zawiodlam sie na moim chlopaku jako ojcu

a bylam pewna ze bedzie
inaczej, ze bedzie sie troszczyl o mnie i o nasza mala, ze bedzie mi
pomagal, a tu jednym slowem lipa... pierwszy raz przebral swoje
dziecko po tygodniu jak juz prawie na kolanach blagalam ( tlumaczyl
sie ze nie moze tak na nie swoja kupe patrzec

), tak wiec ja ja
karmie przewijam i kapie, wszystko... dzisiaj byla akcja z kapiela
wlasnie, od paru dni zaczl mi pomagac przy kapaniu, tzn. tzrymal
mala a ja ja mylam, zazwyczj ja kapiemy tak kolo 17.30 a on dzisiaj
w tym czasie sobie smacznie spal, obudzilam go i powiedzialam ze
trzeba brzdzaca wykapac a on na to ze moze jutro? zapytalam sie czy
jutro bo teraz ci sie nie chce a on powiedzial ze tak... czy on ja w
ogole kocha??? nie chodzi mi o to zeby skakal nad nia czy wyreczl
mnie we wszystkim oprocz karmienia, bo tak naprawde poradze sobie
sama, juz to wiem, chodzi mi o to zebysmy zajmowali sie naszym
dzieckiem razem, zeby mala czula ze ma mame i tate. tak mi smutno
jest

musialam sie wyzalic a za bardzo nie mam gdzie... tez
macie takie problemy z mezami, partnerami, ojcami swoich dzieci? co
moge zrobic zeby on chcial, chociaz troszke??