sloughi
10.02.11, 16:50
Po trzecim miesiącu już ostygłam, a szok zmienił się w smutek i zwyczajną samotność we dwoje. Mój mąż nie ma żadnych potrzeb zajmowania się dzieckiem. Nic. Owszem, podejdzie i zagada, zmieni pieluchę, potrzyma, ale gdy trzeba, gdy poproszę. Jest wiecznie zmęczony. Najgorsze są wieczory w trójkę w naszym małym mieszkaniu. On przed tv bo mecz albo inne g...., laptop na stole włączony, chipsy i jakiś "niegroźny" alkohol. Jego życie się nie zmieniło. Ja obok. Szczęśliwa z dzieckiem i oddalająca się coraz bardziej od męża. Rozmowy dają tyle tylko że on przecież nie może się zmusić do tego, co mu samo nie przychodzi. Mężczyźni rozwijają przecięż więź z dzieckiem inaczej i później, a niektórzy, tak jak mój, najpierw w ogóle. Wyję gdy mi mówi, że dzieci do szóstego miesiąca jak warzywa tylko są i co się z nimi robi nie ma znaczenia. Czy któraś z Was to zna?