dziś na 19 miał zawieźć Stasia do ortopedy na 19 i zadzwonił o 18.45, że nie
może przyjechać. Żesz, nie powiem co pomyślałam i pod nosem powiedziałam.
Rozchorował mi się piesek (mam yorka) i on wiedział że pies wymaga wizyty u
weta, wie też, że jestem z dzieckiem sama (wczoraj operacja ginekol.) i nie
mam jak iść z psem, bo przecież rocznego malucha sama w domu nie zostawię. I
dzwoni do mnie i pyta: "No i jak sobie z psem poradziłaś". Poprostu krew mnie
zalała i zdziwienie wzięło, że można mieć taką znieczulicę.
Ululałam dziecko, włożyłam buty i poleciałam do lecznicy. Wróciłam, a mały
spał na tym samym boku od 40 minut

.