Moze ja jestem jakas nie do konca ogrnieta motorycznie, ale powiedzcie - czy Waszym brzdącom tez tak trudno paznokcie doprowadzic do stanu, w ktorym nie beda zagrozeniem dla zdrowia i zycia? Zarowno dziecka jak i osob postronnych?
Pomijam fakt, ze musze mojej 4,5m corce obcinac paznokietki 'na zywca', tzn gdy nie spi, bo kazda drzemka jest z trudem wywalczona i krotka... Ale obcinam co 3 dni praktycznie, tne rowno, same brzegi zaokraglam minimalnie, ostatnio nawet pilnikiem przelecialam i... NIC! Na drugi dzien te male szpony znow byly tak ostre, ze mogla by nimi rysowac szklo...
Pal szesc ze mnie boli gdy chwyta mnie za reke/brode/cycek - ale jak JĄ boli gdy sie drapie po buzi, to sobie nie wyobrazam. A jak widze jak wieczorem trac oczy o malo sobie paluszkow do nich nie wsadzi to mi serce staje...
Co zrobic, by paznokcie nie byly takie ostre? Serio sa krotkie, czasem nie ma juz ani pol mm by zlapac nozyczkami, a mimo to ostre jak brzytewki...