aglesnik
05.10.03, 21:03
chyba chcialabym zebyscie mi poradziły co mam zrobić. wszystko dot. pracy.
moje nadleśnictwo zostało rozwiazane w tempie iście expresowym, ale to inna
kwestia, i dostaliśmy (ci ocaleli) bilet do przejmującego nas, ale
naturalnie jak to bywa w czasie zmian ktoś ma prace, a ktoś nie!
z racji mojej sytuacji i pewnych znajomości rodziców (hehehe) nie mozna się
mnie pozbyc, oferuje mi się posadki, ale....
1) dojeżdzanie 30km w jedną stronę do sąsiedniego
2) bycie pracownikiem terenowym, cały dzień w lesie w podległości pewnemu
panu, i na dodatek od 1.01.2004 naleznie pod nowe (kolejne) nadlesnictwo,
gdzie jak wiemy, szef jest nieco ekstrawagancki, tak wiec mogę stracić pracę
w mig
3) pozozstanie i robienie tego co potrafie, mam wykształcenie i
doswiadczenie, ale wtedy zwolnią pewną pania , która jest tylko ksiegową,
musi się tego nauczyć, ale nie ma dla niej innej alternatywy
nie wiem co robić??? skazac dzieci na dojazdy??? zmiany szkół, zaryzykowanie
nowej pracy, czy walkę o posadę ktora mi odpowiada???
mam wrazenie, ze nowy szefunio chce zebym swoim kosztem załatwiła jego
robotę.
strasznie mi z tym cieżko i jakoś tak smutno, ze nie liczy sie tak do końca
przygotowanie zawodowe, ale jedna licza sie ludzie!! tym się pocieszam
naturalnie.
mam wykorzystać swoje "Nieszczęście" żebym miała dobrze???
poradźcie cos, strasznie trudno jest być samodzielną, dzielną i wogóle....
agata