Oj ileż się tu opisałam o moich perypetiach ze skazą... Ciężko było,
ale suma summarum nadal karmię piersią i jestem zadowolona z
podjętych przez siebie decyzji

. Jeszcze do niedawna wydawało mi
się, że azs mojego szkraba, to jakiś koszmar.. maści, sterydy,
krople, B> RYGORYSTYCZNA dieta...a "wystarczyło" zmienić
proszek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!, który jak się okazało
najbardziej podrażniał skórę mojego malucha. Myślałam o tym miliony
razy, ale każdy, dosłownie każdy lekarz mówił, że alergia kontaktowa
to najmniej prawdopodobna przyczyna.. więc jak ten baranek

słuchałam się "mądrych" lekarzy. Nie powiem, że jest idealnie,
często nawiedzają nas czerwone plamki i to zawsze w tych samych
miejscach ( szyjka i żeberka z prawej strony oraz suche nadgarstki),
ale w porównaniu z tym co było, jest bajecznie!! Mój mądry mąż na dzień kobiet kupił mi czekoladki.. próbowałam ich nie ruszyć bo
zdrowy rozsądek podpowiadał, że najmocniej ucierpi na tym synek. Po
kilku godzinach nie wytrzymałam pochłonęłam

"kilka" i czekałam na
efekt.. Ku mojemu zaskoczeniu mały nie zareagował na czekoladę nawet
w najmniejszym stopniu!!,więc pudło czekoladek opanowałam w 4 dni...
I do tej pory skutków ubocznych brak...I tak teraz perspektywy czasu
śmiało mogę stwierdzić, że mimo tego co mi się wówczas wydawało "AZS"
mojego syna nie było/ jest tak poważne. Chciałabym teraz przejść
jednak do rzeczy



Wpadłam na "szatański pomysł"(od pewnego czasu maluch stał się
strasznym Tadkiem niejadkiem i na wszystko kręci nosem) Chciałabym
spróbować podać mu kaszkę mleczno-ryżową a nie ryżową na wodzie,
która pluje dalej niż widzi... Trochę się jednak boję.. Sama nadal
unikam nabiału bo karmię małego piersią i zastanawiam się nad
prowokacją ale taką przefiltrowaną przeze mnie. czy będzie to jakaś różnica dla małego?