Dodaj do ulubionych

Nowy partner mamy a psychika dziecka

16.02.06, 12:06
Cześć,

mam 25 lat, w ubiegłym roku rozwód bez orzekania o winie (po dwuletnim
procesie, bo nie bardzo się zgadzałem na rozwód). Władza dla obojga rodziców,
miejsce zamieszkania dziecka przy matce, alimenty 400.

Mama naszej córeczki (w tym momencie 3,5 roku w 1. grupie przedszkola)
ostatnio zanalazła sobie faceta (na www.sympatia.onet.pl).
Wcześniej też miała partnerów, ale nie brałem ich na serio (w sensie ich
relacji z moim dzieckiem).
Nowy facet jest inny - starszy (30-35), mądrzejszy, niezła praca, Astra
dwójka, przyjeżdża chyba codziennie.
Wygląda to na coś poważniejszego i pewnie niedługo razem zamieszkają.
Kiedyś zostawiała córkę pod opieką babci i wychodziła, teraz z nowym nonstop
zabierają ją ze sobą - na basen czy do kina. Ostatnio eks poinformowała mnie,
że w kwietniu jedzie z dziekiem do sanatorium, bo przyznali dziecku miejsce
(przewlekłe problemy z górnymi drogami oddechowymi). Pytałem czy jej pomóc -
czy zarezerwować sobie tydzień czy dwa wolnego czasu na kwiecień - ona nie
chce, z czego wnioskuję że postanowiła leczyć córkę z nowym partnerem, bo
sama na pewno by nie chciała jechać.

Sam pracuję w tygodniu do 18, w weekendy studiuję - w czerwcu mam egzamin
dyplomowy, piszę pracę inżynierską. Coraz rzadziej widuję się z dzieckiem -
teraz raz na tydzień to góra poczytam coś dziecku któregoś wieczora, bo nie
mam czasu, a jak mam - to ich nie ma, z kolei jak już są - to czuję się tak,
jakbym narzucał się ze swoją wizytą.

Za to kontakt nowego partnera eksżony z moim dzieckiem jest bardzo dobry,
coraz lepszy. Mała go akceptuje, zaczyna odgrywać on pierwszorzędną rolę w
jej życiu. Rozumiem sytuację i oczywiste dla mnie jest, że dziecko ma swoje
potrzeby emocjonalne.

Nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, bo jak wspomniałem - poprzednich jej
partnerów nie brałem na poważnie, byli wyraźnie zainteresowani jej osobą, a z
dzieckiem nie zbudowali żadnych relacji - nawet jeżeli im się naiwnie
wydawało, że jest inaczej.
I teraz moje pytanie do Szanownych Pań - jak tą sytuację odbiera dziecko ?
Powinienem zacząć rywalizować o uczucia ? Macie może jakieś propozycje
wspaniałych prezentów, niezapomnianych aktywności ? Ale z drugiej strony to
głupie. A może z punktu widzenia dziecka lepiej się odsunąć i pozwolić mu
mieć prawie prawdziwą rodzinę, nie mieszać córeczce w głowie ?
I tak po studiach mam zamiar wyjechać na rok do Anglii, przynajmniej nie
będzie za mną tęsknić, skoro już ma substytut taty ?
Obserwuj wątek
    • carlafehr Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 12:35
      > Nie byłem jeszcze w takiej sytuacji, bo jak wspomniałem - poprzednich jej
      > partnerów nie brałem na poważnie, byli wyraźnie zainteresowani jej osobą, a z
      > dzieckiem nie zbudowali żadnych relacji - nawet jeżeli im się naiwnie
      > wydawało, że jest inaczej.
      > I teraz moje pytanie do Szanownych Pań - jak tą sytuację odbiera dziecko ?
      > Powinienem zacząć rywalizować o uczucia ? Macie może jakieś propozycje
      > wspaniałych prezentów, niezapomnianych aktywności ? Ale z drugiej strony to
      > głupie. A może z punktu widzenia dziecka lepiej się odsunąć i pozwolić mu
      > mieć prawie prawdziwą rodzinę, nie mieszać córeczce w głowie ?
      > I tak po studiach mam zamiar wyjechać na rok do Anglii, przynajmniej nie
      > będzie za mną tęsknić, skoro już ma substytut taty ?

      Cześć,

      wygląda na to, że sytuacja rozwija sie pomyślnie dla dziecka: dziecko ma dobry
      kontakt z nowym partnerem matki i fajnie by było, gdyby tak zostało.
      Natomiast nie oznacza to, że Ty przestajesz być ojcem. Tylko dlaczego chcesz
      rywalizować? Dziecko to nie dyscyplina sportowa i nie powinno tu być wygranych i
      przegranych. Jesteś ojcem, masz swoje dziecko kochać i wspierać, przebywać z nim
      możliwie często, dbac o jego rozwój i potrzeby, rozmawiac i się bawić. Fajne
      wypady są ok, ale już prezenty dla przekupienia niestety nie: nawet jeśli
      zyskasz tym sposobem początkowo większą przychylność dziecka to sam się dzięki
      temu możesz zredukować w jego oczach do dostarczyciela dóbr materialnych. Wiesz
      w ogóle, na czym polega bycie rodzicem? Na pewno nie na rywalizowaniu o jego
      uczucia z kimkolwiek. To Ty masz być w tej relacji osobą dającą a nie patrzącą
      na to, czy aby ktoś inny nie dostaje od Twojego dziecka więcej uczucia.

      Dlaczego chcesz sie usuwać z życia dziecka? Myślisz, że jak dziecko będzie miało
      trzy osoby je kochające to mu się w głowie namiesza? Ja myslę, że im więcej tych
      kochających dziecko osób, tym lepiej. Pomysł z usunięciem się w cień na pewno
      nie będzie dobry dla dziecka. Może dla Ciebie. Wyjazd za granicę też nie musi
      oznaczać całkowitej izolacji: do dziecka można regularnie telefonować, pisać czy
      wysyłać nagrane kasety.
      • labomba666 [...] 16.02.06, 12:41
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • pelagaa Do moderatora i nie tylko 16.02.06, 20:06
          Zachecam wszystkich do klikniecia na kosz, bo chyba nie tylko dla mnie ta
          wypowiedz nie ma nic wspolnego z kultura.
          • labomba666 Re: Do moderatora i nie tylko 16.02.06, 20:18
            Skarbie, jeśli miałaś zły dzień, to zrób sobie gorącą kąpiel z olejkami. Jak
            dla mnie, to Ty nie masz nic wspólnego z kulturą, a mimo wszystko nie nakłaniam
            innych do zlikwidowania Ciebie, chociaż parę osób z pewnością by mnie ozłociło.

            Miłej nocy

            LaBomba
      • labomba666 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 12:42
        To powyżej, to odpowiedź dla Autora wątku, nie do wypowiedzi Carlafehr.
    • tommy_80 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 13:05
      Bardzo dziękuję za dotychczasowe komentarze,
      odpiszę coś wieczorem,
      • mrs_ka Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 13:29
        Postaram się krótko: jestem mamą dziecka, które ma podobną sytuację do Twojej.
        Refleksja jest taka, że ojciec jest osobą niezastąpioną i mimo wspaniałych
        układów na linii mój mąz- mój syn, ojciec ma wyjątkowe miejsce w sercu mojego
        dziecka.
        I tak powinno być.
        Oczywiście mój eks mąz jest ojcem świetnym, kontaktującym się bez ograniczeń i w
        ogóle nie mam tu uwag.
        Dlatego nie odstępuj pola, ale tez i nie walcz. Jesli kochasz swoje dziecko i
        masz z nim kontakt to nie ma praktycznie takiej szansy, abyś został odsunięty w
        cień. Twoja córka wie, kto jest jej tatusiem i zapewniam Cię, że cechą miłości
        jest jej nieograniczone pomnażanie bez względu na ilośc osób, które się tą
        miłością obdarzysmile

        pzdr
        a.
        • tommy_80 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 17.02.06, 01:12
          carlafehr : „wygląda na to, że sytuacja rozwija sie pomyślnie dla dziecka:
          dziecko ma dobry kontakt z nowym partnerem matki i fajnie by było, gdyby tak
          zostało. Natomiast nie oznacza to, że Ty przestajesz być ojcem….”

          ** Dzięki za Twój punkt widzenia, jestem tego samego zdania.

          mrs_ka : „Postaram się krótko: jestem mamą dziecka, które ma podobną sytuację
          do Twojej. Refleksja jest taka, że ojciec jest osobą niezastąpioną i mimo
          wspaniałych układów na linii mój mąz- mój syn, ojciec ma wyjątkowe miejsce w
          sercu mojego dziecka.
          I tak powinno być...”

          Też dziękuję, bardzo cenny komentarz z perspektywy drugiej strony - dał mi do
          myślenia.

          mrs_ka „Oczywiście mój eks mąz jest ojcem świetnym, kontaktującym się bez
          ograniczeń i w ogóle nie mam tu uwag.”

          ** Ja absolutnie nie uważam, że jestem świetnym ojcem. Myślę, że po rozwodzie
          jest to już raczej niemożliwe.

          labomba666 : „Z takimi "substytami", to różnie bywa, czasami znikają prędzej,
          niż się pojawiają, więc głowa do góry. „

          ** Wiem o tym, ale nie zawracałbym Wam głowy, gdybym nie przeczuwał, że tym
          razem będzie inaczej. Facet wygląda na człowieka, który chce się ustatkować -
          poczciwego, forsiastego, zrównoważonego i trochę naiwnego, pomimo wieku. Przy
          którym krzywda córce się nie stanie, skoro była się już tak na niego uparła. A
          i ona jakby przy nim trochę zmądrzała, albo przynajmniej dobrze udaje, żeby się
          z nią ożenił i potem tańczył jak mu zagra. Byłą żonę dobrze znam. Instynktownie
          wyostrzają mi się przy niej zmysły, a przeczucia rzadko mylą. Wiem, że
          zapowiada się dłuższy związek z możliwością ślubu włącznie i zepchnięcie mojej
          osoby na daleki plan. Lubię działać planowo, staram się zawczasu przeanalizować
          nową sytuację i wyciągnąć wnioski.

          Ja: Czemu zerwałaś z Pawełkiem ?
          Ona: Bo znalazłam lepszego.

          Jak Pawełkowi rok temu zajechałem drogę z poślizgiem na oblodzonej jezdni, to
          potem mnie się starał unikać i nie wchodził w paradę z dzieckiem. Tutaj już mi
          w ten sposób nie wypada, bo facet poważny, a ja nie mam podstaw – bo to już po
          rozwodzie. Z sądami też nie będę świrował - to nie ma najmniejszego sensu.
          Swego czasu myślałem jeszcze, żeby po rozwodzie forsować jakąś formę opieki
          naprzemiennej, teraz zrozumiałem, że w rzeczywistości to taka sama fikcja
          teoretyczna jak zapis z mojego wyroku rozwodowego „…postanowi powierzyć
          wykonywanie władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom…” w kontekście kolejnego
          zapisu „ustalić miejsce zamieszkania małoletniej w każdorazowym miejscu
          zamieszkania matki”.



          iziula1 : „A czego ty chcesz bo nie rozumiem.”

          ** Chcę by dziecku było dobrze i byłej żeby było dobrze, bo zrozumiałem, że to
          w pewnym sensie tożsame.

          iziula1 :„A co do wyjazdu do Anglii. Sam podejmujesz decyzje dotyczące swego
          życia.Jak i poniesiesz tego konsekwencje.”

          ** Konsekwencje, które ja poniosę - nie mają żadnego znaczenia. Nauczyłem się
          podchodzić do własnego losu z rezerwą i dużą dozą nonszalancji, żeby nie
          zwariować. Pytam wyłącznie o ewentualne konsekwencje, które poniesie Twoim
          zdaniem moja córka.

          iziula1 : „Ja wiem jedno, nie wyjechałabym ze względu na dziecko.”

          ** Iza, ale Twoje dziecko na pewno jest z Tobą. Ja też bym w takiej sytuacji
          nie wyjechał. Z mojej strony wygląda to inaczej. Jasne – możesz mi zarzucić,
          powinienem wcześniej walczyć o dziecko, zamiast teraz gdybać.
          Jak żona dwa i pół roku temu powiedziała, że już mnie nie kocha i żebym się
          wynosił z jej domu, to oczywiście poniosło mnie i w nerwach wyniosłem się z
          dzieckiem (rocznym wtedy). To cała jej rodzina się skrzyknęła i mi zrobili
          sprawę karną. Przysięgam – nie mam pojęcia skąd wtedy wytrzasnęli jakieś
          zaświadczenia lekarskie na jej siniaki. Policja, prokurator, kurator, stek
          kłamstw - sąd rodzinny w trybie natychmiastowym ustalił miejsce dziecka przy
          matce. Potem jeszcze się upierałem, że mam takie same prawa i przychodziłem, to
          mnie w końcu zatrzymali na dołku na 48h i straszyli śledczym.
          To wniosłem o separację, w karnej jakoś się po kilku miesiącach wybroniłem,
          potem rzuciłem robotę i wyjechałem z kraju na parę miesięcy. Jak wróciłem to i
          mi trochę przeszło i jej też, dałem sobie spokój z wnioskami o opiekę, a ona
          nie ograniczała mi kontaktów - nawet o nie zabiegała, bo jej to było swego
          czasu często na rękę, żebym małą ze żłobka odebrał i się zajął. Bez gadania
          podpisałem jej też zgodę w urzędzie na paszport dla małej, nie chciałem tylko
          dać rozwodu. Zresztą psychologowie z RODK przychylili się w opinii do mojego
          stanowiska – że wygórowane emocje z obu stron, że proponują poprzedzić decyzje
          rozwodowe okresową separacją. Ale sąd okręgowy na to, że stanowisko żony jest
          zbyt bezkompromisowe, że za dużo się wydarzyło, że żona kogoś ma (wówczas
          Pawełka), a moja odmowa zgody jest aspołeczna itd. i orzekli rozwód.
          I tak powoli dobrnąłem do aktualnego momentu: Kończę studia i znalazłem robotę
          w dobrej firmie (produkują pampersy na całym świecie), na razie na krótkim
          kontrakcie za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Żeby zostać musiałbym
          podjąć decyzję teraz. Ona zaczyna na serio układać życie sobie i dziecku. Ja
          nie chcę jej więcej stać na przeszkodzie. Jestem w trochę patowej sytuacji, bo
          mam dość mieszkania z rodzicami. Nerwowi się zrobili i mi się ich nerwowość
          udziela. Już dawno chciałem się wynieść, ale to było bez sensu – po co miałem
          mieszkać samotnie w wynajętym mieszkaniu, tym bardziej że do dziecka miałem
          niedaleko. Ale mam już dość życia z rodzicami. Dlatego zastanawiam się, czy nie
          wyjechać znowu do pracy i na jakieś studia uzupełniające. Córka będzie miała
          przynajmniej wysokie alimenty i ojca z dyplomem zachodniej szkoły. Tak czy tak
          to jej się jeszcze przydam, jak znam życie.

          Ona ostatnio: A jak się przeprowadzę, to będziesz przyjeżdżał do małej ?
          Ja: A masz coś przeciwko ?
          Ona, bez przekonania: Nie.
          • tommy_80 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 17.02.06, 01:15
            Dlaczego posty nie wyświetlają się w porządku chronologicznym ?
          • mrs_ka Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 17.02.06, 02:10
            Hmm, piszesz rozsądnie, acz pamiętaj, że planowe podejście do życia nie
            uwzględnia emocji, które tym życiem czasem kierują. Szyki mogą się więc pomieszać.
            To się łączy z tym, co napisałam wyżej, a co skomentowałeś "Ja absolutnie nie
            uważam, że jestem świetnym ojcem. Myślę, że po rozwodzie jest to już raczej
            niemożliwe."
            Co do pierwszej części zdania się nie wypowiem, bo nie wiem.
            Co do drugiej powiem tak: jakość ojcostwa nie jest zależna od rozwodu czy
            małżeństwa. Zmniejsza się tylko ilość czasu, ale nie musi się ona przekładać na
            jakość kontaktów.
            Ja myślę, a co więcej: wiem, że bycie świetnym ojcem jest możliwe w każdej
            sytuacji. Oczywiście poza sytuacją, kiedy się dziecka nie widuje, no ale to
            banał i nie tego dotyczy Twój post.

            Nie wiem, kim Jesteś i co robisz. Mniemam, iż mam do czynienia z człowiekiem
            myslącym, na co pewien pogląd dają Twoje wypowiedzi.
            Ja to widzę tak: odległość na mapie i odległość w sercu wydają się niewielkie,
            kiedy się po tej mapie tylko jeździ palcem. Twoja córa, z tego co zdązyłam się
            zorientować, jest kilkulatkiem. Ty Jesteś po rozwodzie, masz w sobie dużo żalu
            itd. (wszyscy jestesmy po tym doświadczeniu, więc pojęcie niejakie mamy). Chcesz
            wyjechać. Ok. Weź jednak pod uwagę kilka aspektów:

            - córka, do której wrócisz będzie innym dzieckiem. Jej codzienność wypełni
            ojczym. Jesli jest to fajny facet to tylko się z tego cieszyć, ale to nie
            rozwiązuje Twojego problemu, jako ojca kochającego córkę. Miłość nie karmi się
            odległością, a już na pewno nie w przypadku tak małego dziecka.

            - więzy się rozluźniają, a kontakty, które nie są egzekwowane, mogą przestać
            istnieć. Wrócisz do rzeczywistości utrwalonej. Będzie to rzeczywistość Twojej
            byłej żony, jej faceta/męza i Twojej córki. Rzeczywistość wraz z całym zbiorem
            rytuałów, przyzwyczajeń i rutyny. Dla Ciebie nie będzie tam miejsca. Wybacz, że
            jadę brzytwą po oczach, ale staram Ci się rzucić światło od innej strony. Twoja
            żona prawdopodobnie będzie to postrzegać w kategoriach burzenia jej nowego
            świata. Pamiętaj, że organy nieużywane zanikają. Tak samo rzecz się ma z
            kontaktami. Dotyczy to głownie Twojej Eksi, której znikniesz z oczu, zwłaszcza,
            że obecnie jest zajęta układaniem nowego świata. Ojcem dla Twojej córki stanie
            się partner Eksi. Już mówiliśmy o tym, że jest fajny, ale nie o to tu chodzi,
            prawda? Chodzi o to, że przesuną się akcenty "ojczym/ ojciec", a do tego- moim
            skromnym i konserwatywnym zdaniem- nie powinno nigdy dojść.

            - aspekt trzeci, poniekąd intymny. Umówmy się, że w celibacie nie żyjesz, a
            nawet jeśli żyjesz to nie jest to stan trwały. Dla większości samotnych matek
            powodem wielu obaw staje się pojawienie nowej partnerki w życiu ojca ich dzieci.
            Powiedziałabym, że w wielu przypadkach są to obawy uzasadnione. Ojciec, który
            utrzymuje kontakt z dzieckiem i poznaje nową kobietę (wprowadzając ją w sytuację
            "ja, moje dziecko, nasze kontakty) na ogół więzi rodzicielskiej nie zrywa. Nieco
            inaczej ma się rzecz wówczas, kiedy dziecko zostaje zredukowane do fotografii i
            wspomnień, a rodzic przebywa gdzieś daleko. Nie piszę tego ironicznie.
            Rodzicielstwo staje się pewną abstrakcją. Oczywiście nie neguję tutaj uczuć itd,
            ale codziennośc zostaje zerwana. Zmienia się dziecko, zmieniasz się Ty. To są
            zmiany subtelne, z których zdaje się sobie sprawę po powrocie. Tym niemniej są
            to zmiany istotne i pozostawiające ślad.
            Osobiscie obawiałabym się o to, że rodzicielstwo mojego eks męza (zakładając, że
            emigruje czasowo) przyblaknie, za to na plan pierwszy wybiją się sprawy, które
            ma w zasięgu wzroku. Na przykład nowa kobieta, nowa praca, cokolwiek. Powrót do
            stanu pierwotnego jest naprawdę trudny, zwłaszcza, że mogą pojawić się tutaj
            oczywiste konflikty interesów.

            To jest Twoje życie i układaj je po swojemu. Myślę jednak, że jeśli posiadasz
            rodzicielską determinację to nie powinieneś teraz opuszczać córki bez względu na
            szlachetnośc motywacji. Po pierwsze córka jest mała i świeżo po traumie rozwodu.
            Ustala sobie teraz hierarchie i zasady rządzące tym nowym światem. Sądzę, że
            Twoje zniknięcie będzie przez nią odebrane jako kolejne usunięcie się z jej
            życia trwałego elementu. A jeden element już jej odebraliście.
            Po drugie zwyczajnie Ci się to nie opłaca jako ojcu. Życzliwość i obiektywizm
            sądu zdązyłeś już poznać.
            Po trzecie: nie wybieraj łatwych rozwiązań, bo nie zawsze są one lepsze.
            Zastanów się uczciwie, co jest w tej sytuacji SŁUSZNE z punktu widzenia córki i
            Twojego. Jeśli pokryje się to z Twoimi dotychczasowymi przemysleniami- to
            świetnie. Jesli nie: wróć do punktu wyjścia i spróbuj znaleźć inne rozwiązanie.
            Tyle mojego eksiarskiego zdania

            a.
            • tommy_80 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 18.02.06, 22:47
              >>„- córka, do której wrócisz będzie innym dzieckiem. Jej codzienność wypełni
              ojczym. Jesli jest to fajny facet to tylko się z tego cieszyć, ale to nie
              rozwiązuje Twojego problemu, jako ojca kochającego córkę. Miłość nie karmi się
              odległością, a już na pewno nie w przypadku tak małego dziecka.”<<

              ** Rozumiem to – potrzebny jest regularny kontakt, dziecko potrzebuje
              skonkretyzowanej relacji na co dzień, największa miłość korespondencyjna nic mu
              nie da i jest kpiną z mojej strony.

              >>„więzy się rozluźniają, a kontakty, które nie są egzekwowane, mogą przestać
              istnieć. Wrócisz do rzeczywistości utrwalonej. Będzie to rzeczywistość Twojej
              byłej żony, jej faceta/męza i Twojej córki. Rzeczywistość wraz z całym zbiorem
              rytuałów, przyzwyczajeń i rutyny. Dla Ciebie nie będzie tam miejsca”<<

              ** o tym akurat wcześniej nie pomyślałem. Trafne spostrzeżenia. Trudno
              skomentować, po prostu czytam powyższe i nasuwa mi się takie skojarzenie: Gram
              w szachy. Nie dość, że przeciwnik jest o klasę lepszy, to na początku partii
              popełniłem kardynalny błąd, który od jakiegoś czasu rozpaczliwe staram się
              naprawić. Coraz lepiej rozumiem niewidzialną siatkę zależności rządzących
              figurami na szachownicy, ale w żaden sposób nie polepsza to mojej pozycji -
              kolejne analizy doprowadzają mnie do przekonania, że porażka w tej partii jest
              kwestią czasu, niezależnie od wariantu który zastosuję. Rewanżu też nie będzie.

              >>„- aspekt trzeci, poniekąd intymny. Umówmy się, że w celibacie nie żyjesz, a
              nawet jeśli żyjesz to nie jest to stan trwały. Dla większości samotnych matek
              powodem wielu obaw staje się pojawienie nowej partnerki w życiu ojca ich dzieci.
              Powiedziałabym, że w wielu przypadkach są to obawy uzasadnione.”<<

              ** Wiem o co Ci chodzi, ale ja mamie Zosi nie dałem powodów do takich obaw.
              Wprawdzie ona w sądzie twierdziła, że wstąpiła w związek małżeński ze mną pod
              presją ciąży, ale ja tam zdawałem sobie sprawę z odpowiedzialności, którą na
              siebie biorę i poważnie potraktowałem słowa składanej w USC przysięgi. Dlatego
              dotrzymałem warunków umowy i dochowałem zasad wierności do samego końca, pomimo
              tego, że druga strona złamała warunki kontraktu.
              Nie założyłem także sprawy o pomówienia, tak jak radzili mi znajomi, bo po
              wytoczeniu sprawy karnej własnej żonie czułbym do siebie obrzydzenie. Nie
              kłamałem i nie powołałem żadnego świadka,
              a do rożnych sądów na kolejne rozprawy przychodziłem w białej koszuli pod jasną
              marynarką i zawsze z podniesionym czołem. Nie będę ukrywał, że wychowywałem się
              pośród kodeksów, w duchu poszanowania prawa, a nie w takim, że prawo i
              sprawiedliwość można sobie w ramach haseł wynieść na sztandary dla własnych
              celów, a potem wycierać sobie tymi sztandarami gębę. Kwestia smaku, jak by
              powiedział jeden z czołowych poetów.

              Co do teraźniejszości, to - dodam jeszcze - zdarza się że dostrzegam
              zainteresowanie w spojrzeniu dziewczyny i takie minimalne w skali czasu
              zapatrzenie, ale nie podejmuję inicjatywy. Sama myśl o jakimkolwiek związku
              napawa mnie niechęcią. Głęboko stłumiłem swoją potrzebę miłości i nie widzę
              powodów, żeby ten stan rzeczy miał ulec zmianie.

              >>„Myślę jednak, że jeśli posiadasz
              rodzicielską determinację to nie powinieneś teraz opuszczać córki bez względu na
              szlachetnośc motywacji.”<<

              ** Wcale nie uważam, że kierują mną teraz szlachetne pobudki. Byłem silny, ale
              coś we mnie pękło. System wartości każe mi zostać i walczyć o miejsce w nowym
              świecie dziecka, tak jak kazał mi wcześniej odmawiać rozwodu. Lecz zdrowy
              rozsądek podpowiada: „Wyjedź stąd, człowieku, zanim wykończysz się psychicznie.
              Już odsunąłeś się od ludzi, głęboko zamknąłeś we własnym świecie, jesteś na
              granicy załamania i igrasz z ogniem, to Ciebie przerosło. Po prostu załatw co
              masz do załatwienia, wsiądź w samolot i zapomnij. Right now where ever the
              plane can take you, a jak dojdziesz do siebie - to wrócisz silniejszy”.


              >>„Po pierwsze córka jest mała i świeżo po traumie rozwodu.”<<

              Dziecko jest bardzo ufne i wesołe. Na szczęście była tak malutka, że nie do
              końca rozumiała, co się dzieje. Tor wydarzeń biegł jakby poza nią. Nie było
              przy niej awantur, szarpaniny, deprecjacji pozycji ojca czy matki w jej oczach.
              Był tylko (czy aż ?) ograniczony kontakt ze mną, do którego córka się
              przyzwyczaiła i uznała za stan naturalny.

              >>„Po drugie zwyczajnie Ci się to nie opłaca jako ojcu. Życzliwość i obiektywizm
              sądu zdązyłeś już poznać.”<<

              ** Na to akurat nie zwracam uwagi. Załóżmy, że jak wyjadę, to eks pójdzie do
              sądu, sąd wyrokiem pozbawi mnie praw. No i co ? To tylko papier. Najwyżej potem
              ją kupię… kolorowo zadrukowanymi prostokątami.

              >>„Po trzecie: nie wybieraj łatwych rozwiązań, bo nie zawsze są one lepsze.”<<

              ** Pogubiłem się w tym co jest lepsze, co łatwiejsze, a co słuszne.

              A w ogóle to chciałbym Ci podziękować za poświęcenie czasu na napisanie
              obszernej wypowiedzi i za Twoje „eksiarske” zdanie smile

              pozdrawiam
    • iziula1 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 19:55
      tommy_80 napisał:
      • pelagaa Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 20:08
        Dokladnie Iziula. Nic dodac, nic ujac.
        • labomba666 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 20:21
          > Dokladnie Iziula. Nic dodac, nic ujac

          Pracujesz w CopyCenter? A może jakieś słowo od siebie? OK, żartowałem, nie rób
          tego, bo jeszcze się spocisz.

          LaBomba
          • pelagaa Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 16.02.06, 20:43
            Jestes zalosny.
    • alina66 Re: Nowy partner mamy a psychika dziecka 19.02.06, 09:22
      Jestem matką prawie dorosłego syna, więc mam nieco inną perspektywę. Ale tak mi
      się wydaje, że od mojego syna dostaję wyraźny przekaz, który dotyczy także
      małych dzieci, tylko one może nie potrafią ubrać tego w słowa. Tata był, jest i
      będzie. Nie wypowiem się tutaj na temat relacji mojego syna z moim obecnym
      partnerem, ponieważ te relacje moim zdaniem zależą bardzo od wieku dziecka (w
      przypadku starszego nastolatka partner może być tylko przyjacielem, niczym
      więcej, u małych dzieci zapewne jest inaczej). Konkluzja-Nie usuwaj się! Dla
      córeczki jesteś ważny. Wydaje mi się z tego co piszesz, że możliwe jest takie
      ułożenie kontaktów, aby tak zostało. Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka