Po mojej śmierci

28.11.07, 12:58
Jestem młoda ale wszystko się może zdarzyć. Chciałabym w jakiś
prawny, lub nie, sposób zabezpieczyć mojego synka. Gdyby coś mi się
stało (tfu tfu tfu), żeby opiekę nad nim podjęła moja siostra a nie
szanowny tatuś. Ona ma dwoje swoich dzieci i dobre dochody. Jest
dobra matką i dobrym człowiekiem. Szanowny tatuś jest kąpletnie
niedojzały i nieodpowiedzialny. Nie nadaje się na rodzica a tym
bardziej na samotnego rodzica. Zmarnował by małemu życie. Naukę ma w
d... Najważniesze są imprezki i koledzy i ON sam oczywiście. W
karzdym razie męczy mnie myśl, że gdyby mi się coś stało (tfu tfu
tfu) Mały trafił by w nieodpowiednie ręce. Czy któraś z was wie jak
to zrobić? I nie chodzi mi o ograniczenie praw.
    • obiwe Re: Po mojej śmierci 28.11.07, 15:03
      Wiesz Pola mi to tez kiedys przemknelo przez mysl, ale stary i tak
      sie dzieckiem nie interesuje wiec i tak mala opiekowala by sie
      babcia lub siotra. Wtedy pewnie by wystapila do sadu o przyznanie
      praw opieki nad dzieckiem bo stary sie nei interesuje, nie lozy itd.
      Ale nie wiem czy mozna cos takiego zrobic wczeniej bez ograniczania
      praw.
      • annakate Re: Po mojej śmierci 28.11.07, 15:16
        Prawnie usankcjonować się tego nie da. Testamentem można rozporządzić majątkiem,
        a nie prawem do opieki nad dzieckiem. Możesz zainteresowanych zaznajomić ze
        swoją wizją, ale nie ma żadnej prawnej możliwości jej wyegzekwowania.
        • skwierek Re: Po mojej śmierci 28.11.07, 17:00
          I to jest sprawiedliwość na tym świecie sad biedne dzieciaczki, które spotyka
          taki los, że nie dość że tracą matkę, to jeszcze są wychowywane przez
          nieodpowiedzialnych tatusiów, podczas gdy mogłyby mieć choć namiastkę normalnego
          domu wśród ludzi którzy troszczą się naprawdę o jego dobro. chore jest to nasze
          prawo.
          • annakate Nie desperujcie! 28.11.07, 18:25
            Prawo wcale nie jest chore - rozporządzać można tym, co się ma, a nie wszystkim
            i wszystkimi dookoła, zwłaszcza zza grobu. I tak stanowi nie tylko polskie prawo.

            Skoro ojciec jest taki beznadziejny i nie interesuje się dzieckiem, to po
            śmierci matki ewentualności są dwie - albo go to poruszy do głębi i zacznie się
            dzieckiem interesować i prawidłowo się nim zajmie, albo nie zrobi to na nim
            żadnego wrażenia i dziecko nadal nie będzie go obchodziło; wtedy da to pole do
            popisu babciom i ciociom.

            jeśli szeroko rozumiana rodzina funkcjonuje dobrze, to nawet śmierć matki nie
            pozbawia dziecka szansy na normalne życie, normalny dom. Psychika dziecka jest
            niebywale elastyczna i przy prawidłowej reakcji otoczenia jest w stanie znieść
            traumę w postaci śmierci najbliższej osoby. Jak świat światem część ludzi
            wychowywała śię bez rodziców. Istotny problem jest natomiast w sytuacji, kiedy
            dziecko jest wychowywane bez udziału innych osób niż matka, zwłaszcza jeśli nie
            jest to kwestia fizycznej odległości, a osamotnienia i dziecko jest wychowywane
            w poczuciu, że cały świat jest wrogi, zagrażający i tylko mama jest dobra.
            • skwierek Re: Nie desperujcie! 28.11.07, 18:45
              widać, że nie masz zielonego pojęcia na temat rozbitych rodzin i tatusiów
              jedynie na papierku, albo udających że są tatusiami i dobrze obyś nigdy tego nie
              doświadczyła i obyś nigdy nie musiała się zamartwiać losem swojego dziecka w
              razie gdyby Ciebie zabrakło!
              • annakate Re: Nie desperujcie! 28.11.07, 21:20
                Widać natomiast, ze Ty wiesz wszystko. Wszyscy faceci są beznadziejni kompletnie
                i w zasadzie najlepiej byłoby trzymać ich z daleka od ich potomków,
                wychowywanych przez idealne i wszystkowiedzące matki. Do tego najlepiej byłoby,
                żeby wszystko dało się uregulować prawnie, każdy detal życia obecnego i
                przyszłego. Wszystko jest czarne-białe.

                Otóż nie. Po pierwsze życie jest znacznie bogatsze niż prawo.nie wszystko i nie
                zawsze da sie przewidzieć i uregulować. Po drugie od kilkunastu lat podpisuję
                się pod około 700 orzeczeniami w sprawach rodzinnych rocznie, więc śmiem
                twierdzić, że niezależnie od osobistych doświadczeń trochę sytuacji kryzysowych
                w rodzinach widziałam i wiem co nieco o rozmaitych reakcjach ludzi. Jedno jest
                pewne - w takim momencie jak śmierć matki małoletniego dziecka nic już nie jest
                w rodzinie tak samo. Albo ojciec staje na wysokości zadania albo nie - i wtedy
                albo sam się izoluje od dziecka, albo jest izolowany przez aktualnych opiekunów.

                To normalne, że każda matka, a nawet powiedziałabym że i ojcowie niektórzy
                zastanawiają się, co by było, gdyby ich zabrakło. Rozumiem wszelkie obawy, tym
                potężniejsze, jeśli dziecko jest niepełnosprawne.
                Mnie też nie są obce. Powiem Ci nawet, co ja zrobiłam i robię biorąc taka
                ewentualność pod uwagę. Jestem ubezpieczona na życie a moje dziecko uposażone -
                kwota jest taka, że gdybym sie rozstała z tym światem, to starczy na dalszą
                edukację do ukończenia studiów. mam sporządzony testament, chociaż to nie jest
                konieczne, bo dziecko jest moim jedynym ustawowym spadkobiercą. Dbam o dobre
                relacje z najbliższą i trochę dalszą rodziną - po to, by nie zostało na świecie
                z samymi obcymi ludźmi. Bardzo ja kocham i staram sie dać jej tyle tej miłości,
                ile tylko potrafię tu i teraz - gdyby miało nie być jutra. Pokazuję jej świat,
                zwiedzamy, robimy mnóstwo ciekawych i fajnych rzeczy - po to, żeby zostały
                wspomnienia. Dbam o siebie w sensie zdrowia, robie badania profilaktyczne żeby
                zminimalizować ryzyko ciężkiej choroby. Tyle mogę. Mam pełna świadomość, że
                jutro mogę mieć wypadek, ale jak będę siedziała i gryzła palce to nic mi z tego
                nie przyjdzie, więc sie nie zaproblemiam.
                • alabama8 Re: Nie desperujcie! 29.11.07, 10:15
                  Polisa na życie i wskazanie uposażonego musi być zrobione z głową.
                  Co mam na myśli? Przy polisie na życie matki w której uposażonym
                  jest dziecko, może wystąpić sytuacja której matka nie przewidziała.
                  Jeżeli ojciec nie jest pozbawiony praw, w momencie śmierci matki,
                  przejmuje opiekę nad dzieckiem i automatycznie zarządza majątkiem
                  dziecka - czyli uposażonego. W jego więc ręce dostanie się kasa z
                  polisy matki.
                  Lepiej jako uposażonego wskazać kogoś do kogo masz pełne zaufanie
                  (siostrę, babcię) - kto ci zagwarantuje że kasa z polisy pójdzie na
                  potrzeby dziecka (studia, mieszkanie).

                  • pola782 polisa na siostrę 29.11.07, 10:38
                    To oczywiste
                • pola782 Jestem zapobiegliwa 29.11.07, 10:23
                  Nie desperuję, jestem zapobiegliwa.
                  W kwestii formalnej: mój ojciec zmarł jak miałam 17 lat a mama jak
                  miałam18. Młodszy brat miał wtedy odpowiednio 13 i 14 lat.
                  Po śmierci rodziców opieką nad nami przejęła siostra mojej mamy,
                  wspaniała kobieta. Nie wyobrażam sobie co by z nami było gdybyśmy
                  trafili do rodzeństwa ojca. Tragedia. Strasznie się tego baliśmy ale
                  na szczęście im nie zależało.
                  Tatuś mojego synka może by nie wpadł na pomysł żeby po moim zejściu
                  (tfu tfu tfu) zabrać małego ale na pewno jego matka. Chcę tego
                  uniknąć.
                  Niedawno oglądałam film. Rodzice zgineli w wypadku. Wszyscy się
                  spodziewali, że w testamencie ustalą iż to siostra X weźmie dzieci
                  bo ma swoje i jest wręcz idealną matką. Rodzice jednak wybrali
                  siostrę Y, pannę, karierowiczkę. Wyjaśnili swoją decyzję tak: nikt
                  nigdy ich nie zastąpi i nikt nie jest taki jak oni ale uznali, że
                  opiekować się dziećmi powinna osoba jak najbardziej do nich podobna.
                  Jest w tym coś.
                  Nie podobają mi się zasady panujące w domu tatusia mojego syna. Moja
                  siostra zna mnie bardzo dobrze i wie jak ja sobie wyobrażam
                  wychowywanie dziecka. Wie jakie ja mam zasady i przedewszystkim
                  okazałaby razem z mężem wiele miłości mojemu dziecku. U rodziny
                  tatusia brakuje właśnie miłości, czułości a jeśli jest to nikt tego
                  nie okazuje.
                  Kocham mojego syna ponad wszystko i oprócz strony materialnej chcę
                  mu zabezpieczyć także stronę uczuciową. Bez pieniędzy (wielkich) da
                  się żyć, bez miłości nie ma to sensu.

                  anakate napisała: Mam pełna świadomość, że
                  > jutro mogę mieć wypadek, ale jak będę siedziała i gryzła palce to
                  nic mi z tego
                  > nie przyjdzie, więc sie nie zaproblemiam.

                  Nie siedzę i się nie zaproblemiam. Chcę to jakoś załatwić, ustalić i
                  żyć dalej z świadomością, że zabezpieczyłam moje dziecko.
                  • annakate Re: Jestem zapobiegliwa 29.11.07, 23:19
                    Pola, akurat twoja wypowiedz jest dla mnie zupełnie zrozumiała. To normalne, że
                    każda z nas czuje się odpowiedzialna za przyszłość dziecka. uważam, że trzeba
                    zrobić to co można, a w pozostałym zakresie zwyczajnie starać się żyć tu i teraz
                    nie odkładając pewnych spraw na później.
                    A tak technicznie - uposażenie dziecka nie jest złym pomysłem, ojciec na
                    czynności uszczuplające majątek dziecka musi mieć zgodę sądu, więc nie roztrwoni
                    tych pieniędzy tak całkiem bez kontroli. Ale jeśli ma się większe zaufanie do
                    kogoś innego z rodziny - to to jest tez dobre wyjście.
                    Statystycznie mamy szanse dożyc osiemdziesiątki, oby żadnej z nas się te
                    rozważania nie przydały.
                • skwierek Pieniądze to nie wszystko! 30.11.07, 11:49
                  Oczywiście zabezpieczenie materialne jest ważne, ale o wiele ważniejsze jest
                  środowisko w jakim wychowuje sie dziecko, lepiej aby żyło skromniej niż w
                  wielkim dostatku i z tatusiem, który nie potrafi sie nim zaopiekować i dać mu
                  tyle troski i miłości jakiego dziecko potrzebuje. Co z tego, że dziecko po
                  ukończeniu 18 lat będzie miało kasę? skoro wcześniej będzie pozbawione
                  kompletnie dzieciństwa przez nieodpowiedzialnego ojca? Ja po prostu mam takie
                  zdanie, że każda matka (która sprawuje nad dzieckiem opiekę) powinna wskazać
                  osobę lub osoby, które jej zdaniem najlepiej nadawałyby sie do wychowania jej
                  dziecka, i te osoby powinny być w pierwszej kolejności rozpatrywane przez sąd,
                  powinny być poddawane badaniom psychologicznym i wielu świadków powinno
                  potwierdzić, że są dobrymi i odpowiedzialnymi ludźmi, a nie że opiekę nad
                  dzieckiem dostaje ojciec tylko dlatego, że jest biologicznym ojcem i nic poza tym.

                  Nie napisałam, że wszyscy tatusiowie sa źli bo to absurd, ale prawo powinno
                  zabezpieczać dzieci przed tatusiami, którzy nie nadają sie do opieki i
                  wychowania i nie tylko przed alkoholikami, ale także takimi, którzy nie są w
                  stanie przekazać dziecku pozytywnych wzorców.

                  Moja Droga, to, że masz kontakt ze sprawami rodzinnymi o niczym nie świadczy, bo
                  "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". To tak jakbym ja powiedziała, że
                  znam te tematy bo naoglądałam sie w telewizji wielu reportaży, bo przeczytałam
                  na ten temat wiele artykułów, a prawda jest taka, ze dopiero jak mnie spotkała
                  śmierć ojca, jak ja zostałam samotna matką, dopiero inaczej mogłam spojrzeć na
                  te wszystkie sprawy i zapewniam, kiedy człowiek znajduje się po drugiej stronie
                  ma inne spojrzenie niż dotychczas!!!
                  • annakate Re: Pieniądze to nie wszystko! 30.11.07, 14:07
                    Oczywiście, że pieniądze to nie wszystko, ale ułatwiają życie. Jeśli przyjąć, że
                    nie ma się stuprocentowego zaufania do ojca dziecka, to po to właśnie będą te
                    pieniądze, żeby dziecko mogło się uczyć, niezależnie, czy ojciec uzna to za
                    priorytet.
                    Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby matka wyraziła nawet na piśmie, w testamencie
                    wolę w zakresie powierzenia opieki nad dzieckiem konkretnej osobie - tyle tylko,
                    że nie ma to wiążącej mocy prawnej. Nie ma również żadnych przeszkód, by osoba
                    taka - wskazana przez matkę lub domyślająca się chociaż jej woli w razie
                    jakiegoś nieszczęścia złożyła wniosek o rodzinę zastępcza czy opiekę prawną
                    (zależnie od sytuacji) i zapewniam Cię, że te osoby są w pierwszej kolejności
                    brane pod uwagę, bo kolejek do zajęcia się dzieckiem zwykle nie ma.
                    Nadal nie rozumiem, dlaczego zakładasz, że tylko matki wiedzą, czego dzieciom
                    potrzeba - a ojcowie są kompletnie i z gruntu do niczego. Poza tym chciałam
                    zauważyć, że z prawnego punktu widzenia ojcostwo biologiczne nie ma większego
                    znaczenia - ważne jest ojcostwo prawne. W tym zakresie jest kilka możliwość
                    ukształtowania sytuacji w sposób ograniczający udział ojca w decyzjach
                    dotyczących dziecka jak się okaże, że ojciec jest tak beznadziejny, jak ci Tobie
                    znani - nie trzeba czekać na nagłe nieszczęście.

                    Bardzo mi przykro, że dotknęły Cię życiowe nieszczęścia - ale uwierz mi, żeby
                    coś wiedzieć o pewnych sytuacjach niekoniecznie trzeba je przeżyć na własnej
                    skórze. Ornitolog nie musi umieć latać, a ginekolog nie musi rodzić.

Pełna wersja