cudko1
06.05.09, 10:12
witam serdecznie. Nie jestem taka zupełnie nowa na forum bo kiedyś
już się udzielałam, potem miałam przerwę a teraz potrzebuję pomocy
bardziej doświadczonych.
Jestem samotną mamą 9 miesięcznej dziewczynki, Z ojcem dziecka nie
byliśmy małżeństwem, nigdy też nie mieszkaliśmy razem uznał dziecko
(bardzo go pragnął jak twierdził) no ale w międzyczasie chyba mu się
odwidzialo i obecnie sytuacja przedstawia się następująco.
1. nie widział córki od połowy stycznia, jest to już druga taka jego
nieobecność, wcześniejsza trwała 2,5 miesiąca około. Pojawił się w
okolicy świąt na chrzest małej.
2. jak jej nie widuje to wiadomo również nie płaci. Przez 9 miesięcy
życia małej przeznaczył na nią jakieś 1500 zł + 1000 które młoda
dostała od jego rodziców z okazji chrzcin
Do tej pory nie występowałam o alimenty mając naiwną nadzieję, że
tatuś się jednak zreflektuję, jednka czekanie było daremne a
niestety moja sytuacja finansowa nie pozwala mi na dłuższe
zwlekanie. Do tej pory ogromną pomoc w utrzymaniu i wychowaniu
młodej mam w bracie i rodzicach - dziadek sie nia na codzień
opiekuje. Ja oczywiście pracuję (wróciłam do pracy od razu po
macierzyńskim). Dodatkowo jak tylko mogę albo coś się trafi biorę
prace zlecone żeby dodatkowo zarobić.
Na dzień dzisiejszy chcę złożyć pozew o alimenty z zabezpieczeniem
powództwa. Ni i tak mam pytania i jezli mogę prosić to mi trochę
podpowiedźcie:
- czy składać rachunki na małą jakie mam?? - starałam się wszystkie
zbierać od tego stycznia, więc większoś mam. Chyba że coś kupowała
rodzina to wtedy niekoniecznie
- czy powoływać świadków w osobbach moich bliskich na to że ojciec
nic nie płaci i nie interesuje się dzieckiem - czy są przez Sąd
traktowania jako świadkowie wiarygodni?? - innych świadków nie mam
- czy jest jakkolwiek realna szansa na uzyskanie alimentów wstecz??
- ojciec dziecka prawdopodobnie pracuje tylko na czarno. Mieszka z
rodzicami. rodzice prowadzą gospodarstwo rolne, które prawdopodobnie
zapisane jest na brata, który jest w stanach,
- ojciec dziecka jest hazardzistą - nie mam na to świadków - to
znaczy mam ale niechciałabym ich powoływać,
- ojciec dzieka prawdopodbnie nie ma na siebie zapisanego żadnego
majątku, poza (chyab) samochodami - dwoma albo trzeba w różnym
stanie, o różnych wartościach.
Od razu wyjasniam że nie chcę pieniędzy na siebie, sama siebie
utrzymuję tylko na dzieck, którego on chciał ale jakoś mu przeszła
chyba ta rodzicielska miłość.
Teraz druga sprawa dla mnie bardziej bolesna. Nigdy nie zamierzałam
ograniczać kontaktów ojca z dzieckiem (jestem absolutna
przeciwniczką tego typu praktyk, jezeli ojciec zachowuje sie
odpowiedzialnie itp. W tym przypadku tak nie jest, boję się
sytuacji, że mu się nagle odwidzi, zechce widywać dziecko, ale
tuylko gdy mu pasuje, na chwile i w ogóle. Boje się jak to wpłynie
na małą, taki znikający ojciec (chyba wiecie o co mi chodzi??) no i
ta niepewność która mnie dręczy. Dodam że robiłam wszytsko żeby
ojciec miał z mała kontakt, żeby się nią zaczął interesować ale
niestety bez skutku a mi już sił brakuje na kolejne telefony i w
ogóle.
No i zastanawiam się nad pozbawieniem go praw ew. ograniczeniem -
jaka jest realna szansa??
z góry dzięki sliczne za odpowiedzi i pomoc. w razie ewentualnych
pytan z chęcią odpowiem.