kini_m
03.02.06, 02:13
Pojawia się ten temat co jakis czas - ostatnio u Narseny, także z innymi na
priva.
I z punktu widzenia faceta (tym razem poważnie) - kompletnie nie rozumiem
tych waszych nextów, którzy na to idą.
A może są raczej namawiani przez niektóre dziewczyny?
(Narsena pisze: "Teraz chcę żebyśmy stali się pełną/prawdziwą rodziną - ja,
mąż i dwoje naszych dzieci. Jakie mam szanse, żeby moje marzenie się
spełniło?")
Więc może to tylko chęć (marzenie) matki i jedynie przytaknięcie nexta.
(Wbrew odpowiedziom których już się spodziewam, ale czy któryś z takowych
nextów zabrałby tu głos?).
I wg mnie nie ma tu nic do rzeczy miłość, jej okazywanie, wychowywanie.
Nie wyobrażam sobie - jeśli by mi zdarzyło się być ojczymem, abym wciskał się
w nie swoje role. Mógłbym kochać, wychowywać, opiekować, razem bawić, mogło
by być wspaniale z dzieckiem - ale nie oszukiwać.
Nawet jeśliby ojciec był bezkontaktowy, to sam bym go odszukał, nieco
przycisnął dla dziecka, może nawet szantażem. Ale nieswoje-swoje dziecko
chciałbym wychowywać w zgodzie z jego życiem.
Nie wyobrażam sobie miłości do wychowywanego przeze mnie dziecka - inaczej
niż wraz z odkrywaniem jego tożsamości (w szerokim pojęciu tego słowa).
Prawdziwą tożsamością, jedynie tylko podaną w sposób przystępny dla
właściwego wieku. A nie ukrywaniem jej.
Miłość TYLKO poprzez prawdę.
Samo przysposobienie uważam mogłoby być zasadne tylko w jednej sytuacji -
gdyby drugiego rodzica już nie było na świecie, a i to nie konieczne.
Odnoszę wrażenie, że dla niektórych dziewczyn ten instrument, to środek na
przypieczętowanie zerwania z exem, a wcale nie dobro dziecka.
PS: A komu mówić: tata?
No własnie temu, którego by się odszukało - nie wierzę że przy odrobinie
chęci to niemożliwe.
A jak mówić do ojczyma?
- Nawet moja najukochańsza córka do mnie nie mówiła: "tata" (inaczej mnie
nazywała).
Dopiero exia perswazją nakazała jej mówić "tata" po rozstaniu, gdy już coraz
rzadziej widząc nie pozwalano jej utrzymać uprzedniego naturalnego stosunku
do mnie. (Tu skrzywdziła dziecko narzucając skostniałe ramy, nie pozwlając
utrzymać swobodnych dotychczasowych relacji. I tego exi napewno nie
odpuszczę.)