Dla odmiany bedzie powaznie. i dlugo bo sprawa powazna, kilka mam zagwostek i kilka rzeczy mnie zdolowalo.
Dostalam uczulenia. Na poczatku wygladalo jak pokrzywka - obecnie (poniewaz swedzi potwornie) sa to juz rany/jakies liszaje potwornie potwornie swedzace. Co wloze drazni, nie moge stac, siedziec i w ogole koszmar. Zrobilam diete eliminacyjna i poszlam do lekarza (alergologa i dermatologa) alergolog dal mi zyrtec - ktory biore. Ju mi sie skonczyl w sumie - czy pomagal? Mniej swedzialo wysypka jak jest byla moze nawet gorzej jest bo nabiera charakteru. Do tego badania krwi zeby ustalic co z jedzenia mnie uczula. Badania wykazaly ze jestem okazem zdrowia - nic mnie nie uczula po za krabem (nawet nie wiem czy w zyciu jadlam prawdziwego kraba

) jedyne co to jem sobie teraz nirmalnie i przestalo mi byc tak potwornie zimno - wiec tyle z tego plusow.
Dermatolog - obejrzala, uslyszala ze jeszcze karmie jeknela ze w takim razie nic mi dac nie moze po czym zasugerowala odstawienie dziecka - bo w 10 mcu juz w sumie mozna. Po czym zamyslila sie "o to moga nawet kobiety w ciazy"w koncu powiedziala i wypisala mi masc sterydowa z przykazaniem ze na male kawalki (co wydalo mi sie smieszne bo nie wiem od ktorego konca mialabym zaczac bo cala jestem w jednej wielkiem ranie spuchnietej) ale spoko.
Przychodze do domu, nasmarowalam zgiecia lokci gdzie faktycznie bylo najgorzej. Po czym przeczytalam ulotke w ktorej jest napisane ze mozna w ciazy jesli lekarz przepisze ale ni wolno przy karmieniu... No i cala lista zaburzen rozwojowych jakie wywoluje u dzieci. Wiec mnie strach oblecial - nie stosuje.
No i pytanie - co robic? Smarowac sie na male kawalki jak lekarz pozwolil i karmic? Odstawic i sie smarowac na wieksze? Nie smarowac sie i karmic?
Moje dziecko bardzo piersiowe, blw obawiam sie ze na tym co je (mieso i warzywa glownie) by nie wyzyl wiec musialby dostawac mm. Nie ma tragedii przyzwyczajony do butli wiec w kazdej chcwili moge teoretycznie zaczac odstawianie. Ale nie chce. Mimo tego ze moja mama dzwoni dwa razy dziennie i mowi ze to wszystko toz wycienczenia organizmu (?) i ze jesli kiedykolwiek jeszcze chce miec dzieci to musze odstawic narychmiast. Bzdury ale po tym jak wyszlo ze to nie jedzenie sama nie wiem co myslec - moze faktycznie jestem oslabiona? Moze to hormony? Moze zmiana plynu do plukania? Nie moge przestac myslec ze problemy zaczely sie zaraz po skoku 9 miesiaca odkad faktycznie zaczal jesc wiecej....
Do tego dziecko w nocy histeryzuje bo zeby ida. No po prostu bal.
Aaa - nie wykluczam ze jestem uzalezniona od kp

i wszystko sobie tlumacze zeby dalej karmic...