Całymi dniami siedzę z dziećmi - 7 miesięcy i 4 latka. Od rana do nocy i w nocy ciągle wstaję. Dzieci to niesamowita radość, ale jak sie cieszyć, kiedy rutyna i zmeczenie dają o sobie tak bardzo znać. Córka (4latka) chodzi do przedszkola na trochę... teraz obydwoje chorują od początku lutego. Mąż w pracy od rana do nocy. A ja nie mogę sie doczekać, kiedy te młodsze stanie na nogi i zacznie spać

Jejku, dlaczego to macierzyństwo jest tak wycieńczające? Dopadają mnie stany depresyjne, może to na przesilenie wiosenne, czy coś takiego? Tylko dzieci, sprzątanie, gotowanie, w nocy wstawanie i od rana dzieci, sprzątanie, gotowanie, prasowanie... a gdzie jestem ja? Czekam na słowa krytyki/pocieszenia. Coś poczytam chociaż, usłyszę kogoś oprócz dzieci.