Dodaj do ulubionych

a jak bym komuś solą rzucił?

30.03.06, 21:08
... gdybym napisał, że:
1. od tygodnia adrian jest już ze mną.
2. mamuśka dała dyla i nie można jej złapać nawet na telefon...
i co???
Obserwuj wątek
    • tataadriana Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 21:09
      dodam że przed tym "od tygodnia" mamuśka już często dziecko na parę
      dni "podrzucała"
      • iva2 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 21:13
        Tato Adriana, ale czego konkretnie oczekujesz?
        wspolczucia? radosci? jadu?
        opisujesz fakty, ok!!
        tylko nie znajac Twojego zyciorysu ciezko mi cokolwiek Ci doradzic. sugeruje do suchych faktow dopisac kilka wlasnych odczuc, latwiej bedzie sie ustosunkowac.
        • czerwone_korale Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 21:19
          gratulacjesmile i powodzenia
          bo w końcu tego chyba chciałeś?
    • agamagda Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 21:20
      >i co???
      No właśnie i co ?
      • derena33 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 22:23
        Cieszymy sie razem z toba, ze masz mozliwosc wychowywania swojego dziecka na
        codzien. Tak chyba chciales? a moze sie myle?
      • tataadriana Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 22:24
        co dalej, to czas pokaże.
        co prawda nie potrzebuje ani współczucia, ani czegokolwiek. przynajmniej na
        razie, bo nie wiem co będzie dalej.
        właśnie tego nie chciałem za bardzo, ale opinii jednej nadgorliwej nie
        odstawiam adriana do dziadków, wszak tam jest zameldowany.
        nie odczuwam na razie, żeby obecnie sytuacja była wjakiś sposób uciążliwa- ze
        wszystkim można sobie dać radę.
        adrian również nie przejawia jakiejś szczególnej tęsknoty do mamy, chyba nie
        widzi w tym nic dziwnego. może mama się "zagubiła" i w końcu się znajdzie, może
        się coś zmieni.
        w każdym razie do szkoły chodzi, głodny nie jest, w końcu zabawki nie kurzą się.
        • iva2 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 22:31
          w każdym razie do szkoły chodzi, głodny nie jest, w końcu zabawki nie kurzą się

          i masz okazje zblizyc sie do wlasnego syna. poznac go bardziej, jego marzenia, zainteresowania. wileu Ojcow marzy o nocy spedzonej z wlasnym dzieckemm, np.Kini. wykorzystaj ten czas!!
        • redtower Re: a jak bym komuś solą rzucił? 04.04.06, 10:42
          A może powinieneś to jakoś dokumentowo opisać? Wiesz żeby mieć potem dowody w
          Sądzie... znaczy o ile zależy Tobie na opiece nad dzieckiem na stałe... smile Ja
          nie wyobrażam sobie zostawić mojego szkraba na tyle czasu... i twoją Eks
          traktuję ewidentnie jako wyrodną mamę...
          Pozdrawiam,
          Towerek
          • pelagaa Re: a jak bym komuś solą rzucił? 04.04.06, 17:57
            > znaczy o ile zależy Tobie na opiece nad dzieckiem na stałe... smile

            Ano wlasnie o ile... Przekonamy sie pewnie niebawem...
            • tataadriana Re: a jak bym komuś solą rzucił? 04.04.06, 22:55
              smile tak jak myślałem, poajwiła się, gdy skończyły się jej pieniądze. ale to było
              do przewidzenia.
              oczywiście że z nią rozmawiałem jak by spokojnie można zorganizować aby adrian
              był u mnie. na razie ma zbyt wygórowane żądanie: otrzymywanie alimentów przez
              cały czas. czyli adrian u mnie, pieniądze nadal idą do niej.
              ale jej, albo jej m. coś nie pasuje z adrianem, tutaj jest to tylko
              przypuszczenie, chociaż tak poparte jakimiś spostrzeżeniami. czekałem tyle lat,
              to jeszcze trochę chyba mogę.
              i nie zamierzam się szarpać sądownie, zwłaszcza, że adrian i owszem bardzo
              chętnie by ze mną zamieszkał. zresztą to nie jest problem, by miał cały pokój
              dla siebie, zabawki też ma, jeszcze by znalazł trochę chęci do nauki.
              w każdym bądź razie sytuacja jest już posunięta tak daleko, że jutro wybieram
              się do kuratora, o ile znajdę chwilę. tak sobie na razie porozmawiać.
              no bo o ile niektóre sm myślą, że nie wiadomo jak będę się rzucał z pismami do
              sądu, to muszę rozczarować, i załatwić to tak jak myślę.
              smile
              • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 04.04.06, 23:38
                Wiesz... TA, nie znam Twego zamysłu.
                Natomiast ja bym się nie bawił w zwłokę, w momencie kiedy masz argumenty w ręku.
                Bo jeśli ona jest osobą nie do końca przewidywalną, to w pewnym momencie może
                Ci uciec najlepszy moment.
                Jak najbardziej zgodziłbym się na jej żądanie: płacić jej alimenty w zamian za
                pobyt syna u Ciebie, po czym w sądzie zagwoździć takim obliczem sytuacji
                sprawę. Oczywiście sąd powienien znać każdy szczegół sytuacji.
                • agamagda Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 00:26
                  Kini, niestety, jeśli idziesz do sądu, z mocnym argumentem w ręku, to moze sie
                  okazać, że wygrasz sprawę.
                  Ups i pojawi się problem. Bo trzeba będzie nie tylko utrzymać dzieciaka za 150
                  zł alimentów (o ile się je jeszcze dostanie) ale i zapewnić mu opiekę,
                  poświęcić mu czas, i "matkować".
                  Ale mam wrażenie, że nie o to chodzi...
                  • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 01:24
                    agamagda napisała:
                    > Kini, niestety, jeśli idziesz do sądu, z mocnym argumentem w ręku, to moze
                    > sie okazać, że wygrasz sprawę.
                    Eh, gdyby tak się stało, to nawróciłbym się na wszystkie możliwe religie naraz.
                    Wyznałbym grzechy swoje i jeszcze więcej...
                    Żeby tylko tak było jak mówisz.
    • chalsia Ale dlaczego solą????????? 30.03.06, 22:54
      siedząc długo na tym forum już dawno powinieneś zrozumieć (a jak widać po
      tytule tego watku jest to dla Ciebie jakoś ... trudne), że osoby tu piszące
      generalnie potępiają zmywających się rodziców (niezaleznie od płci) i wspieraja
      tych (niezaleznie od płci), którzy na codzień zajmują się swoimi dziecmi.
      Jeśli teraz Ty, mając dziecko przy sobie, będziesz np. chciał wywalczyć
      sprawiedliwe alimenty od matki dziecka, to zapewne będziesz korzystal z porad
      tutaj.
      Chalsia
      PS. mam nadzieję, że nie będziesz utrudniał kontaktów matka-dziecko
      • tataadriana Re: Ale dlaczego solą????????? 31.03.06, 20:13
        jeśli chodzi o mamuśkę to nadal jest nieosiągalna, nawet telefonicznie.
        adrian na tą noc jest u dziadków, szczerze to poerwszy raz musiałem go namawiać
        do tego. rano go zabieram. i naprawdę czułem się trochę dziwnie, tak jak na
        ironię ja bym zaprowadzał go na tzw. "kontakty".
        nieobecność matki zaczyna mnie już niepokoić, bo nawet dziadkowie nie wiedzą
        gdzie jest. mam nadzieję, że nie skończy się to ucieczką, bo nie zamierzam z
        niej absolutnie zdejmować obowiązków rodzicielskich.
        i to głównie dalej mnie interesuje, bo jakiekolwiek działania prawne nie chce
        mi się podejmować, a nawet jeśli będę musiał to tylko aby usankcjonować stan
        jaki jest w tej chwili.
        • pelagaa Re: Ale dlaczego solą????????? 31.03.06, 20:34
          > bo nie zamierzam z
          > niej absolutnie zdejmować obowiązków rodzicielskich.

          Moge tylko napisac "ha ha", bo ja tez nie zamierzalam. I co? I nic. NIE MA
          PRAWA, ktore naklada obowiazki na niezajmujacego sie na codzien dzieckiem
          rodzica, jest jedynie prawo dotyczace PRAW rodzica "dochodzacego".

          > i to głównie dalej mnie interesuje, bo jakiekolwiek działania prawne nie chce
          > mi się podejmować, a nawet jeśli będę musiał to tylko aby usankcjonować stan
          > jaki jest w tej chwili.

          Czyzby? A nie bedzie to zemsta? A moze jeszcze inna zlosliwosc???? To chyba
          zarzycales zawsze matkom probujacym usankcjonowac stan obecny, czyli
          pozbawienie wladzy rodzicielskiej bezkontaktowych ojcow.

          A teraz bez jadu! Jesli zalezy Ci na dziecku i na tym aby mieszkalo z Toba to
          wlasnie teraz jest NAJLEPSZY moment, aby to wywalczyc. Wystrczy zalozyc sprawe!
          Tylko, czy ty aby na pewno tego chcesz, aby dziecko bylo z Toba juz zawsze?????
          • tataadriana Re: Ale dlaczego solą????????? 01.04.06, 23:44
            ależ ja nie miałem na myśli absolutnie w jakikolwiek sposób pozbawiać matki
            władzy rodzicielskiej, gdyby doszło do jakiejś sprawy sądowej.
            chodziło mi głównie o:
            1. ustalenie wygaśnięcia obowiązku alimentacyjnego
            2. ustalenie miejsca pobytu adriana u mnie.
            to drugie głównie ze względów praktycznych, aby w jakichkolwiek sytuacjach
            związanych z codziennym życiem nie było problemu. większego.
            poza tym nadal nie mam ochoty fatygować się do sądu.
            • pelagaa Re: Ale dlaczego solą????????? 02.04.06, 11:12
              > poza tym nadal nie mam ochoty fatygować się do sądu.

              Moze wcale nie chcesz, aby dziecko zostalo z toba...
              Doskonale wiesz, ze jest to dla ciebie sznasa na przejecie opieki. A jak matka
              wroci i bedzie chciala odzyskac dziecko, to je odzyska, jesli nie bedzie sprawy
              w toku. No ale to w koncu twoj wybor. Jak cos juz jest w zasiegu reki, to
              czasami przestaje interesowac.
    • natasza39 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 30.03.06, 23:21
      tataadriana napisał:

      > ... gdybym napisał, że:
      > 1. od tygodnia adrian jest już ze mną.

      Brawo! jesteś "samodzielna mamą" tzn... rodzicemsmile

      > 2. mamuśka dała dyla i nie można jej złapać nawet na telefon...
      > i co???

      No coż, musi miec ta twoja ex dużo "pierwiastka męskiego" w sobie.zachowała się
      jak rasowy ogier.

      A tak na powaznie gratuluje!!!
      Chyba Ci własnie o to chodziło!
      • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 31.03.06, 13:10
        Szczęście w nieszczęściu.
        Dla Ciebie - sytuacja wygodna, dla dziecka ucieczka rodzica - raczej to
        nienajlepsze.
        A czy masz już ustalone miejsce zamieszkania Adriana przy sobie? ? ?
        Bo jeśli nie, to problem pozostaje: mały się zdąży przyzwyczaić, a gdy nagle
        matce się odmieni - to może być płacz i zgrzytanie zębów.
        Wiesz... żeby nie było tak, że to co teraz fajne nagle okaże się....
        • mrs_ka Re: a jak bym komuś solą rzucił? 31.03.06, 17:08
          Piszesz "gdybym" czy opisujesz sytuację faktyczną?
          Jesli opisujesz sytuację faktyczną to sam widzisz, że nikomu się adrenalina nie
          podniosła z tego powodu. Wbrew Twoim podejrzeniom większości forumowiczów zależy
          na dobru dziecka, a nie na dokopywaniu sobie nawzajem.
          Jesli to prawda to z jednej strony fajnie, a z drugiej beznadziejnie.
          Beznadziejnie, bo wyobrażam sobie, jak się teraz czuje Twój syn. Twoja eks żona
          wyjechała na tydzień czy porzuciła syna? Bo to wiele zmienia, można sobie jechać
          na tygodniowy urlop, prawda? Jesli to drugie to sytuacja jest jeszcze gorsza, a
          dodatkowo ona nie ma przecież ograniczonych praw, więc Wasza sytuacja komplikuje
          się tym bardziej.
          Jak zareagował Adrian? W jakiej on jest kondycji?
          Resztę napisał Kini_M- wyjątkowo tym razem krótko i sensownie.

          a.
    • anetina a dlaczego ja nie wierzę !? 31.03.06, 08:12

    • pelagaa Re: a jak bym komuś solą rzucił? 31.03.06, 20:28
      A ja Ci gratuluje tatoadriana. Masz syna przy sobie, jak chciales, lub pisales,
      ze chciales, a poza tym dowiesz sie ile naprawde kosztuje dziecko. Nie tylko
      pieniedzy, ale i czasu, kiedy kochajacy rodzic chce mu zapewnic jak najlepszy
      start w dorosle zycie. I nie pisze tego zlosliwie. Bo moze i w TYM KONKRETNYM
      przypadku (jesli exia faktycznie zwiala) to TY bedziesz tym lepszym rodzicem.
      szkoda, ze nie rozumiesz NADAL matek zostajacych z dziecmi i ich problemami
      samych, zupelnie samych, bo faceci sie ukladow wymiksowali.
      Ale... moze z czasem... jesli mamusia marnotrawna sie nie pojawi...
      • tataadriana Re: a jak bym komuś solą rzucił? 01.04.06, 23:49
        nie podoba mi się ten podział na lepszych i gorszych rodziców. krótko to lepszy
        byłby na tych co są razem i osobno.
        co do jednego masz rację: czasu i energii wymaga opieka.
        nadal nie zgadzam się z tym, że ponosi się kolosalne koszty pieniężne,
        przynajmniej w wypadku 7 latka.
        • pelagaa Re: a jak bym komuś solą rzucił? 02.04.06, 16:58
          > nie podoba mi się ten podział na lepszych i gorszych rodziców

          Jesli dla ciebie rodzic zajmujcy sie dzieckiem i taki,ktory w zyciu dziecka nie
          istnieje, albo pojawia sie od swieta jest tyle samo wart, to nie bede sie z
          toba sprzaczac. Dla mnie rodzicem jest ta osoba, ktora w zyciu dziecka
          uczestniczy i to jest dla mnie lepszy rodzic. Ktos, kto nie uczestniczy jest
          rodzicem biologicznym, ewentualnie papierowym, bo na tym konczy sie jego wklad
          w wychowanie dziecka.
          • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 02.04.06, 17:32
            pelagaa napisała:
            > Dla mnie rodzicem jest ta osoba, ktora w zyciu dziecka
            > uczestniczy i to jest dla mnie lepszy rodzic. Ktos, kto nie uczestniczy jest
            > rodzicem biologicznym, ewentualnie papierowym

            No, aż "miło" się robi Ciebie słysząc.
            Albo trochę się zapomniałaś, albo specjalnie w rodzicach którzy są odcinani od
            dziecka nie chcesz widzieć rodziców. Bo wg Ciebie to ja nie jestem rodzicem.
            Choć mam na to ŻADEN wpływ gdy jesteśmy odgrodzanai z córką.
            • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 02.04.06, 17:37
              I jeszcze jedno
              Wg Twojej klasyfikacji Pela do tej kategorii figuranckich (papierowy,
              biologiczny) rodziców należałoby zaliczyć także: marynarzy, rodzica pracującego
              na obczyźnie w oddaleniu od rodziny - bo przecież maja nikły wkład w
              wychowanie. (Nawiasem mówiąc to rodziny marynarskie psychologowie współcześnie
              też zaliczają do rodzin zdezintegrowanych.)
            • pelagaa Re: a jak bym komuś solą rzucił? 02.04.06, 18:58
              Nie zapomnialam sie. Z puktu widzenia dziecka, jesli rodzica nie ma w zyciu, to
              go po prostu nie ma. Nie dziecka wina, ze ma nieodpowiedzialnych rodzicow (czy
              to jest ojceciec, ktory ma wszystko w nosie, czy matka utrudniajaca kontakty).
              Nie wciagaj mnie Kini w Wasze gierki, bo wiesz, ze udzialu w nich brac nie
              chce. Mam na Wasz temat swoje zdanie, ale nie bede sie nim z Wami dzielic,
              jesli pozwolisz. Moja wypowiedz byla ogolna, nie konkretnie adersowana,
              dotyczyla rodzicow, wszystich rodzicow, a nie konkretnie Ciebie.
    • paulinaml1 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 03.04.06, 15:58
      takei mamuski sa chyba dziwniejszym przypadkiem niz tatuskowie
    • pesher Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 09:00
      Gratuluje, Tatoadrianasmile
      I jak mowily dziewczyny, jak sytuacja bedzie sie przedluzala, proponuje
      wycieczke do sadu, aby potwerdzil obecny stam rzeczy. I nie dla Ciebie, tylko
      dla Adriana. Dziecka nie mozna narazac na "szarpanie" emocjonalne.
      I... Duzo sily zyczesmile
    • magdmaz Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 09:55
      Coraz rzadziej odzywam się na tym i na podobnych forach...
      Chyba straciłam rozeznanie, umiejętność osądu, poczucie realizmu a przede
      wszystkim wszelką empatię, która pozwoliłaby mi się wczuć w sytuację innej
      samotnej czy samotnego.
      A przecież ja też jestem rozwiedziona. No i mój były mąż też. No i nasze dzieci
      mają rozwiedzionych rodziców, a co za tym idzie - dwa domy (albo i więcej, bo
      są jeszcze domy ukochanych Dziadków i Babć, które są nawet fajniejsze niż te
      rodziców, bo tam więcej wolno!).
      I nadal nie rozumiem. bo jak moje dziecko mówi: "chcę zadzwonić do taty" to
      dzwoni; "chcę pojechać do taty" to ustalamy termin; na razie mieszkają ze mną,
      bo tego wyraźnie chcą i potrzebują - dlatego to ja dostaję co miesiąc pewną
      kwotę na ich potrzeby. Ale jak któreś powie "chcę mieszkać z tatą", albo na
      przykład zdecyduje się na gimnazjum ze szkołą muzyczną, której na naszej wsi
      nie ma - albo jakąkolwiek inną szkołę dostępną w mieście taty - to się
      przeprowadzi, a ja będę pewną kwotę posyłać na jego/jej/ich utrzymanie. A jeśli
      na studia wybierze się do miasta Babci, no to chyba jasne, co będzie, nie?
      I ja po prostu nie rozumiem, skąd się biorą ludziom takie horrendalne pomysły -
      walki, przeciąganki,izolowanie, RODKi, wyliczanki kosztów... Przecież każdy z
      nas jakieś tam IQ ma i jak spojrzy na to z boku to chyba za głowę się chwyta.
      I jeszcze jednego nie pojmuję - jak już ktoś osiagnął swój cel, np. ma dziecko
      przy sobie - to po co marnuje czas i energię na napawanie się satysfakcją, a do
      tego wszelkimi sposobami usiłuje sprawdzić i udowodnić (sobie?), że ta druga
      strona została stłamszona, upokorzona, przegrana?
      A ja się tak cieszę, tak potwornie cieszę, jak te moje ukochane Aniołeczki
      wyjeżdżają wreszcie do taty na całe ferie, święta, wakacje! Jaki ja mam wtedy
      luz!!!!!!
      Czyżby istnieli na świecie ludzie tak głupi, że aż podli? I co, samych siebie
      im nie żal????
      • virtual_moth Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 11:52
        magdmaz napisała:

        > A ja się tak cieszę, tak potwornie cieszę, jak te moje ukochane Aniołeczki
        > wyjeżdżają wreszcie do taty na całe ferie, święta, wakacje! Jaki ja mam wtedy
        > luz!!!!!!

        Fakt, wyczuciem i empatią to Ty nie grzeszysz.
        • magdmaz Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 14:02
          Virtual:
          - mogłabym siedzieć całe wakacje i gryźć paznokcie z tęsknoty za dziećmi ( a
          czasem tęsknię jak cholera), albo wymyślać, jaka to im się krzywda dzieje. A
          wolę zadzwonić albo pojechać i zobaczyć, ze wszystko jest o.k.
          - wtedy mogłabym gryźć paluchy ze złości, że im z tatą dobrze. A wolę się
          cieszyć, że im dobrze, a ja mam chwilę dla siebie.
          - mogłabym ...siedzieć z ołówkiem w ręku i liczyć, czemu tak mało kasy dostaję,
          bo mi na te waciki nie starcza, ale ...
          - i mogłabym się wkurzać, czemu ojciec od dwóch miesięcy dzieci nie widział, i
          czemu to mnie nieszczęsnej przypadają ich choroby i wszystkie komplikacje z tym
          związane. Ale...
          - i mogłabym się nawet zastanawiać, czemu to ja mam ojcu zawsze te dzieci
          podwozić, zawozić czy odbierać, ale...
          - i mogłabym się jeszcze pożalić, czemu on im kupuje drogie zabawki i ciuchy, a
          na mnie spada ciężar wychowania i wpojenia, że "nie mieć, ale być", tylko że...
          - i dlaczego nie kupuje im tych majtek, podkoszulek, kapci z których wyrastają
          każdego bożego dnia...
          - i mogłabym jeszcze się zapłakać, dlaczego ja mieszkam w wynajmowanych 36 m2,
          a on w naszych współwłasnościowych 150 m2, tylko że...
          A przede wszystkim mogłabym stracić życie na próbach zatrucia mu życia i
          utrudnienia wszystkiego, no bo przecież, cholera, skrzywdził mnie tak bardzo...
          tylko - na co to komu??? Bo mojego życia na to szkoda, a moich dzieci jeszcze
          bardziej.
          Dlatego, wybacz, ale nie rozumiem i nie zrozumiem postawy: "taki drań? to g.
          zobaczy, a nie dziecko!!! i będzie płacił do (...) śmierci". i "dobrze mu/jej
          tak!!!!" Może jeszcze jakiś czas temu próbowałam te postawy zrozumieć, ale to
          forum i lektura części zamieszczanych tu postów - a odnosi się to tez do tego
          wątku, w który się wkleiłam - wyleczyły mnie z tego rodzaju empatii.
          • pesher Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 16:08
            Jak ja Cie magdamaz rozumiem...
          • virtual_moth Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 16:42
            magdmaz napisała:

            > Dlatego, wybacz, ale nie rozumiem i nie zrozumiem postawy: "taki drań? to g.
            > zobaczy, a nie dziecko!!! i będzie płacił do (...) śmierci". i "dobrze mu/jej
            > tak!!!!" Może jeszcze jakiś czas temu próbowałam te postawy zrozumieć, ale to
            > forum i lektura części zamieszczanych tu postów - a odnosi się to tez do
            tego
            > wątku, w który się wkleiłam - wyleczyły mnie z tego rodzaju empatii.

            Cudownie, że nie przeżywasz tego, przez co przechodzi spora częsć
            samodzielnych. Nie bedę Ci tłumaczyć dlaczego niektóre nie zachowują się jak
            idealne mamusie z reklam past do zębów - jeśli, (będac na forum długo) jeszcze
            tego nie pojęłaś, to nigdy nie zrozumiesz.

            Pzdr

            P.S. Twój tekst o radosci z tego, iż dzieci mogły pojechać do tatusia jest
            BEZNADZIEJNY tak samo jak litania do "samodzielnej idealnej", na jaką sie tu
            kreujesz. Pomyślałaś o tym, że na tym forum jest mnóstwo kobiet, które nie mogą
            wysłać dzieci do tausia nie dlatego, że są żmijami, ale dlatego po prostu, że
            tatuś ma swoje dziecko głęboko gdzieś?
            • magdmaz Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 17:58
              Virtual:
              Masz rację.
              Przyznaję, nie o tych samodzielnych myślałam, o których Ty piszesz - które nie
              mogą pomarzyć, aby ojciec zainteresował się ich dzieckiem. Naturalnie, że z
              tego punktu widzenia sprawa wygląda zupełnie inaczej. I zapewne przyjmując ten
              punkt widzenia masz prawo odbierać mój post jako kpinę w żywe oczy.
              Natomiast jakoś tak wokół mnie, a także na tym forum (i innych) przeważa jakby
              inna opcja. Co naturalnie może być moim subiektywnym wrażeniem, toteż się nie
              upieram.
              (Może nawet faktycznie się mylę - tak sobie myślę, że tu nawet może być
              większość takich kobiet, które nie mogą się doprosić o kontakt ojciec -
              dziecko. Tylko być może ich obecność tu nie jest tak nachalna jak opcji
              przeciwnej - "wara mu!").
              Natomiast zupełnie nie chciałam się tutaj na nikogo kreować - tym bardziej że
              idealną samodzielną niestety nie jestem (mój ex by Cię w tym uświadomił...), a
              tylko PRÓBUJĘ patrzeć na sprawę oczami moich dzieci, a nie przez pryzmat
              własnych emocji.
              A co do radości z faktu, ze dzieci pojadą do ojca - a tak! Cieszę się jak
              głupia, i dlaczego nie mam mieć do tego prawa? Widzisz - mam dwoje energicznych
              przedszkolaków (obecnie chorych - 24 godziny na dobę w małym mieszkaniu), w
              promieniu kilkuset kilometrów żadnej rodziny - mamy, teściowej, prócz jednej
              bardzo leciwej ciotki, w dodatku jedyna akceptowalna opiekunka złapała stałą
              pracę i już nie mogę na nią liczyć. Pracuję ostatnio od 6 do 8 i od 16 do 20,
              kiedy dziećmi zajmuje się mój KOCHANEK - no i jak się tu nie cieszyć? Naprawdę
              LICZĘ na to, że wyjadą.
              Taka ze mnie idealna matka.
              A gdybym czuła coś przeciwnego to byłabym Twoim zdaniem bardziej wiarygodna?
            • derena33 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 18:45
              Ale musisz tez przyznac virtual, ze oprocz tatusiow olewajacych swoje dzieci,
              rownie duzo jest kobiet, ktore w rozny sposob, czasem bezposrednio a czasem za
              pomoca argumentow nie do przeskoczenia utrudniaja lub mega obrzydzaja ojcom
              kontakty z dziecmi, bo go k* nie lubia.
              Patrzac z zewnatrz i sluchajac mozna sie czasem pomylic wierzac matce, ze
              ojciec jest beznadziejny.
              I tylko dzieci zal. Bo z powodu takiej postawy wychowujacego rodzica, dzieci
              rosna kalekie emocjonalnie i nie potrafiace sobie w przyszlosci ulozyc zycia,
              lub zbyt zwiazane z matka i tez nie potrafiace sobie poukladac wlasnych spraw
              uczuciowych w doroslosci.
              Ale ktora mama z tych znajdujacych tysiac powodow teraz, by ojciec nie widywal
              sie z dzieckiem, mysli o przyszlosci tego dziecka, gdy stanie sie dorosle?
              • virtual_moth Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 19:16
                Ja się w sumie Dereno zastanawiam GDZIE są te żmijowate samodzielne
                utrudniające kontakty. Żmijowatą samodzielną nawet znalazłam, ale czy ona
                kontakty utrudniała? Raczej nie.

                Wierzę w to, że jesli już kobieta uniemożliwia kontakty dziecko-ojciec to
                zazwyczaj ma jakieś konkretne, obiektywne powody - najczęściej agresja,
                niezrównoważenie psychiczne ojca. Co ma zrobić, gdy dziecko jest małe, ojciec
                wielokrotnie straszył, że dziecko porwie, mogą sie spotykać tylko u niej w
                domu, a on jako argumentu używa pięści? I w tym kontekście śliczne wyznania
                magdymz też tchną arogancją (ja mogę, a te żmije nie).

                Tak na boku - zastanawiam się dlaczego na forum dla samodzielnych matek tak
                często podnosi się temat utrudniania kontaktów przez złe eksie. To tak jakby na
                forum macochy co tydzień zakładać wątek o sukach rozbijających rodziny. Tak
                jakby nie było już problemów innych wartych omówienia.

                No a jeśli ktoś chce sobie poprawić samopoczucie to mogę napisać - TAK,
                istnieją złe eksie utrudniające kontakty. TAK, jest to złe, podłe głupie. Nie
                napiszę jednak: "ja nie utrudniam kontaktów, bo ich nie ma - jakież to proste.
                Nie mszczę się na ojcu dziecka, nie utrudniam mu życia, bo nawet nie wiem gdzie
                jest. Wszystkim eksiom życze takiego podejscia, jakie mam ja!". Taaak, byłaby
                to baaardzo uniwersalna radauncertain

                Pzdr
                • derena33 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 19:49
                  Virtual, chyba zbyt emocjonalnie odebralas moj post.
                  Oczywiscie to forum dla samodzielnych matek, oczywiscie miejsce to jest do
                  wspierania sie nawzajem, ale czy nie uwazasz, ze wspieranie sie to nie znaczy
                  zawsze slepe przyznawanie racji i glaskanie po glowce? Czasem moze warto
                  powiedziec czy tez napisac, ze pewne zachowania teraz, moga kiedys sie obrocic
                  przeciwko nie tylko matkom, ale przede wszystkim dzieciom?

                  Pozdrawiam.
                • natasza39 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 20:34
                  virtual_moth napisała:
                  > Ja się w sumie Dereno zastanawiam GDZIE są te żmijowate samodzielne
                  > utrudniające kontakty. Żmijowatą samodzielną nawet znalazłam, ale czy ona
                  > kontakty utrudniała? Raczej nie.

                  Jesli nawet się taka znajdzie to się do tego nie przyzna.
                  Choc czasem wyłaziło z tej czy innej takie utrudnianie, a wręcz zabranianie
                  kontaktów.
                  Zreszta to sie da wyczuć. Szczególnie jak matka pisze: "nie wyobrażam sobie aby
                  MOJE dzieci to czy tamto..." z naciskiem na MOJE i na to że ONA wie lepiej co
                  dla dzieci jest najlepsze.
                  Takie uprzedmiotowienie dzieci w tym własnie sensie śmierdzi na kilometr.

                  > Wierzę w to, że jesli już kobieta uniemożliwia kontakty dziecko-ojciec to
                  > zazwyczaj ma jakieś konkretne, obiektywne powody - najczęściej agresja,
                  > niezrównoważenie psychiczne ojca. Co ma zrobić, gdy dziecko jest małe, ojciec
                  > wielokrotnie straszył, że dziecko porwie, mogą sie spotykać tylko u niej w
                  > domu, a on jako argumentu używa pięści? I w tym kontekście śliczne wyznania
                  > magdymz też tchną arogancją (ja mogę, a te żmije nie).


                  Tez chciałabym w to wierzyć, ale tak nie jest w realnym świecie, a zadko zdarza
                  się poczytać kulturalnie piszacego ojca, który na tym forum przedstawia sprawe
                  z innej strony.
                  Ja nie wiem czy magdamz arogancko napisała i w tym kontekście o jakim ty
                  piszesz.
                  Raczej było to spontaniczne. Pochwaliła się, ze dzieciaki na chwilę wyjada do
                  ojca a ona sobie od nich odpocznie. Kazda ma takie chwile. Ja np raz do roku
                  chociaz wypucham młodego na wakacje. Pomaga mi to (jemu zreszta też) zatesknic
                  za soba i odpocząć od siebie psychicznie.
                  Tym bardziej rozumie mame, która ma rozwrzeszczanych przedszkolaków na okragło.


                  Myślę, że post magdymz odczytałas zbyt emocjonalniesmile))
                  • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 20:46
                    natasza39 napisała:
                    > Tez chciałabym w to wierzyć, ale tak nie jest w realnym świecie, a zadko
                    > zdarza się poczytać kulturalnie piszacego ojca, który na tym forum
                    > przedstawia sprawe z innej strony.

                    Spróbuj zadać konretne pytanie
                    to spróbuję odpowiedzieć. Zawsze możesz zapytać.
                    • natasza39 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 21:22
                      kini_m napisał:

                      > natasza39 napisała:
                      > > Tez chciałabym w to wierzyć, ale tak nie jest w realnym świecie, a zadko
                      > > zdarza się poczytać kulturalnie piszacego ojca, który na tym forum
                      > > przedstawia sprawe z innej strony.
                      >
                      > Spróbuj zadać konretne pytanie
                      > to spróbuję odpowiedzieć. Zawsze możesz zapytać

                      Wiesz kin_i ja głupia jestem i nie potrafię zadać pytania.
                      Nie rozumiem, jak to ładnie w innym poście ujałeś, co "autor miał na myśli",
                      więc przede mna nie musisz się tłumaczyć ani opowiadać.
                      Przed taką ciemna babą?
                      Daj sobie spokój, pogadaj z tymi "entelygentnymi" oni cie napewno zrozumieja i
                      pogłaszcząsmile))
                      • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 22:09
                        natasza39 napisała:
                        > Przed taką ciemna babą?

                        A ja myślałem że Ty atrakcyjna blondynka jesteś.
                        No ale śmiało Natasza, ja Ci do usług jak tylko będę umiał.
                      • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 22:23
                        natasza39 napisała:
                        > Nie rozumiem, jak to ładnie w innym poście ujałeś, co "autor miał na myśli",

                        No ja też Ciebie nie dokońca zrozumiałem kilka postów wyżej, ale dostrzegłem
                        jakiś przejaw chęci uzyskiwania pełniejszych odpowiedzi od facetów na forum.
                        WIęc jeśli tylko chcesz o coś zapytać to wal jak w siwy dym. I tyle.
                        • natasza39 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 22:32
                          kini_m napisał:

                          > natasza39 napisała:
                          > > Nie rozumiem, jak to ładnie w innym poście ujałeś, co "autor miał na myśl
                          > i",
                          >
                          > No ja też Ciebie nie dokońca zrozumiałem kilka postów wyżej, ale dostrzegłem
                          > jakiś przejaw chęci uzyskiwania pełniejszych odpowiedzi od facetów na forum.
                          > WIęc jeśli tylko chcesz o coś zapytać to wal jak w siwy dym. I tyle.


                          Twoje stanowisko znam. Nie będę niedyskretna jesli powiem, ze nawet na priv się
                          z nim zapoznałam, poniewaz mi je wyłuszczyłeś (tak jak zresztą kilkunastu innym
                          osobom).
                          Choc jestes upierdliwy, chamstwa netowego raczej nie mozna ci zarzucić.
                          Ergo kwalifikowałbyś się zatem.
                          Ale jak powtarzam znam twoją historię.
                          W swojej wypowiedzi odwoływałam się do innego piszącego tu ojca, który historię
                          swoją umiał (przynajmniej mi) wyjaśnić i w sposób kulturalny przedstawic.
                          Dawniej przewijało się tu takich facetów zreszta więcej.
                          Teraz zostały rodzynki, ale chwała i za to.
                          W końcu forum to nie pociag, mozna z niego wysiąść, szczególnie jak zaczynają
                          ów pociag opanowywać osobniki zachowujące się jak podpite kibole trzecioligowej
                          drużyny.
                          To tyle!
                  • virtual_moth Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 21:01
                    natasza39 napisała:

                    > Myślę, że post magdymz odczytałas zbyt emocjonalniesmile))

                    Masz rację. Pewnie zupełnie by mnie ten post nie obszedł (jak wszelkie wezwania
                    do opamiętania się i "myślenia"), gdyby nie jego forma. Po prostu drażnia mnie
                    takie wyliczanki (ja to, ja tamto) mające mimochodem zaprezentować autorkę w
                    jak najlepszym świetlewink

                    OK, chyba mi się TE dni zbliżają.

                    Pzdr
                    • natasza39 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 21:18
                      virtual_moth napisała:

                      > natasza39 napisała:
                      >
                      > > Myślę, że post magdymz odczytałas zbyt emocjonalniesmile))
                      >
                      > Masz rację. Pewnie zupełnie by mnie ten post nie obszedł (jak wszelkie
                      wezwania
                      >
                      > do opamiętania się i "myślenia"), gdyby nie jego forma. Po prostu drażnia
                      mnie
                      > takie wyliczanki (ja to, ja tamto) mające mimochodem zaprezentować autorkę w
                      > jak najlepszym świetlewink
                      >
                      > OK, chyba mi się TE dni zbliżają.


                      Nie demonizuj PMS`asmile))
                      Niektórzy faceci i tak wszystko tym juz tłumacząsmile)
    • magdmaz Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 20:32
      Dobrze, Virtual, masz świętą i niepodważalną rację - wszelkie teksty "ja mogę
      to one też" są niestrawne i głupie, bo jednowymiarowe.
      Trudno zresztą dyskutować tu o jakichkolwiek normach, zasadach i regułach
      zachowania, bo każda z nas ma inne doświadczenia, inną sytuację - no i innego
      byłego partnera (jak sądzę). Natomiast nie widzę nic zdrożnego w zasadzie
      kardynalnej "myśleć!!!". A zasadniczo o to właśnie mi chodziło.
      I jeszcze o coś: o oddzielenie naszych własnych, często mocno poturbowanych
      emocji od tego, co próbujemy określić jako "dobro dziecka". Bo ja Ci całkowicie
      przyznaję rację, że istnieje mnóstwo przypadków zupełnie uzasadnionej
      nieufności, popartej wypadkami z przeszłości. Pewnie nie uwierzysz, że ja też
      to przeszłam.
      Każdy z nas może powiedzieć: "doświadczyłam/em tego i tego i odtąd moja postawa
      będzie taka a nie inna". I możemy wymieniać się doświadczeniami, ale nic z tego
      nie wyniknie, bo nikt nie będzie dążył do zmian, tylko do przekonania samego
      siebie i wszystkich naokoło, że ta postawa jest słuszna i uzasadniona.
      Virtual, Twoja sytuacja zapewne nie moze ulec zmianie, jeśli kontakty Twojego
      dziecka z ojcem ( a tym samym Twoje i Twojego byłego partnera) nie istnieją.
      Ale moja może. I wielu innych to obecnych samodzielnych. I może być lepiej albo
      gorzej ( z punktu widzenia dziecka, oczywiście, bo zauważ dziecka nie obchodzi,
      czy ja dostanę podwyżkę w pracy, czy podwyżkę alimentów, byleby buty miało). A
      to wymaga refleksji, a także sporo wysiłku.
      Ale to już inna historia.
    • tataadriana Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 21:57
      tak naprawdę to jest wiele powodów, dla których jestem zainteresowany podjęciem
      się wykonywania władzy rodzicielskiej (czyt. opieki), których nie wymieniłem.
      oczywiście wizyta w zespole nadzoru kuratorskiego nie był bezinteresowny, a
      muszę stwierdzić, że bardzo owocny.
      na dzień dzisiejszy przedstawiłem matce adriana następującą propozycję
      załatwienia sprawy bez pomocy sądu:
      - adrian zamieszka u mnie
      - będzie mogła zabierać, przychodzić do adriana bez ograniczeń, również
      czasowych, z zastrzeżeniem ograniczenia pobytu na noc w dotychczasowym miejscu
      zamieszkania, chyba że taki pobyt na noc będzie miał miejsce u jakichś jej
      znajomych (co już często miało miejsce)
      - na razie będzie podpisywać otrzymywanie alimentów, bez ich otrzymywania
      - nie wymagam aby płaciła alimentów
      oczywiście takie coś wymaga czasu, aby podjęła decyzję, ma to głównie na celu
      uniknięcia chodzenia po sądach, rodk etc.
      jeśli jednak w niedługim czasie nie znikną powody dla których musiałem zacząć
      bardzo się interesować zmianą opieki (oczywiście dla dobra adriana), poświęce
      czas na wycieczkę do sądu, tym razem aby złożyć wniosek.
      ale jak się tylko da będę naciskał na pozasądowe porozumienie.
      • kini_m Re: a jak bym komuś solą rzucił? 05.04.06, 22:16
        T.A, oczywiście słuszne jest omijać sąd i dogadać się poza nim po ludzku.
        Ja myślę że to wszystko po prostu zależy od umijętności konwersanta.
        Jeśli ona jest osobą przewidywalną - to Ok, dobrze będzie nie napinać się w
        sądzie. Jest to jakaś inwestycja w dobrą jakość kontaktów.
        Ale jeśli zdarza się że odbija jej palma i to w wersji niebezpiecznej dla
        kwesti opieki nad dzieckiem - to wtedy lepiej nie zasypiać gruszek w popiele.
        Wierzę że wybierzesz najlepszą decyzję.
        Zresztą i tak w gruncie rzeczy z mojego punktu to ja zadroszczę Ci takiej exi.
        • czerwone_korale Re: a jak bym komuś solą rzucił? 06.04.06, 13:43
          tato adriana-gratulacje raz jeszczesmile
          a jak Twoja narzeczona się na to zapatruje? szczęśliwa czy nie bardzo?
          pozdro
    • zawsze_wolna_nilka Re: a jak bym komuś solą rzucił? 06.04.06, 19:29
      mnie się nie chciało czytać całości- co to znaczy- dała dyla? jest na urlopie?
      wyjechała sobie bez dziecka? moze jest w szpitalu? a co właściwie chodzi?
      przecież dziecko jest pod opieką rodzica, co to znaczy że dała dyla? w parku to
      dziecko porzuciła? pod kosciołem?
      co za chore brednie- jak chce chwile pobyc sama,to dziecko ma przeciez tatusia,
      z tego co wiem, walczacego z całych sił o mieszkanie z dzieckiem. to gdzie tu
      jest problem?
      ciekawe, czy w pełnych rodzinach matka ma psi obowiazek nie rozstawac się z
      dzieckim dłużej niz jego pobyt w szkolewink
      ale bredzicie, panowie
      • labomba666 Re: a jak bym komuś solą rzucił? 06.04.06, 19:35
        > mnie się nie chciało czytać całości

        No, a może trzeba było?

        LaBomba
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka