ktoś chiał, to i Tobie by zarzucił niedojrzałość. Nie ma człowiek
              który
              > nie ma uchybień w swej postawie. Dalej jest już tylko relatywizacja: a czy to
              > duża, czy drobna niedojrzałość? itp, itd, etc.)


              ja sobie nie mam nic do zarzucenia oprócz tylko tego, że źle wybrałam ojca
              dziecku
              ale to jest sprawa między mną i dzieckiem
              i to on będzie mnie w tym zakresie "sądził"


              > > najpierw musiałabym chyba szukać poprzez wynajęcie detektywa
              > > i prosić go, aby łaskawie zobaczył się z dzieckiem
              > A czy płaci alimenty?
              > Jesli tak, to wiadomo skąd one przychodzą.



              przykro mi, ale nie płaci



              > > mam czekać, aż dziecko będzie miało nieodracalne niemiłe wspomnienia zwią
              > zane
              > > z ojcem a dopiero się wtedy zastanawiać, czy zabronić kontaktu
              > Jeslibys sie dobrze wczytała w moje słowa, to byś zauważyła że tego nie
              > sugeruję. Pisałem że należy uwzględnić wrażliwość i specyfikę dziecka - tzn.
              > napewno nie puścić go na pierwszy kontakt bez "przygotowania gruntu".
              > Jeśli inaczej zinterpretowałaś moje słowa, było by to zrzucanie
              > odpowiedzialności z siebie na dziecko.


              moje przygotowanie gruntu ciekawe na czym miałoby polegać ?
              na tym, że powiem Małemu - to jest twój tata, masz go kochać i szanować
              to są twoi dziadkowie, ciotki, wujowie i kuzyni ?
              masz ich wszystkich kochać i szanować ?
              a gdzie byli prawie 3 lata ?
              a gdzie byli oni wszyscy, gdy najbardziej potzrebowałam wsparcia, ja i dziecko ?

              nie będę przygotowywać żadnego gruntu
              dziecko dorośnie
              sam podejmie decyzje, czy chce poznać tamtą rodzinę
              będzie chciał - pomogę


              > > a jakie stosunki mam odbudowywać ???
              > > dziecko ma prawie 28 miesięcy, "ojciec" nie widział go ani razu
              > > nie zadzwonił, nie napisał
              > > ja na pewno prosić go o kontakt nie będę
              > Po ostatnim zdaniu wnioskuję, że właśnie konflikt między Wami utrudniłby
              > podjęcie jakichkolwiek prób. Więc jesli on nie zostałby wygaszony (nawet
              jesli
              > od dawna się nie widzieliście) szkoda mówić o czymkolwiek dalszym.



              nie ma żadnego konfliktu między mną a eksem
              sam podjął decyzje o braku kontaktu z nami
              poinformowałam go o dziecku
              nie zainteresował się
              w sądzie nie chciał praw do dziecka
              nie chciał kontaktu

              ja do eksa już nic nie czuję
              nawet nie jestem zła czy coś w tym stylu
              czuję tylko do niego taką jakąś litość, że nie wie, co traci
              że nie wie, jak wspaniałego syna udało mu się spłodzić
              że nie wie, jak to jest być kochanym
              że nie wie, jakie jest to uczucie, jak taki maluszek przyleci i przytuli się i
              pocałuje




              > > M. chce być dla Małego ojcem, przyjacielem, towarzyszem
              > > chce mu dać to, co nie dał mu ojciec
              > To bardzo wspaniałe i pochwalam.
              > Ale ojcem dla niego nigdy nie będzie (bo go nie spłodził), do końca
              pozostanie
              > ojczymem choćby do śmierci dziecko mu mówiło: tato.


              tu się mylisz
              dawca spermy wcale nie oznacza ojca
              eks nie był i nie jest ojcem
              a czy będzie ?
              może dziecko taką podejmie decyzję

              ale jeśli chodzi o tatę
              tata jest zawsze jeden i to co mogę już zauważyć u mojego malucha - to nim jest
              M.
              tata jest zawsze obok swojego dziecka
              dziecko zawsze może na nim polegać
              ufa mu

              a eks jest człowiekiem, któremu Mały na pewno nigdy nie zaufa



              > Myślę że dojrzały facet, umie się nie tylko cieszyć okazywana miłością, ale
              tez
              >
              > zdawać sprawe z konsekwencji innych okoliczności, a nie je zagłuszać.


              a eks na pewno nie jest dojrzałym facetem
              w przeciwieństwie do M.




              > > do takich dzieci moje dziecko się nie zalicza
              > > ojca nie zna
              > Oczywiście jesli Twoja sytuacja jest taka jak piszesz:
              > > "ojciec" nie widział go ani razu, nie zadzwonił, nie napisał
              > Dlatego zwracałem uwagę na odległość czasową widzenia ojca przez dziecko.
              > Ale nawet to nie zmienia możliwości, że za kilka/naście lat, przyjdzie
              > prawdziwy ojciec i powie: "Synu dojrzałem, chce Ci być ojcem." (To przypadek
              > który poznałem tu na forum.)
              Co wtedy zrobisz? Powiesz: "A... sio!!" (?????)



              widzisz
              tu moja postawa będzie nie ważna
              to jest decyzja dziecka
              będzie chciał mieć kontaktu z eksem - co ja mogę zrobić, jego życie
              ale zawsze obojetnie co by się działo, będę zawsze po stronie dziecka
              tak samo M.
              nie damy zrobić krzywdy dziecku - ani fizycznej, ani psychicznej





              > Taka Twoja postawa będzie dojrzała? Jak na to przygotujesz dziecko, obecnego
              > partnera? Jak partner sam się przygotuje? To są konsekwencje zostania
              ojczymem,
              >
              > i w takiej sytuacji może być gorzej, jeśli ojczym zapomni że jest ojczymem.



              dziecko już wie, że ktoś inny jest ojcem
              wie też, że obok siebie ma M.
              i obojętnie co by się działo, M. nie bedzie ojczymem, będzie tatą

              pamiętaj jedno, że tatą nie jest dawca spermy, dzięki której się urodziłeś
              ojcem jest człowiek, który cię wychowuje, na którym zawsze możesz polegać,
              któremu ufasz

              i M. się nie zapomni, że nie jest ojczymem
              bo on już się czuje tatą

        • iziula1 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 13:12
          A jaki ty obraz zobaczyłes u Narseny??? Kilkanascie zdań a ty wyciągasz
          wnioski...na podstawie czego? I rzucasz ogólnieniami.
          Co do pozbawiania władzy.
          O tym decyduje sąd. Decyzje swoją opiera na faktach.A fakty świadczące o
          negatywnym stosunku rodzica do dzieci mają swoje żródło nie w dziecku ale w tym
          własnie rodzicu.
          Prawo do przysposobienia/adopcji powstało DLA DOBRA dziecka a nie po to by
          dawać szanse w nieskończoność ludziom którzy tego nie chą.
          Proces adopcyjny jest bardzo długi. Wymaga ogromnego zaangażowania ze strony
          przysposabiającego.
          Tym samym dający możliwośc ojcu na udowodnienie,że zasługuje bąDz nie na
          kolejną szanse.

          Poza tym Kini sam wycofujesz się ze swoich wniosków. W pierwszym poście
          wysuwasz teze że nawet w przypadku śmierci biologicznego rodzica adopcja jest
          formą fałszu a tu nagle przychylasz się że jednak sytuacja Pesher ma swoje
          uzasadnienie.
          Dlaczego?
          W domu dziecką są i takie przypadki,że matka umiera a biologiczny ojciec nie
          chce zrzec się swych praw ale i dzieckiem zajmować sie nie chce.
          Kto tu kogo pozbawia elementarnego prawa?
          Dziecko ma prawo do posiadania rodziny i domu. Ma prawo mieć ojca i matke
          którzy go kochaja i dbają o jego potrzeby materialne i emocjonalne.Jeśli jedno
          z rodziców rażąco zaniedbuje i pozbawia tego własne dziecko zasługuje na kare.
          A karą jest pozbawienie władzy rodzicielskiej.
          Dziecko jako słabsze i zależne należy chronić.I od tego mamy prawo.
          Poza tym nie ja jestem od udowadniania Ci,że prawo jest po stronie prawdy i
          dobra dziecka.
          Jeśli jesteś dobrym ojcem/matką nigdy nie dochodzi do pozbawienia władzy
          rodzicielskiej i do przysposobienia.
          I to już jest jasne jak słońce. Trzeba się STARAĆ.
          • kini_m Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:18
            Oj, Iziula widze u Ciebie język PiSany: karać, karać, karać.
            Wybacz, ale wolę PlatfOrmę: rozwijać i przezwyciężać problemy.

            Narsena jasno napisała: ojciec nie był szkodliwy dla dziecka, aczkolwiek się
            nie wykazał. Możesz się nie zgadzać - ale w tej konkretnej stuacji (i zapewne
            innych podobnych) uważam że konflikt między rodzicami miał mocny wpływ na to.
            Gdyby odciąć tę przyczynę, to uważam że można by się pokusić o odnowienie
            kontaktu ojca dla dziecka. Kwestia jest na tyle ważna, że "gra jest warta
            świeczki." [Zaznaczam - nic nie przesądzam i nie gwarantuję, ale podjęcie próby
            wygaszenia konfliktu może być niebłachą dla dziecka wartością w skutkach.]

            > Prawo do przysposobienia/adopcji powstało DLA DOBRA dziecka
            Zaprzeczasz w dalszej części:
            > Jeśli jedno z rodziców rażąco zaniedbuje i pozbawia tego własne dziecko
            > zasługuje na kare. A karą jest pozbawienie władzy rodzicielskiej.
            Pomyliłaś realia.
            KRiO (w działach dotyczących dziecka) - jest WYŁĄCZNIE dla dobra dziecka, a nie
            służy karaniu kogokolwiek.
            (I widzę że chyba do dużej części matek to nie dociera.)
            Z tej też racji sądy rodzinne sę wyłączone ze zwykłej struktury sądownictwa
            (choć znajdują się w tym samym budynku), mają odrębny regulamin działania.
            Dlatego też wprowadzono całkiem inne nazewnictwo, nie używa się jak w innych
            sprawach sądowych:
            -proces, pozew, powód(powódka), pozwany (pozwana), rozprawa, wyrok,
            ale używa się:
            -postępowanie, wniosek, wniskodawca(wnioskodawczyni), uczestnik(uczestniczka),
            posiedzenie, postanowienie; (a posiedzenia są zawsze zamknięte jeśli nie zajdą
            inne ważne okoliczności, nie tak jak w innych sprawach sądowych).

            > Poza tym Kini sam wycofujesz się ze swoich wniosków. W pierwszym poście
            > wysuwasz teze że nawet w przypadku śmierci biologicznego rodzica adopcja jest
            > formą fałszu
            Nie, tego nie napisałem. Za daleko odczytałaś moje słowa. W tamtym stwierdzeniu
            nie zamykałem niczego stanowczo, bo mogą być różne sytuacje:
            - jeśli biologiczny umrze w gdy dziecko ma 1 rok,
            - a jesli umrze gdzy dziecko ma 9 lat i było przez niego wychowywane.
            To są całkiem różne sytuacje - i mam je na względzie.
            Poza tym - tylko tępy nigdy nie zmienia zdania.

            > a tu nagle przychylasz się że jednak sytuacja Pesher ma swoje uzasadnienie.
            > Dlaczego?
            Jasno to wytłumaczyłem we właściwym miejscu.

            > Dziecko ma prawo do posiadania rodziny i domu. Ma prawo mieć ojca i matke
            > którzy go kochaja i dbają o jego potrzeby materialne i emocjonalne.
            Oczywiście. Tylko zapominasz że ono już ma ojca, matkę.
            A jeśli nie jest to spójne z obdarzaniem go miłością i opieką - to w tę rolę
            może wkroczyć ojczym, macocha. Ale oni to nadal nie matka i nie ojciec.
            Zastępować nie równa się AUTOMATYCZNIE - być nim. Przykładową konsekwencję
            niezrozumienia tego podałem w odpowiedzi na post Anetiny.

            > Jeśli jesteś dobrym ojcem/matką nigdy nie dochodzi do pozbawienia władzy
            > rodzicielskiej i do przysposobienia.
            hmm... a jeśli ty jesteś dobra matką to walczysz o rodzinę do końca.
            • kai_30 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 18:57
              O jezuuuu, a ja głosowałam na PO..... W łeb se strzelę wink

              Do meritum się odnosić nie będę, klawiatury mi szkoda na ten kwiecisty słowotok,
              sprostuję tylko jedną bzdurę:

              kini, aż specjalnie zajrzałam do papierków, bo mnie zadziwiło. Piszesz:
              > Z tej też racji sądy rodzinne sę wyłączone ze zwykłej struktury sądownictwa
              > (choć znajdują się w tym samym budynku), mają odrębny regulamin działania.
              > Dlatego też wprowadzono całkiem inne nazewnictwo, nie używa się jak w innych
              > sprawach sądowych:
              > -proces, pozew, powód(powódka), pozwany (pozwana), rozprawa, wyrok,
              > ale używa się:
              > -postępowanie, wniosek, wniskodawca(wnioskodawczyni), uczestnik(uczestniczka),
              > posiedzenie, postanowienie; (a posiedzenia są zawsze zamknięte jeśli nie zajdą
              > inne ważne okoliczności, nie tak jak w innych sprawach sądowych).

              Powiedz mi w takim razie, dlaczego mam przed sobą WYROK ZAOCZNY Sądu Rejonowego
              w X (Wydział Rodzinny i Nieletnich), w którym są m in takie sformułowania jak:

              Pozwany nie stawił się pomimo należytego zawiadomienia go o terminie rozprawy
              [...] Przewodniczący ogłosił wyrok zaoczny [...] sprawa z powództwa małoletnich
              przeciwko [...] wyrokowi w pkt.1 nadaje rygor natychmiastowej wykonalności itd itp

              Oj, kini, kini, pogrążasz się z każdym postem. Ale to na pewno wina konfliktow z
              matką tongue_out
              • kini_m Re: Przysposobienie.... 04.02.06, 00:07
                kai_30 napisała:
                > Powiedz mi w takim razie, dlaczego mam przed sobą WYROK ZAOCZNY Sądu
                > Rejonowego w X (Wydział Rodzinny i Nieletnich),
                Orzeczenia sądu rodzinnego to zazwyczaj bardzo ocenna sprawa. W takiej sytuacji
                stosuje się - postanowienie. W uzasadnieniu postanowienia sąd nie musi odnosić
                się do każdego przedstawionego faktu i dowodu.
                W wyroku (uzasadnieniu do wyroku) sąd winien odnieść się do wszystkich dowodów.
                (Być może więc fakty i dowody przez ciebie przedstawione nie napotkały żadnych
                dylematów co do ich oceny przez sąd, choćby wskutek nieodniesienia się do nich
                drugiej strony.)
                To tyle co ja wiem. Zresztą nie ma jednego szablonu orzeczeń sądowych w
                sprawach rodzinnych. Jedno i ta samo stanowisko w różnych sądach może być
                zapisywane na różne sposoby.
                Dziękuję za zwrócenie uwagi.
                Nawiasem mówiąc byłbym ciekaw o jakim orzeczeniu wspominasz (sprawa opiekuńcza
                czy alimentacyjna)?
    • narsen Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 14:50
      Czuję się wywołana do odpowiedzi - mój mąż bardzo CHCE adoptowac syna. Do
      niczego go nigdy nie zmuszałam; jest to jego wola i chęc. Wiem, że adopcja to
      wielka odpowiedzialnośc i nigdy nie wywierałabym presji na mężu gdyby sam nie
      miał ochoty na przysposobienie. Dla dobra dziecka także uważam - jest to
      najlepsze rozwiązanie.
    • agamagda Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 17:10
      Kini, naprawdę... poraz drugi w tym tygodniu, przeszedłeś sam siebie w
      niedorzecznosciach.
      Ogólnie, stoję na stanowisu, że ojciec to ojciec, a matka to matka.
      Ale w sytuacji ekstremalnej, kiedy ojciec sam z własnej nieprzymuszonej woli
      znika, z pola widzenia, miga się od alimentów, praktycznie od urodzenia
      dziecka - to chyba nie ma o czym dyskutować. Dziecko ojca nie ma i jeśli jakiś
      mężczyzna podejmie sie tej roli poprzez przysposobienie to chwała mu za to.
      Dalej bredzisz coś o odszukiwaniu ojca, zasadzaniu mu max. alimentów itp itd.???
      Człowieku, a o wolnej woli słyszałeś? Jeśli dorosła osoba podejmuje decyzje, i
      konsekwentnie ja przez lata realizuje, świadomie unikając czy nawet nie dążąc
      do kontaktów z własnym dzieckiem, to po co taka znajomość, w imie czego???
      Do mnie nie przemawia argument "dać czas na dojrzewanie", "odnalezienie sie w
      sytuacji". Dorosłość to tez poczucie odpowiedzialnosci za innych, dziecko, jego
      matkę, swoich rodzicó, a nie oglądanie własnego pępka.
      • kini_m Re: Przysposobienie.... 04.02.06, 09:45
        Aga, odpowiedź do Ciebie wkleiłem razem z odpowiedzią do Iziuli. Jesli ktoś ma
        ustawione "drzewko" to odnajdzie znacznie wyżej.
    • scania81 Re: Przysposobienie.... 03.02.06, 17:48
      na prawdę próbowałam.
      doszłam chyba do 7...
      dalej nie dam rady czytac cytató zacytowanych przez cytującego...
      • guderianka Re: Przysposobienie.... 07.02.06, 22:27
        text kini daje do myślenia-nigdy nie zastanawiałam sie nad tym problemem, mój
        next też sie nie zdązył dobrze zastanowic pewnie dlatego że Mała drogą dedukcji
        doszła do wniosku że chce żeby next był jej tatą i spytała go czy chce być dla
        niej tatą (jej monolog na ten temat trwał ok10minut)
        po drugie-kini-i to już konkretnie do ciebie.sprecyzuj mi proszę co rozumiesz
        pod pojęciem "matka", "ojciec". Potem powiedz proszę co rozumiesz pod
        przysłowiem "zły to ptak co złe gniazdo kala" a następnie bardzo proszę powiedz
        mi czy to prawda że rodzice powinni jak najlepiej wychować dziecko, być dla
        niego autorytetem?
        • kini_m Re: Przysposobienie.... 08.02.06, 00:27
          guderianka napisała:
          > text kini daje do myślenia-nigdy nie zastanawiałam sie nad tym problemem,
          Rozumiem że nie wymagało to przemyśleń, bo pewne rzeczy przyszły u Was niemal
          naturalnie.

          > po drugie-kini-i to już konkretnie do ciebie.sprecyzuj mi proszę co rozumiesz
          > pod pojęciem "matka", "ojciec".
          Odpowiedź jest bardzo prosta: ten co spłodził i ten co opiekuje.
          Niestety taka prosta odpowiedź jest w pełnych rodzinach (niezdezintegrowanych).

          W innych przypadkach pojawia się problem.
          Jak dla mnie pojawia się pytanie:
          Czy ojczym (adekwatnie macocha) wskakuje w rolę ojca? czy go zastępuje? czy
          uzupełnia? Bo widzę tu jednak pewne różnice.
          Niestety rozwalając dziecku właściwą rodzinę (tu: także idąc do łóżka z
          niewłaściwym facetem - to juz beż znaczenia jakim sposobem) uczyniliśmy temu
          dziecku okropną konsekwencję. I tej konsekwencji nie zmarzemy.

          Skracając chodzi mi o przykładową sytuację (którą już wspominałem):
          Po jakimś czasie zjawia się nieobecny tatuś, puka do drzwi i.....
          (a taki przypadek był wspomniany na forum - gdzie ojciec po iluś latach się
          pojawił: "Synu, dojrzałem")
          I co wtedy? Co mówisz: "Aaa.... to jest..... hmmm, jakby to powiedzieć....."
          Guderianko, nie chodzi mi o to aby dziecko do drugiego mężczyzny/kobiety które
          go wychowuje nie mówiło tato/mamo.
          Chodzi mi o to, aby jak najlepiej przybrany rodzic wychowywał dziecko, ale
          mając cały czas na względzie że ww przypadek może się zdarzyć i dziecko nie
          może w takiej sytuacji doznać zdziwienia, szoku.
          I dlatego, żeby oddalić niebezpiczeństwo takiej niespodziewanki oczekiwałbym od
          partnerki uregulowania jej na starcie (nawet sam bym przyciągnął ojca na
          postronku). Tylko że duża część matek nawet nie chce o nim słyszeć i wtedy taka
          postawa czyni powazny problem.
          A w praktyce - uważam że konsekwencją rozbicia rodziny jest posiadanie dwóch
          ojców lub mam (a nie wskakiwanie drugiego w rolę pierwszego).
          Co nie przeczę aby dziecko nie mogło mówić do drugiego także: tato. (Choć nie
          zawsze.)

          Dlatego wychowanie przybranego dziecka jest bardziej trudne, bo trzeba
          przewidzieć tę dodatkowe komplikacje (trudnością wcale nie jest to - że to nie
          moje geny).

          > Potem powiedz proszę co rozumiesz pod
          > przysłowiem "zły to ptak co złe gniazdo kala"
          No widzisz.... tym się różnimy od ptaszków, że ludzie z gniazda się nie
          wywalają (choć są wyjątki, zazwyczaj upokarzające). Ludzi którzy mają problemy
          traktuje się jako osoby wymagające pomocy, czyli po prostu leczy, terapuetyzuje.

          > a następnie bardzo proszę powiedz mi czy to prawda że rodzice powinni jak
          > najlepiej wychować dziecko, być dla niego autorytetem?
          Owszem - powinni.
          Ale rzadko kiedy są - także w pełnych rodzinach.
          To nie jest wystarczającym przyczynkiem do rozpadu rodziny.
          • anetina Re: Przysposobienie.... 08.02.06, 08:03
            kini_m napisał:

            > > po drugie-kini-i to już konkretnie do ciebie.sprecyzuj mi proszę co rozum
            > iesz
            > > pod pojęciem "matka", "ojciec".
            > Odpowiedź jest bardzo prosta: ten co spłodził i ten co opiekuje.
            > Niestety taka prosta odpowiedź jest w pełnych rodzinach
            (niezdezintegrowanych).



            dla mnie matka i ojciec to jest mama i tata
            to są osoby, których darzę autorytetem
            którzy mnie wychowali i wspierają w każdym momencie

            Mały ma mamę
            a nie ma ojca
            ojcem nie jest ten, kto spłodził
            ojcec jest osoba, która pokocha dziecko jak swoje własne
            i która będzie przyjacielem i opiekunem dziecka
            Mały nie ma ojca
            ale mogę już z całą stanowczością powiedzieć, że ma tatę
            M. jest najukochańszym tatą dla Małego



            > W innych przypadkach pojawia się problem.
            > Jak dla mnie pojawia się pytanie:
            > Czy ojczym (adekwatnie macocha) wskakuje w rolę ojca? czy go zastępuje? czy
            > uzupełnia? Bo widzę tu jednak pewne różnice.



            tak
            ojczym, w zależności jak go dziecko akceptuje, jest tatą
            11-letni syn mojej kuzynki wychowywany przez ojczyma od 3 roku życia
            stwierdził, że przecież jest nieodrodnym synem taty, że ma takie same
            zainteresowanie po tacie
            a ojciec, który go spłodził, mimo że mieszka 15 minut drogi od niego, nie
            utrzymuje kontaktów



            > Niestety rozwalając dziecku właściwą rodzinę (tu: także idąc do łóżka z
            > niewłaściwym facetem - to juz beż znaczenia jakim sposobem) uczyniliśmy temu
            > dziecku okropną konsekwencję. I tej konsekwencji nie zmarzemy.



            tylko że tworząc rodzinę prawie każda z nas wiedziała, że ma przy boku tego
            jedynego, odpowiedzialnego, zakochanego faceta
            a że mój eks, który tak pragnął syna, wypiął się na Małego, ja nic nie poradzę
            mam żal do siebie za wybranie Małemu takiego ojca, ale kiedyś było pięknie
            ale to nie jest dla ciebie temat
            o tym jedynie będę opowiadać Małemu



            > Skracając chodzi mi o przykładową sytuację (którą już wspominałem):
            > Po jakimś czasie zjawia się nieobecny tatuś, puka do drzwi i.....
            > (a taki przypadek był wspomniany na forum - gdzie ojciec po iluś latach się
            > pojawił: "Synu, dojrzałem")



            hihihihihihihihi
            chciałabym zobaczyć eksa w drzwiach
            nie wspomnę, że zostałby na miejscu zaszlachtowany przez mojego tatę
            nie wspominając, że od razu za nim zostałąby wezwana policja
            ale to też nie na rozmowę z tobą



            > I co wtedy? Co mówisz: "Aaa.... to jest..... hmmm, jakby to powiedzieć....."



            to ja mam wtedy coś powiedzieć !?
            to on po coś przyszedł

            a poza tym to nie ja zdecyduję o kontakcie między Małym a tym człowiekiem
            Mały sam zdecyduje



            > Guderianko, nie chodzi mi o to aby dziecko do drugiego mężczyzny/kobiety
            które
            > go wychowuje nie mówiło tato/mamo.
            > Chodzi mi o to, aby jak najlepiej przybrany rodzic wychowywał dziecko, ale
            > mając cały czas na względzie że ww przypadek może się zdarzyć i dziecko nie
            > może w takiej sytuacji doznać zdziwienia, szoku.



            moje dziecko doznałoby szoku, jakby przeczytało listy od eksa
            Mały wie, że gdzieś tam w świecie jest ojciec
            ale teraz jest to dla niego nieważne
            po pierwsze jest za mały
            po drugie wie, że ma obok siebie faceta, do którego chce sam mówić tata



            > I dlatego, żeby oddalić niebezpiczeństwo takiej niespodziewanki oczekiwałbym
            od
            >
            > partnerki uregulowania jej na starcie (nawet sam bym przyciągnął ojca na
            > postronku).



            mam prośbę
            przyprowadź mi eksa na postronku
            hihihihihi
            ale po drodze załatw sobie pogrzeb, żeby rodzinka się nie musiała tym kłopotać



            Tylko że duża część matek nawet nie chce o nim słyszeć i wtedy taka
            >
            > postawa czyni powazny problem.



            hihihihihi
            przeczytaj to, co wyżej napisałam



            > A w praktyce - uważam że konsekwencją rozbicia rodziny jest posiadanie dwóch
            > ojców lub mam (a nie wskakiwanie drugiego w rolę pierwszego).



            a nie
            dziecko będzie miało w końcu tatę



            > Co nie przeczę aby dziecko nie mogło mówić do drugiego także: tato. (Choć nie
            > zawsze.)



            wszystko zależy od dziecka



            > Dlatego wychowanie przybranego dziecka jest bardziej trudne, bo trzeba
            > przewidzieć tę dodatkowe komplikacje (trudnością wcale nie jest to - że to
            nie
            > moje geny).



            że eks się pojawi, to nie są komplikacje
            przy pojawieniu się eksa nic się nie zmieni w życiu naszym, a tym bardziej
            dziecka



            > > Potem powiedz proszę co rozumiesz pod
            > > przysłowiem "zły to ptak co złe gniazdo kala"
            > No widzisz.... tym się różnimy od ptaszków, że ludzie z gniazda się nie
            > wywalają (choć są wyjątki, zazwyczaj upokarzające). Ludzi którzy mają
            problemy
            > traktuje się jako osoby wymagające pomocy, czyli po prostu leczy,
            terapuetyzuje



            może ty przemyślisz nad tym !?



            > > a następnie bardzo proszę powiedz mi czy to prawda że rodzice powinni jak
            >
            > > najlepiej wychować dziecko, być dla niego autorytetem?
            > Owszem - powinni.



            a eks nie jest autorytetem
            i nigdy nie będzie



            > Ale rzadko kiedy są - także w pełnych rodzinach.



            tu się mylisz
            prawie zawsze są autorytetem
            ale ty na pewno nigdy nie będziesz, jeśli dziecku będziesz takie głupoty gadał,
            jak nam wypisujesz



            > To nie jest wystarczającym przyczynkiem do rozpadu rodziny.



            a kto powiedział, że to jest przyczyna rozpadu !?
            • kini_m Anetino... 08.02.06, 08:45
              anetina napisała:
              > dla mnie matka i ojciec to jest mama i tata to są osoby, których darzę
              > autorytetem którzy mnie wychowali i wspierają w każdym momencie
              Oczywiście, wcale nie przeczę. Ale czyżby nie z nich się narodziłaś?

              > Mały ma mamę a nie ma ojca, ojcem nie jest ten, kto spłodził ojcec jest
              > osoba, która pokocha dziecko jak swoje własne i która będzie przyjacielem i
              > opiekunem dziecka. Mały nie ma ojca, ale mogę już z całą stanowczością
              > powiedzieć, że ma tatę. M. jest najukochańszym tatą dla Małego
              Widzę że rozróżniasz: ojciec a tata. Cieszę się że dostrzegasz skomplikowanie
              (rozdżwięk) tego tematu.

              > tak, ojczym, w zależności jak go dziecko akceptuje, jest tatą, 11-letni syn
              > mojej kuzynki wychowywany przez ojczyma od 3 roku życia stwierdził, że
              > przecież jest nieodrodnym synem taty, że ma takie same zainteresowanie po
              > tacie, a ojciec, który go spłodził, mimo że mieszka 15 minut drogi od niego,
              > nie utrzymuje kontaktów
              Wolałbym się odnieść do tego, bezpośrednio poznając jej sytuację.

              > tylko że tworząc rodzinę prawie każda z nas wiedziała, że ma przy boku tego
              > jedynego, odpowiedzialnego, zakochanego faceta a że mój eks, który tak
              > pragnął syna, wypiął się na Małego, ja nic nie poradzę, mam żal do siebie za
              > wybranie Małemu takiego ojca, ale kiedyś było pięknie ale to nie jest dla
              > ciebie temat, o tym jedynie będę opowiadać Małemu
              Cieszę się, że mimo wszystko będziesz pięknie mówiła dziecku o ojcu.

              > hihihihihihihihi chciałabym zobaczyć eksa w drzwiach, nie wspomnę, że
              > zostałby na miejscu zaszlachtowany przez mojego tatę nie wspominając, że od
              > razu za nim zostałąby wezwana policja, ale to też nie na rozmowę z tobą
              To bardzo smuci, że Twoja rodzina traktuje ojca własnego wnuka przez pryzmat
              policji oraz z nienawiścią. Myślę że to niedojrzała postawa ze strony innych
              członków rodziny.
              To sugeruje dodatkowe tło konfliktu (a być może w ogóle genezę konfliktu).

              > > I co wtedy? Co mówisz: "Aaa.... to jest... hmmm, jakby to powiedzieć..."
              > to ja mam wtedy coś powiedzieć !?
              > to on po coś przyszedł
              Dziecko w piewrszej kolejności będzie czekało na wytłumaczenie od Ciebie
              sytuacji. Więc Ty będziesz musiała cos powiedzieć.
              Jeśli pozostawisz dziecko bez słowa (tzn. niech ex sam coś powie) - to Twoim
              brakiem pozytywnej reakcji zbudzisz u dziecka zdziwienie lub szok.

              > a poza tym to nie ja zdecyduję o kontakcie między Małym a tym człowiekiem
              > Mały sam zdecyduje
              Dziecko nigdy o tym nie decyduje.
              To my je stawiamy w ytakiej a nie innej sytuacji.

              > moje dziecko doznałoby szoku, jakby przeczytało listy od eksa. Mały wie, że
              > gdzieś tam w świecie jest ojciec ale teraz jest to dla niego nieważne po
              > pierwsze jest za mały po drugie wie, że ma obok siebie faceta, do którego
              > chce sam mówić tata
              Jeśli listy sa adresowane do Ciebie, to nie są przeznaczone dla dziecka. Jeśli
              zawieraja element konfliktu - to ewentualne dawanie ich do przeczytania dziecku
              jest wciąganiem dziecka w konflikt.

              > > > Co nie przeczę aby dziecko nie mogło mówić do drugiego także: tato.
              > > > (Choć nie zawsze.)
              > wszystko zależy od dziecka
              jw. Nie wszystko.
              To my je stawiamy w kokretnej sytuacji.
              Może ją łatwo zaakceptować lub niezakceptować.
              Ale to nie jest decydowanie.
              -------
              pozdrawiam
              • anetina Re: Anetino... 08.02.06, 10:03
                kini_m napisał:

                > Widzę że rozróżniasz: ojciec a tata. Cieszę się że dostrzegasz skomplikowanie
                > (rozdżwięk) tego tematu.



                Rozrózniam
                ale tylko na forum
                Małemu opowiadam, że jest tam w świecie tata
                że może kiedyś go pozna
                nieważne
                ale Mały sam wybrał - na M. mówi coraz częściej tata



                > Cieszę się, że mimo wszystko będziesz pięknie mówiła dziecku o ojcu.



                w zależności co rozumiesz przez piękne mówienie
                ja dziecku o eksie opowiadam bezosobowo
                na pewno ode mnie nie usłyszy złego słowa
                ale dobrego tym bardziej też nie



                > To bardzo smuci, że Twoja rodzina traktuje ojca własnego wnuka przez pryzmat
                > policji oraz z nienawiścią. Myślę że to niedojrzała postawa ze strony innych
                > członków rodziny.
                > To sugeruje dodatkowe tło konfliktu (a być może w ogóle genezę konfliktu).



                hihihihi
                może i jestem niedojrzała
                ale ktoś, kto nasyła na rodzinę swojego syna facetów nienależących do
                grzecznych ludzi, ma zakaz pojawiania się w pobliżu dziecka



                > Dziecko w piewrszej kolejności będzie czekało na wytłumaczenie od Ciebie
                > sytuacji. Więc Ty będziesz musiała cos powiedzieć.
                > Jeśli pozostawisz dziecko bez słowa (tzn. niech ex sam coś powie) - to Twoim
                > brakiem pozytywnej reakcji zbudzisz u dziecka zdziwienie lub szok.



                nie za bardzo rozumiesz
                co powiem dziecku, to jest moja sprawa
                na pewno nie będzie Mały zdziwiony
                ale to już na pewno nie jest rozmowa z tobą



                > Dziecko nigdy o tym nie decyduje.
                > To my je stawiamy w ytakiej a nie innej sytuacji.



                tu się mylisz
                dziecko samo zdecyduje, czy chce znać tego faceta
                ja nie będę wnikać
                niby jest rodzina jakaś - Mały będzie chciał poznać - jego sprawa
                ja go sama wcześniej do nich nie zawiozę



                > Jeśli listy sa adresowane do Ciebie, to nie są przeznaczone dla dziecka.
                Jeśli
                > zawieraja element konfliktu - to ewentualne dawanie ich do przeczytania
                dziecku
                >
                > jest wciąganiem dziecka w konflikt.



                dlatego nie przeczyta ich
                ale widzisz - kwestia wytłumaczenia kiedyś dziecku pewnych spraw jest zawarta
                też właśnie w listach



                > > > > Co nie przeczę aby dziecko nie mogło mówić do drugiego także:
                > tato.
                > > > > (Choć nie zawsze.)
                > > wszystko zależy od dziecka
                > jw. Nie wszystko.
                > To my je stawiamy w kokretnej sytuacji.
                > Może ją łatwo zaakceptować lub niezakceptować.
                > Ale to nie jest decydowanie.



                mylisz się znowu
                ja nie mogę wmówić dziecku, że ma do M. mówić tata
                cały czas do tej pory mówił po imieniu
                teraz sam chce mówić tata
                ja mu bronić nie będę
                próbowałam go poprawiać, zmieniać
                nic nie dało - Mały swoje
                dziecko samo decyduje - akceptuje czy nie partnera rodzica
                Mały zaakceptował, pokochał jak tatę
                M. odwzajemnia uczucia
                • kini_m Re: Anetino... 08.02.06, 10:10
                  Przedstawiłaś swój pogląd - ok.
                  Mniam, mniam,
                  smaczne te bezy,
                  wezmę jeszcze jednogo.
                  To na tyle w temacie.
                  pzdr
                  • anetina Re: Anetino... 08.02.06, 10:47
                    a ja nie lubię bez
          • guderianka och kini 08.02.06, 10:53
            kini-dopiero teraz napisałes że nie jestes przeciwny by dziecko mówiło
            mamo/tato do macochy lub ojczyma, i dopiero teraz napisałes że nie jestes
            przeciwny formalnemu uznaniu dziecka jesli...i tu kilka warunków. I z tym
            zgdozi się również kazda pisząca na forum mama.Ale czy musiało paśc tyle
            przykrych słuch,napastlowych twoich i innych postów?
            Zarzucasz mamo że ida z niewłaściwą osobą do łóżka, że niewłaściwie tłumaczą
            dzieciom ich "korzenie" itp a tymczasem sam popadłes w ton demagogii i zacząłes
            ten post "z innej beczki"

            a teraz na temat pytań na które odpowiedziałes:
            "Odpowiedź jest bardzo prosta: ten co spłodził i ten co opiekuje"- widzę że
            utożsamiasz spłodzenie z opieką i słusznie ale co gdy tak nie jest?Pojawia się
            wtedy tata który spłodził i nie opiekuje się lub tata który nie spłodził ale
            się opiekuje.Który tata jest "lepszy", który tata jest według ciebie tatą?Dla
            mnie tatą jest opiekun bo on pracuje na to dziecko, łoży na jego utrzymanie,
            tak jak na utrzymanie dzieci przez ciebie spłodzonych.Spełnia społeczną funkcję
            ojca-czyż nie?

            "Skracając chodzi mi o przykładową sytuację (którą już wspominałem):
            > Po jakimś czasie zjawia się nieobecny tatuś, puka do drzwi i.....
            > (a taki przypadek był wspomniany na forum - gdzie ojciec po iluś latach się
            > pojawił: "Synu, dojrzałem")
            > I co wtedy? Co mówisz: "Aaa.... to jest..... hmmm, jakby to powiedzieć....."
            Cóż widzisz trudnego w tej sytuacji?oczywiście wiele zalezy od tego jak rozegra
            to mama. Ja swojemu ex po pól roku separacji i sprawie alimentacyjnej
            powiedziałam że musi podjąć decyzje: albo jest ojcem,pomaga wychować i dziecko
            zna go jako tatę, albo może sobie spadac na szczaw i jest dla dziecka
            Ryśkiem.Wybrał to drugie i jestem mu za to wdzięczna.Córki nie widział trzy
            lata,nie dzwoni, nie pyta, nie interesuje się..dzieki Bogu.A córka sama drogą
            wykluczen wybrała sobie tatę bo wiesz co ważne jest dla dziecka?Nie to kto
            spłodził.Ważny jest ten kto: tutaj cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
            dziecka:" mama lysiek daje nie daje ci pieniedzy a malek daje, lysiek sie ze
            mną nie bawi a malek sie bawi, lysiek nie jeździ na basen a malek jeździ,
            lysiek pampelsów nie kupuje a malek kupuje, lysiek mnie nie przytula a malek
            mnie przytula.to ja chce zeby malek był tatą" I tak jest kini Marek jest tatą a
            to że tata po latach dojrzeje nie jest żadnym tłumaczeniem bo dziecko
            potrzebuje ojca dojrzałego, który będzie autorytetem a nie ojca dojrzewającego.

            "Ludzi którzy mają problemy
            > traktuje się jako osoby wymagające pomocy, czyli po prostu leczy,
            terapuetyzuje"-marzenie ścietej pały i każdego faceta.Myslisz ze jak taki ex -
            tatuś bedzie chlał,bił i nie szanował to nalezy mu sie terapia???Terapia to sie
            jego ex i dzieciom nalezy a nie jemu. a zły to ptak co gniazdo kala...nie
            chodzi w tym przysłowiu o wywalanie...freud miałby wiele do powiedzenia na twój
            temat, bo rozumiesz pod słowami co innego niż sie w nich kryje.Kala-to znaczy
            niszczy,atakuje, nie dba.....

            "najlepiej wychować dziecko, być dla niego autorytetem?
            > Owszem - powinni.
            > Ale rzadko kiedy są - także w pełnych rodzinach."-powinni. Powinnośc to wazne
            słowo.Czy autorytetem jest tata pojawiający sie raz na rok? Jakie wartości on
            przekaze dziecku którego nie zna bo rok go nie widział? Jak nauczy to dziecko
            ODPOWIEDZIALNOŚĆI, MORALNOŚCI, SZACUNKU, MIŁOŚCI?
            • kini_m Re: och kini 08.02.06, 11:47
              guderianka napisała:
              > kini-dopiero teraz napisałes że nie jestes przeciwny by dziecko mówiło
              > mamo/tato do macochy lub ojczyma, i dopiero teraz napisałes że nie jestes
              > przeciwny formalnemu uznaniu dziecka jesli...i tu kilka warunków.
              Już na początku nie trzymałem bezwglednego stanowiska, choć wymieniłem tylko
              jedną okoliczność uzsadniającą owe posunięcie.
              Zresztą w tematach społecznych nie należy mieć sztywnego stanowiska, choć
              zdecydowanie należy prezentować podstawowe kwestie.

              > Zarzucasz mamo że ida z niewłaściwą osobą do łóżka,
              Nie. Wspomniałem co prawda tę kwestię - ale nie jako zarzut. (Bo też nie
              zamierzam uważać mojego wybory z przeszłości jako błąd.)

              > Który tata jest "lepszy", który tata jest według ciebie tatą?Dla
              > mnie tatą jest opiekun bo on pracuje na to dziecko, łoży na jego utrzymanie,
              > tak jak na utrzymanie dzieci przez ciebie spłodzonych.Spełnia społeczną
              > funkcję ojca-czyż nie?
              Oczywiście, nie zamierzałem odmówić ojczymowi też sprawowania funkcji ojca.
              Chodziło mi jednak o to, że takim a nie innym rozegraniem przeszłości (i tu nie
              ma znaczenia czy facet czy kobieta zawiniła) - stworzyliśmy dziecku dualizm
              ojca. I samym wklejeniem kogoś drugiego na to miejsce nie wszystko naprawimy.

              > Ja swojemu ex po pól roku separacji i sprawie alimentacyjnej
              > powiedziałam że musi podjąć decyzje: albo jest ojcem,pomaga wychować i
              > dziecko zna go jako tatę, albo może sobie spadac na szczaw i jest dla dziecka
              > Ryśkiem.
              Moim marzeniem ściętej głowy jest także aby matki, tak jak umjeją zaciekle
              walczyć o alimenta, także zaciekle walczyły o bytność ojca w życiu dziecka.
              Czemu umijeją walczyć tylko o to pierwsze? Czemu tylko o aspekt materialny ze
              strony ojca? Czemu walka o życie psychiczne dziecka ze strony ojca jest mniej
              ważna od walki o byt materialny ze strony ojca?
              (Ale po zwykłym oglądzie mam wrażenie, że dużą częścią matek kieruje głównie
              dążenie: nie odpuścić mu. A to niewiele ma wspólnego z dobrem dziecka.)

              > Wybrał to drugie i jestem mu za to wdzięczna.
              Z tego co wyżej napisałaś - wynika że "pomogłaś" w takiej decyzji.

              > A córka sama drogą wykluczen wybrała sobie tatę
              Czyżby wybierało Ci kandydatów na randki?

              > cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
              > dziecka:" mama lysiek daje nie daje ci pieniedzy a malek daje,
              > lysiek pampelsów nie kupuje a malek kupuje"
              Jesli dziecko jest wciągane (też biernie) w komentowanie spraw zapewnienia
              bytu - nie jest to prawidłowe.

              > cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
              > dziecka:" lysiek sie ze mną nie bawi a malek sie bawi, lysiek nie jeździ na
              > basen a malek jeździ, lysiek mnie nie przytula a malek
              > mnie przytula.to ja chce zeby malek był tatą"
              Te słowa już są bardziej odpowiednie dla dziecka.

              > I tak jest kini Marek jest tatą a to że tata po latach dojrzeje nie jest
              > żadnym tłumaczeniem bo dziecko potrzebuje ojca dojrzałego, który będzie
              > autorytetem a nie ojca dojrzewającego.
              Jeśliby zastosować tylko tak prostą logikę - to winienem przy pierwszej okazji
              odebrać córkę exi, która kompletnie ignoruje płacz naszego dziecka za mną, i
              wyjechać z dzieckiem jak najdalej od tak krzywdzącej dziecko osoby. Czyż tak?
              (czy to jednak bardziej skomplikowane?)

              > "terapuetyzuje"-marzenie ścietej pały i każdego faceta.Myslisz ze jak taki
              > ex - tatuś bedzie chlał,bił i nie szanował to nalezy mu sie terapia???Terapia
              > to sie jego ex i dzieciom nalezy a nie jemu.
              jw. Czy winienem wg tak prostej logiki odebrać niezwłocznie dziecko matce?
              I dopóki nie zmądzreje nie dać jej się widywać?
              (może to szokujące ale... córka nigdy nie tęskniła za matką, zawsze była
              tatusiową córeczką, wiem że mała cierpi nie mogąc się ze mną spotkać, płacze
              gdy matka nakazywała jej się żegnać za mną, bo byliśmy baaaardzo ze sobą
              związani, bo ją wychowywałem kiedy exia zajmowała się swoim rozwojem
              osobistym). Więc?????
              I nie niekoniecznie tylko chlanie i bicie czyni dziecku potworną krzywdę.

              > a zły to ptak co gniazdo kala...nie chodzi w tym przysłowiu o wywalanie...
              > freud miałby wiele do powiedzenia na twój temat, bo rozumiesz pod słowami co
              > innego niż sie w nich kryje.Kala-to znaczy niszczy,atakuje, nie dba.....
              Myslę jedak że Frued dobrze sobie zdawał sprawę, że patologia występuje w
              duuuużej części rodzin. I że należy to naprawiać - nie tylko metodą "odcięcia
              problemu".
              • guderianka Re: och kini 08.02.06, 13:48
                uważam że nie ma sensu dyskutować z tobą a to tylko z tego powodu że jestes
                zaślepiony swoim stanowiskiem i tym co cie spotkało-podobnie jak my mamy
                widzimy swoją rację -bo jak mamy znac stanowisko ojca? Myśle iż nie możesz
                zapominać o tym, że każda sytuacja jest inna i nie ma złotego środka dla
                wszystkich. Co innego jest właściwe dla twojej konkretnej sytuacji a co innego
                dla każdej z nas. jednego jestem pewna-i mysle ze ty równiez sie z tym zgodzisz-
                kazde z nas chce jak najlepiej dla swojego dziecka.prawda? ja chciałabym sie
                ustosunkować do twoich kilku słów-ponieważ uwazam iż nie masz prawa oceniac
                sytuacji-czy to na moja korzysc czy nie korzysc-na podstawie jednego zdania i
                przytoczonej jednej sytuacji. A więc:
                "stworzyliśmy dziecku dualizm ojca"-temu faktowi nikt nie zaprzecza, zycie
                takiego dziecka zawsze w jakiś sposób będzie naznaczone "brzemieniem" dualizmu
                i tego że dziecko jakby na to nie patrzec ma dwóch ojców-lub jesli razi cie
                takie wyrażenie- ojca biologicznego i ojca adopycjnego(ojczyma etc).Ale nie
                mniej istotne jest zdanie sobie sprawy iż taka matka (ojciec) dokonujący wyboru
                i rozstania się z partnerem podejmuje potem decyzje :co lepsze dla dziecka?
                wychowywanie go jako rodzic samotny, czy wychowywanie go w rodzinie z drugim
                tatą?

                "Moim marzeniem ściętej głowy jest także aby matki, tak jak umjeją zaciekle
                > walczyć o alimenta, także zaciekle walczyły o bytność ojca w życiu dziecka.
                > Czemu umijeją walczyć tylko o to pierwsze? Czemu tylko o aspekt materialny ze
                > strony ojca? Czemu walka o życie psychiczne dziecka ze strony ojca jest mniej
                > ważna od walki o byt materialny ze strony ojca?"

                Po pierwsze matki nie walczą o alimenty dla siebie-walczą by ich dziecko miało
                lepiej. Po drugie-dałam możliwośc wyboru po pół roku separacji-wybór był wolny
                i nie przymuszony i do tej pory nie usłyszałam słowa które wykazywałoby chęć
                zmiany obecnej sytuacji.

                "A córka sama drogą wykluczen wybrała sobie tatę
                > Czyżby wybierało Ci kandydatów na randki?"
                nie komentuj zdania które jest wyjasnione poniżej

                "Jesli dziecko jest wciągane (też biernie) w komentowanie spraw zapewnienia
                > bytu - nie jest to prawidłowe."- dziecko nie zostało wciągniete w sytuacje
                tylko przeze mnie.pamietaj że w konflikcie rodzinnym są dwie strony, tak jak
                małżenstwo jest zawarte przez dwie osoby. osobiście sądze że swoje dziecko
                uratowałam przed wielką krzywdą ze strony "tatusia"-pododbnie jak większość mam

                a czekac az mój ex dojrzeje........chyba musiałabym do smierci czekac o ile
                wczesniej by mnie nie zabił :p

                reasumujac-patrzysz na wszystko przez pryzmat własnych doświadczen i to jest
                ok. ale nie możesz osądzac innych czy osądzac zlozonego problemu tylko na
                podstawie swojej traumy. I na czym polega własciwie twój problem?Czy ty masz za
                złe swojej exi że cie pokochała, ze z tobą była-obwiniasz ją za to że
                pokochałes jej dziecko a ono pokochało ciebie? Miłośc jest warta wszystkiego
                bez względu na to czy jest sie razem czy nie, miłośc uszlachetnia podobno-pisze
                podobno bo wiele w twych słowach goryczy i jadu...


                • kini_m Re: och kini 08.02.06, 14:51
                  Nie. Nie tylko patrzę przez pryzmat swoich doświadczeń (choc każdy z nas
                  posiada przede wszystkim swoje doświadczenia).
                  Także patrzę przez pryzmat wyobraźni, a mianowicie: Co ja bym zrobił gdyby mi
                  przyszło stanąć w roli ojczyma, albo zanim bym się jeszcze nim stał a by do
                  tego zmierzało?
                  (Nie upieram się, że to co bym zamierzał udało się napewno zrobić, ale napewno
                  nie mało zrobiłbym w takim kierunku.)

                  Zanim wszedłbym w rolę przyszywanego taty, najpierw sprawdziłbym wszystkie
                  możliwości, nawet sam pomagając temu co naturalne się utrzymać. I nie zrobiłbym
                  tego na odwał, ale naprawdę próbowałbym pomóc poprzedniemu partnerowi nexi.
                  (To akurat niewiele ma wspónego z moimi przeżyciami i doświadczeniem.)
                  Takie jest moje przekonanie: Zanim wykluczysz coś ważnego z życia, co może mieć
                  wpływ na jego rozwój - jesli to ma defekt, najpierw staraj się naprawić.

                  I naprawdę - jako osoba w jakimś stopniu inteligentna, pomógłbym tej kwesti sie
                  tak rozwinąć, aby było jak najmilsze dla dziecka (a nie przymusem).
                  Aby "troje" rodziców było darem a nie problemem.
                  • guderianka problem kini-ego 08.02.06, 17:21
                    twój problem kini polega na tym że dajesz madre rady które oparte są tylko na
                    wyobraźni, domysłach,domniemaniach.To czysta TEORIA.
              • anetina Re: och kini 08.02.06, 14:41
                kini_m napisał:

                > > Ja swojemu ex po pól roku separacji i sprawie alimentacyjnej
                > > powiedziałam że musi podjąć decyzje: albo jest ojcem,pomaga wychować i
                > > dziecko zna go jako tatę, albo może sobie spadac na szczaw i jest dla dzi
                > ecka
                > > Ryśkiem.
                > Moim marzeniem ściętej głowy jest także aby matki, tak jak umjeją zaciekle
                > walczyć o alimenta, także zaciekle walczyły o bytność ojca w życiu dziecka.
                > Czemu umijeją walczyć tylko o to pierwsze? Czemu tylko o aspekt materialny ze
                > strony ojca? Czemu walka o życie psychiczne dziecka ze strony ojca jest mniej
                > ważna od walki o byt materialny ze strony ojca?



                hihihihihi
                zaczynasz mnie śmieszyć
                widzisz, u mnie jest inaczej
                eks stwierdził na sprawie, że nie chce nam utrudniać życie (jego słowa), więc
                znika
                moją odpowiedzią było, że nie chcę alimentów
                i co ty na to?



                > (Ale po zwykłym oglądzie mam wrażenie, że dużą częścią matek kieruje głównie
                > dążenie: nie odpuścić mu. A to niewiele ma wspólnego z dobrem dziecka.)



                to eks nam odpuścił



                > > Wybrał to drugie i jestem mu za to wdzięczna.
                > Z tego co wyżej napisałaś - wynika że "pomogłaś" w takiej decyzji.



                a jak mu pomogła !?
                zadając pytanie: albo jest ojcem albo nie

                to nie jest pomoc



                > > A córka sama drogą wykluczen wybrała sobie tatę
                > Czyżby wybierało Ci kandydatów na randki?



                hihi
                czy ty musisz wszystko dosłownie traktować?



                > > cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
                > > dziecka:" mama lysiek daje nie daje ci pieniedzy a malek daje,
                > > lysiek pampelsów nie kupuje a malek kupuje"
                > Jesli dziecko jest wciągane (też biernie) w komentowanie spraw zapewnienia
                > bytu - nie jest to prawidłowe.



                to nie jest wciąganie dziecka
                dziecko widzi i słyszy
                widzi, kto z nim chodzi na spacer
                kto robi zakupy
                kto mu kupuje pieluchy, mleko, ubrania
                dziecko nie jest ślepe, a tym bardziej głupie, jak tobie się wydaje



                > cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
                > > dziecka:" lysiek sie ze mną nie bawi a malek sie bawi, lysiek nie jeździ
                > na
                > > basen a malek jeździ, lysiek mnie nie przytula a malek
                > > mnie przytula.to ja chce zeby malek był tatą"
                > Te słowa już są bardziej odpowiednie dla dziecka.



                przeczysz sobie
                czyli jednak dziecko widzi !?



                > > I tak jest kini Marek jest tatą a to że tata po latach dojrzeje nie jest
                > > żadnym tłumaczeniem bo dziecko potrzebuje ojca dojrzałego, który będzie
                > > autorytetem a nie ojca dojrzewającego.
                > Jeśliby zastosować tylko tak prostą logikę - to winienem przy pierwszej
                okazji
                > odebrać córkę exi, która kompletnie ignoruje płacz naszego dziecka za mną, i
                > wyjechać z dzieckiem jak najdalej od tak krzywdzącej dziecko osoby. Czyż tak?
                > (czy to jednak bardziej skomplikowane?)



                jesteś tego pewien, że ignoruje płacz dziecka !?


                • kini_m Re: och kini 13.02.06, 08:33
                  guderianka napisała:
                  > twój problem kini polega na tym że dajesz madre rady które oparte są tylko na
                  > wyobraźni, domysłach,domniemaniach.To czysta TEORIA.
                  Guderianko, mój "problem" polega na tym że biorę udział w dyskusji. Chociaż to
                  właściwie nie mój... a bardziej dla innych problem, że z publicznego forum
                  chcieliby zrobić coś co publicznym nie będzie.
                  To co napisałem możesz nazywać różnie. To Twój wybór jak to potraktujesz.
                  Natomiast jeśli nie masz zbieżnego stanowiska z dyskutantem, a brak Ci
                  argumentów przeciwnych - zawsze można zakończyć dyskusję: "Nie przekonuje mnie
                  to i tyle" (bez szukania wypomnień w stylu: wiele w twych słowach jadu, problem
                  kini-ego, itp).
                  Aha... oczywiście że w życiu zamierzam kierować się wyobraźnią, domysłami,
                  domniemaniami - tam gdzie czegoś osobiście nie doświadczyłem lub dopiero stane
                  przed problemem. Ale w taki sposób aby było to zbieżne z innymi
                  spostrzeżeniami. Proste? Oczywiste?

                  > Czy ty masz za złe swojej exi że cie pokochała, ze z tobą była-obwiniasz
                  > ją za to że pokochałes jej dziecko a ono pokochało ciebie?
                  > Miłośc jest warta wszystkiego
                  Nie. I nadal może jestem zakochany w tamtej osobie.
                  Ale mówiąc Twoim językiem: mam za złe, że w pewnym momencie zaczęła bardziej
                  kochać własnych rodziców niż naszż rodzinę. Dla niej nasza miłość napewno nie
                  była warta wszystkiego. Ilość szantażów jaką byłem "obdarowywany" na pewno o
                  tym świadczy (nie wspominając o innych gęstych wyzwiskach i poniżeniach na
                  oczach dziecka).
                  • anetina Re: och kini 13.02.06, 10:06
                    kini napisał:

                    > > > cytat z wypowiedzi mojego 3,5letniego
                    > > > dziecka:" mama lysiek daje nie daje ci pieniedzy a malek daje,
                    > > > lysiek pampelsów nie kupuje a malek kupuje"
                    > > Jesli dziecko jest wciągane (też biernie) w komentowanie spraw
                    > > zapewnienia bytu - nie jest to prawidłowe.
                    > to nie jest wciąganie dziecka
                    > dziecko widzi i słyszy
                    > widzi, kto z nim chodzi na spacer
                    > kto robi zakupy
                    > kto mu kupuje pieluchy, mleko, ubrania
                    > dziecko nie jest ślepe, a tym bardziej głupie, jak tobie się wydaje
                    Taaa... czyżbyś robiąc zakupy dla dziecka mówiła w sklepie:
                    "Te pieluchy za pieniądze mamy...itd"

                    jak ze mną Mały chodzi do sklepu, widzi, że ja kupuję
                    pójdzie z M. - to M. kupił
                    pójdzie dziecko z dziadkami - powie, że dziadzia czy baba kupiła

                    proste !?
                  • anetina Re: och kini 13.02.06, 10:14
                    > > Jeśliby zastosować tylko tak prostą logikę - to winienem przy pierwszej
                    > > okazji odebrać córkę exi, która kompletnie ignoruje płacz naszego
                    > > dziecka za mną, i wyjechać z dzieckiem jak najdalej od tak krzywdzącej
                    > > dziecko osoby. Czyż tak?
                    > > (czy to jednak bardziej skomplikowane?)
                    > jesteś tego pewien, że ignoruje płacz dziecka !?
                    Można to nazwać różnie: niedostrzega, ignoruje, błędnie interpretuje, [jak
                    chcesz]. Fakty i okoliczności stały się takie że:
                    - córka protestuje gdy ma wrócić do mamy (płaczem, słowami),
                    - nie był jej zezwalany dłuższy pobyt ze mną NIGDY KIEDYKOLWIEK W JAKIKOLWIEK
                    BY SPOSÓB PROTESTOWAŁA CO DO ROZSTAŃ ZE MNĄ.
                    Jej "mama" zawsze stawiała sprawę na "ostrzu noża" i BEZWZGLĘDNIE NAKZYWAŁA SIĘ
                    POŻEGNAĆ Z OJCEM (BEZWZGLĘDU NA BOLESNE REAKCJE DZIECKA).
                    TY JUZ POZBYTA UCZYĆ CHYBA JESTEŚ anetina!!! (podobnie jak exia)


                    kwestia dziecka pomiędzy rodzicami
                    trudno stwierdzić w twoim przypadku, kto ma rację
                    tak do końca nam przecież nie powiesz o sobie
                    jedno ci stwierdzę - dziecko jest rozdzielone pomiędzy wami
                    stosujecie córkę do przekomarzania się między sobą
                    każde buntuje przeciwko drugiemu rodzicowi
                    dlatego - jest z matką, nie chce iść do ciebie
                    i odwrotnie
                    u każdego rodzica jest dobrze
                    tata pozwala na więcej, więc dziecko chce zostać u niego
                    mama w inny sposób przyciąga dziecko - dziecko woli się do mamy przytulić
                    nie potraficie (obydwoje - tak rozumiem z twoich wypowiedzi) spokojnie się
                    rozstać i pokazać dziecku, że obydwoje ją kochacie

                    u mnie na szczęście nie ma takich konfliktów
                    po prostu nie ma ojca
                    sam odszedł, sam nie chciał kontaktów z dzieckiem
                    Mały złego słowa ode mnie o eksie nie usłyszy
                    staram się też, aby otoczenie, rodzina, przyjaciele rówież nie ingerowali w te
                    uczucia
                    • kini_m Re: och kini 13.02.06, 11:30
                      anetina napisała:
                      > stosujecie córkę do przekomarzania się między sobą
                      > każde buntuje przeciwko drugiemu rodzicowi
                      Niby jak buntuje???
                      Ja od zawsze mam taki sam stosunek do dziecka - przyjacielski.
                      (I to się exi nie podoba, bo uwaa że się za bardzo "kumplujemy" z córką.)

                      > dlatego - jest z matką, nie chce iść do ciebie
                      No nie. Do mnie ZAWSZE chce iść. (Choc niewielu kobietom to może być nie do
                      wyobrażeni że córka chce bardziej do taty, niż mamy.)

                      > mama w inny sposób przyciąga dziecko - dziecko woli się do mamy przytulić
                      Wybacz, ale moja córka lubi się do mnie przytulać.
                      Gdy zasypia bierze moja rekę żebym ja objął, gdy ostatnio gdy byliśmy razem i
                      robiłem sniadanie to też się przytulała. Do taty lubi się przytulać. I tyle.
                      • floric cóżeś się tak uczepil tej swojej "córki"? 13.02.06, 12:37
                        daj sobie spokój czlowieku, zrobisz sobie nowego dzieciaka i będziesz mial. skup
                        się lepiej na tym jak obniżyć alimenty.
                  • ashan Re: och kini 13.02.06, 12:27
                    kini napisał:

                    Fakty i okoliczności stały się takie że:
                    - córka protestuje gdy ma wrócić do mamy (płaczem, słowami),
                    - nie był jej zezwalany dłuższy pobyt ze mną NIGDY KIEDYKOLWIEK W JAKIKOLWIEK
                    BY SPOSÓB PROTESTOWAŁA CO DO ROZSTAŃ ZE MNĄ.
                    Jej "mama" zawsze stawiała sprawę na "ostrzu noża" i BEZWZGLĘDNIE NAKZYWAŁA SIĘ
                    POŻEGNAĆ Z OJCEM (BEZWZGLĘDU NA BOLESNE REAKCJE DZIECKA).
                    TY JUZ POZBYTA UCZYĆ CHYBA JESTEŚ anetina!!! (podobnie jak exia)
                    ---

                    Kini, jedno słowo: takie histeria, protesty NALEŻY przerywać, i nie jest to
                    kwestia bycia bez serca, czy uczuć. Podobnie, jak należy bezwzględnie wyjść,
                    gdy dziecko pozostaje "samo" w przedszkolu, żłobku; po krótkim przytuleniu,
                    ukojeniu należy dziecko pozostawić z panią nie zważając na jego protesty i
                    obiecując powrót. Po kilku, kilkunastu minutach dziecko się uspokaja, a
                    przecież o to chodzi, prawda?
                    a.

    • astreja Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 12:38
      Kini ty tego nie chcesz, ale wielu facetom byłoby to narękę(chyba, że się
      uniosą tzw. dumą i niczym więcej..). Nie rozumiesz? Jak się z dziećmi nie
      widują to będą mieć spokój, a kobiety bedą miały pełną rodzinę(i to bardziej
      przemawia za tym iż jestem na TAK).
      • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 13:27
        floric napisał:
        > daj sobie spokój czlowieku, zrobisz sobie nowego dzieciaka i będziesz mial.
        > skup się lepiej na tym jak obniżyć alimenty.
        Alimentów nie mam za wysokich (dostosowane do możliwości), więc wstydem by było
        mi je obniżać. Chyba że obniżą mi się na dłuższy czas możliwości zarobkowe.

        ashan napisała:
        > Kini, jedno słowo: takie histeria, protesty NALEŻY przerywać, i nie jest to
        > kwestia bycia bez serca, czy uczuć. Podobnie, jak należy bezwzględnie wyjść,
        > gdy dziecko pozostaje "samo" w przedszkolu, żłobku; po krótkim przytuleniu,
        > ukojeniu należy dziecko pozostawić z panią nie zważając na jego protesty i
        > obiecując powrót. Po kilku, kilkunastu minutach dziecko się uspokaja, a
        > przecież o to chodzi, prawda?
        Wrzuciłaś tu jednego worka kwestie wynikające:
        - z konieczności (bo trzeba iść zarabiac na zycie)
        - i te które koniecznością nie są (bo tak chce mama, i już)
        To co jest naturalną potrzebą dziecka (i każdego człowieka) winno być
        chronione. Prawo do bycia z bliskimi, z tymi którzy go nie krzywdzą - jeśli to
        nie jest blokowane przez obiektywne okoliczności (iść zarabiać na życie), a
        jedynie poprzez "widzimisię" matki. Jedynie to "widzimisię" nie może być
        powodem aby tę sytuację kwalifikować tak a nie inaczej.
        Nie zablokujesz dziecka potrzeb poprzez powiedzenie: "Przyjdę jutro" bo: a) te
        potrzeby nie podlegają takim dialogom, b) nigdy nie znałem dnia ani godziny czy
        napewno zostanę dopuszczony do dziecka (co się ziściło).
        (Ktoś kiedyś tu pisał o wygaszeniu potrzeb dziecka. Sory, ale dziecko to nie
        żarówka.)
        Jeśli ktoś poprzez takie "widzimisię" wymusza pewien stan - to jest właśnie
        przemoc psychiczna. Ale jak nasze sądy traktują temat przemocy... Wiadomo.
        (Sam temat ograniczania praw dziecka w sądach nie istnieje, dopóki nie...)

        astreja napisała:
        > Kini ty tego nie chcesz, ale wielu facetom byłoby to narękę(chyba, że się
        > uniosą tzw. dumą i niczym więcej..). Nie rozumiesz? Jak się z dziećmi nie
        > widują to będą mieć spokój, a kobiety bedą miały pełną rodzinę(i to bardziej
        > przemawia za tym iż jestem na TAK).
        Oczywiście. O wiele łatwiej by mi było gdybym był bezdusznym draniem, takim na
        jakich narzeka część tutejszych dziewczyn.
        I co ja mogę że taki nie jestem.....?
        I co może moja córka, gdy wie że gdzieś tam jest tata który zawsze będzie dla
        niej? - ale ktoś to permanentnie psuje.
        • ashan Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 13:39
          "....Wrzuciłaś tu jednego worka kwestie wynikające:
          - z konieczności (bo trzeba iść zarabiac na zycie)
          - i te które koniecznością nie są (bo tak chce mama, i już)...."

          po rozwodzie rozstania i pożegnania z jednym z rodziców są CODZIENNOŚCIĄ i
          KONIECZNOŚCIĄ. A etap nauki rozstawania się jest etapem, które musi przejść
          każde dziecko.
          Z mojej strony EOT, bo nie ma sensu rozmowa z kimś "nieprzekonywalnym"
          a.
          • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 13:51
            ashan napisała:
            > po rozwodzie rozstania i pożegnania z jednym z rodziców są CODZIENNOŚCIĄ i
            > KONIECZNOŚCIĄ. A etap nauki rozstawania się jest etapem, które musi przejść
            > każde dziecko.
            > Z mojej strony EOT, bo nie ma sensu rozmowa z kimś "nieprzekonywalnym"
            Może zapytam z inaczej:
            Dlaczego odmawiać dziecku pobytu z rodzicem, z którym chce być (i ten rodzic
            też chce dać dziecku swoją obecność)?

            [Ale jeśli uważasz że dziecko jest "przypisane" do jednego rodzica, z którym
            nie chce być - to nie odpowiadaj, bo rozmowa z kimś "nieprzekonywalnym" nie ma
            sensu.
            PS: tylko nie próbuj tu tłumaczyć że dziecko manipuluje, to jeszcze nie ten
            etap i nie pomiędzy mną a moją córką - bo ja akurat umiem jej odmawiać
            zachcianek w sklepach i rozumiemy się dobrze w sytuacji tego typu bardziej
            obiektywnych odmawiań]
      • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 13:43
        astreja napisała:
        > Nie rozumiesz? Jak się z dziećmi nie widują to będą mieć spokój, a kobiety
        > bedą miały pełną rodzinę(i to bardziej przemawia za tym iż jestem na TAK).
        Jaki kurna spokój???
        To jest właśnie najfajniejsze każdą czynność w domu przerobić na zabawę, gdy
        chce pomagać i się uczyć przy praniu, przy robieniu posiłków, razem wybierać
        się na wycieczki, zwolnić kroku przy dziecku. A że chcę czasem coś sobie
        oglądnąć? A proszę - do knajpy gdzie jest bigTV pójść razem na Małysza, a
        dziecko też się przy tym nieźle ubawi bo lubi w nowych miejscach poznawać i
        broić co niemiara, biegać między gośćmi (na dodatek mama korzystała bo mogła
        zająć się spokojnie swoimi sprawami). Niewiele jest takich czynności których by
        się nie dało połączyć dla dorosłego i dziecka. Naprawdę wiele można i
        wyobraźnia dziecka tez nieraz pomaga w niesamowity dla dorosłych sposób. Nic
        tylko się uczyć (i to z przyjemnością).
        • astreja Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 14:34
          Kini kurna, jak nigdy nie wchodziłam w żadne dyskusje, bo uważałam to za
          zbędne, teraz to po prostu mnie wkurzasz tongue_out czy uważasz, żre każdy facet jest
          Tobą/taki jak Ty? może TY CHCESZ się widywać z dzieckiem, TY CHCESZ je
          wychowywać, ale są mężczyźnie(tu specjalnie używam tego słowa), którzy nie
          chcą. Nie ważne z jakich powodów, ta kwestia mnie nie interesuje, tylko do
          cholery dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że wtej sytuacji najlepszym wyjściem
          jest przysposobienie? Dziecko będzie miało wtedy tate. Rozumiesz? Spytałes o
          opinie, ale nie chodzi o Ciebie jak mniemam. Nie stawaj w obronie innych
          facetów, którzy nie chą uczestniczyć w życiu dzieci byłych żon. Mam wrażenie,
          ze utożsamiasz się z tymi facetami, co pozwalaja na przysposobienie. NIE!
          Zrozum wreszcie, że tak jak exowie zakładaja nowe rodziny(nie linczować!) tak
          exsie(tak się odmienia?) mają prawo, by ich dzieci, nie widujące biologicznych
          ojców(tfu tfu), by ich partnerzy przysposobili dziecko. Odpuść wreszcie i
          pozwól życ tym którzy chą mieć pełną rodzine i na to zasługują.



          • agamagda Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 14:59
            Wiesz, Kini zgadzam się z Astreją, każdy przypadek jest inny i twoje argumenty
            nie mają sensu.
            Ty chcesz się widywać i widujesz się z dzieckiem.
            Inny nie chce się widywać i nie bedzie się widywał, bo jak "mądrze" floric
            wyzej napisał - zrobił sobie nowego dzidziusia i ma w głębokim poważaniu
            dziecko z poprzedniego zwiazku, które interesuje go o tyle o ile alimenty można
            obniżyć.
            Więc daruj sobie te memoranda, dorosły mężczyzna wie co ma zrobić i jak być
            dobrym ojcem.
            • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 15:17
              agamagda napisała:
              > bo jak "mądrze" floric wyzej napisał - zrobił sobie nowego dzidziusia i ma w
              > głębokim poważaniu dziecko z poprzedniego zwiazku, które interesuje go o tyle
              > o ile alimenty można obniżyć.
              > Więc daruj sobie te memoranda, dorosły mężczyzna wie co ma zrobić i jak być
              > dobrym ojcem.
              Chyba czegoś nie rozumiem:
              Czy dorosły facet to taki który "odpuszcza" sobie dziecko gdy matka do tego
              zmierza?
              (bo jeśli rozumiem to zachęta aby pokryć i pójść dalej gdzie indziej pokryć)
              Aha.... dojrzałość to po prostu nie przeszkadzanie matce dziecka. No że też
              wcześniej nie wpadłem na czym polega dojrzałość.
              • agamagda Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 15:51
                Kini kpisz sobie prawda??
                Chyba zrozumiałeś, że Floric właśnie reprezentuje tych zaangażowanych
                emocjonalnie ojców, o których piszą dziewczyny.
                Tych, których bronisz i bedziesz zmuszał do kochania dzieci, nawet jeśli będzie
                to kosztem dziecka.
                W tym kontekście piszę o dokonywaniu wyborów, dorosłości i dojrzałości.
                Bo dziecka nie można przysposobić tylko dlatego, że tak chce mamusia czy tatuś.
                Przysposobienie dziecka przez rodzinę jest poprzedzone dokładnymi badaniami
                lekarsko-psychologicznymi dziecka, rozmowami z rodzicami adopcyjnymi, a także
                szczegółowym wywiadem środowiskowym w miejscu zamieszkania przyszłej rodziny.
                Warunkiem adopcji jest zrzeczenie lub pozbawienie się przez rodziców
                biologicznych praw rodzicielskich przez sąd. Brak zrzeczenia się praw
                rodzicielskich przez rodziców biologicznych dziecka w sposób istotny decyduje o
                tym, że bardzo wiele dzieci przebywa w domach dziecka nawet do uzyskania
                pełnoletności. Uniemożliwia przysposobienie.
                • agamagda Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 16:01
                  Upsss, urwało mi się...
                  Czyli, jeśli ktoś zostanie pozbawiony praw rodzicielskich lub ich nie miał, to
                  raczej mu nie zależy na tym, żeby być ojcem. Prawda?
                  • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 19:41
                    agamagda napisała:
                    > Upsss, urwało mi się...
                    > Czyli, jeśli ktoś zostanie pozbawiony praw rodzicielskich lub ich nie miał,
                    > to raczej mu nie zależy na tym, żeby być ojcem. Prawda?

                    Może i prawda...
                    a może nie prawda...
                    Widzisz.... Aga, Ty wiesz z jakimi trudami zmagają się kobiety.
                    Ale nie za bardzo chcesz przyjąć do wiadomości w jak trudnych realich żyją
                    także mężczyźni.
                    Nie dostrzegasz tego, jak trudnym dla mężczyzny jest trwający stereotyp
                    przypisania dziecka do matki (i właściwie niebezpiecznym dla dziecka - bo każdy
                    stereotyp jest szkodliwy dla indywidualnj oceny sytuacji).
                    Nie zdajesz sobie sprawy jak silną presję ten stereotyp wywiera na ojców.
                    Ja wiem. Bo ja w tym miejscu przegrałem, bo na początku też dałem sobie wcisnąć
                    ten stereotyp. Można powiedzieć też inaczej - szedłem na "ugodowość" czyli
                    uginałem się przed żądaniami exi - no i dziecko mnie straciło, ja straciłem
                    dziecko.
                    Ale ja jestem wytrwały, mogę starać się o córkę latami, kwestia czasu nie gra
                    dla mnie roli. Wygram razem z córką - bo wiąże nas szacunek dla rozumienia
                    wszelkich naszych potrzeb (a nie jak exia - bezuczuciowość, poniżanie,
                    wulgaryzmy, szantaże).

                    ...ale co z tymi mniej wytrwałymi ojcami.
                    Odpadają w takich warunkach jak muchy.
                    Ciebie to może cieszy...
                    Ale dziecko traci ojca.
                    Wielu matkom nie zależy na ojcu dla dziecka, tfu tfu - zależy ale tylko w
                    deklaracjach.
                    A można by było nieco pomóc, nieco przycisnąć, ale te matki bynajmniej nie
                    zamierzają. Jak zrywają związek - to już na amen.

                    (Nie generalizuję. Dobrze pamiętam że część tutejszych matek umiała w miare
                    dobrze poukładać relacje z exami. I z całego serca im tutaj bardzo gratuluję.
                    Pamiętam też, że są ojcowie którzy nie przejawiają żadnego zainteresowania.)

                    Ale czy zadałaś sobie pytanie: Ile dzieci utrzymało by ojca, gdyby nieco inna
                    była postawa matki (nawet pomocna)?

                    Nie twierdzę też, że napewno by się to udało w każdym przypadku. Ale wierzę że
                    przy bardziej pozytywnej postawie ze strony matek, jakaś część dzieci miałaby
                    szansę na prawdziwego ojca.
                    A że nie są wykorzystane te możliwości - to widzę po ilości agresji
                    prezentowanej tutaj do exów (agresji, nie rozczarowń).

                    Ja bym taką próbę podjął - albo raczej oczekiwał jej podjęcia i pomógł
                    ewentualnej nexi z dzieckiem. Mogłoby się nie udać, ale nie wyobrazam sobie
                    związku z osobą, która nie dąży do jak najbardziej pozytywnego wyprostowania
                    przeszłości. Nie wyobrażam sobie też związku z ewentualną nexią, która nie
                    umiałaby mówić o swojej przeszłości, a tylko spuszczała na to kurtynę
                    milczenia. Jeśli kogoś sobie biorę - to z całym jej dobrodziejstwem i
                    niedobrodziejstwem. To nie kupony które można odciąć i ot tak wyrzucić.
          • kini_m Re: Przysposobienie.... 13.02.06, 15:11
            astreja napisała:
            > Spytałes o
            > opinie, ale nie chodzi o Ciebie jak mniemam. Nie stawaj w obronie innych
            > facetów, którzy nie chą uczestniczyć w życiu dzieci byłych żon. Mam wrażenie,
            > ze utożsamiasz się z tymi facetami, co pozwalaja na przysposobienie. NIE!
            Sory, ale Twój post sąsiadował z innymi gdzie dyskusja poszła w stronę
            osobistej sytuacji. Więc "poszliśmy" nie tam gdzie trzeba. Ok?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka